środa, stycznia 9

Tydzień z życia - wtorek

Nie do końca wiem, jak to się stało, że w ogóle udało mi się dzisiaj wstać. Mimo, że spałam prawie 5 godzin, co jest w moim przypadku niejako luksusem, to przez ilość przeżyć poprzedniego dnia jestem ledwo żywa. Ale dość narzekania, w końcu postanowiłam przeżyć idealny tydzień.
Pobudka o 5.30, kawa i śniadanie. Jajecznica z cebulą i boczkiem z kromką chleba z masłem i pomidorem. Dziś naprawdę potrzeba mi dodatkowych węglowodanów. Poranna toaleta, szybki makijaż. Och, nareszcie wyglądam jak człowiek, nie zombie. Kurde, trzeba wyprać pędzle, bo nie będę miała czym się jutro umalować - tak, muszę kupić jeszcze kilka pędzli do makijażu jak tylko będę miała jakąś nadprogramową gotówkę. Szybko ubieram się w przygotowany wczoraj zestaw - czarną spódnicę, czarną bluzeczkę i kozaki na płaskim obcasie. &*%$^! Zapomniałam! Ta bluzka ma przecież ogromny dekolt, a ja nie mam już czystego stanika, który nadaje się do tak dużego wycięcia, bo pranie robię dzisiaj... Trudno, biorę bardziej zabudowany stanik i biały top, co ratuje sytuację i nadal wygląda dobrze.
Sprawdzam czy mam wszystko czego mi potrzeba w torbie - portfel jest, notatki na zajęcia też. Wkładam jeszcze teczkę z dokumentami i sałatkę w plastikowym pojemniku. Koniecznie muszę kupić sobie jakąś pojemną torebkę - po wyrzuceniu dwóch starych torebek zostały mi tylko torebki, które albo są za małe, albo wyglądają jak bagaż podręczny. Patrzę szybko przez okno, żeby sprawdzić, czy nie potrzeba mi parasola. O słuchawki! Jak dobrze, że je zauważyłam, nie cierpię jeździć komunikacją miejską bez słuchawek. Dobra, idę wyprać te pędzle. Odkładam na biurku do wyschnięcia. O perfumy! Zapomniałabym!
Jeszcze sporo czasu, siadam więc do zadań na dzisiejsze ćwiczenia z chemii. Wczoraj nie miałam siły ich dokończyć.
O G. wreszcie wstał. Takiemu to dobrze, codziennie śpi do 8 i jeszcze narzeka, że zmęczony i przepracowany... Wstawiam kolejne pranie, sprzątam pokój i ścieram kurze.
Dobra, zbieram się, bo się spóźnię. Ale to nie ja się spóźniam, to autobus przyjeżdża całe 8 minut spóźniony. Jak to dobrze, jest miejsce siedzące. Zakładam słuchawki i odpływam w marzeniach. Załatwiam wszystko, co miałam w planach o jak przypuszczałam, mam jeszcze godzinę do rozpoczęcia zajęć. Idę więc na zakupy. Naprawdę nie wiem, dlaczego w Rossmannach wiecznie są tak ogromne kolejki. Irytują mnie inni klienci. Nie, nie mam nic przeciw innym ludziom, ale irytuje mnie typ klienta-turysty, który kręci się po sklepie na zasadzie "sam nie wiem czego chcę, ale muszę zrobić zakupy". Wyciągam swoją listę i szybko kupuję to, co mi potrzebne. Zachodzę jeszcze do delikatesów i kupuję kilka rzeczy, których brakuje mi w lodówce.

10.55 - czemu ja zawsze jestem za wcześnie?!
11.05 - dobra, wszyscy już są.
11.40 - Boże, jakie to seminarium jest nudne! Dlaczego powtarzamy rzeczy z liceum?! Dlaczego wykładowca jest tak nudny?! Dlaczego nie możemy ich mieć z tym fajnym gościem od laborek? Z nim nie byłoby nudno. A nawet jeśli by było, to zawsze jest na co popatrzeć... Dobra, Monika, przestań prowadzić w wyobraźni flirt z ćwiczeniowcem dla zabicia czasu. Notuj, bo potem znów będziesz molestować koleżanki na facebooku, bo twoje nie będą kompletne.
12.10 - nareszcie koniec udręk na nudnym seminarium. Za 10 minut ćwiczenia z tym fajnym laborantem :D
13.20 - dostałam 3 plusy, fajnie, opłaciło się siedzieć nad tym rano.

13.30 - Spotykam się z przyjaciółką i jedziemy do mnie. Rozmawiamy, gotujemy razem obiad i razem rozbieramy choinkę. Potem idziemy na spacer.

18.00 - Przyjaciółka pojechała do domu. G. będzie za 4 godziny. Biorę się za naukę.

22.00 - Dobra, nauka skończona. Wraca G. Jemy kolację. Spać spać spać spać! Kurde, przecież nie zmyłam makijażu. No to szybki prysznic.

23.30 - czuję się jak nowo narodzona. Senność odchodzi. Czytam, powtarzam materiał i przygotowuję się na kolejny ciężki dzień.



wtorek, stycznia 8

Tydzień z życia - poniedziałek, czyli jak być zmęczonym zaraz po weekendzie

Jeden dzień, tyle zadań. Pobudka o 5 rano, ogromna torebka, która mieści w sobie całe moje życie, automat biletów PKP, który obsługuję tylko dzięki pomocy uprzejmego pana z tyłu, prawie dwugodzinna podróż do innego miasta w celu załatwienia kilku prawno-prywatnych spraw, zjedzenie śniadania i przeczytanie ponad 200-stron książki w podróży, godzina spędzona w urzędzie, szybka kawa, dwugodzinny powrót, podczas którego jem coś na rodzaj drugiego śniadania, wykonuję kilka ważnych telefonów i uczę się do kolokwium. Po powrocie dwie godziny spędzone na zajęciach (jak dobrze, że nie było kartkówki), szybki bieg na drugą uczelnię(dzięki Bogu,że nie pomyślałam o ubraniu butów na obcasie!), bo trzeba zrobić ksero, wydrukować listy z matematyki i pójść do biblioteki, ale zanim to wszystko - trzeba napisać kolokwium. W międzyczasie kolejna kawa, tym razem już na spokojnie i w bardzo dobrym towarzystwie. Potem spotkanie z przyjaciółką i szybkie zakupy w Biedronce. Bieg na uczelnię mojego partnera po wydruk mega ważnych papierów, które muszę mieć 'na wczoraj' i które dosłownie 16 godzin wcześniej kończyłam pisać. Następnie obiad, pranie, szybki pobudzający prysznic i peeling ciała, żeby pobudzić krążenie, a dzięki temu się rozbudzić, trzy godziny nauki i kolejne pranie. Odkurzanie i zmywanie zostawiam na jutro, mam to w nosie, jestem zbyt zmęczona. Resztkami sił przygotowuję ubranie i pakuję torbę na jutro.
Jedyne o czym myślę pisząc do Was w tym momencie, to zastanawianie się czy dam radę jutro wstać na zajęcia i żyć. Mój dzień trwa dzisiaj zdecydowanie zbyt długo.






sobota, stycznia 5

Tydzień z życia zapracowanej kobiety - zapowiedź

Kolejny post z serii aktualizacyjno-powiadamiającej. Sześć godzin temu wróciłam do domu z pierwszych zajęć po przerwie świątecznej. Zaglądam na pewien społecznościowy portal i - dosłownie - nadmiar informacji mnie przytłacza. Oczywiście, zdawałam i nadal zdaję sobie sprawę z tego, że przez drugi kierunek nauki mam naprawdę dużo i właśnie reakcja mojego mózgu na ilość informacji o zaliczeniach zdziwiła mnie bardziej niż sama informacja o ilości. Dopiero po kilku godzinach minęło uczucie przytłoczenia. Przyszło za to podekscytowanie - w końcu zawsze lubiłam się uczyć i - wbrew pozorom wydajniej pracuję, kiedy mam dużo na głowie.
Kolejne dwa tygodnie będą niesamowicie intensywne i pracowite, ponieważ poza studiami i przygotowaniem do zbliżającej się sesji mam do załatwienia jeszcze kilka spraw urzędowych, których załatwienie wymaga między innymi podróży do innego miasta. Wiążą się one dla mnie także ze sporymi emocjami - nie zawsze pozytywnymi i z tym także muszę sobie poradzić. Do tego jeszcze prowadzenie domu i jak na złość - męska grypa. A nawet gorzej - męskie zapalenie oskrzeli - wszystkie kobiety, które to przeżyły wiedzą, co to oznacza.
Zastanawia mnie, jako pasjonata antropologii kulturowej, jak to jest, że mężczyzna - silny i dumny żywiciel i głowa rodziny, wynalazca koła i zdobywca, radzący sobie niegdyś z polowaniem na mamuty pod wpływem kilku bakterii gromadzących się w jego oskrzelach i powodujących reakcję samoobronną organizmu w postaci gorączki, nie jest w stanie ruszać się z łóżka, zachowuje się jak umierający i chce spisywać testament.





Wiele będzie się działo, dlatego od poniedziałku przez cały tydzień postanowiłam dzielić się z Wami tym, jak spędziłam dzień. Będzie sporo zdjęć, ale także krótka relacja z tego, co wydarzyło się danego dnia. Dostaję wiele maili z pytaniem, jak udaje mi się pogodzić to wszystko i mam nadzieję, że relacja z tygodnia przedstawi to lepiej niż suche wypisywanie sposobów na organizację. Dodatkowo, będzie motywować do dalszego działania tak samo, jak dzielenie się z Wami tym, co udało mi się wykonać, by sesja była mniej męcząca.

piątek, stycznia 4

Sposób na szybką motywację do nauki?

W poprzednim poście pokazałam Wam jak tworzyć plan nauki. Wszyscy jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że planowanie to nie wszystko, bo gwarancją sukcesu jest motywacja, a tej do nauki nigdy nie mamy zbyt wiele. Dlatego postanowiłam, że przez okres sesji będę się z Wami dzielić tym, co udało mi się zrobić przez ostatnie dni. Będę starała się informować Was na bieżąco, ale nie obiecuję, że posty będą pojawiały się codziennie.





Dzięki temu, że 'spowiadam' się komuś z tego, co już zrobiłam, będę miała większą motywację, by usiąść przed książkami. Dlatego zaczynamy!
Was też zachęcam do dzielenia się w komentarzach tym, co udało Wam się do tej pory zrobić.
Do napisania!

czwartek, stycznia 3

Seria "Wydajniejsza nauka" - Jak przeżyć sesję i nie zwariować?


Z czym kojarzy Wam się sesja? Przypuszczam, że większość myśli o tej porze semestru akademickiego niezbyt ciepło, a uświadomienie sobie faktu, że po przerwie świątecznej do sesji zostanie większości z Was niecały miesiąc kończy się ciarkami na plecach. Ja również przez to przechodziłam, ale rok temu okazało się, że gdy ma się dobry plan, da się go przeżyć i zdać wszystko - no dobra, prawie wszystko - w pierwszych terminach.
W tym roku, niestety dla mnie, dochodzi dodatkowa trudność - mianowicie, druga sesja. Większość z Was pomyśli - logiczne, dwa kierunki, dwie sesje. Ale ja uświadomiłam to sobie jakiś tydzień przed świętami. Dlatego w tym roku dobry plan jest dla mnie szczególnie ważny. Plan nauki to jednak nie wszystko, dlatego zanim przejdę do planu, mam dla Was kilka rad, dzięki którym życie codzienne w sesji staje się łatwiejsze.

Po pierwsze -  posprzątaj mieszkanie. Mam tu na myśli poświęcenie jednego lub dwóch dni na generalne porządki - umycie kafelek w łazience, posprzątanie szafy itp. Dlaczego to takie ważne? Dobrze wiem, że czasami w czasie sesji zapominamy o sprzątaniu na 2 czy 3 tygodnie. Pusty zlew wolniej napełnia się naczyniami, a kuchenka nie zachęca do zajęcia się sprzątaniem jej zamiast nauki mikroekonomii. To takie 2 w 1 - mamy czyste mieszkanie, a jednocześnie usuwamy z naszej drogi jedno zadanie, dzięki któremu tak łatwo odkładamy naukę 'na później'.

Po drugie - wybierz się na duże zakupy. Kup zapas wody mineralnej, energetyków, kawy, papieru do drukarki, tonerów, zakreślaczy i innych potrzebnych w czasie sesji rzeczy. Polecam stworzenie listy zakupów przed wyjściem z domu - uwzględnij w niej rzeczy, które będą Ci potrzebne do przyrządzania szybkich i smacznych potraw - polecam fasolkę po bretońsku, spaghetti i gołąbki - wszystkie te potrawy robi się w nie więcej niż 40 minut, a po przełożeniu ich do plastikowych pojemników możemy mieć obiad na dwa kolejne dni.

Po trzecie -zestaw witamin bardzo się przyda, zwłaszcza w tym okresie, kiedy łatwo o przeziębienie, a my nie mamy zbyt dużo czasu na dbanie o siebie.

Po czwarte - zrób listę potrzebnych do nauki książek, artykułów z gazet, brakujących notatek. Idź do biblioteki i skseruj wszystkie potrzebne materiały. Teraz jest też najlepszy czas na skserowanie brakujących notatek od znajomych - lepiej mieć wszystkie notatki i książki pod ręką, kiedy przyjdzie czas na naukę.

Po piąte - polecam zakupy z dowozem do domu. Korzystam z nich bardzo często, nie tylko w okresie sesji, ale także kiedy jestem bardzo zapracowana. Mogę szczerze polecić np. http://www.auchandirect.pl/ - tanio, przewóz nie jest płatny od pewnej kwoty.

Co dalej? Plan nauki - najważniejsza część całych przygotowań do sesji. Stworzenie go nie trwa pięć minut - jest czasochłonne, to prawda. Zachęcam jednak do spędzenia nad nim dłuższej chwili - w końcu mamy rozplanowaną całą naukę do sesji dzień po dniu, krok po kroku. Zanim więc rozpoczniesz tworzenie planu przygotuj sobie odpowiednie miejsce. Zjedz coś, skorzystaj z toalety, wyłącz na chwilę telefon i wszelkie strony internetowe. Zaparz ulubioną herbatę. Przed Tobą powinny znajdować się jedynie kartki papieru i ulubiony długopis.

Krok pierwszy w stworzeniu planu polega na spisaniu listy wszystkich przedmiotów, które masz w tym momencie do zaliczenia.
Weź kartkę A4 i zapisz na niej wszystkie przedmioty jakie realizujesz. Jeżeli tak jak ja, studiujesz dwa kierunki weź dwie kartki - na każdej z nich napisz w nagłówku kierunek studiów. Jeżeli masz dodatkowo kursy językowe czy warsztaty rozwojowe nie zapomnij ich tam umieścić.




Krok drugi - potraktuj każdy realizowany przez Ciebie przedmiot czy kurs jako projekt do zrealizowania i zapisz, jakie kroki musisz podjąć, by ukończyć projekt.
Weź kolejną kartkę i pod nazwą każdego przedmiotu zrób listę tego, co musisz zrobić, by zaliczyć dany przedmiot. Jeżeli studiujesz dwa kierunki zrób osobną listę zadań dla każdego z nich.





Krok trzeci - określ ile czasu zajmie Ci każde z zadań, ale bądź realistą. Nie zaniżaj czasu, który będzie Ci potrzebny do opanowania materiału. Ten krok pomoże Ci w późniejszym etapie. Ja swoje zadania określam podając czas w godzinach. To bardziej obrazowe i łatwiej później podzielić te zadania na mniejsze.

Krok czwarty - weź kalendarz lub, jeżeli masz ochotę, stwórz, tak jak ja, własny. Weź kilka kartek papieru, sklej je taśmą klejącą i zrób tyle okienek, ile dni zostało Ci do końca sesji. To lepiej zobrazuje ile czasu Ci zostało i zmotywuje do działań.
A teraz rozsądnie wypełnij kalendarz. Podziel zadania, które wypisałeś realizując punkt drugi, na konkretne dni. Zrób to rozsądnie, ale precyzuj zadania. Nie pisz "Pouczyć się anatomii", tylko "Nauka anatomii - 2h". W ten sposób łatwiej określisz ile czasu masz spędzić na nauce danego przedmiotu i łatwiej będzie Ci się zmotywować do nauki. A jeżeli posiedzisz nad tym przedmiotem dłużej nic się nie stanie :)

















A tutaj możecie zobaczyć już gotowy plan jaki zrobiłam dla siebie. Przepraszam Was za jakość, ale niestety mam jakiś problem z aparatem. Niedługo wstawię tutaj obraz w lepszej jakości.






Moim zdaniem plany nauki działają i są bardzo przydatne. Korzystałam z nich w czasie poprzednich dwóch sesji i zauważyłam rezultaty. Wstając rano, pierwszą rzeczą, którą robiłam, było sprawdzenie, czego dziś się uczę i zapisanie na mniejszej karteczce, którą kładłam na biurku, co mam do zrobienia. Następnie, przed wyjściem na uczelnię, zakupy czy do biblioteki szykowałam wszystkie rzeczy, które będą mi potrzebne po powrocie. To oszczędzało mi przede wszystkim nerwowego zastanawiania się, od czego mam zacząć, gdy nauki było wiele, a czasu mało. Jedyne co mi pozostawało - i pozostaje teraz, po zrobieniu tegorocznego planu - to skupić się na przyswajaniu wiedzy.