sobota, grudnia 3

Kobieta niezależna - bać się?

Elizabeth Taylor powiedziała kiedyś: "Ciężki jest los współczesnej kobiety. Musi ubierać się jak chłopak, wyglądać jak dziewczyna, myśleć jak mężczyzna i pracować jak koń."

Kobiety, głównie w Polsce, są uważane za słabsze i delikatniejsze od mężczyzn. Uważa się, że kobieta jest stworzona by sprzątać, prasować i gotować. Może oczywiście pracować, ale jej praca powinna opierać się na kserowaniu dokumentów i parzeniu szefowi kawy. Wiem, że przez ostatnie 20 lat zaszło w tej kwestii wiele zmian, ale niestety, z własnego doświadczenia wiem, że wiele jeszcze nie zostało zrobione, wiele rzeczy nie zakotwiczyło się w ludzkich głowach na stałe. Przykład?
Mój kolega ze studiów - ma 22 lata, jego dziewczyna pisze w tym roku maturę. Nie raz słyszałam od niego, jakie ma plany związane ze swoją partnerką. Jest mu bardzo nie na rękę, że jego dziewczyna chce aplikować na studia prawnicze. Uważa, że zwykła administracja czy zarządzanie będzie bardziej odpowiednie dla niej i usilnie próbuje ją do tego przekonać. Dziewczyna jest młoda i szaleńczo zakochana więc bije się z myślami i nie wie co ma zrobić. A on? już wszystko zaplanował: chce zamieszkać z dziewczyną, kiedy ona przyjdzie na studia, a nie pasuje mu prawo dlatego, że gryzie się to z jego wizją kobiety, która przedstawia się następująco: kobieta powinna zajmować się domem i nie pracować, nie powinna się malować, farbować włosów i malować paznokci, a najładniejsze perfumy jakie może mieć na sobie to zapachy jakie rozchodzą się w kuchni. Pewnie pomyślicie, że przerysowuję. Nie. Tak opisał mi jak widzi swoją kobietę za kilka lat. Napisałam dosłownie słowo w słowo to, co on mi powiedział.
Moja 'teściowa' - jest kadrową, skończyła co prawda studia zaocznie wiele lat temu, ale zrobiła to tylko przez fakt, że wysłał ją tam zakład pracy. Nie lubi mnie, bo uważa, że nie jestem wystarczająco dobra dla mojego chłopaka. Dlaczego? Bo rozwijam się - uczę się języków, czytam książki, chodzę na koła naukowe, często, kiedy jest więcej do zrobienia i siedzę w labolatoriach po nocach z domu robię sobie coś na kształt hotelu - przychodzę się przebrać, wyspać i wykąpać. Mojemu facetowi to nie przeszkadza - ma dwie ręce, wie jak uruchomić pralkę czy żelazko, umie zrobić zakupy, a jak nie ma na to czasu - wie że istnieją pralnie i bary mleczne. Jednak w głowie jego matki jestem 'tą złą', bo powinnam pójść na proste studia, takie, które nie zabierałyby mi czasu na gotowanie, pranie i sprzątanie, bo to są rzeczy, w których kobieta powinna się spełniać.
Wyprzedzę Wasze pytania - nie jestem feministką, nie potrzeba mi kilofa i pracy w kopalni i lubię gotować. Nie określiłabym się jako feministka, ale raczej jako kobieta niezależna. Nie muszę podkreślać swojej niezależności na każdym wykonanym i niewykonanym przeze mnie kroku. Moim zdaniem kobieta niezależna po prostu robi swoje- biega, załatwia, uczy się, pracuje, tworzy.
Kobieta niezależna dba o swoją samorealizację: ma marzenia, plany. Ma w życiu cel i robi wszystko by go osiągnąć. Kobieta niezależna spotyka się z mężczyznami i nie zakłada życia w celibacie do grobowej deski. Jest jednak rozsądna w swoich wyborach i przed podjęciem każdej decyzji, rozważa jej wszystkie plusy i minusy. Kobiecie niezależnej, w przeciwieństwie do feministki, nie zależy na uznaniu innych. Nie musi być najpopularniejszą osobą w towarzystwie, nie musi mieć okularów od Prady. Dla niej ważne są inne wartości takie jak samorealizacja czy marzenia.Kobieta niezależna nie tylko chce i może, ale i potrafi radzić sobie na wszystkich płaszczyznach życia doskonale.
Na temat niezależnych kobiet powstało wiele mitów - że są zimne i wyrachowane, przez co mężczyźni unikają związków z silnymi kobietami. Prawda jest niestety taka, że nie każdy mężczyzna jest w stanie poradzić sobie z faktem, że jego kobieta jest silna i niezależna - że poradzi sobie z wniesieniem zakupów na 3 piętro, sama jest w stanie załatwić sprawy urzędowe i często lepsze wykształcenie od partnera. Winny jest temu, w moim przekonaniu patriarchat - mężczyźni nauczeni są, że to oni utrzymują rodzinę, że są lepiej wykształceni, a co najważniejsze - przez wiele lat wpajano im, że kobieta jest zależna od nich i gdy widzą, że kobieta doskonale radzi sobie bez nich wpadają w panikę.
Teraz mojemu mężczyźnie nie przeszkadza fakt, że jestem niezależna, że mam swoje pieniądze, że siedzę na uczelni i w labolatoriach do późna, czasami zaniedbując przez to obowiązki domowe, ale nie zawsze tak było. Obecna sytuacja jest wynikiem wielu rozmów, a nawet kłótni i stawiania sprawy na ostrzu noża. Mój facet - wychowany w patriarchalnej rodzinie nie mógł pojąć, że on ma sprzątać i prasować tak samo jak ja. Jednak, jak okazuje się po raz kolejny - jeżeli na kimś Ci zależy, nagniesz swoje dotychczasowe przyzwyczajenia.
Dlatego Panowie - nie bójcie się silnych kobiet!

3 komentarze:

  1. Monika, szczerze mówiąc to jest to dla mnie osobiście jeden z najlepszych ostatnio wpisów z grupy BGS, może dlatego, że ostatnio uczę się więcej niż zwykle odnośnie relacji damsko-męskich. Bardzo fajnie poznać Twój punkt patrzenia na te sprawy. Dzięki wielkie za wpis. Może wbrew pozorom, ale jest bardzo na temat rozwoju, wszak rozwijamy się na różnych płaszczyznach życia.

    Co do samej treści:
    Bardzo ciekawe przykłady podajesz i tego kolegi i swojej 'teściowej', osobiście nie słyszałem dookoła siebie o takich 'wyrzutach' ale też jakoś specjalnie się temu nie dziwię. Chłopak ewidentnie źle by się czuł, że jest z kimś kto ma ambicje większe od niego, że pewnie będzie więcej zarabiał etc. Koleś musi mieć jakieś niskie poczucie wartości, skoro chce dziewczynę 'zamknąć' w domu, zabronić bycia umalowaną, z zadbanymi włosami i wypachnioną - błyszczeć i promieniować urodą co jest przecież esencją kobiecości.

    Piszesz, że przez 20 lat wiele zostało zrobione ale równocześnie jeszcze jest wiele do zrobienia. Mam nadzieję, że nie masz na myśli chociażby hasła PARYTETY. Muszę o nich napomknąć bo TO jedna wielka GŁUPOTA. Wydaje mi się, że mamy w Polsce demokrację. Kobiet w Polsce jest więcej niż mężczyzn (te 1-2% ale zawsze). Pytanie - kto głosuje w wyborach? Sami faceci? Eee tam. Na kogo są oddawane głosy? Czy coś źle myślę, czy jakby Panie chciały pokazać, że chcą głosować na kobiety (no bo nadają się co najmniej tak samo do rządów jak faceci) to by po prostu na nie głosowały? Jakby głosowały to partie by to chyba dostrzegły i same zaczęły promować kobiety u władzy. Hmm no nie jest tak. Dlaczego Partia Kobiet dostaje 0,28% w skali kraju? Czy w wyborach głosowały same chłopy? Czy Panie są na tyle niemądre, że głosują na tych gorszych mężczyzn zamiast, demokratycznie przecież, zagłosować za równością i tym samym oddać głos na kobiety?

    Czasami tak jest, że mimo szczerych chęci kobiety się nie nadają do pewnych spraw. Dlaczego nie mamy kobiet kierowców, mechaników, czy nawet informatyków? Pomijam już w ogóle fizyczne, ciężkie prace. Przez to wszystko nie chcę powiedzieć, że Panie są gorsze czy w ogóle już głupsze, ale po prostu te 200 000 lat ewolucji człowieka jakieś optymalny podział ról przyjęło a teraz coś to wszystko staje na głowie.

    Na początku napisałaś, że ten 22-latek widzi swoją dziewczynę tylko w kuchni, zajmującą się domem i nie pracującą. Ok, zgadzam się, że tu nie ma równości. Trochę się jednak uśmiechnąłem, gdy przeczytałem, że nie może też malować paznokci, farbować włosów, malować się i pięknie pachnieć. Nooo.. Czyli tego wszystkiego, co czyni kobiety z kobiet.... (-: Żartobliwie dodam, że zastanawiam się, czy dla równouprawnienia:
    a) kobiety powinny przestać patrzeć tyle w lustro
    b) faceci powinni zacząć się malować
    Coś tu znowu staje na głowie (-;

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście jestem za tym, by kobiety były traktowane równo i mogły być jak to piszesz - niezależne. Jeżeli chcą sobie dawać same radę, to trzeba im to umożliwić i zaakceptować. Niestety, ale rzeczywiście tak jest, że na tych samych stanowiskach Panie dostają nawet te 20% mniej pieniędzy za tak samo wykonane zadanie. Może rzeczywiście Panowie się boją konkurencji w zarządzie i nie chcą pozwolić kobietom dojść na szczyty?
    Z drugiej strony sam np. nienawidzę jak moja dziewczyna niesie jakieś siatki z zakupami. Nie wiem, po prostu uważam, że ona nie jest od noszenia i dźwigania. Przyznaję też, że gotować nie umiem (nie znaczy, że nie chcę się nauczyć ani sam nie zrobię sobie jedzenia) i raczej chciałbym by moja dziewczyna się by tym miała zająć niż ja. Mimo, że prasuję swoje ciuchy to akurat nie widzę też siebie przy prasowaniu np. firanek/zasłonek. Omg, ale człowiek może się o sobie dowiedzieć przy pisaniu takiego komentarza (-:

    Co do tego, że Panowie boją się silnych kobiet - zgodzę się z tym poniekąd. Zależy jednak z której strony na to patrzymy. Pamiętam bardzo dobrze jak moja babcia mi mówiła - "twój dziadek nie mógł znieść tego, że ja zarabiałam dosłownie kilka złotych więcej od niego, często był za to zły na siebie i na mnie". Moim zdaniem większa część tak jak mówisz po prostu boi się tych bardzo niezależnych kobiet i to wynika właśnie z patriarchatu, a część - włączając mnie - po prostu nie chce z takimi być bo nie tego od związku oczekuje. Nie potrzeba mi drugiego faceta w domu. No ok, wracam tym stwierdzeniem do niektórzy powiedzą stereotypów a niektórzy - ewolucji.

    Co ciekawe, z tego co wiem to nawet w związkach lesbijek i gejów zawsze są 2 różne strony, porównując do normalnych relacji - strona kobiety (słabsza) i mężczyzny (silniejsza).

    Może się wydawać, że trochę od tematu odbiegłem, że pisałem bardziej o prawach kobiet i mężczyzn zamiast o tejże sile kobiet niezależnych. Nie mam nic przeciwko by moja partnerka/dziewczyna/żona ciągle zdobywała wiedzę, miała swoje cele i je realizowała oraz by generalnie dawała sobie radę w życiu. Ok, to jest spoko. Nie chciałbym jedynie, by przy tym wszystkim rozmyły się gdzieś podstawowe różnice między płciami czy zapomnienie o potomstwie bo przecież 'praca i kariera jest ważniejsza, po co mi dziecko' bo tak najczęściej w tych przypadkach się kończy. Nie, za taką silną kobietę to ja dziękuję. Mi nie potrzeba.

    Pozdrowionka! (:

    OdpowiedzUsuń
  3. Często słyszę od kolegów, że kobieta to powinna siedzieć w kuchni, na szczęście w ich przypadku to tylko żarty i naśmiewanie się z takiego właśnie spojrzenia na kobiety.

    LCL muszę się nie zgodzić z tym, że kobiety nie nadają się do pewnych spraw ;). Mechanik? Od dziecka lubiłam pomagać tacie w naprawach, coś się popsuje? nie ma spawy, biorę śrubokręt, czy co jest potrzebne i to naprawiam. Pamiętam jak się popsuł telewizor, mój tata go rozkręcił, a ja stałam i kazałam sobie tłumaczyć co jest czym i do czego służy. Informatyk? To samo, studiuję informatykę i nie widzę tu żadnych przeciwwskazań dla kobiet.

    Nie rozumiem stawiania takich ograniczeń dla kobiet, może tak zostałam wychowana, nigdy za wzór do naśladowania nie była mi stawiana kobieta, która siedzi w domu i nie ma żadnych ambicji i nie potrafi sobie sama poradzić, wręcz przeciwnie, powtarzano mi żebym nigdy taka nie była. Jak byłam mała latałam po krzakach z chłopakami, teraz też moje towarzystwo składa się w większości z płci męskiej, więc "zaraziłam" się trochę ich myśleniem, w takim towarzystwie trzeba trochę inaczej myśleć. Nie widzę swojej przyszłości jako kobieta w pełni poświęcona domowi, a jeśli pracuje to w jakiejś mało ambitnej pracy, w pełni zależna od mężczyzny, niepotrafiąca sobie sama poradzić. O nie, co to to nie ;).

    Zdaję sobie sprawę z tego, że kobieta niezależna może przerażać mężczyzn, bo jak to tak? poradzi sobie beze mnie, umie więcej ode mnie, zarabia więcej? Wiem, że będzie mi ciężko znaleźć faceta, który się mnie nie przestraszy i nie ucieknie ode mnie, bo już teraz czasami patrzą na mnie jak na jakieś dziwne zjawisko ;P.

    OdpowiedzUsuń