piątek, stycznia 4

Sposób na szybką motywację do nauki?

W poprzednim poście pokazałam Wam jak tworzyć plan nauki. Wszyscy jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że planowanie to nie wszystko, bo gwarancją sukcesu jest motywacja, a tej do nauki nigdy nie mamy zbyt wiele. Dlatego postanowiłam, że przez okres sesji będę się z Wami dzielić tym, co udało mi się zrobić przez ostatnie dni. Będę starała się informować Was na bieżąco, ale nie obiecuję, że posty będą pojawiały się codziennie.





Dzięki temu, że 'spowiadam' się komuś z tego, co już zrobiłam, będę miała większą motywację, by usiąść przed książkami. Dlatego zaczynamy!
Was też zachęcam do dzielenia się w komentarzach tym, co udało Wam się do tej pory zrobić.
Do napisania!

czwartek, stycznia 3

Seria "Wydajniejsza nauka" - Jak przeżyć sesję i nie zwariować?


Z czym kojarzy Wam się sesja? Przypuszczam, że większość myśli o tej porze semestru akademickiego niezbyt ciepło, a uświadomienie sobie faktu, że po przerwie świątecznej do sesji zostanie większości z Was niecały miesiąc kończy się ciarkami na plecach. Ja również przez to przechodziłam, ale rok temu okazało się, że gdy ma się dobry plan, da się go przeżyć i zdać wszystko - no dobra, prawie wszystko - w pierwszych terminach.
W tym roku, niestety dla mnie, dochodzi dodatkowa trudność - mianowicie, druga sesja. Większość z Was pomyśli - logiczne, dwa kierunki, dwie sesje. Ale ja uświadomiłam to sobie jakiś tydzień przed świętami. Dlatego w tym roku dobry plan jest dla mnie szczególnie ważny. Plan nauki to jednak nie wszystko, dlatego zanim przejdę do planu, mam dla Was kilka rad, dzięki którym życie codzienne w sesji staje się łatwiejsze.

Po pierwsze -  posprzątaj mieszkanie. Mam tu na myśli poświęcenie jednego lub dwóch dni na generalne porządki - umycie kafelek w łazience, posprzątanie szafy itp. Dlaczego to takie ważne? Dobrze wiem, że czasami w czasie sesji zapominamy o sprzątaniu na 2 czy 3 tygodnie. Pusty zlew wolniej napełnia się naczyniami, a kuchenka nie zachęca do zajęcia się sprzątaniem jej zamiast nauki mikroekonomii. To takie 2 w 1 - mamy czyste mieszkanie, a jednocześnie usuwamy z naszej drogi jedno zadanie, dzięki któremu tak łatwo odkładamy naukę 'na później'.

Po drugie - wybierz się na duże zakupy. Kup zapas wody mineralnej, energetyków, kawy, papieru do drukarki, tonerów, zakreślaczy i innych potrzebnych w czasie sesji rzeczy. Polecam stworzenie listy zakupów przed wyjściem z domu - uwzględnij w niej rzeczy, które będą Ci potrzebne do przyrządzania szybkich i smacznych potraw - polecam fasolkę po bretońsku, spaghetti i gołąbki - wszystkie te potrawy robi się w nie więcej niż 40 minut, a po przełożeniu ich do plastikowych pojemników możemy mieć obiad na dwa kolejne dni.

Po trzecie -zestaw witamin bardzo się przyda, zwłaszcza w tym okresie, kiedy łatwo o przeziębienie, a my nie mamy zbyt dużo czasu na dbanie o siebie.

Po czwarte - zrób listę potrzebnych do nauki książek, artykułów z gazet, brakujących notatek. Idź do biblioteki i skseruj wszystkie potrzebne materiały. Teraz jest też najlepszy czas na skserowanie brakujących notatek od znajomych - lepiej mieć wszystkie notatki i książki pod ręką, kiedy przyjdzie czas na naukę.

Po piąte - polecam zakupy z dowozem do domu. Korzystam z nich bardzo często, nie tylko w okresie sesji, ale także kiedy jestem bardzo zapracowana. Mogę szczerze polecić np. http://www.auchandirect.pl/ - tanio, przewóz nie jest płatny od pewnej kwoty.

Co dalej? Plan nauki - najważniejsza część całych przygotowań do sesji. Stworzenie go nie trwa pięć minut - jest czasochłonne, to prawda. Zachęcam jednak do spędzenia nad nim dłuższej chwili - w końcu mamy rozplanowaną całą naukę do sesji dzień po dniu, krok po kroku. Zanim więc rozpoczniesz tworzenie planu przygotuj sobie odpowiednie miejsce. Zjedz coś, skorzystaj z toalety, wyłącz na chwilę telefon i wszelkie strony internetowe. Zaparz ulubioną herbatę. Przed Tobą powinny znajdować się jedynie kartki papieru i ulubiony długopis.

Krok pierwszy w stworzeniu planu polega na spisaniu listy wszystkich przedmiotów, które masz w tym momencie do zaliczenia.
Weź kartkę A4 i zapisz na niej wszystkie przedmioty jakie realizujesz. Jeżeli tak jak ja, studiujesz dwa kierunki weź dwie kartki - na każdej z nich napisz w nagłówku kierunek studiów. Jeżeli masz dodatkowo kursy językowe czy warsztaty rozwojowe nie zapomnij ich tam umieścić.




Krok drugi - potraktuj każdy realizowany przez Ciebie przedmiot czy kurs jako projekt do zrealizowania i zapisz, jakie kroki musisz podjąć, by ukończyć projekt.
Weź kolejną kartkę i pod nazwą każdego przedmiotu zrób listę tego, co musisz zrobić, by zaliczyć dany przedmiot. Jeżeli studiujesz dwa kierunki zrób osobną listę zadań dla każdego z nich.





Krok trzeci - określ ile czasu zajmie Ci każde z zadań, ale bądź realistą. Nie zaniżaj czasu, który będzie Ci potrzebny do opanowania materiału. Ten krok pomoże Ci w późniejszym etapie. Ja swoje zadania określam podając czas w godzinach. To bardziej obrazowe i łatwiej później podzielić te zadania na mniejsze.

Krok czwarty - weź kalendarz lub, jeżeli masz ochotę, stwórz, tak jak ja, własny. Weź kilka kartek papieru, sklej je taśmą klejącą i zrób tyle okienek, ile dni zostało Ci do końca sesji. To lepiej zobrazuje ile czasu Ci zostało i zmotywuje do działań.
A teraz rozsądnie wypełnij kalendarz. Podziel zadania, które wypisałeś realizując punkt drugi, na konkretne dni. Zrób to rozsądnie, ale precyzuj zadania. Nie pisz "Pouczyć się anatomii", tylko "Nauka anatomii - 2h". W ten sposób łatwiej określisz ile czasu masz spędzić na nauce danego przedmiotu i łatwiej będzie Ci się zmotywować do nauki. A jeżeli posiedzisz nad tym przedmiotem dłużej nic się nie stanie :)

















A tutaj możecie zobaczyć już gotowy plan jaki zrobiłam dla siebie. Przepraszam Was za jakość, ale niestety mam jakiś problem z aparatem. Niedługo wstawię tutaj obraz w lepszej jakości.






Moim zdaniem plany nauki działają i są bardzo przydatne. Korzystałam z nich w czasie poprzednich dwóch sesji i zauważyłam rezultaty. Wstając rano, pierwszą rzeczą, którą robiłam, było sprawdzenie, czego dziś się uczę i zapisanie na mniejszej karteczce, którą kładłam na biurku, co mam do zrobienia. Następnie, przed wyjściem na uczelnię, zakupy czy do biblioteki szykowałam wszystkie rzeczy, które będą mi potrzebne po powrocie. To oszczędzało mi przede wszystkim nerwowego zastanawiania się, od czego mam zacząć, gdy nauki było wiele, a czasu mało. Jedyne co mi pozostawało - i pozostaje teraz, po zrobieniu tegorocznego planu - to skupić się na przyswajaniu wiedzy.

poniedziałek, grudnia 31

30 days to change - aktualizacja.

Pamiętacie moją przygodę z wyzwaniem 30 days to change? W ostatnim dniu starego roku przyszedł czas na małą aktualizację. W zasadzie czas przyznać się przed Wami, że projekt został chwilowo zawieszony.
Zrealizowałam 2 tygodnie projektu - tydzień pierwszy podsumowałam tutaj.
Tydzień drugi polegał na próbowaniu nowych rzeczy. Jego wynikiem jest właśnie inna szata graficzna bloga. Starałam się w tym czasie słuchać muzyki, której normalnie bym nie wybrała i okazało się, że znalazłam kilka naprawdę fajnych kawałków, które na stałe zagościły na mojej playliście. nie udało mi się niestety używanie nowych wyrazów. Starałam się, ale nie wyszło. Za to bardzo dobrze sprawdza się metoda "Planuj i osiągaj" - do tej pory co wieczór zapisuję dokładny i bardzo szczegółowy plan wszystkiego, co chcę zrobić danego dnia, nie pomijając nawet wyrzucenia śmieci, a wieczorem rozliczam się z tego co się udało a co nie.
Teraz czas na wytłumaczenie. Projekt rzecz jasna bardzo mi się podoba i mam zamiar go kontynuować, jednak podjęłam świadomą decyzję odłożenia dwóch ostatnich tygodni na początek nowego roku. Wiem, że to łatwe wytłumaczenie, ale mój miesiąc był naprawdę szalony i bardzo pracowity. Każdy dzień wyglądał niemalże tak samo - pobudka o 5, godzina nauki, szybki prysznic i przygotowanie do wyjścia, śniadanie, 8-14 zajęcia i 14-21/22 praca. W czasie podróży komunikacją miejską czytałam książkę lub się uczyłam. Podczas przerw w pracy robiłam szybkie zakupy. Po pracy szybko jadłam kolację i brałam prysznic, szybko ogarniałam mieszkanie i uczyłam się przez 2-3 godziny, po czym szłam spać. Podjęłam decyzję o przełożeniu go na później ze względu na tematykę 3 i 4 tygodnia wyzwania.
Tydzień 3 przebiega pod hasłem "Tydzień perfekcyjnego życia" i bynajmniej nie ma to nic wspólnego z Panią Rozenek. Stwierdziłam, że jeżeli chcę faktycznie dokładnie zagłębić się w tematykę tego tygodnia nie mogę wiecznie nie mieć na nic czasu. Chciałabym skupić się w tym czasie na sobie i wypracowaniu nowych nawyków, a nie na tym, czy zdążę do pracy jeżeli spędzę w bufecie 10 minut pijąc kawę.




Dlatego też w pierwszym tygodniu stycznia mam zamiar przeżyć swój perfekcyjny tydzień. Mam zamiar skupić się na swoim organizmie, ale nie tylko. W tym tygodniu będę jeść zdrowe posiłki, ćwiczyć, pić dużo wody - słowem prowadzić zdrowy tryb życia.
Postanowiłam nie dać się jednak zwariować - nie zamierzam wprowadzać radykalnej zmiany diety na ten tydzień, nie mam zamiaru w czasie jego trwania zostać weganką czy wegetarianką. Kocham mięso i nie zamierzam odbierać sobie tej przyjemności. Mam zamiar jednak wprowadzić do jadłospisu więcej warzyw i owoców, zamiast wieprzowiny może wybiorę rybę lub jagnięcinę albo chudy drób? Ograniczę też ilość słodyczy i nie będę piła słodkich napojów. I będę piła tylko 1 kawę dziennie. Zamiast tego - zielona herbata i dużo soków.

We wtorek mam za zadanie na kartce papieru zrobić tabelę i jedną z kolumn nazwać "PRAWDZIWE JA", a w drugiej "IDEALNE JA" - i je wypełnić. Następnie znaleźć 3 cechy z kolumny "IDEALNE JA", które mogę realnie wypracować i zacząć je w sobie rozwijać oraz 3, które są niemożliwe do osiągnięcia i zastanowić się dlaczego chciałabym je mieć i dlaczego są poza moim zasięgiem.




W przyszłym tygodniu relacja z "Tygodnia perfekcyjnego życia". A następna notka, pierwsza w roku 2013 będzie dotyczyła niezbyt lubianego przez studentów tematu... sesji. Podpowiem Wam, jak poradzić sobie z organizacją czasu i nauką i przedstawię pomysł na jej rozplanowanie.

Tymczasem życzę Wam szampańskiej zabawy oraz świetnego rozpoczęcia Roku 2013! Niech Nowy Rok będzie lepszy niż poprzedni! Niech ta "trzynastka" na końcu przyniesie Wam szczęście!
Do przyszłego roku!

niedziela, grudnia 30

Kilka słów o noworocznych postanowieniach

Przed nami gorący okres noworocznych postanowień. Mnie samej też nie raz zdarzyło się zapomnieć o swoich postanowieniach, bądź postawić przed sobą cel, który był nieosiągalny. To powodowało we mnie tylko frustrację i niechęć do dalszych działań.
W tym roku postanowiłam, że każde swoje noworoczne postanowienie będę traktować jak konkretny projekt do zrealizowania, co oznacza, że każde z tych postanowień dzielimy na podzadania, które mamy wykonać w określonym czasie. Ale nie robię szczegółowych planów dziennych - wręcz przeciwnie - ustalam dead line dla każdego z zadań i staram się wyrobić w czasie pamiętając, że każdy wysiłek, którego się podejmę by doprowadzić zadanie do końca, zbliża mnie do osiągnięcia wymarzonego celu.

Jak wspominałam w poprzednim poście - w 2012 roku udało mi się zrealizować niewiele rzeczy, ale o bardzo dużym znaczeniu dla mnie. Spełniło się też jedno moje marzenie - po raz pierwszy w życiu, po 22 latach nie posiadania choćby własnego kącika w domu, mam własny pokój!


JA:

Rok 2012 był dla mnie jednak rokiem, w którym ciągle oglądałam się za siebie. Nie z powodu strachu - żeby mnie wystraszyć potrzeba naprawdę wiele, ale z powodu innych. W zasadzie patrzę za siebie od kiedy pamiętam. Kocham swoją rodzinę i partnera, ale naprawdę mam już dość podporządkowywania decyzji pod plany innych. Dlatego Nowy Rok będzie moim rokiem. Wreszcie dojrzałam do tego, by być zdrową egoistką. Postanowiłam, że na decyzje, jakie będę podejmować nie będzie wpływać moja rodzina, ani plany mojej matki.
W tym roku dwa razy prawie popełniłam ogromny błąd - prawie nie wyjechałam na praktyki, o które długo walczyłam, bo psuły mojej matce wizję jej wakacji i byłam o krok od postanowienia o nieaplikowaniu na drugi kierunek, bo mojej mamie nie podobała się wizja mnie studiującej dwa kierunki. Na szczęście w porę uświadomiłam sobie jaki błąd bym popełniła, gdybym nie spróbowała czy nie pojechała. Dlatego postanowiłam, że teraz czas na mnie.


STUDIA / SAMOREALIZACJA:

Ten rok będzie rokiem wiedzy. W planach, które zrobiłam, mam zaliczenie obu sesji w pierwszych terminach, dostanie stypendium na jednym z kierunków, zorganizowanie dla siebie badań naukowych, co pozwoli mi wyjechać na jedną lub dwie konferencje naukowe.
W głowie mam także plan umocnienia swoich stref eksperckich i pracę nad pewnością siebie, ale także zrobienie prawa jazdy, naukę francuskiego, angielskiego i rosyjskiego, o której już totalnie zapomniałam.
Mam zamiar się także nagradzać za pozytywnie zrealizowane projekty. Kiedyś przeczytałam, że bez nagród łatwo wejść w rytm praca-praca-praca, który wyniszcza i prowadzi do frustracji i zgadzam sie z tym w 100%.


NAWYKI I ZMIANY:
W roku 2013 będę starała się robić wszystko, aby każdego dnia, bez względu na sytuację, zbliżać się w stronę osiągnięcia swoich marzeń i celów. Chcę, aby każdy dzień stał się efektywny nawet, jeżeli nie będę w najlepszej formie. Przemiany,które zaplanowałam na ten rok dotyczą moich planów dnia, wizji nauki, organizacji czasu i wcześniejszego wstawania. 
PASJA:
Prawie cały 2012 rok nie myślałam nawet o słowie pasja. Zapomniałam o tym, czym jest pasja, jakie pasje miałam kiedyś. Przez nawał pracy i (jak w punkcie pierwszym) zajmowanie się problemami innych. Dlatego postanowiłam, że ten rok będzie pełen pasji. Chcę wrócić do tego, co naprawdę lubię i co sprawia mi największą przyjemność (poza nauką i pracami w laboratorium, ale z tym nie da się już nic zrobić, pracoholizmu nie wyleczę). Mam więc zamiar skupić się na kilku rzeczach, które uważam za swoje pasje.
  • sport - uwielbiam sport! Co prawda nie startuję w zawodach i nie jestem w żadnej sekcji uczelnianej, ale siłownia i zajęcia fitness przynoszą mi naprawdę dużą radość. Niestety, od marca nie byłam na siłowni, a moje starania ćwiczenia w domu spełzły na niczym, bo w domu ćwiczyłam może 6 razy w ciągu ostatnich 8 miesięcy. Czas na nowo rozruszać mięśnie i dlatego od nowego roku mam zamiar chodzić na siłownię chociaż 2 razy w tygodniu. Mam też zamiar 2 razy w tygodniu ćwiczyć w domu. I zamierzam znów wrócić do ćwiczenia jogi - uwielbiam te relaksująco-rozciągające ćwiczenia. Z powrotem do ćwiczenia jogi wiąże się też chęć nauczenia się zrobienia szpagatu.
  • książki - Czytanie kochałam zawsze. Od kiedy pamiętam czytałam bardzo dużo, w każdej wolnej chwili. Zmieniło się to z momentem przyjścia na studia. Przez pierwszy rok w ogóle nie czytałam, w kolejnych latach czytałam sporadycznie - po 2-3 książki na rok. Mniej więcej rok temu powróciłam do swojej wielkiej pasji i znów pochłaniam książki na potęgę. Mam kilka pozycji, które mam zamiar przeczytać w Nowym Roku - między innymi Mistrza i Małgorzatę, 50 twarzy Graya i Gdzie pada jabłko.
  • kino - nie widziałam bardzo wielu (starszych i nowszych) kultowych filmów, przez co moi znajomi często ze śmiechem porównują mnie z dr Brennan, bo naprawdę często wypowiadam w towarzystwie chyba najsłynniejszą jej sentencję "Nie wiem co to znaczy". Dlatego w tym roku postanowiłam nadgonić kinowe braki i obejrzeć między innymi serię Władcy Pierścieni, Gwiezdnych Wojen, Piękny umysł i kilkanaście innych filmów, które są klasyką kina.
MARZENIA:

Postanowiłam spełnić także swoje egoistyczne marzenia i zaspokoić swoją potrzebę konsumpcjonizmu. Marzy mi się czytnik e-booków lub tablet, smartfon, nowy laptop, ponieważ notebook z którego do Was piszę niestety po 6 latach użytkowania zacina się, mam spory problem z monitorem, ponieważ przy niektórych jego ustawieniach jest żółty, a bateria już totalnie padła, więc muszę mieć go permanentnie podpiętego do prądu. Bardzo chciałabym też kupić klasyczną czarną pojemną torebkę, której bardzo brakuje mi w mojej szafie.


NIEZALEŻNOŚĆ FINANSOWA:

Od stycznia 2013 roku mam zamiar zacząć regularnie odkładać pieniądze oraz spłacać moją kartę kredytową. W jaki sposób? Po pierwsze - mam zamiar założyć konto oszczędnościowe lub lokatę i odkładać 10% każdej kwoty, która wpłynie na moje konto - niezależnie od tego, czy będzie to wypłata czy prezent od babci. Po roku, pieniądze te przeznaczę na różne cele, między innymi na wymianę opon w samochodzie czy opłacenie ubezpieczenia auta, ale także na przyjemności, takie jak wakacje czy nowa sukienka. Faktem jest, że 10% to nie dużo, więc nie poczuję tej sumy, a każda kwota, przeznaczona 'na czarną godzinę' jest przydatna. Po drugie co tydzień mam zamiar odkładać do dużego słoika 10 złotych. W połowie grudnia mam zamiar słoik otworzyć i za zebrane przez rok pieniądze kupić prezenty świąteczne dla bliskich. Po trzecie - do (kolejnego) dużego słoika mam zamiar wrzucać wszystkie drobne - zazwyczaj wydaję je na głupoty, np. gazetę, w której nie ma nic poza obrazkami i po dokładnym przejrzeniu tej gazety jestem zła na siebie, że ją kupiłam. Nie będą to duże kwoty, ale kiedy słoik się zapełni mam zamiar przeliczyć pieniądze, które się w nim znajdą i przeznaczyć je na jakąś małą przyjemność dla samej siebie :)
Kolejną rzeczą związaną z oszczędzaniem będzie kupienie kubka termoizolacyjnego, aby oszczędzić pieniądze wydawane na gorące napoje i zacznę przyrządzać wieczorem smaczne przekąski do zabrania do pracy lub na uczelnię.


Jak napisałam we wstępie, swoje cele na rok 2013 traktuję jak projekty do zrealizowania. W osobnym poście pokażę Wam, w jaki sposób podzieliłam swoje plany na pojedyncze zadania, a w ciągu roku będę na bieżąco informować o postępach w ich realizacji. 

sobota, grudnia 29

Podsumowanie 2012 roku

Rok 2012 był dla mnie rokiem przełomowym, choć nie zawsze w dobrym sensie. Wiele się wydarzyło, udało mi się zrealizować kilka planów, spełnić kilka marzeń. Mam jednak wrażenie niedosytu - wydaje mi się, że zbyt mało czasu poświęciłam sobie i rozwijaniu swoich pasji, na realizacji własnych celów, bo byłam zbyt zajęta kimś innym, zbyt zapracowana albo przytłoczona problemami innych.
Ten rok nie rozpoczął się tak, jakbym sobie tego życzyła. Osobiście mocno wierzę, że jaki Sylwester, taki cały rok i wiele razy mogłam się o tym przekonać. Sylwester 2011 i rok 2012 rozpoczęłam kłótnią z partnerem, pójściem na 'imprezę' na którą nie miałam ochoty, mimo że z ludźmi, których bardzo lubię i uważam za swoich przyjaciół. Sama 'impreza' też nie była najlepsza. Zadecydowaliśmy dużo wcześniej, że chcemy spokojnego Sylwestra, a nie picia na umór, ale jedyne co pamiętam z tamtego wieczoru, to niespełnione oczekiwania. Oczekiwałam (zgodnie z tym, co ustaliliśmy) gier zespołowych, wspólnego odliczania przed północą, oglądania fajerwerków i lampki szampana. A jedyne co pamiętam, to siedzenie w kole i opowiadanie sobie przez 25 osób, jak minął im rok, spóźnienie na fajerwerki, brak jakiegokolwiek szampana i przegapienie północy, bo przecież rozmowa jest ważniejsza.
Dlatego tegorocznego Sylwestra postanowiłam spędzić w gronie bliskich mi osób - przyjaciółki i jej partnera oraz mojego partnera. W planie mamy filmy, szampana i wspólne gotowanie.
Wracając jednak do podsumowań. Ten rok nie zaczął się niesamowicie, ale mimo to było nawet dobrze. Udało mi się kilka rzeczy, z czego jestem bardzo dumna.

1. Praktyki wakacyjne - walczyłam długo, by zrobić te wymarzone i udało się - ekshumowałam ciała z grupą specjalistów.
2. Wyjechałam na konferencję naukową - co prawda przedstawiłam tylko swój plakat, a nie prezentację, ale przeżyłam świetny czas i poczułam się niesamowicie wyróżniona, zwłaszcza, gdy organizatorzy powiedzieli nam, że z ponad 20 000 zgłoszeń wybrali około setki.
3. Odbyłam samodzielną podróż - a nawet dwie. Zawsze chciałam wyjechać gdzieś sama, sprawdzić sama siebie, czy jestem w stanie o siebie zadbać, poradzić sobie bez wsparcia obok. I udało się. Co prawda były to tylko wyjazdy na praktyki i na sympozjum, ale poradziłam sobie i okazało się, że w każdych (dosłownie) warunkach jestem w stanie sobie poradzić. To dało mi duże poczucie niezależności i dużą dawkę pewności siebie.
4. Dostałam się na drugi kierunek. Od października na drugim kierunku studiuję chemię biologiczną i czuję się w tym temacie świetnie. Często jest ciężko, ale dzięki wyrozumiałości prowadzących i pomocy znajomych z roku daję radę.
5. Pokonałam depresję. Naprawdę, w tym roku poczułam się od niej w 100% uwolniona - nie chodzę wiecznie zmartwiona, nie chce mi się płakać co 5 sekund, rano mam chęć wyjść z łóżka i nie dopadają mnie co miesiąc tak zwane przeze mnie 'ciemne dni' kiedy nie mam ochoty wyjść spod kołdry. Wreszcie często się uśmiecham i znów jestem optymistką. Wiadomo, mi też jak każdemu zdarzają się słabsze dni, ale widzę ogromną różnicę między dniami sprzed roku czy dwóch i te chwilowe załamania nie są spowodowane chorobą a jakimś przykrym wydarzeniem lub złym samopoczuciem.
6. Zerwałam kontakt z kilkoma 'toksycznymi' osobami w moim otoczeniu. Miałam już dość energetycznych wampirów i osób, które często 'robią sobie dobrze' moim kosztem - potrafiąc mi wypomnieć na przykład, że studiuję dłużej niż powinnam, mimo że sami mają dokładnie ten sam występek za uszami. Prawdą jest, że historia moich studiów na biologii jest zagmatwana, bo powinnam się bronić w czerwcu 2012, a obronię się dopiero w 2014 roku, ale w moim przypadku jest to kwestia dziekanki, którą musiałam wziąć by pracować, a nie niezdanych przedmiotów jak u większości z nich.

Plany na przyszły rok są jeszcze na etapie tworzenia. Chcę mieć pełną wizję i wszystko dokładnie przemyśleć i rozplanować każdy, nawet najmniejszy cel, dlatego notka z planami na Nowy Rok ukaże się za kilka dni. A Wam co udało się osiągnąć w tym roku? Z czego jesteście dumni?