środa, lutego 6

Dziewczyno, bądź zołzą!

Drodzy Panowie, bardzo cenię sobie Waszą obecność tutaj, ale dziś musicie znaleźć sobie coś innego do czytania.
Drogie Panie, pamiętacie mój wpis o byciu singlem w związku? Po tym wpisie dostałam sporo maili, które mówiły o tym, że ta notka pojawiła się w odpowiednim momencie ich życia. Było też sporo maili z pytaniem "Co mam zrobić, w moim związku nie jest dobrze". Nie jestem psychologiem, więc mogę się mylić, ale jestem antropologiem w pełnym tego słowa znaczeniu - poza czystą biologią uwielbiam obserwować ludzi i zależności między nimi. Osobiście uważam, że antropologia ma wiele wspólnego z psychologią, oczywiście bez urazy dla psychologów! Ale do rzeczy.
Co z tą zołzą? Wiele z Was pewnie słyszało o książce "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?". Ja też wiele o niej słyszałam, ale przyznam szczerze, że nie była to książka, po którą miałam zamiar sięgnąć będąc w księgarni. Jednak wpadła ona w moje ręce przez zupełny przypadek - czytała ją moja przyjaciółka. Powiem szczerze - nie przeczytałam jej od deski do deski, bo nie miałam takiego zamiaru. Przeczytałam trzy pierwsze rozdziały i stwierdziłam, że nie ma w tej książce nic, czego bym nie wiedziała.
Uprzedzę pytania, które prawdopodobnie zadacie mi po przeczytaniu tego artykułu - nie, nie zostałam wychowana na tytułową zołzę. Mówiąc szczerze zazdroszczę kobietom, które zostały tak wychowane przez matki i babki. Ja zostałam wychowana na grzeczną i miłą dziewczynkę - przeciwieństwo zołzy. Wychowywała mnie kobieta, która urodziła się w czasie wojny, w dodatku w Rosji, gdzie panował patriarchat. Mężczyzna był najważniejszy, nie liczyło się zdanie kobiety. I w takim przekonaniu zostałam wychowana. Zbuntowałam się jednak, kiedy zauważyłam, że to nie działa. Od kiedy siebie i swoje pasje stawiam w rankingu wyżej niż swojego partnera, w moim związku dzieje się lepiej.
Wracając do zołzy - zołza to nie zrzędząca jędza, która nie ma się z czego cieszyć w życiu. To stwierdzenie ma teraz nieco inne znaczenie - słysząc 'zołza' powinnyśmy słyszeć - pewna siebie kobieta, która nie boi się stawiać granic. Bycie zołzą nie ma nic wspólnego z byciem wredną czy niemiłą. Wręcz przeciwnie. Zołza jest miła i uśmiechnięta. Nie marudzi. Kiedy jej się coś nie podoba nie przestaje być kulturalna, tylko w delikatny sposób daje do zrozumienia, że coś jej się nie podoba.





Po pierwsze - nie podawaj mu siebie na tacy niezależnie od tego czy to pierwsza randka czy dziesięcioletni związek. Wiesz dlaczego kobiety zapamiętują wiele rzeczy łatwiej niż mężczyźni? Bo mają bardziej rozwinięty hipokamp. Mężczyźni za to mają lepiej rozwinięty płat czołowy, dzięki czemu w dawnych czasach potrafili upolować mamuta i przyciągnąć go do domu. Choć obecnie nie muszą już tak brutalnie zdobywać pożywienia ich płat czołowy nadal ma większe rozmiary od kobiecego, co oznacza, że nadal jest w nim instynkt łowcy. Także jeżeli chodzi o Ciebie - jeśli starasz się za bardzo - codzienne robisz wykwintne obiady z deserem i jesteś na dosłownie każde zawołanie - on się zniechęca, bo to tak jakby antylopa celowo położyła się przed lwem mówiąc 'zjedz mnie'. To obdziera go z naturalnego instynktu łowcy, bo widzi, że nie musi się starać. Jeśli masz swoich znajomych, nie podskakujesz z radości za każdym razem kiedy on proponuje obejrzenie kolejnego odcinka "Na dobre i na złe", bo masz inne plany - budzi się w nim łowca. Dlaczego? Bo zazwyczaj miał to co chciał na wyciągnięcie ręki, więc uważał, że posiadanie tego jest naturalne. Ty wyłamałaś się z jego stereotypu, więc będzie Cię zdobywał najbardziej wyszukanymi sposobami. To naprawdę działa - sama sprawdziłam :)

Po drugie - mężczyzna nie reaguje na słowa, ale na ich brak. Motorem napędowym dla nich jest brak kontaktu. Opowiem Wam o tym na swoim przykładzie. Kiedy mam wolny weekend, na który nie mam planów mogę godzinami stać przed nim i prosić go o zrobienie czegoś razem, a on nawet nie kiwnie palcem. Moja zasada - próbuję 2 razy - kiedy widzę że nic z tego spotykam się z przyjaciółką, idę na spacer albo czytam książkę. Sytuacja odwraca się o 180 stopni kiedy mam dużo pracy, często nie ma mnie w domu, a kiedy już jestem, zamiast oglądać z nim serial wykonuję swoje obowiązki domowe, czytam książkę lub uczę się - początkowo on nie zauważa mojej nieobecności. Ale kiedy taka sytuacja trwa dłużej - kilkanaście dni - sam zaczyna zabiegać o moje towarzystwo - proponuje kino, sam zrobi kolację, wykonuje nawet obowiązki domowe, które są wypisane na samoprzylepnych karteczkach na tablicy w moim pokoju, bo chce, żebym czas, który normalnie poświęciłabym obowiązkom, spędziła z nim.

Po trzecie - postawa w stylu "Jestem pewna siebie, jeśli chcesz to weź, jeśli nie, masz pecha, bo ja nie mam zamiaru nad tym ubolewać" zawsze działa. Nawet w pięcioletnim związku. Jeśli pokazujesz facetowi, że jesteś niepewna siebie i bez niego nie jesteś w stanie nawet zorganizować sobie czasu, to on uwierzy, że ma Cię w garści, a od tego już kilka kroków do traktowania Cię jako dodatek do życia. Siedzenie przy komputerze i granie w gry, kiedy mieliście spędzić czas razem - znacie to? Ja tak. W takiej sytuacji zbieram się, dzwonię do przyjaciółki i wychodzę albo robię coś dla siebie - kąpiel i dobra książka? Malowanie paznokci i dobry film? Skupienie się na nauce i przygotowanie na kolejne zajęcia? Pewnie. Jak dla mnie wszystko jest lepsze od siedzenia i patrzenia jak mój partner zarzyna swoją kartę graficzną kolejną strzelanką. A już na pewno lepsze niż marudzenie mu nad uchem, że miał spędzić czas ze mną. A on? Przyjdzie i przeprosi. Za pięć minut, pół godziny albo wieczorem, ale zrobi to na pewno.

Po czwarte - postawa "Dla Ciebie wszystko". Czy Wy też zastanawiacie się dlaczego po 2 miesiącach związku u facetów zanika ta postawa, a my kobiety mamy tak jeszcze bardzo bardzo długo? Kiedyś rzucałam wszystko i biegłam oglądać serial, kiedy tylko mój partner miał na to ochotę. Teraz? Gdy jestem zajęta mówię mu, że chętnie obejrzę z nim kolejny odcinek, ale kiedy skończę to, co sobie zaplanowałam. Wierzcie mi, kiedy tylko przyjdziecie i powiecie, że teraz macie godzinkę, którą możecie poświęcić jemu, to on rzuci wszystko i pobiegnie spędzić z Wami chwilę.

Po piąte - ceń siebie! - Wierzcie mi, faceci naprawdę nie zauważają naszych niedoskonałości. Uważasz że masz zbyt szerokie biodra, za grube uda albo zbyt mały biust? Po pierwsze, skoro facet spotyka się z Tobą, a nie z klonem Pameli Anderson, to znaczy, że podobasz mu się nawet mając miseczkę A. Po drugie, kiedy facet ma przed sobą nag kobietę nie zauważa jej niedoskonałości. Żaden mężczyzna nie zauważy, że masz grube uda dopóki sama mu o tym nie powiesz.

Podsumowując - kochaj siebie! Pewne siebie kobiety, które mają własne pasje i starają się rozwijać są dla mężczyzn bardziej pociągające niż kobiety, które poza mężczyzną nie mają swojego życia. Zauważ, że osoby, które uznajemy za piękne często nie są nieprzeciętnej urody. Najgłupszy przykład, ale naprawdę dobrze ilustrujący tę tezę - oglądałam ostatnio serial "Przyjaciółki". Grają tam 4 aktorki - między Anita Sokołowska. Dr Lena Latoszek z Leśnej Góry, która w tym serialu wciela się w postać businesswoman. Szczerze - dr Lena nigdy nie wydawała mi się piękna. A Zuza - businesswoman - wydaje się naprawdę pociągająca. Cała różnica tkwi w tym, że ta druga ma własne pasje i jest bardzo kompetentna. To moje zdanie na ten temat. A co Wy myślicie?

8 komentarzy:

  1. Genialny post. Czyta się jednym tchem. Zgadzam się całkowicie i zamierzam wprowadzić w życie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie do końca potrafię zgodzić się ze wszystkimi punktami tego, co napisałaś.

    Ogólnie rzecz biorąc książka ''Dlaczego mężczyzni kochają zołzy'' do mnie nie trafia.Podchodziłam do niej parę razy, ale jakoś nie budzi mojego entuzjazmu.Z pewnymi rzeczami o których piszesz, absolutnie się zgadzam.Myslę sobie jednak,że PRZEDE WSZYSTKIM cała sztuka tkwi w dopasowaniu.

    Dogadzanie własnemu mężczyznie-oczywiście, że tak.On również uwielbia mi dogadzać wyszukując rzeczy, które mnie cieszą i przynoszą radość.

    Stawianie własnego mężczyzny na piedestale?Oczywiście, że tak.Nie zawsze i w szczególnych momentach, ale uskuteczniam dosyć często.

    Powtarzanie, jakim jest fantastyczną osobą i że bez niego nie potrafiłabym być szczęśliwa tak bardzo jak teraz? Jasne.

    I tak mogłabym wymieniać i wymieniać...
    Na początku naszego związku byłam trochę ''wojującą'' feministką, która obrażała się wręcz, jak facet chciał za nią płacić.Teraz lubię, kiedy on za mnie płaci bo wiem, że jemu to również sprawia radość.''Dopasowywanie'' swojego życia do ukochanego również nie jest mi obce.Może dlatego, że nasz związek i to,co nas łączy jest dla mnie źródłem siły i energii do innych dziedzin i wyjechanie na drugi koniec Europy (po to, aby się realizować) nie przyniosłoby mi radości bo nie miałabym Jego przy swoim boku...

    Związek to mały prywatny świat, który tworzymy sami.
    I myślę, że jeżeli ludzie są na tyle dojrzali, aby razem go budować bo tego rodzaju poradniki mogą służyć jedynie jak zapchaj dziura albo książka o której dyskutuje się w gronie koleżanek bez podejmowania konkretnych działań związanych z radami w niej zawartych...

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ale kiedy taka sytuacja trwa dłużej - kilkanaście dni - sam zaczyna zabiegać o moje towarzystwo" - no to niezłego masz gagatka, tyle czasu pozwalając mu, żeby łaskawie sobie przypomniał o dziewczynie ;)

    Nie ma co streszczać książki i brać wszystkiego bezkrytycznie - część pomysłów Argov jest trafna, ale nie każdemu i nie w każdym związku wypali. Kiedyś też podobały mi się jej spostrzeżenia, ale im dojrzalszym się człowiek staje, tym bardziej widzi jakie zachowania są skuteczniejsze i bardziej naturalne od pozowania na wiecznie zajętą swoimi sprawami businesswoman. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. replica bags paypal my sources x4k24u4q55 replica bags supplier replica bags from china free shipping imp source n2b71v6f83 replica bags india replica bags dubai replica gucci p3n88b1c13 replica bags online

    OdpowiedzUsuń