sobota, grudnia 3

Kobieta niezależna - bać się?

Elizabeth Taylor powiedziała kiedyś: "Ciężki jest los współczesnej kobiety. Musi ubierać się jak chłopak, wyglądać jak dziewczyna, myśleć jak mężczyzna i pracować jak koń."

Kobiety, głównie w Polsce, są uważane za słabsze i delikatniejsze od mężczyzn. Uważa się, że kobieta jest stworzona by sprzątać, prasować i gotować. Może oczywiście pracować, ale jej praca powinna opierać się na kserowaniu dokumentów i parzeniu szefowi kawy. Wiem, że przez ostatnie 20 lat zaszło w tej kwestii wiele zmian, ale niestety, z własnego doświadczenia wiem, że wiele jeszcze nie zostało zrobione, wiele rzeczy nie zakotwiczyło się w ludzkich głowach na stałe. Przykład?
Mój kolega ze studiów - ma 22 lata, jego dziewczyna pisze w tym roku maturę. Nie raz słyszałam od niego, jakie ma plany związane ze swoją partnerką. Jest mu bardzo nie na rękę, że jego dziewczyna chce aplikować na studia prawnicze. Uważa, że zwykła administracja czy zarządzanie będzie bardziej odpowiednie dla niej i usilnie próbuje ją do tego przekonać. Dziewczyna jest młoda i szaleńczo zakochana więc bije się z myślami i nie wie co ma zrobić. A on? już wszystko zaplanował: chce zamieszkać z dziewczyną, kiedy ona przyjdzie na studia, a nie pasuje mu prawo dlatego, że gryzie się to z jego wizją kobiety, która przedstawia się następująco: kobieta powinna zajmować się domem i nie pracować, nie powinna się malować, farbować włosów i malować paznokci, a najładniejsze perfumy jakie może mieć na sobie to zapachy jakie rozchodzą się w kuchni. Pewnie pomyślicie, że przerysowuję. Nie. Tak opisał mi jak widzi swoją kobietę za kilka lat. Napisałam dosłownie słowo w słowo to, co on mi powiedział.
Moja 'teściowa' - jest kadrową, skończyła co prawda studia zaocznie wiele lat temu, ale zrobiła to tylko przez fakt, że wysłał ją tam zakład pracy. Nie lubi mnie, bo uważa, że nie jestem wystarczająco dobra dla mojego chłopaka. Dlaczego? Bo rozwijam się - uczę się języków, czytam książki, chodzę na koła naukowe, często, kiedy jest więcej do zrobienia i siedzę w labolatoriach po nocach z domu robię sobie coś na kształt hotelu - przychodzę się przebrać, wyspać i wykąpać. Mojemu facetowi to nie przeszkadza - ma dwie ręce, wie jak uruchomić pralkę czy żelazko, umie zrobić zakupy, a jak nie ma na to czasu - wie że istnieją pralnie i bary mleczne. Jednak w głowie jego matki jestem 'tą złą', bo powinnam pójść na proste studia, takie, które nie zabierałyby mi czasu na gotowanie, pranie i sprzątanie, bo to są rzeczy, w których kobieta powinna się spełniać.
Wyprzedzę Wasze pytania - nie jestem feministką, nie potrzeba mi kilofa i pracy w kopalni i lubię gotować. Nie określiłabym się jako feministka, ale raczej jako kobieta niezależna. Nie muszę podkreślać swojej niezależności na każdym wykonanym i niewykonanym przeze mnie kroku. Moim zdaniem kobieta niezależna po prostu robi swoje- biega, załatwia, uczy się, pracuje, tworzy.
Kobieta niezależna dba o swoją samorealizację: ma marzenia, plany. Ma w życiu cel i robi wszystko by go osiągnąć. Kobieta niezależna spotyka się z mężczyznami i nie zakłada życia w celibacie do grobowej deski. Jest jednak rozsądna w swoich wyborach i przed podjęciem każdej decyzji, rozważa jej wszystkie plusy i minusy. Kobiecie niezależnej, w przeciwieństwie do feministki, nie zależy na uznaniu innych. Nie musi być najpopularniejszą osobą w towarzystwie, nie musi mieć okularów od Prady. Dla niej ważne są inne wartości takie jak samorealizacja czy marzenia.Kobieta niezależna nie tylko chce i może, ale i potrafi radzić sobie na wszystkich płaszczyznach życia doskonale.
Na temat niezależnych kobiet powstało wiele mitów - że są zimne i wyrachowane, przez co mężczyźni unikają związków z silnymi kobietami. Prawda jest niestety taka, że nie każdy mężczyzna jest w stanie poradzić sobie z faktem, że jego kobieta jest silna i niezależna - że poradzi sobie z wniesieniem zakupów na 3 piętro, sama jest w stanie załatwić sprawy urzędowe i często lepsze wykształcenie od partnera. Winny jest temu, w moim przekonaniu patriarchat - mężczyźni nauczeni są, że to oni utrzymują rodzinę, że są lepiej wykształceni, a co najważniejsze - przez wiele lat wpajano im, że kobieta jest zależna od nich i gdy widzą, że kobieta doskonale radzi sobie bez nich wpadają w panikę.
Teraz mojemu mężczyźnie nie przeszkadza fakt, że jestem niezależna, że mam swoje pieniądze, że siedzę na uczelni i w labolatoriach do późna, czasami zaniedbując przez to obowiązki domowe, ale nie zawsze tak było. Obecna sytuacja jest wynikiem wielu rozmów, a nawet kłótni i stawiania sprawy na ostrzu noża. Mój facet - wychowany w patriarchalnej rodzinie nie mógł pojąć, że on ma sprzątać i prasować tak samo jak ja. Jednak, jak okazuje się po raz kolejny - jeżeli na kimś Ci zależy, nagniesz swoje dotychczasowe przyzwyczajenia.
Dlatego Panowie - nie bójcie się silnych kobiet!

niedziela, października 30

Czy ja kiedyś zrealizuję swoje plany?

Jutro moje 21 urodziny. Przedwczoraj zorganizowałam z tego powodu imprezę - tak jak zawsze chciałam - w stylu Halloween. Wczoraj odsypiałam. A dzisiaj? Dzisiaj siedzę i zastanawiam się co zmieniło się przez ostatni rok i czy w ogóle coś się zmieniło. Po głowie wciąż chodzi mi jedno pytanie - czy czegokolwiek dokonałam przez ten rok? Moim zdaniem nie. Nie jest tak, że nie zrobiłam nic. Coś zrobiłam, ale to coś jest prawie niezauważalne. Zdałam na drugi rok studiów - niby tak, ale co to za wyczyn - przecież skoro poszłam na studia to chyba wypada zaliczać semestry. Żebym chociaż zdała rok ze świetnymi wynikami... Nie, ja po prostu zaliczyłam - wszystko na tróje. Zrobiłam poziom A1 z francuskiego. Ale kolejnego poziomu nie zaczęłam. Wiem, że powstrzymały mnie od tego tylko kłopoty finansowe, ale mogłabym chociaż podwyższać swój poziom w domowym zaciszu, a ja zamiast tego wole spędzić czas oglądając filmy w internecie. Niby chodziłam na siłownię. Niby tak, ale czy można nazwać chodzeniem na siłownię pojawianie się na niej 3-4 razy w miesiącu na godzinę, może półtorej?
Tak oto przedstawiają się moje roczne osiągnięcia. Wiem, że są osoby, które uważają że zrobiłam dużo. Dla mnie to niewiele. Moim zdaniem zrobiłam tyle ile musiałam, nic ponad to.
Nie będę oszukiwać, zdołowało mnie to. Znam osoby, które robią dwa kierunki, uczą się języków i uprawiają sporty częściej niż ja, a połączenie tego wszystkiego przychodzi im z łatwością. Nie raz z zazdrością w oczach pytałam ich jak oni to robią. Zazwyczaj mówią, że nauka wchodzi im do głowy łatwo, że nie muszą ślęczeć nad książkami godzinami żeby coś zapamiętać, po prostu wystarczy, że przeczytają dwa lub trzy razy materiał obowiązujący na kole/egzaminie i potrafią, a pozatym nauczyli się łączyć swój napięty grafik z zadaniami domowymi i przyjemnościami przez lata, bo od podstawówki chodzili na dodatkowe zajęcia, kursy szybkiego zapamiętywania, szybkiego czytania, uprawiali sporty, a teraz to po prostu procentuje.
No tak. Zagadka rozwiązana. Nie powiem żebym kiedykowiek miała trudności z nauką. Uczę się dość szybko, powiedziałabym nawet że szybciej niż przeciętny student. Chodzi raczej o nawyk. Ja nigdy nie wyrobiłam sobie umiejętności łączenia wielu zadań, bo po prostu tego nie potrzebowałam. Bo nigdy nie miałam zajęć dodatkowych. Nie żebym nie chciała. Chciałam i to bardzo.
Niestety nie było mi dane, bo moja mama bojkotowała wszelkiego rodzaju pomysły na zajęcia dodatkowe. Nie mam zamiaru pisać tutaj dlaczego, bo o moich kontaktach z mamą można napisać epopeję. W każdym razie strasznie zazdroszczę moim rówieśnikom, którzy mówią biegle po angielsku, grają w tenisa, jeżdżą konno i cały czas się kształcą. Ja nawet teraz nie mam takiej możliwości ze względu na to, że moja mama przeżywa teraz drugą młodość i nie ma zamiaru rezygnować z 15 pary spodni, 4 wizyty u kosmetyczki i 3 kursów na które nie chodzi w ciagu miesiąca, bo uważa, że teraz jest jej czas (kiedy ja muszę utrzymać się sama z tego co zarobię pracując na umowę zlecenie).
Wcale nie przeczę, ale niestety po ponad dwóch latach takeigo życia mam już powoli dosyć. Całe życie sobie powtarzałam, że jeszcze trochę wytrzymam, może mama wreszcie się opamięta i stwierdzi, że ja też powinnam się rozwijać.
Teraz uświadomiłam sobie, że ta chwila nigdy nie nastąpi i że muszę się zadowolić tym co mam.

piątek, października 21

Czy jest coś lepszego niż kalendarz?

Mogłoby się wydawać, że odpowiedź na powyższe pytanie brzmi - nie. Moim zdaniem jednak jest coś lepszego niż klasyczny kalendarz. Próbowałam już różnych metod i rodzajów kalendarzy by lepiej się zorganizować i nie zapomnieć o niczym ważnym.
Przez pewien czas używałam kalendarza google, ale nie był on dla mnie zbyt komfortowy. Po pierwsze dlatego, że jego głównym założeniem jest planowanie co do godziny, poza tym trudno mi było go wydrukować w takiej formie, jakiej oczekiwałam. Kalendarz noszony w torebce też średnio spełnia swoje zadanie-nie zawsze do niego zaglądam, a raczej mówiąc szczerze - zaglądam do niego tylko jak mi się przypomni. Częściej zaglądam do swojego notesu, bo w nim mam zapisane wszystkie dane dotyczące zajęć, tego co trzeba na nie przygotować, wyniki reakcji labolatoryjnych itp. Jednak on też miał swoją wadę - nie był przejrzysty - moje spisane plany na tydzień/dzień mieszały się z wynikami reakcji i innymi ważnymi zapiskami.
Dlatego też postanowiłam sama rozwiązać problem - w programie Excel zrobiłam tabelę, ponumerowałam i wpisałam wszystko czego potrzebowałam dzieląc kategorie na dom, studia,  samorozwój, czas wolny, dodatkowe i koła naukowe. I to jest rzecz, która sprawdza się u mnie jak nic innego - jeden arkusz wisi na mojej tablicy przy biurku, drugi arkusz wydrukowałam i włożyłam do notesu, a trzeci - wklejam tutaj, żeby podzielić się z Wami swoim pomysłem i przy okazji mieć większą motywację do pracy - w końcu widzicie ile mam w planach i zobaczycie też co mi się udało a co nie..
Poza tym możecie zauważyć małą zmianę na blogu. Przede wszystkim po lewej stronie bloga, zaraz nad archiwum wkleiłam linki do książek, które chcę przeczytać, mojego kalendarza i listy 'things to do before I die' - możecie na bieżąco śledzić moje postępy i poczynania na tym polu. Plusem jest dla mnie też dodatkowa motywacja, którą mam dzięki temu, że śledzicie moje postępy. Niedługo pojawią się też inne linki - między innymi do nauki języków obcych i recenzji książek i filmów, które udało mi się przeczytać/obejrzeć.

Wracając jednak do mojego kalendarza-notatnika wygląda to następująco:


Zachęcam Was, żebyście same spróbowały zrobić taki kalendarz - jest bardzo łatwy do wykonania, a przez podział dnia na 'części' łatwiej jest się zorganizować. A jakie sa Wasze najlepsze sposoby na organizację dnia/tygodnia?

Miłego weekendu!

czwartek, października 20

Książki, które mam zamiar przeczytać.

1.    Władca Pierścieni – J.R.R. Tolkien
2.    Jane Eyre – Ch. Bronte
3.    Harrym Potter – J.K. Rowling
4.    Wichrowe Wzgórza – E. Bronte
5.    Hobbit – J.R.R. Tolkien
6.    Buszujący w zbożu – J.D. Salinger
7.    Przeminęło z wiatrem – M. Mitchell
8.    Wojna i pokój – L.Tołstoj
9.    Zbrodnia i kara – F. Dostojewski
10.    Anna Karenina – L. Tołstoj
11.    Opowieści z Narnii – C.S. Lewis
12.    Wyznania Gejszy – A. Golden
13.    Kubuś Puchatek – A. A. Milne
14.    Folwark zwierzęcy – G. Orwell
15.    Kod Da Vinci – D. Brown
16.    Sto lat samotności – G. G. Marquez
17.    Ania z Zielonego Wzgórza – L.M. Montgomery
18.    Władca much – W. Golding
19.    Życie Pi – Y. Martel
20.    Rozważna i romantyczna – J. Austin
22.    Miłość w czasach zarazy– G. G. Marquez
23.    Lolita – V. Nabokov
24.    Hrabia Monte Christo – A. Dumas
25.    Dziennik Bridget Jones – H. Fielding
27.    Oliver Twist – Ch. Dickens
28.    Dracula – B. Stoker
29.    Tajemniczy ogród – F. H. Burnett
30.    Opowieść wigilijna – Ch. Dickens
31.    Przygody Scherlocka Holmesa - Sir A. Conan Doyle
32.    Jądro ciemności – Joseph Conrad
33.    Mały Książę – A. De Saint-Exupery
34.    Trzej muszkieterowie – A. Dumas
35.    Hamlet – William Shakespeare
36.    Charlie i fabryka czekolady – R. Dahl
37.    Ojciec chrzestny – Mario Puzo
38.    Mistrz i Małgorzata – Michaił Bułhakow
39.    Jedz, módl się, kochaj – Elizabeth Gilbert
40.    Kolumbowie rocznik 20 – R. Bratny
41.    Pamiętniki – G. Casanova
42.    Dziewczyna z perłą – T. Chevalier
43.    Blaszany bębenek – G. Grass
44.    Doktor Żywago – B. Pasternak
45.    Biblia
46.    Déjà Dead (inna wersja Zapach śmierci) – Katy Reichs
47.    Śmierć za dnia (inna wersja Dzień śmierci) – Katy Reichs
48.    Śmiertelne decyzje – Katy Reichs
49.    Zabójcza podróż – Katy Reichs
50.    Pogrzebane tajemnice – Katy Reichs
51.    Nagie kości – Katy Reichs
52.    Poniedziałkowa żałoba – Katy Reichs
53.    Cross Bones – Katy Reichs
54.    Okruchy śmierci – Katy Reichs
55.    Kości w proch – Katy Reichs
56.    Diabelskie kości – Katy Reichs
57.    Spider Bones – Katy Reichs
58.    Kolekcjoner kości – Jeffery Deaver
59.    Tańczący trumniarz – Jeffery Deaver
60.    Puste krzesło – Jeffery Deaver
61.    Kamienna małpa – Jeffery Deaver
62.    Mag – Jeffery Deaver
63.    Dwunasta karta – Jeffery Deaver
64.    Zegarmistrz – Jeffery Deaver
65.    Rozbite okno – Jeffery Deaver
66.    Pod napięciem – Jeffery Deaver
67.    Bez pożegnania - Barbara Rybałtowska
68.    Weronika postanawia umrzeć - Paulo Coelho
69.    Alchemik - Paulo Coelho
70.    Kwiat pustyni - Waris Dirie
71.    Dżuma – Albert Camus
72.    Katedra Marii Panny w Paryżu – Victor Hugo
73.    Lalka - Bolesław Prus
74.    Potop – Henryk Sienkiewicz
75.    Imię róży – Umberto Eco
76.    Pożegnanie z Afryką – Karen Blixen

wtorek, października 11

Reorganizacja planu nauki.

Do porażek trudno się przyznać. To prawda, że wolimy chwalić się tym co nam się udało niż przyznawać, że coś nie wyszło. Przez ostatni tydzień dużo na ten temat myślałam. Ciężko było mi sobie uświadomić porażkę. Ciężko jest przyznać się przed Wami, że nie udało mi się zrobić nic co planowałam. Postanowiłam jednak być uczciwa zarówno przed sobą jak i przed Wami. Nie chcę udawać, że wszystko idzie jak po maśle, że ze wszystkim daję sobie radę.
Choroba mnie rozleniwiła, a pogoda, która z polską złotą jesienią nie ma nic wspólnego nie pomagała. Faktem jest, że co roku wiosną i jesienią bardzo mocno odczuwam tak zwane 'przesilenia' - krótko mówiąc czuję się wtedy jak przejechana przez czołg. To jednak nie jest wytłumaczeniem dla mojego niezorganizowania i lenistwa. Kolejną rzeczą, którą uświadomiłam sobie w ciągu minionego tygodnia jest fakt, że narzuciłam sobie zbyt duży rygor - planowałam tydzień praktycznie co do minuty, nie dając sobie czasu nawet na zwykły odpoczynek po powrocie z zajęć. Najpierw starałam się zrealizować plan w 100% - czego efektem była po prostu praca 'na ilość', a nie jakość. Mimo prób jednak nie udawało mi się zrealizować całego zaplanowanego na dany dzień materiału, przez co miałam wymówkę - 'przecież nie dam rady zrobić wszystkiego' i robiłam tylko te zadania z listy, na które miałam ochotę, albo nie zabierałam się za nie wcale.
Wyciągnęłam z tego jednak wnioski.
Po pierwsze zajęłam się swoim zdrowiem - po chorobie całe to jesienne przesilenie odczuwam podwójnie - nie mogę się skupić i ciągle chce mi się spać - zarejestrowałam się do lekarza na ten czwartek i mam zamiar poprosić o skierowanie na badanie krwi. Kupiłam też zestaw witamin i minerałów oraz lecytynę, staram się ograniczyć kawę i energetyki a w zamian jeść więcej owoców i pić soki. Myślę też dość intensywnie nad zamianą kawy na yerba mate - podobno zawiera więcej kofeiny niż kawa a nie wypłukuje magnezu z organizmu i nie niszczy żołądka.
Po drugie mój nowy plan nauki jest już mniej napięty, postanowiłam iść na jakość, nie na ilość. Pozatym przewiduje on rzeczy takie jak porządki, prasowanie itp., a przede wszystkim jest w nim miejsce na odpoczynek.
Długo myślałam jak zmodyfikować plan nauki tak, aby nie przeciążyć się zbytnio obowiązkami, ale jednocześnie robić postępy w nauce. Nie ukrywam, że bardzo zainspirowały mnie Wasze blogi, bo na każdym znalazłam chociażby jedną metodę, która pasuje do mojego stylu życia i charakteru pedantki.

Plan nauki języków:

Postanowiłam podobnie jak helineth robić 5-cio tygodniowy program nauki. Obejmuje on całościową naukę języka. Namawiam swojego partnera (który w języku angielskim jest dużo lepszy ode mnie) na rozmowy po angielsku przez 2 dni w tygodniu, bo bardzo mi zależy żeby opanować język też w sytuacji kiedy nie mam czasu pomyśleć jak odpowiedzieć i ułożyć sobie wcześniej poprawne gramatycznie zdanie w głowie, tak jak nie raz bywało na zajęciach z angielskiego.



Słówka
Czytanie
Słuchanie
Pisanie
Gramatyka
11.10. – 16.10





17.10 – 23.10





24.10 – 30.10





31.10 – 06.11





 
Jeżeli chodzi o francuski, program wygląda tak samo. Początkowo bałam się czytać i oglądać filmy w tym języku, ale w sumie... przecież jak nie spróbuję to się nie nauczę. Na początek postawiłam na bajki dla dzieci, żeby trochę oswoić się z czytaniem w tym języku, a potem będę starała się czytać cokolwiek, byle po francusku.



Słówka
Czytanie
Słuchanie
Pisanie
Gramatyka
11.10. – 16.10





17.10 – 23.10





24.10 – 30.10





31.10 – 06.11





 
Do tego dochodzą jeszcze powtórki do poprawy matury. Z tym niestety jest problem, bo materiału jest po prostu więcej. Postanowiłam, że będę przerabiać jeden dział z danego przedmiotu tygodniowo i powinnam się wyrobić. W najbliższym czasie - do końca tygodnia - postaram się zamieścić tutaj osobne zakładki, gdzie będziecie mogły śledzić jak mi idzie. 
Mam nadzieję, że dawanie sobie tygodniowych celów a nie celów codziennych będzie się lepiej sprawdzało. Pozostaje mi życzyć sobie wytrwałości i dobrej organizacji. 

piątek, września 30

Plany.

Ostatnie dni moich bardzo krótkich w tym roku wakacji spędziłam na zasłużonym wypoczynku, generalnym sprzątaniu mieszkania a także (niestety) na leczeniu choróbska które mnie dopadło. Trzyma mnie już tydzień, mimo że biorę dość silne antybiotyki...W każdym razie, z powodu choroby i osłabienia chwilowo nie mogę wprowadzić w życie akcji 'siłownia', którą planowałam zacząć od poniedziałku, ale trudno, zdrowie na pierwszym miejscu.
Niestety z powodów finansowych musiałam zrezygnować w tym roku z zajęć karate i kursu francuskiego. Nie oznacza to jednak, że mam zamiar odłożyć całkowicie naukę języka. Mam zamiar uczyć się w domu. mój cudowny mężczyzna zrobił mi prezent w postaci słownika oraz multimedialnego kursu francuskiego od poziomu A1 do poziomu B2. Tak więc już zaczęłam powtórki poziomu A1, a mniej więcej za tydzień zabieram się za kurs A2.
A co do karate - okazało się, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - na siłowni na którą chodzę, w ramach zajęć fitness otworzyli zajęcia krav magi dla kobiet - jest to izraelski system samoobrony.
Do tego poza akcją 'nie przesypiam życia' (idzie całkiem nieźle, wstaję średnio o 5.55) postanowiłam także ograniczyć używanie komputera do celów rozrywkowych do godziny dziennie, czytać angielskie książki i popracować nad gramatyką języka angielskiego.
To plany, które mam zamiar wprowadzić w życie po weekendzie, bo niestety choroba, która mnie dopadła męcy do tego stopnia, że nie jestem w stanie do końca logicznie myśleć, a jedyną rzeczą, na którą mam obecnie ochotę to sen...
Jednak mimo choroby nie próżnuję całkowicie - chodzę na zajęcia, które niestety we Wrocławiu zaczęły się 26 września, zaczęłam organizować czas w kalendarzu google - wstawię go również tutaj, ale najpierw muszę dojść do tego, jak to zrobić. Pozatym postanowiłam rozpocząć kilka 'projektów', jeżeli można to tak nazwać. Na razie plany mam zrobione tylko w wersji papierowej i czekam na weekend żeby móc je przenieść tutaj i się nimi  z Wami podzielić.
Życzę Wam miłego weekendu:)

czwartek, września 22

Things to do before I die.

  Od kiedy założyłam bloga chciałam zrobić listę 'things to do before I die', ale niestety czas mi na to nie pozwalał (egzaminy...). Teraz, kiedy pozostały mi jeszcze 4 dni wypoczynku postanowiłam, że ta lista ujży światło dzienne.


  1. Nauczyć się 4 języków obcych (angielski, francuski, rosyjski, niemiecki) i zrobić z nich certyfikaty.
  2. Wybrać się w podróż dookoła świata.  
  3. Spełnić czyjeś marzenie.
  4. Skoczyć na bungee.
  5. Skoczyć ze spadochronem.
  6. Brać czynny udział w wolontariacie np. odwiedzać dzieci w szpitalach
  7. Założyć własną fundację pomagającą kobietom i dzieciom, które były ofiarami przemocy w rodzinie
  8. Wziąć udział w kursie tańca towarzyskiego.
  9. Zamieszkać przez kilka miesięcy na egzotycznej wyspie, najlepiej na Bali
  10. Nauczyć się nurkować
  11. Zrobić certyfikat nurka
  12. Nurkować w rafie koralowej.
  13. Nauczyć się surfować.
  14. Zbudować i urządzić własny dom.
  15. Spacerować po lesie w Norwegii.
  16. Kupić orginalne trampki Converse’a.
  17. Kupić orginalne kalosze Hunter. 
  18. Stworzyć domową bibliotekę. 
  19.  Pojechać do Disneylandu. 
  20. Zwiedzić Ameryki.
  21. Przejechać się żółtą taksówką w Nowym Jorku.
  22. Napić się Sake w Japonii.
  23. Przeczytać Biblię
  24. Kupić domek w górach i na Mazurach.
  25. Nauczyć się grac na gitarze klasycznej
  26. Wziąć udział w profesjonalnej sesji fotograficznej.
  27. Wyruszyć w podróż koleją transsyberyjską.
  28. Upić się Tequilą w barze w Hiszpanii i przez pół nocy tańczyć na barze
  29. Skorzystać z porad profesjonalnego stylisty i makijażysty.
  30. Wymienić całkowicie garderobę.
  31. Nauczyć się jeździć na nartach i snowboardzie.
  32. Upić się Absyntem.
  33. Zdobyć certyfikat z angielskiego (przynajmniej FCE).
  34. Zjeść tiramisu.
  35. Zjeść sushi w prawdziwej sushi-knajpie.
  36. Nauczyć się jeść pałeczkami.
  37. Przygarnąć drugiego kota - najlepiej ze schroniska
  38. Mieć psa.
  39. Mieć własną wielką garderobę (chodzi o oddzielne pomieszczenie).
  40. Polecieć samolotem.
  41. Zrobić doktorat z kryminalistyki.
  42. Spróbować najsmaczniejszych potraw tego świata.
  43. Zatańczyć na własnym weselu.
  44. Kupić własne, piękne czarne autko.
  45. Przejechać się na rollercoasterze.
  46. Przejechać się boildem po torze F1
  47. Studiować (choć chwilę) na zagranicznej uczelni.
  48. Zwiedzić wszystkie stolice Europy.
  49. Pobawić się paintballem.
  50. Pograć w ASG na ogólnopolskim zjeździe (już w maju :))
  51. Przejechać się rikszą w Indiach.
  52. Polatać w stanie nieważkości.
  53. Wykąpać się w gorącym źródle. 
  54. Przeczytać kilka książek na temat II wojny światowej w Polsce  
  55. Założyć tematycznego bloga.
  56. Ćwiczyć jogę.
  57. Spróbować żabich udek we Francji.
  58. Odwiedzić 7 cudów świata.
  59. Zwiedzić Muzeum miniatur w Pradze. 
  60. Zagrać w Las Vegas.
  61. Założyć aparat ortodontyczny (chociaż na dolną szczękę).
  62. Popływać gondolą w Wenecji.
  63. Założyć tradycyjny album ze zdjęciami.
  64. Kupić drewniany bujany fotel i czytać na nim wieczorami 
  65. Przelecieć się szybowcem.
  66.  Nauczyć się pływać.
  67. Zobaczyć wodospad Niagara.
  68. Kupić profesjonalny ekspres do kawy.
  69. Celebrować poranki przy kawie.
  70. Zrobić sobie fotkę przy słynnym napisie "Hollywood". 
  71. Spędzić dobę w pięciogwiazdkowym hotelu.
  72. Zrobić certyfikowany kurs pierwszej pomocy.
  73. Nauczyć się języka migowego.
  74. Odwiedzić Francję i wypróbować tam swoje umiejętności językowe.
  75. Zobaczyć Wielki Kanion.
  76. Odwiedzić Four Corners Monument - granicę 4 stanów (Utah, Arizona, Nowy Meksyk i Kolorado).
  77. Wziąć udział w kursie samoobrony.
  78. Zdobyć czarny pas karate.
  79. Wybrać się do oceanarium.
  80. Kupić czytnik e-booków.
  81. Kupić zestaw do Yerba Mate.
  82. Zwiedzić Luwr.
  83. Zwiedzić Paryż.
  84. Zjeść kolację na szczycie wierzy Eiffla.
  85. Zwiedzić Rzym i Watykan.
  86. Przez miesiąc zwiedzać Włochy i objadać się ich jedzeniem :)
  87. Zobaczyć na żywo wielki mur chiński.
  88. Włożyć swoją karteczkę z prośbami w ścianę płaczu.
  89. Nauczyć się jeździć na łyżwach.
  90. Kupić orginalną torebkę i żakiet Chanel.
  91. Spróbować jeszcze raz dostać się na medycynę.
  92. Zwiedzić Rosję (jestem pół-Rosjanką więc wypadałoby wybrać się w miejsce związane z moim pochodzeniem)
  93. Wybrać się na koncert Garou
  94. Nauczyć się strzelać z broni krótkiej.
  95. Wyrobić prawne zezwolenie na broń.
  96. Nauczyć się jeździć konno
  97. Zwiedzić Quebec (frankfońska część Kanady)
  98. Poznać drugą część swojej rodziny (niestety od kiedy skończyłam 2 lata nie mam kontaktu z ojcem ani jego częścią rodziny, ponieważ moja mama tego nie chciała)
  99. Urodzić dziecko. 
  100. Zrobić mojej mamie prezent i wybudować dla niej dom .
  101. Kupić mikroskop.
  102. Zrobić prawo jazdy. (początkiem października zaczęłam kurs)
  103. Zrobić imprezę urodzinową w stylu Halloween (bo nigdy nie miałam imprezy urodzinowej)

czwartek, września 15

Sukces!

Kochani!!! Jestem dzisiaj podwójnie szczęśliwa!!!
Zaliczyłam ćwiczenia z chemii organicznej i egzamin z zoologii bezkręgowców! Ha! Został tylko egzamin z chemii organicznej, który jest jutro. Ale jestem już w 70% na niego przygotowana. Chciałam się wam tylko pochwalić moim małym sukcesem. Cieszę się tym bardziej, że wiem, że to wszystko to moja zasługa, bo włożyłam w zaliczenie przedmiotów (które prawdę mówiąc są moją zmorą od początku) duuuużo pracy i energii.

A co do mojej akcji 'nie przesypiam życia' to wczoraj - pobudka o 8, a dzisiaj o 7.20 :)

Niestety, nie mam w tym momencie czasu ani głowy do napisania czegoś dłuższego, bo uciekam do nauki na jutrzejszy egzamin... Mam nadzieję, że zaliczę go bez żadnych dopytek, bo mam tyle pomysłów, pozatym chcę wdrożyć w życie jeszcze więcej nowych rzeczy, a przede wszystkim już od kilku dni sama mam ogromną ochotę na zrobienie na blogu listy 'things to do before I die...' a to zajmie sporo czasu.

środa, września 14

Akcja: nie przesypiam życia.

Jako że jestem w trakcie egzaminów (chemia organiczna i zoologia bezkręgowców potrafią wykończyć człowieka, ale nie, ja się nie skarżę, powtarzam sobie tylko często że kocham swoje studia, kocham swoje studia...) nie jestem w stanie wprowadzić w życie 'od dzisiaj' planów związanych z nauką języków, czy chodzeniem na siłownię.
Jest jednak jedna rzecz, którą mogę zacząć robić już, a w zasadzie  nawet już dziś ją zaczęłam. Mianowicie - chcę i próbuję wprowadzić w swoje życie program 'nie przesypiam życia' i zacząć wstawać wcześniej. Jestem raczej typem sowy, w dodatku sowy, która potrafi spać po 12h dziennie. Poza faktem, że odbieram tym sobie czas na zrobienie czegoś dodatkowo, to w dodatku chodzę wiecznie zmęczona - nie od dziś wiadomo, że za długi sen sprawia, że chce nam się spać jeszcze bardziej...
Więc do rzeczy. Mam zamiar kłaść się spać najpóźniej o północy, a wstawać około godziny 6-7 rano. Pomoże mi to w organizacji dnia, poza tym zyskam dodatkowy czas dla siebie.
Dzięki temu rano spokojnie będę mogła zjeść śniadanie, zrobić makijaż, wypić kawę i spokojnie zrobić plan na bieżący dzień. A wolne chwile mam zamiar spędzać na nauce francuskiego lub angielskiego albo na czytaniu książek.
W praktyce będzie to wyglądało tak: wyznaczam sobie 7-8h na sen i wstaję najpóźniej o 8 rano, bez włączania drzemek w budziku. Jako 'czas przystosowawczy' daję sobie 30 dni - przez te dni właśnie będę meldować Wam o moich postępach (lub - mam nadzieję że nie - ich braku) tutaj.
Wiem, że dam radę, bo kiedy studiowałam i pracowałam na pełen etat mój dzień trwał czasami 19 a nawet 20h, a często do tego dochodził pośpiech, bo przecież nie mogę się spóźnić do pracy/na uczelnię w zależności od tego gdzie w tamtym momencie przebywałam.
Wszystkim polecam wprowadzenie tego nawyku w życie - na więcej czasu w ciągu dnia jeszcze nikt nie narzekał! :)

poniedziałek, września 12

Egzaminy, egzaminy...

Zawsze uwielbiałam, kiedy dużo się wokół mnie działo. I nie chodzi o to, że lubię zwracać na siebie uwagę, bo tak naprawdę jest totalnie odwrotnie. Chodzi o to, że uwielbiam żyć 'szybko', mieć dużo spraw do załatwienia, bo wtedy naprawdę czuję że żyję, a pozatym paradoksalnie... mam wtedy więcej czasu na wszystko.
Najgorsze jest, że teraz wokół mnie nie dzieje się nic. To znaczy... mam drugie terminy egzaminów na uczelni i jedyne co muszę to uczyć się. I tak od 2 tygodni... Naprawdę lubię się uczyć! Tylko lubię mieć urozmaicone zajęcia. Od kilku dni powtarzam sobie, że jeszcze tylko trochę... W tym momencie napisałam drugi egzamin. Pierwszy zdałam, z drugiego, który odbył się dziś wyniki będą w czwartek, trzeci egzamin jest w czwartek, a ostatni w piątek. I naprawdę mam wielką nadzieję, że pozdaję to w tych terminach, bo trafi mnie jeżeli do końca września będę musiała to poprawiać.
A tyle rzeczy czeka tylko aż pozdaję te egzaminy... Kurs francuskiego on-line, kurs angielskiego on-line, siłownia, powoli zacznę przygotowywać się do poprawy matury, bo bardzo chciałabym jeszcze raz spróbować dostać się na medycynę... Do tego mój mężczyzna obiecał mi naukę pływania i nurkowania.
Ale przed tym wszystkim trzymają mnie egzaminy...
Tak więc trzymajcie kciuki, mam nadzieję, że z końcem tygodnia będę już miała za sobą wszystkie egzaminy..

piątek, września 9

Zaczynamy

Od bardzo dawna nosiłam się z chęcią założenia bloga o tematyce samorealizacji, ale... najpierw wmawiałam sobie, że brak mi na to czasu, potem że same próby i chęci wystarczą, że nie muszę się nikomu chwalić. I tak było aż do wczorajszego wieczora. Przypadkiem znalazłam w internecie bloga helineth, która pisze właśnie o samorealizacji. Potem trafiłam na stronę Blogowej Grupy Samorozwoju. Po przeczytaniu wszystkich blogów, doszłam do wniosku, że chcę sporo zmienić w swoim życiu. I w sumie teraz jest odpowiedni czas na zmiany - wyszłam z dołka psychicznego, powoli nadrabiam studia...
Nie chcę zmieniać, bo moje życie jest złe i jestem nim rozczarowana - studiuję dziennie na kierunku z którym wiążę przyszłość, odcięłam 'rodzicielską pępowinę', na swoje utrzymanie i potrzeby zarabiam sama, mam świetne mieszkanie i wspaniałego mężczyznę, który zawsze mnie wspiera - jestem życiu bardzo wdzięczna za to co mam. Ale chcę żyć lepiej, chcę się rozwijać i inwestować w siebie. Stąd chęć na założenie bloga i postanowienie samorealizacji.
Chcę się rozwijać w każdej dziedzinie życia - naukowej, osobistej, wewnętrznej, ale także pod względem zewnętrznym - chcę pracować także (ale nie przede wszystkim) nad swoim wyglądem, bo w tej 'dziedzinie' też się ostatnio nieco zapuściłam.

Więc nie czekam już dłużej - zaczynamy!

Osobowość:
Ciężko mi będzie coś zmienić, ponieważ jestem osobą dość zamkniętą w sobie, mój mężczyzna czasami twierdzi, że jestem lekko socjopatyczna. Przyznaję się bez bicia - kilkoro ludzi skrzywdziło mnie psychicznie i przez to czasami unikam kontaktów z ludźmi, mimo że wiem, iż nie wszyscy są tacy sami. Czas to zmienić.

1. Chcę być bardziej otwarta na ludzi - nawiązać nowe znajomości, odświerzyć te stare i pielęgnować je.

2. Brać udział w życiu studenckim - nie odmawiać, kiedy znajomi z roku zapraszają mnie na imprezę czy kawę, czasami sama to zaproponować.

3. Przestać zachowywać się jak zmęczona życiem starocinka, być ciekawą świata i bardziej optymistycznie nastawiona.

Nauka:

1. Przestać myśleć o kolokwiach i egzaminach na zasadzie 'byle zaliczyć'. Nigdy nie satysfakcjonowała mnie trója w indeksie, ale zawsze zabierałam się za naukę zbyt późno żeby umieć na więcej - teraz czas to zmienić.

2. Uczyć się CODZIENNIE, chociaż przez 2h - przecież to nie jest problem, czas się zawsze zajdzie.

3. Zapisać się na koła naukowe, o których myślę już od pół roku - przecież to rozwijanie swoich zainteresowań.

4. Zapisać się na kolejny kurs francuskiego - poziom A2 i dokładnie powtórzyć to, czego nauczyłam się przez rok na poprzednim kursie.

5. Podciągnąć swój angielski - dogadać się dogadam, ale to na pewno nie jest poziom, który chciałabym osiągnąć, dlatego muszę pożądnie przysiąść nad gramatyką, słownictwem i zacząć czytać książki po angielsku. Pozatym w internecie jest tyle darmowych programów czy kursów, że aż grzech z nich nie skorzystać.

6. Czytać. Dużo czytać. Zawsze lubiłam, tylko że komputer zajął ostatnio ich miejsce. Dlatego postanowienie - czytać 2 książki miesięcznie.

7. Ponownie spróbować dostać się na medycynę - przyłożyć się i poprawić maturę

Samokontrola:

1. Wprowadzić w życie program 'nie przesypiam życia' - wstawać wcześniej.

2. Panować nad swoimi emocjami - jako choleryk bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi.

3. Pracować nad pewnością siebie - każdy ma wady, nikt nie jest idealny - czas popartzeć na swoje zalety.

4. Ograniczyć czas przeznaczany na siedzenie w sieci.

Organizacja czasu:

1. Zacząć używać kalendarza Google

2. Jedn dzień tygodnia przeznaczyć na porządki, pranie, prasowanie, robienie obiadów na kolejne dni - moja szafa jest prawie pusta, bo nie poprasowałam swoich rzeczy... I mam już dość jedzenia ze 'kociołków do syta', zupek chińskich i gotowych kotletów ze sporzywczego, więc w weekend mogę ugotować obiad na 3 dni i jeszcze jedną albo dwie szybkie potrawy, które zawekuję w słoikach i będziemy je jeść przez kolejny tydzień, a przy okazji zaoszczędzę.

3. W drodze do pracy czy na uczelnię czytać książkę, słuchać audiobooka, uczyć się słówek albo żeby zaoszczędzić czas w domu - przygotować plan na kolejny dzień, zrobić listę zakupów, poczytać gazetę - niestety mieszkam na obrzeżach miasta, bo mieszkania są tu tańsze przez co mniej więcej godzinę dziennie spędzam w autobusach.

4. Zacząć zostawiać polecenia na piśmie - brzmi dziwnie, ale chodzi o to, że mój mężczyzna zapomina o połowie rzeczy o które go proszę, a ja nigdy 'nie mam czasu' żeby zostawić mu karteczkę z wypisanymi zadaniami. Muszę przygotowywać je wieczorem, bo rano zapomnę.

5. Zamiast chodzić po sklepach z ciuchami i stać w kolejce do przymierzalni kupować w sieci - poza allegro jest przecież tyle stron, wymiary ubrań są podane, pozatym przecież znam swój rozmiar, zawsze kupuję jeden i ten sam, często nawet nie przymierzam.

Oszczędzanie:

1. Robić listę zakupów i trzymać się jej jadąc do sklepu

2. Odkładać miesięcznie minimum 50 zł

3. Przestać kupować torebki i buty

4. Zacząć gotować w domu, a nie jeść gotowe dania lub na mieście

Postanowienia związane z moją osobą:

1. Codziennie wieczorem robić demakijaż - wstyd się przyznać, ale zawsze o tym zapominam, przez co moja cera jest bardzo ziemista

2. Usunąć pęknięte naczynko na policzku

3. Wybielić zęby

4. Kupować tylko produkty naturalne - przeczytanie składu nie wymaga dużej ilości czasu

5. Pić 2l wody mineralnej dziennie

6. Przestać jeść śmieciowe jedzenie i pić pepsi

7. Zrobić badanie krwi i pójść z nim do lekarza

8. Zamiast słodyczy jeść owoce

9. Chodzić na siłownię 3 razy w tygodniu


Pozostałe:

1. Zapisać się na karate

2. Nauczyć się pływać

3. Nauczyć się strzelać - na razie z broni ASG mojego faceta

4. Nauczyć się rosyjskiego - zacząć od ćwiczenia w domu


Nie jest to plan,który da się wykonać w ciągu miesiąca czy dwóch. Jest to plan, który będę sumiennie wykonywać przez dłuższy czas i co jakiś czas dokładać do niego coś co mam zamiar wykonać.
Mam ogromną nadzieję, że mi się to uda.