Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organizacja czasu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organizacja czasu. Pokaż wszystkie posty
niedziela, lutego 10
Perfekcyjny miesiąc. Zadanie 3 - Organizacja i zarządzanie czasem.
Co jest jedną z najważniejszych rzeczy w przeżyciu idealnego miesiąca? Przede wszystkim - organizacja czasu! Na wiele spraw nie mamy wpływu, ale to, co możemy zmienić, to nasza wydajność w pracy czy nauce. To pomaga osiągnąć więcej w bardzo prosty sposób.
Organizacja czasu nie jest czymś trudnym, każdy z nas może się jej nauczyć. Kluczową sprawą jest sumienność i .... porządek. Może to brzmi śmiesznie, ale kiedy wysprzątałam całe mieszkanie jestem w stanie bez zastanowienia powiedzieć, gdzie leży jakaś konkretna rzecz. To naprawdę wiele ułatwia, zwłaszcza kiedy masz przed sobą wizję wielu spraw do załatwienia.
Każdy z nas ma inne sposoby organizacji swojej przestrzeni i czasu. Ja wypracowałam sobie kilka, które sprawdzają się u mnie idealnie i dzięki którym moja organizacja wzrasta. Ale o tym w następnym poście z tej serii.
Dziś czas na organizację czasu.
Co jest podstawą dobrej organizacji czasu? Planowanie.
Spędzając 30 minut dziennie na zaplanowaniu tego, co chcemy zrobić następnego dnia zyskujemy naprawdę sporo czasu w ciągu dnia. Dlaczego? Jest kilka powodów - przede wszystkim nie zastanawiamy się, za co się zabrać, w co najpierw włożyć ręce. Po drugie - kiedy mamy zaplanowany dzień, zazwyczaj jesteśmy w stanie wcześniej przyszykować sobie rzeczy, z których będziemy korzystać czy też ubranie, które na siebie założymy, przez co w rezultacie tracimy mniej czasu. Po trzecie - kiedy wiemy, co mamy do zrobienia ustalamy też pewien harmonogram, priorytet, kolejność wykonywanych czynności.
Załóżmy że w środę o 9 mamy egzamin na jednym kierunku, a o 10.30 2 kolokwia zaliczeniowe na drugim kierunku, musimy pojechać do pracy, żeby oddać skończoną papierkową robotę, trzeba zrobić zakupy, oddać buty do szewca i w dodatku o 12 macie umówioną wizytę u lekarza, a o 17.30 u fryzjera. Na pierwszy rzut oka nie do ogarnięcia. Ale dla dobrze zorganizowanego wszystko jest możliwe. Wiadomym jest, że mając podane konkretne godziny wszystko łatwiej zorganizować, więc logistycznie mamy już rozplanowane egzaminy, lekarza i fryzjera. I między to wszystko trzeba wcisnąć zakupy, szewca i oddanie papierów do pracy. Między egzaminami i lekarzem prawdopodobnie nie będziemy mieć czasu nic załatwić. Ale między godziną 12, kiedy mamy lekarza, a 17.30 kiedy mamy wizytę u fryzjera jest naprawdę sporo czasu. Więc zaraz po wizycie u lekarza jadę do pracy. W drodze powrotnej robię zakupy i prawdopodobnie zdążę je zawieść do domu, ale jeżeli nie to nic się przecież nie stanie - pojadę z nimi na wizytę u fryzjera i stamtąd do domu.
Drugą najważniejszą rzeczą w byciu zorganizowanym i wydajnym jest określenie, co pożera nam najwięcej czasu i poradzenie sobie z tym. Musimy być jednak dla siebie niesamowicie surowi, by dokładnie określić co zjada nam czas. Niezależnie od tego, czy jest to oglądanie telewizji, przeglądanie internetu czy długie rozmowy telefoniczne musimy znaleźć sposób by te czynności przestały zjadać nasz czas.
W moim przypadku największy pożeracz czasu to Youtube. Uwielbiam oglądać filmiki z tutorialami makijażowymi, organizacją domu, gotowaniem i rzeczami, które mogę zrobić sama z niczego. Filmiki, które oglądam rozwijają moje hobby, którym jest makijaż, gotowanie, organizacja i robienie rzeczy samemu, więc wiem, że nie przestanę ich oglądać. Dlatego znalazłam na to świetny sposób - oglądam te filmiki kiedy jestem w trakcie wykonywania jakiejś innej czynności. Oglądam je kiedy biorę kąpiel, prasuję, gotuję czy sprzątam. Czasami, gdy mam więcej czasu oglądam je rano, gdy jem śniadanie lub zbieram się do wyjścia. W ten sposób wilk jest syty i owca cała - nie tracę czasu i mogę oglądać to, co lubię.
Mój partner jest uzależniony od facebooka i demotywatorów. Sprawę rozwiązał pakiet inernetowy w smartfonie, który posiada - dzięki temu przegląda te strony na przykład jadąc autobusem czy czekając w kolejce i nie musi już sprawdzać tych stron, kiedy jest w domu.
Na każdy pożeracz czasu jest sposób - zbyt dużo czasu spędzasz oglądając seriale? W internecie możesz je obejrzeć za darmo nawet kilka dni po wyświetleniu w telewizji, więc nie musisz uzależniać planu dnia od emisji kolejnego odcinka "Na wspólnej" czy "Klanu" - kiedy będziesz mieć wolny czas obejrzysz te odcinki na platformie internetowej.
Po trzecie - zapisuj.
Noś przy sobie notes lub kalendarz i zapisuj w nim DOSŁOWNIE wszystko, co przyjdzie Ci do głowy - pomysł na posta, co kupić na obiad, co trzeba jeszcze zrobić w domu lub o co miałeś zapytać mamę. Zapisuj wszystko. Kiedy przyjdziesz do domu lub znajdziesz inną wolną chwilę w ciągu dnia przepisz te pomysły na czysto - do kalendarza, notatnika internetowego lub na inną podobną stronę. Ja używam strony Remember the Milk. Czy wśród zadań, które miałeś wykonać są jakieś, które da się wykonać maksymalnie w 5 minut? Jeśli tak, to zrób je od razu, nawet jeżeli nie masz ochoty albo jest późny wieczór i najchętniej położyłbyś się spać. Przecież to tylko 5 minut.
To zadanie na resztę idealnego miesiąca. Zacznij już dziś i daj znać, czy organizacja czasu pomogła Ci zwiększyć swoją wydajność. Ja dzięki tym trzem sposobom i kilku sposobom, o których przeczytasz w następnym artykule z tej serii zwiększyłam swoją wydajność maksymalnie i w porównaniu do tego, co robiłam ponad pół roku temu mogę z ręką na sercu stwierdzić, że w tym momencie wyrabiam 200% normy.
czwartek, stycznia 10
Tydzień z życia - środa
Boże, znowu 5.30. Przecież 10 minut temu zasnęłam! Takie przynajmniej mam wrażenie. Moja druga myśl brzmi - Kawy! Idę więc nastawić ekspres.
Poranna toaleta, lekki makijaż - Panie, dziękuję Ci za wynalezienie korektora pod oczy i różu do policzków!
6.15 - śniadanie. Dziś na szybko - koktajl z banana, kiwi i mrożonych truskawek. I odrobiny mleka. Gdzieś tu były batoniki... Przecież muszą tu być, nie mam czasu na robienie kanapek! Uf, jest.
6.30 - Ubieram się w szarą spódnicę, czarny golf i kozaki na płaskim obcasie. Nie mam siły na chodzenie w obcasach.
Wchodzę do łazienki i przypominam sobie ile rzeczy trzeba dziś zrobić. Kuweta kota, kurde, bęben pralki nie pachnie zachęcająco, jak wrócę to umyję, bo pranie będzie śmierdziało. Śmieci - wezmę teraz, jedno mniej. Wieczorem przydałoby się zrobić maseczkę, bo moja twarz jest w okropnym stanie. Jeśli starczy mi czasu, to przydałoby się zrobić małą rundkę po sklepach - muszę zrobić zakupy w Rossmannie, a po wyczyszczeniu szafy przed świętami okazuje się, że potrzebuję kilku ubrań.
Dobra, jeszcze 15 minut do wyjścia, przygotuję sobie wszystko do prasowania. Zanoszę do pokoju deskę i żelazko, przynoszę ubrania. Kurde, trzeba odmrozić mięso, bo obiad będzie później! Co się ze mną dzieje, przecież nigdy nie byłam tak niezorganizowana!
Dobra, trzeba napisać G. kartkę, co musi zrobić, bo zapomni. Kuweta - jego zadanie. Odmrozić mięso - też jego. Zakupy - zrobię wracając, bo znowu nie kupi wszystkiego, a nie mam czasu zrobić listy. Pozmywać - zdąży. Umyć łazienkę - zrobię to wieczorem, bo on robi to niedokładnie. Za to odkurzanie i ścieranie kurzy - dla niego.
7.10 - łapię za worek ze śmieciami i wybiegam.
7.20 - autobus. O i nawet jest miejsce siedzące! Słuchawki - i znów odpływam w krainę marzeń.
7.45 - No, jeszcze sporo czasu, zdążę.
10.20 - No, już po zajęciach. Czas do biblioteki. Co ja miałam w głowie myśląc, ze wypożyczę jedną z najpopularniejszych książek do fizyki pod koniec października? Teraz mam karę - siedzę robię notatki w wyziębionej bibliotece zamiast w domu. Trudno, dobrze że chociaż na laptopie a nie ręcznie, jak 20 lat temu.
11.30 - za pół godziny jestem umówiona z przyjaciółką, a nie zrobiłam jeszcze notatek z tylu rozdziałów z ilu planowałam. 15 stron - nie zdążę na spotkanie. Dobra, idę do ksero, dokończę w domu.
11.45 - w drodze do ksero spotkałam tego fajnego laboranta. Pogadaliśmy chwilę, pożartowaliśmy, ale Pani w ksero zdecydowanie zbyt szybko kseruje, więc mój flirt trwał może 10 minut? Przestań! Co Ci przyszło do głowy żeby flirtować z laborantem? Masz faceta! Ale z drugiej strony, to tylko flirt...
12.15 - spóźniłam się. Ale na szczęście nie jest zła!
15.30 - Dobra, czas na chwilę buszowania po sklepach. Zauważyłam kilka rzeczy, które mi się podobają i są w promocyjnej cenie, ale robię im tylko zdjęcia i mam zamiar przemyśleć ich zakup do jutra - nie chcę kupować nic, co nie będzie mi przydatne - to jedno z moich postanowień na najbliższy rok.
17.00 - jak dobrze być w domu przed 18... Rozbieram się i myślę o wstawieniu prania. Przypominam sobie o umyciu bębna i robię to od razu, a potem wstawiam pranie. Dobra, sprawdźmy czy G zrobił o co prosiłam. Podłogi odkurzone, mięso wyjęte, pozmywane, kuweta zrobiona. Super! O pokroił cebulę, czosnek i pomidory! Super! Zrobienie spaghetti zajmuje mi pół godziny.
Kurde, lakier mi odprysł! Ale w sumie... Wypróbuję ten nowy kolor :)
18.00 - jem i oglądam Chirurgów.
18.30 - dobra, czas na prasowanie. A w trakcie obejrzę kilka zaległych filmików na Youtube. O wrócił G. - ma sporo do zrobienia, to dobrze, sama też nie mam zamiaru się nudzić.
19.30 - Uf, skończyłam. Kawy! Chwila przerwy na rozmowę z G. i powrót do zajęć.
20.00 - Dobra, nauko! Czas na Ciebie!
22.00 - notatki skończone, pranie powieszone, łazienka umyta. Prysznic, (jak ja marzę o kąpieli z bąbelkami!) przygotowanie ubrań na jutro, nowy lakier na paznokcie, bo szybciej i spać!
23:00 - padam! Ale ta nowa książka tak mnie wciągnęła...
Poranna toaleta, lekki makijaż - Panie, dziękuję Ci za wynalezienie korektora pod oczy i różu do policzków!
6.15 - śniadanie. Dziś na szybko - koktajl z banana, kiwi i mrożonych truskawek. I odrobiny mleka. Gdzieś tu były batoniki... Przecież muszą tu być, nie mam czasu na robienie kanapek! Uf, jest.
6.30 - Ubieram się w szarą spódnicę, czarny golf i kozaki na płaskim obcasie. Nie mam siły na chodzenie w obcasach.
Wchodzę do łazienki i przypominam sobie ile rzeczy trzeba dziś zrobić. Kuweta kota, kurde, bęben pralki nie pachnie zachęcająco, jak wrócę to umyję, bo pranie będzie śmierdziało. Śmieci - wezmę teraz, jedno mniej. Wieczorem przydałoby się zrobić maseczkę, bo moja twarz jest w okropnym stanie. Jeśli starczy mi czasu, to przydałoby się zrobić małą rundkę po sklepach - muszę zrobić zakupy w Rossmannie, a po wyczyszczeniu szafy przed świętami okazuje się, że potrzebuję kilku ubrań.
Dobra, jeszcze 15 minut do wyjścia, przygotuję sobie wszystko do prasowania. Zanoszę do pokoju deskę i żelazko, przynoszę ubrania. Kurde, trzeba odmrozić mięso, bo obiad będzie później! Co się ze mną dzieje, przecież nigdy nie byłam tak niezorganizowana!
Dobra, trzeba napisać G. kartkę, co musi zrobić, bo zapomni. Kuweta - jego zadanie. Odmrozić mięso - też jego. Zakupy - zrobię wracając, bo znowu nie kupi wszystkiego, a nie mam czasu zrobić listy. Pozmywać - zdąży. Umyć łazienkę - zrobię to wieczorem, bo on robi to niedokładnie. Za to odkurzanie i ścieranie kurzy - dla niego.
7.10 - łapię za worek ze śmieciami i wybiegam.
7.20 - autobus. O i nawet jest miejsce siedzące! Słuchawki - i znów odpływam w krainę marzeń.
7.45 - No, jeszcze sporo czasu, zdążę.
10.20 - No, już po zajęciach. Czas do biblioteki. Co ja miałam w głowie myśląc, ze wypożyczę jedną z najpopularniejszych książek do fizyki pod koniec października? Teraz mam karę - siedzę robię notatki w wyziębionej bibliotece zamiast w domu. Trudno, dobrze że chociaż na laptopie a nie ręcznie, jak 20 lat temu.
11.30 - za pół godziny jestem umówiona z przyjaciółką, a nie zrobiłam jeszcze notatek z tylu rozdziałów z ilu planowałam. 15 stron - nie zdążę na spotkanie. Dobra, idę do ksero, dokończę w domu.
11.45 - w drodze do ksero spotkałam tego fajnego laboranta. Pogadaliśmy chwilę, pożartowaliśmy, ale Pani w ksero zdecydowanie zbyt szybko kseruje, więc mój flirt trwał może 10 minut? Przestań! Co Ci przyszło do głowy żeby flirtować z laborantem? Masz faceta! Ale z drugiej strony, to tylko flirt...
12.15 - spóźniłam się. Ale na szczęście nie jest zła!
15.30 - Dobra, czas na chwilę buszowania po sklepach. Zauważyłam kilka rzeczy, które mi się podobają i są w promocyjnej cenie, ale robię im tylko zdjęcia i mam zamiar przemyśleć ich zakup do jutra - nie chcę kupować nic, co nie będzie mi przydatne - to jedno z moich postanowień na najbliższy rok.
17.00 - jak dobrze być w domu przed 18... Rozbieram się i myślę o wstawieniu prania. Przypominam sobie o umyciu bębna i robię to od razu, a potem wstawiam pranie. Dobra, sprawdźmy czy G zrobił o co prosiłam. Podłogi odkurzone, mięso wyjęte, pozmywane, kuweta zrobiona. Super! O pokroił cebulę, czosnek i pomidory! Super! Zrobienie spaghetti zajmuje mi pół godziny.
Kurde, lakier mi odprysł! Ale w sumie... Wypróbuję ten nowy kolor :)
18.00 - jem i oglądam Chirurgów.
18.30 - dobra, czas na prasowanie. A w trakcie obejrzę kilka zaległych filmików na Youtube. O wrócił G. - ma sporo do zrobienia, to dobrze, sama też nie mam zamiaru się nudzić.
19.30 - Uf, skończyłam. Kawy! Chwila przerwy na rozmowę z G. i powrót do zajęć.
20.00 - Dobra, nauko! Czas na Ciebie!
22.00 - notatki skończone, pranie powieszone, łazienka umyta. Prysznic, (jak ja marzę o kąpieli z bąbelkami!) przygotowanie ubrań na jutro, nowy lakier na paznokcie, bo szybciej i spać!
23:00 - padam! Ale ta nowa książka tak mnie wciągnęła...
środa, stycznia 9
Tydzień z życia - wtorek
Nie do końca wiem, jak to się stało, że w ogóle udało mi się dzisiaj wstać. Mimo, że spałam prawie 5 godzin, co jest w moim przypadku niejako luksusem, to przez ilość przeżyć poprzedniego dnia jestem ledwo żywa. Ale dość narzekania, w końcu postanowiłam przeżyć idealny tydzień.
Pobudka o 5.30, kawa i śniadanie. Jajecznica z cebulą i boczkiem z kromką chleba z masłem i pomidorem. Dziś naprawdę potrzeba mi dodatkowych węglowodanów. Poranna toaleta, szybki makijaż. Och, nareszcie wyglądam jak człowiek, nie zombie. Kurde, trzeba wyprać pędzle, bo nie będę miała czym się jutro umalować - tak, muszę kupić jeszcze kilka pędzli do makijażu jak tylko będę miała jakąś nadprogramową gotówkę. Szybko ubieram się w przygotowany wczoraj zestaw - czarną spódnicę, czarną bluzeczkę i kozaki na płaskim obcasie. &*%$^! Zapomniałam! Ta bluzka ma przecież ogromny dekolt, a ja nie mam już czystego stanika, który nadaje się do tak dużego wycięcia, bo pranie robię dzisiaj... Trudno, biorę bardziej zabudowany stanik i biały top, co ratuje sytuację i nadal wygląda dobrze.
Sprawdzam czy mam wszystko czego mi potrzeba w torbie - portfel jest, notatki na zajęcia też. Wkładam jeszcze teczkę z dokumentami i sałatkę w plastikowym pojemniku. Koniecznie muszę kupić sobie jakąś pojemną torebkę - po wyrzuceniu dwóch starych torebek zostały mi tylko torebki, które albo są za małe, albo wyglądają jak bagaż podręczny. Patrzę szybko przez okno, żeby sprawdzić, czy nie potrzeba mi parasola. O słuchawki! Jak dobrze, że je zauważyłam, nie cierpię jeździć komunikacją miejską bez słuchawek. Dobra, idę wyprać te pędzle. Odkładam na biurku do wyschnięcia. O perfumy! Zapomniałabym!
Jeszcze sporo czasu, siadam więc do zadań na dzisiejsze ćwiczenia z chemii. Wczoraj nie miałam siły ich dokończyć.
O G. wreszcie wstał. Takiemu to dobrze, codziennie śpi do 8 i jeszcze narzeka, że zmęczony i przepracowany... Wstawiam kolejne pranie, sprzątam pokój i ścieram kurze.
Dobra, zbieram się, bo się spóźnię. Ale to nie ja się spóźniam, to autobus przyjeżdża całe 8 minut spóźniony. Jak to dobrze, jest miejsce siedzące. Zakładam słuchawki i odpływam w marzeniach. Załatwiam wszystko, co miałam w planach o jak przypuszczałam, mam jeszcze godzinę do rozpoczęcia zajęć. Idę więc na zakupy. Naprawdę nie wiem, dlaczego w Rossmannach wiecznie są tak ogromne kolejki. Irytują mnie inni klienci. Nie, nie mam nic przeciw innym ludziom, ale irytuje mnie typ klienta-turysty, który kręci się po sklepie na zasadzie "sam nie wiem czego chcę, ale muszę zrobić zakupy". Wyciągam swoją listę i szybko kupuję to, co mi potrzebne. Zachodzę jeszcze do delikatesów i kupuję kilka rzeczy, których brakuje mi w lodówce.
10.55 - czemu ja zawsze jestem za wcześnie?!
11.05 - dobra, wszyscy już są.
11.40 - Boże, jakie to seminarium jest nudne! Dlaczego powtarzamy rzeczy z liceum?! Dlaczego wykładowca jest tak nudny?! Dlaczego nie możemy ich mieć z tym fajnym gościem od laborek? Z nim nie byłoby nudno. A nawet jeśli by było, to zawsze jest na co popatrzeć... Dobra, Monika, przestań prowadzić w wyobraźni flirt z ćwiczeniowcem dla zabicia czasu. Notuj, bo potem znów będziesz molestować koleżanki na facebooku, bo twoje nie będą kompletne.
12.10 - nareszcie koniec udręk na nudnym seminarium. Za 10 minut ćwiczenia z tym fajnym laborantem :D
13.20 - dostałam 3 plusy, fajnie, opłaciło się siedzieć nad tym rano.
13.30 - Spotykam się z przyjaciółką i jedziemy do mnie. Rozmawiamy, gotujemy razem obiad i razem rozbieramy choinkę. Potem idziemy na spacer.
18.00 - Przyjaciółka pojechała do domu. G. będzie za 4 godziny. Biorę się za naukę.
22.00 - Dobra, nauka skończona. Wraca G. Jemy kolację. Spać spać spać spać! Kurde, przecież nie zmyłam makijażu. No to szybki prysznic.
23.30 - czuję się jak nowo narodzona. Senność odchodzi. Czytam, powtarzam materiał i przygotowuję się na kolejny ciężki dzień.
Pobudka o 5.30, kawa i śniadanie. Jajecznica z cebulą i boczkiem z kromką chleba z masłem i pomidorem. Dziś naprawdę potrzeba mi dodatkowych węglowodanów. Poranna toaleta, szybki makijaż. Och, nareszcie wyglądam jak człowiek, nie zombie. Kurde, trzeba wyprać pędzle, bo nie będę miała czym się jutro umalować - tak, muszę kupić jeszcze kilka pędzli do makijażu jak tylko będę miała jakąś nadprogramową gotówkę. Szybko ubieram się w przygotowany wczoraj zestaw - czarną spódnicę, czarną bluzeczkę i kozaki na płaskim obcasie. &*%$^! Zapomniałam! Ta bluzka ma przecież ogromny dekolt, a ja nie mam już czystego stanika, który nadaje się do tak dużego wycięcia, bo pranie robię dzisiaj... Trudno, biorę bardziej zabudowany stanik i biały top, co ratuje sytuację i nadal wygląda dobrze.
Sprawdzam czy mam wszystko czego mi potrzeba w torbie - portfel jest, notatki na zajęcia też. Wkładam jeszcze teczkę z dokumentami i sałatkę w plastikowym pojemniku. Koniecznie muszę kupić sobie jakąś pojemną torebkę - po wyrzuceniu dwóch starych torebek zostały mi tylko torebki, które albo są za małe, albo wyglądają jak bagaż podręczny. Patrzę szybko przez okno, żeby sprawdzić, czy nie potrzeba mi parasola. O słuchawki! Jak dobrze, że je zauważyłam, nie cierpię jeździć komunikacją miejską bez słuchawek. Dobra, idę wyprać te pędzle. Odkładam na biurku do wyschnięcia. O perfumy! Zapomniałabym!
Jeszcze sporo czasu, siadam więc do zadań na dzisiejsze ćwiczenia z chemii. Wczoraj nie miałam siły ich dokończyć.
O G. wreszcie wstał. Takiemu to dobrze, codziennie śpi do 8 i jeszcze narzeka, że zmęczony i przepracowany... Wstawiam kolejne pranie, sprzątam pokój i ścieram kurze.
Dobra, zbieram się, bo się spóźnię. Ale to nie ja się spóźniam, to autobus przyjeżdża całe 8 minut spóźniony. Jak to dobrze, jest miejsce siedzące. Zakładam słuchawki i odpływam w marzeniach. Załatwiam wszystko, co miałam w planach o jak przypuszczałam, mam jeszcze godzinę do rozpoczęcia zajęć. Idę więc na zakupy. Naprawdę nie wiem, dlaczego w Rossmannach wiecznie są tak ogromne kolejki. Irytują mnie inni klienci. Nie, nie mam nic przeciw innym ludziom, ale irytuje mnie typ klienta-turysty, który kręci się po sklepie na zasadzie "sam nie wiem czego chcę, ale muszę zrobić zakupy". Wyciągam swoją listę i szybko kupuję to, co mi potrzebne. Zachodzę jeszcze do delikatesów i kupuję kilka rzeczy, których brakuje mi w lodówce.
10.55 - czemu ja zawsze jestem za wcześnie?!
11.05 - dobra, wszyscy już są.
11.40 - Boże, jakie to seminarium jest nudne! Dlaczego powtarzamy rzeczy z liceum?! Dlaczego wykładowca jest tak nudny?! Dlaczego nie możemy ich mieć z tym fajnym gościem od laborek? Z nim nie byłoby nudno. A nawet jeśli by było, to zawsze jest na co popatrzeć... Dobra, Monika, przestań prowadzić w wyobraźni flirt z ćwiczeniowcem dla zabicia czasu. Notuj, bo potem znów będziesz molestować koleżanki na facebooku, bo twoje nie będą kompletne.
12.10 - nareszcie koniec udręk na nudnym seminarium. Za 10 minut ćwiczenia z tym fajnym laborantem :D
13.20 - dostałam 3 plusy, fajnie, opłaciło się siedzieć nad tym rano.
13.30 - Spotykam się z przyjaciółką i jedziemy do mnie. Rozmawiamy, gotujemy razem obiad i razem rozbieramy choinkę. Potem idziemy na spacer.
18.00 - Przyjaciółka pojechała do domu. G. będzie za 4 godziny. Biorę się za naukę.
22.00 - Dobra, nauka skończona. Wraca G. Jemy kolację. Spać spać spać spać! Kurde, przecież nie zmyłam makijażu. No to szybki prysznic.
23.30 - czuję się jak nowo narodzona. Senność odchodzi. Czytam, powtarzam materiał i przygotowuję się na kolejny ciężki dzień.
wtorek, stycznia 8
Tydzień z życia - poniedziałek, czyli jak być zmęczonym zaraz po weekendzie
Jeden dzień, tyle zadań. Pobudka o 5 rano, ogromna torebka, która mieści w sobie całe moje życie, automat biletów PKP, który obsługuję tylko dzięki pomocy uprzejmego pana z tyłu, prawie dwugodzinna podróż do innego miasta w celu załatwienia kilku prawno-prywatnych spraw, zjedzenie śniadania i przeczytanie ponad 200-stron książki w podróży, godzina spędzona w urzędzie, szybka kawa, dwugodzinny powrót, podczas którego jem coś na rodzaj drugiego śniadania, wykonuję kilka ważnych telefonów i uczę się do kolokwium. Po powrocie dwie godziny spędzone na zajęciach (jak dobrze, że nie było kartkówki), szybki bieg na drugą uczelnię(dzięki Bogu,że nie pomyślałam o ubraniu butów na obcasie!), bo trzeba zrobić ksero, wydrukować listy z matematyki i pójść do biblioteki, ale zanim to wszystko - trzeba napisać kolokwium. W międzyczasie kolejna kawa, tym razem już na spokojnie i w bardzo dobrym towarzystwie. Potem spotkanie z przyjaciółką i szybkie zakupy w Biedronce. Bieg na uczelnię mojego partnera po wydruk mega ważnych papierów, które muszę mieć 'na wczoraj' i które dosłownie 16 godzin wcześniej kończyłam pisać. Następnie obiad, pranie, szybki pobudzający prysznic i peeling ciała, żeby pobudzić krążenie, a dzięki temu się rozbudzić, trzy godziny nauki i kolejne pranie. Odkurzanie i zmywanie zostawiam na jutro, mam to w nosie, jestem zbyt zmęczona. Resztkami sił przygotowuję ubranie i pakuję torbę na jutro.
Jedyne o czym myślę pisząc do Was w tym momencie, to zastanawianie się czy dam radę jutro wstać na zajęcia i żyć. Mój dzień trwa dzisiaj zdecydowanie zbyt długo.
Jedyne o czym myślę pisząc do Was w tym momencie, to zastanawianie się czy dam radę jutro wstać na zajęcia i żyć. Mój dzień trwa dzisiaj zdecydowanie zbyt długo.
sobota, stycznia 5
Tydzień z życia zapracowanej kobiety - zapowiedź
Kolejny post z serii aktualizacyjno-powiadamiającej. Sześć godzin temu wróciłam do domu z pierwszych zajęć po przerwie świątecznej. Zaglądam na pewien społecznościowy portal i - dosłownie - nadmiar informacji mnie przytłacza. Oczywiście, zdawałam i nadal zdaję sobie sprawę z tego, że przez drugi kierunek nauki mam naprawdę dużo i właśnie reakcja mojego mózgu na ilość informacji o zaliczeniach zdziwiła mnie bardziej niż sama informacja o ilości. Dopiero po kilku godzinach minęło uczucie przytłoczenia. Przyszło za to podekscytowanie - w końcu zawsze lubiłam się uczyć i - wbrew pozorom wydajniej pracuję, kiedy mam dużo na głowie.
Kolejne dwa tygodnie będą niesamowicie intensywne i pracowite, ponieważ poza studiami i przygotowaniem do zbliżającej się sesji mam do załatwienia jeszcze kilka spraw urzędowych, których załatwienie wymaga między innymi podróży do innego miasta. Wiążą się one dla mnie także ze sporymi emocjami - nie zawsze pozytywnymi i z tym także muszę sobie poradzić. Do tego jeszcze prowadzenie domu i jak na złość - męska grypa. A nawet gorzej - męskie zapalenie oskrzeli - wszystkie kobiety, które to przeżyły wiedzą, co to oznacza.
Zastanawia mnie, jako pasjonata antropologii kulturowej, jak to jest, że mężczyzna - silny i dumny żywiciel i głowa rodziny, wynalazca koła i zdobywca, radzący sobie niegdyś z polowaniem na mamuty pod wpływem kilku bakterii gromadzących się w jego oskrzelach i powodujących reakcję samoobronną organizmu w postaci gorączki, nie jest w stanie ruszać się z łóżka, zachowuje się jak umierający i chce spisywać testament.
Wiele będzie się działo, dlatego od poniedziałku przez cały tydzień postanowiłam dzielić się z Wami tym, jak spędziłam dzień. Będzie sporo zdjęć, ale także krótka relacja z tego, co wydarzyło się danego dnia. Dostaję wiele maili z pytaniem, jak udaje mi się pogodzić to wszystko i mam nadzieję, że relacja z tygodnia przedstawi to lepiej niż suche wypisywanie sposobów na organizację. Dodatkowo, będzie motywować do dalszego działania tak samo, jak dzielenie się z Wami tym, co udało mi się wykonać, by sesja była mniej męcząca.
Kolejne dwa tygodnie będą niesamowicie intensywne i pracowite, ponieważ poza studiami i przygotowaniem do zbliżającej się sesji mam do załatwienia jeszcze kilka spraw urzędowych, których załatwienie wymaga między innymi podróży do innego miasta. Wiążą się one dla mnie także ze sporymi emocjami - nie zawsze pozytywnymi i z tym także muszę sobie poradzić. Do tego jeszcze prowadzenie domu i jak na złość - męska grypa. A nawet gorzej - męskie zapalenie oskrzeli - wszystkie kobiety, które to przeżyły wiedzą, co to oznacza.
Zastanawia mnie, jako pasjonata antropologii kulturowej, jak to jest, że mężczyzna - silny i dumny żywiciel i głowa rodziny, wynalazca koła i zdobywca, radzący sobie niegdyś z polowaniem na mamuty pod wpływem kilku bakterii gromadzących się w jego oskrzelach i powodujących reakcję samoobronną organizmu w postaci gorączki, nie jest w stanie ruszać się z łóżka, zachowuje się jak umierający i chce spisywać testament.
Wiele będzie się działo, dlatego od poniedziałku przez cały tydzień postanowiłam dzielić się z Wami tym, jak spędziłam dzień. Będzie sporo zdjęć, ale także krótka relacja z tego, co wydarzyło się danego dnia. Dostaję wiele maili z pytaniem, jak udaje mi się pogodzić to wszystko i mam nadzieję, że relacja z tygodnia przedstawi to lepiej niż suche wypisywanie sposobów na organizację. Dodatkowo, będzie motywować do dalszego działania tak samo, jak dzielenie się z Wami tym, co udało mi się wykonać, by sesja była mniej męcząca.
piątek, grudnia 7
Seria "Wydajniejsza nauka" cz. 1 - Jak zwiększyć swoją wydajność w trakcie nauki?
Marzy Ci się usiąść przy biurku i bez zbędnego ociągania się zrobić wszystko, co musisz, ale ciągle nie wychodzi? Stosowałeś już różne techniki nauki, zapamiętywania i zmniejszenia niechęci do nauki i dalej nic? A może chcesz po prostu zwiększyć swoją produktywność podczas nauki albo masz problem z rozpraszaniem? W takim razie mam dla Ciebie kilka prostych rad jak nie rozpraszać się tak łatwo i pomóc sobie w zrobieniu zamierzonej pracy.
Przede wszystkim ważne jest, żebyśmy zadbali o nasz własny komfort w trakcie nauki. Warto więc, przed rozpoczęciem nauki posprzątać pokój, zamknąć drzwi wejściowe od mieszkania na zamek, by żadne głosy z zewnątrz nas nie rozpraszały - domownicy mają przecież klucze, a my świadomi zamknięcia drzwi nie musimy się niepotrzebnie odrywać od nauki i stresować.
Jeżeli macie własny pokój zamknijcie drzwi, co pozwoli Wam się odgrodzić od tego, co dzieje się w pozostałej części domu i zniweluje hałasy. Jeżeli z różnych przyczyn nie macie własnego pokoju polecam zaopatrzenie się w stopery do uszu, dzięki czemu możecie się spokojnie się uczyć, nawet gdy wasz współlokator ogląda np. film. Warto również w takiej sytuacji zakupić parawan by móc odseparować część, w której się uczymy od reszty pokoju.
Ponieważ w czasie nauki łatwo się dekoncentrujemy, polecam zrobienie przed rozpoczęciem nauki kilku kanapek, herbaty, wody z cytryną czy soku i zaniesienie ich do naszego pokoju. Warto zabrać ze sobą również ulubiony owoc czy przekąskę. Dlaczego? Po pierwsze przerwy, które będziemy robić będą krótsze. Po drugie - mając w jednym pomieszczeniu wszystko czego potrzebujemy możemy więcej czasu spędzić na nauce robiąc tylko drobne przerwy.
Warto także wyłączyć laptopa i na przykład wynieść go do innego pomieszczenia albo schować np. w szafce. Korzystajmy z niego kiedy naprawdę tego potrzebujemy, ale niech to nie będzie wymówką do wchodzenia na portale społecznościowe czy blogi. Dlatego moim zdaniem lepiej będzie wydrukować sobie wszystko czego potrzebujemy przed rozpoczęciem nauki i schować laptopa.
Kiedy już siadamy do biurka warto poświęcić 5 minut na posprzątanie go - schowanie niepotrzebnych rzeczy, papierów, rozpraszaczy i wyjęcie wszystkiego co będzie potrzebne.
By zwiększyć swoją produktywność ja stosuję trick, który podpatrzyłam na jakimś filmie z poradami o efektywnej nauce - po swojej prawej stronie zawsze kładę kalendarz, który jest otwarty na dacie, która mnie interesuje i po kolei, tak jak mam zapisane w kalendarzu robię wszystko co muszę i odznaczam zrobione zadania. Otwarcie go na stronie, której używamy zaoszczędza nam czasu na przeglądaniu stron w poszukiwaniu zadań, które mamy wykonać.
W ten sposób wykonuję wszystkie rzeczy, które mam do zrobienia.
Moja ostatnia wskazówka - po skończonej nauce sprzątnij jeszcze raz biurko, dzięki czemu nie będziesz musiał robić tego jutro, zanim zaczniesz się uczyć.
Porady w jaki sposób uczyć się różnych przedmiotów już w następnej notce. Do zobaczenia!
Przede wszystkim ważne jest, żebyśmy zadbali o nasz własny komfort w trakcie nauki. Warto więc, przed rozpoczęciem nauki posprzątać pokój, zamknąć drzwi wejściowe od mieszkania na zamek, by żadne głosy z zewnątrz nas nie rozpraszały - domownicy mają przecież klucze, a my świadomi zamknięcia drzwi nie musimy się niepotrzebnie odrywać od nauki i stresować.
Jeżeli macie własny pokój zamknijcie drzwi, co pozwoli Wam się odgrodzić od tego, co dzieje się w pozostałej części domu i zniweluje hałasy. Jeżeli z różnych przyczyn nie macie własnego pokoju polecam zaopatrzenie się w stopery do uszu, dzięki czemu możecie się spokojnie się uczyć, nawet gdy wasz współlokator ogląda np. film. Warto również w takiej sytuacji zakupić parawan by móc odseparować część, w której się uczymy od reszty pokoju.
Ponieważ w czasie nauki łatwo się dekoncentrujemy, polecam zrobienie przed rozpoczęciem nauki kilku kanapek, herbaty, wody z cytryną czy soku i zaniesienie ich do naszego pokoju. Warto zabrać ze sobą również ulubiony owoc czy przekąskę. Dlaczego? Po pierwsze przerwy, które będziemy robić będą krótsze. Po drugie - mając w jednym pomieszczeniu wszystko czego potrzebujemy możemy więcej czasu spędzić na nauce robiąc tylko drobne przerwy.
Warto także wyłączyć laptopa i na przykład wynieść go do innego pomieszczenia albo schować np. w szafce. Korzystajmy z niego kiedy naprawdę tego potrzebujemy, ale niech to nie będzie wymówką do wchodzenia na portale społecznościowe czy blogi. Dlatego moim zdaniem lepiej będzie wydrukować sobie wszystko czego potrzebujemy przed rozpoczęciem nauki i schować laptopa.
Kiedy już siadamy do biurka warto poświęcić 5 minut na posprzątanie go - schowanie niepotrzebnych rzeczy, papierów, rozpraszaczy i wyjęcie wszystkiego co będzie potrzebne.
By zwiększyć swoją produktywność ja stosuję trick, który podpatrzyłam na jakimś filmie z poradami o efektywnej nauce - po swojej prawej stronie zawsze kładę kalendarz, który jest otwarty na dacie, która mnie interesuje i po kolei, tak jak mam zapisane w kalendarzu robię wszystko co muszę i odznaczam zrobione zadania. Otwarcie go na stronie, której używamy zaoszczędza nam czasu na przeglądaniu stron w poszukiwaniu zadań, które mamy wykonać.
W ten sposób wykonuję wszystkie rzeczy, które mam do zrobienia.
Moja ostatnia wskazówka - po skończonej nauce sprzątnij jeszcze raz biurko, dzięki czemu nie będziesz musiał robić tego jutro, zanim zaczniesz się uczyć.
Porady w jaki sposób uczyć się różnych przedmiotów już w następnej notce. Do zobaczenia!
wtorek, listopada 27
Czy istnieje kalendarz idealny?
Ale od początku - o czym mowa? O Multiplanerze!
O istnieniu takiego planera dowiedziałam się przypadkowo - w celu promocyjnym. A ponieważ w tym czasie szukałam kalendarza na przyszły rok postanowiłam przetestować. Tak też zrobiłam i nie żałuję!
Ja wybrałam 3planer w rozmiarze B5, koloru bordowego.
Co jako pierwsze zwróciło moją uwagę?
Świetna oprawa kalendarza - jest solidnie wykonany i bardzo elegancki. Papier, z którego jest wykonane wnętrze też jest dobrej jakości.
Poza wyglądem kalendarz ma wiele innych zalet. Najważniejsza, poza jego świetnym wyglądem (nie oszukujmy się, wszyscy lubimy otaczać się ładnymi rzeczami) , to moim zdaniem to możliwość kupienia tego kalendarza, w wersji, która obejmuje czas od października 2012 roku do 2014 roku. Jest to bardzo ekonomiczne, biorąc pod uwagę fakt, że tak naprawdę co roku potrzebujemy nowego kalendarza, a te dostępne w księgarniach w sezonie 'popytu' nie kosztują mało.
Kolejną zaletą jest jego trójdzielność - na organizer, notatnik i kalendarz. Na końcu kalendarza mamy również drugi, dodatkowy notatnik. Moją ulubioną 'funkcją' tego organizera są foldery, czy też bardziej standardowo - zakładki - coś, co zostało chyba stworzone z myślą o mnie! Wcześniej nie spotkałam kalendarza, który miałby podobną funkcję. Część z nich już opisałam kategoriami, a kilka pozostawiłam wolnych, ze względu na to, że organizer ma mi służyć aż SPRAWDZIĆ!!! 16 miesięcy, a wiem, że w międzyczasie dojdzie tam jeszcze kilka rzeczy, które mogą mi się wydać bardzo istotne.
Cenię sobie także zawarty w organizerze notatnik, gdzie mogę swobodnie wpisać listę zakupów, prezentów świątecznych, czy zagadnienia na kolokwium, które muszę powtórzyć. To dla mnie naprawdę bardzo istotne, bo jako dość zapracowana osoba chcę mieć wszystko co najważniejsze w jednym miejscu z dwóch powodów - po pierwsze, dlatego, że lubię wiedzieć, że w jednym miejscu znajdę wszystko, czego potrzebuję, a po drugie ( i bardziej przyziemne) - ponieważ nie muszę zaśmiecać sobie torebki kilkoma notesami i dodatkowo obciążać kręgosłupa niepotrzebnymi kilogramami. Ta funkcja jest dla mnie dużym ułatwieniem - do tej pory nosiłam ze sobą kalendarz i osobno notes, w którym zapisywałam wszystko, co nie mieściło się w miejscach na notatki kalendarza. Miejsce w torebce zabierała mi też teczka, w której nosiłam aktualne plany zajęć na obu uczelniach, plan zajęć fitness na siłowni i grafik z pracy. Teraz zrezygnowałam również z teczki, ponieważ kalendarz jest dodatkowo zabezpieczany przed otwarciem gumką, dzięki czemu wiem, że moje papiery nie będą walać się po całej torebce i nie wyjmę ich w opłakanym stanie.
Do tej pory miałam ogromny problem z dobraniem odpowiedniego kalendarza - za mały, za duży, za mało miejsca na notatki... W moim przypadku także totalnie nie sprawdziły się kalendarze elektroniczne - w kwestii organizacji czasu jestem chyba staroświecka, ale działa na mnie motywująco tylko kartka i papier. Elektronika w tym przypadku - fajnie wygląda, ale nie jest mi z nią zbyt wygodnie. Od kiedy dostałam w swoje łapki 3planer wiem, że znalazłam swój idealny kalendarz i że nie zmienię go na żaden inny.
Tutaj możecie się przyjrzeć innym rodzajom i wykończeniom tego typu plannerów - warto się zastanowić, bo to świetny prezent gwiazdkowy dla siebie i bliskich. Ja już wiem, że podaruję taki mamie i swojemu partnerowi pod choinkę :) Z tego co wiem, trwa także promocja "Kup 3 multiplanery a 4-ty dostaniesz gratis!", więc to chyba dodatkowy argument by podarować taki kalendarz bliskim :)
niedziela, listopada 25
Seria "Zorganizuj się" - tworzenie planu działania.
Budzisz się rano z myślą, że masz tyle rzeczy do zrobienia, ale nie wiesz w co ręce włożyć i od czego zacząć i w efekcie nie robisz nawet 1/4 tego, co powinnaś? Tak, znam to z autopsji. Dlatego wiem też, że jeżeli podejmujemy się jakichkolwiek działań - niezależnie od tego, czy są one zawodowe, szkolne, czy chodzi o przygotowanie świąt dla rodziny - bez planu nie ma szans się udać.
Dlatego przygotowując się do nadrobienia materiału na studiach i załatwiania zaległych spraw urzędowych postanowiłam przygotować sobie plan działania. Nie jest on niesamowicie szczegółowy, ale dzięki niemu wiem, co dokładnie mam do zrobienia i mogę te zadania podzielić na konkretne dni.
Staram się jednak z dnia na dzień planować, co będę robić następnego dnia, ponieważ wiem, że nie zawsze mam ochotę na przykład uczyć się matematyki. Dodatkowo nie narzucam na siebie schematu - zadania mogą być ruchome. Jeżeli na przykład w piątek wieczorem zaplanuję na sobotę naukę chemii, ale akurat mam ochotę uczyć się matematyki to to robię, bo wiem, że za kilka dni mogę nie być wystarczająco skupiona na zadaniach. Ponadto, jeżeli nie wyrobię się w ciągu jednego dnia z jakimś zadaniem, bo okazało się zbyt czasochłonne - mogę do niego wrócić następnego dnia i go dokończyć, dzięki czemu cały plan nie legnie w gruzach. A co najważniejsze - mam możliwość zmiany mniej ważnego zadania na takie, które jest dla mnie bardzo ważne i nie może czekać na przykład tygodnia.
Polecam każdemu zorganizowanie sobie takiego planu - to nic trudnego, mimo że zabiera trochę czasu podczas tworzenia pozwala lepiej wykorzystać czas, kiedy już go mamy.
Jak go zrobić? Może być w różnej formie - pisany ręcznie, robiony komputerowo, w formie mapy myśli albo wykresu. Może to być po prostu zwykła lista zadań wypisana od myślników, ale może to być także tabela.
Ja swoją zebrałam w postaci mocno rozbudowanej tabeli.
Dlatego przygotowując się do nadrobienia materiału na studiach i załatwiania zaległych spraw urzędowych postanowiłam przygotować sobie plan działania. Nie jest on niesamowicie szczegółowy, ale dzięki niemu wiem, co dokładnie mam do zrobienia i mogę te zadania podzielić na konkretne dni.
Staram się jednak z dnia na dzień planować, co będę robić następnego dnia, ponieważ wiem, że nie zawsze mam ochotę na przykład uczyć się matematyki. Dodatkowo nie narzucam na siebie schematu - zadania mogą być ruchome. Jeżeli na przykład w piątek wieczorem zaplanuję na sobotę naukę chemii, ale akurat mam ochotę uczyć się matematyki to to robię, bo wiem, że za kilka dni mogę nie być wystarczająco skupiona na zadaniach. Ponadto, jeżeli nie wyrobię się w ciągu jednego dnia z jakimś zadaniem, bo okazało się zbyt czasochłonne - mogę do niego wrócić następnego dnia i go dokończyć, dzięki czemu cały plan nie legnie w gruzach. A co najważniejsze - mam możliwość zmiany mniej ważnego zadania na takie, które jest dla mnie bardzo ważne i nie może czekać na przykład tygodnia.
Polecam każdemu zorganizowanie sobie takiego planu - to nic trudnego, mimo że zabiera trochę czasu podczas tworzenia pozwala lepiej wykorzystać czas, kiedy już go mamy.
Jak go zrobić? Może być w różnej formie - pisany ręcznie, robiony komputerowo, w formie mapy myśli albo wykresu. Może to być po prostu zwykła lista zadań wypisana od myślników, ale może to być także tabela.
Ja swoją zebrałam w postaci mocno rozbudowanej tabeli.
Mam nadzieję 1 grudnia powiedzieć Wam o tym ile z mojego planu udało mi się wykonać. Mam nadzieję, że post Wam się przydał i zaczniecie tworzyć własne plany działań. A może już takie tworzycie? Chętnie dowiem się co o tym myślicie i z jakich sposobów Wy korzystacie.
niedziela, listopada 4
Seria "Zorganizuj się" - planowanie i zarządzanie czasem
Planowanie, planowanie, wszędzie to planowanie! Ale prawdą jest, że dzięki planowaniu zyskujemy dodatkowy czas, który możemy przeznaczyć na przyjemności. Dlaczego? Bo nie tracimy czasu na zastanawianie się 'co teraz?'.
Jestem osobą, która planuje dosłownie wszystko - od tego, w co będę ubierać się w przyszłym tygodniu, na jaki kolor będę musiała przez to pomalować paznokcie, przez to co zrobię na obiad, aż po obowiązki na kolejny dzień i listy zakupów - tych codziennych, ale także świątecznych.
Niektórzy pewnie stwierdzą, że to zabieranie sobie spontaniczności, ale moim zdaniem na spontaniczność przychodzi czas po obowiązkach, a te chcę wypełnić najlepiej jak mogę, ale także w jak najkrótszym czasie.
Dla mnie planowane działanie to bardziej efektywne działanie. Pozwala też na dobrą organizację dnia czy pracy, ponieważ musimy ustalić priorytety. Dodatkowo planowanie każdego dnia czy zadania pomaga wyrobić sobie systematyczność. Poza tym chyba każdy chciałby poza pracą mieć jeszcze czas na hobby, rodzinę, przyjaciół, kurs jogi czy francuskiego.
Sama jeszcze niedawno myślałam, że nie da się pogodzić pracy, studiów dziennych na dwóch kierunkach, posiadania rodziny ( co prawda w formacie 2+kot, ale jednak ), nauki języków i hobby. A jednak się da. Jedyne, czego do tego potrzeba to dobra organizacja, wyeliminowanie tak zwanych 'zbędnych aktywności i przestać być przedstawicielem pokolenia 'nie mam czasu', bo czasu nie mają tylko leżący 6 stóp pod ziemią. Sama też od tego zaczynałam.
Jak to zrobiłam?
Zaczęłam od prowadzenia dziennika aktywności - przez tydzień w notesie zapisywałam dosłownie wszystkie czynności, czas ich trwania oraz mój poziom energii. Poziom energii był mi potrzebny do określenia, kiedy jestem najbardziej efektywna. Okazało się, że moje 'nie mam czasu' przeznaczam na przeglądanie portali plotkarskich, oglądanie seriali i bezmyślne surfowanie po internecie. Do tej pory raz lub 2 w miesiącu prowadzę dziennik aktywności - sprawdzam samą siebie, czy znów nie popełniam starych błędów. Dzięki dziennikowi aktywności dowiedziałam się, że marnuję około 11h tygodniowo, czyli praktycznie 1,5h dziennie!
Po drugie, posprzątałam mieszkanie. Brzmi śmiesznie, ale posprzątanie przestrzeni wokół siebie powoduje, że nie tracimy czasu na szukanie potrzebnych rzeczy. Pozbyłam się też rzeczy, które nie były przeze mnie użytkowane lub nie miałam związanych z nimi wspomnień. Dlaczego - chociażby dlatego, że w szafie zalegała mi sterta ubrań, których już nie nosiłam, a ja stałam przed nią i nie wiedziałam w co mam się ubrać! Od kiedy w szafie mam mniej ubrań, ale te, które faktycznie noszę, nie mam problemu z szybkim skompletowaniem stroju i wyborem dodatków, bo wiem, że wszystko do siebie pasuje.
Po trzecie - zaczęłam robić najpierw to, co najważniejsze - co z tego, że mam ogromną ochotę poczytać książkę - ważniejsze jest w tym momencie zrobienie prasowania, bo nie mam już czystych ubrań - prasuję. Czytanie poczeka.
Po czwarte - coś, o czym pisałam już w poprzednim poście z tej serii - wypracowałam rutynę. Po raz pierwszy rutynę wypracowałam sobie podczas wyjazdu na praktyki - były one dość męczące, a ja chciałam znaleźć w tym wszystkim jeszcze trochę czasu dla siebie, na ćwiczenia i czytanie. Postanowiłam więc stworzyć pewien rodzaj schematu, jakim będę się posługiwać w trakcie czasu wolnego i tak mi się to spodobało, że postanowiłam przenieść to także do codziennego życia. To naprawdę pomaga - rano praktycznie odruchowo, bez zastanawiania się wykonuję pewne czynności. Tak samo wieczorem. Choćbym była nieziemsko zmęczona wiem, że wieczorem jest czas na przygotowanie posiłku na kolejny dzień i zrobienie prania lub prasowania - i robię to.
Po piąte - robienie list. Listy towarzyszą mi wszędzie - na ważnym spotkaniu, na uczelni, na zakupach. Zapisuję na nich wszystko - od pytań jakie chcę zadać lekarzowi podczas następnej wizyty, zagadnień, które chcę przedyskutować z kierownikiem w pracy, po listę zakupów na obiad czy prezentów na Boże Narodzenie.
Po szóste - kalendarz. Jest ze mną wszędzie - od sklepu mięsnego po spotkanie w sprawie pracy. Zawsze zapisuję w nim wszystkie ważne daty, ale nie tylko - są w nim też moje listy - lista zadań na dany dzień, lista tematów na referaty jakie muszę przygotować, lista zakupów świątecznych, menu na cały tydzień... To jakiego kalendarza używam zobaczycie już we wtorek, a mój sposób prowadzenia kalendarza - w kolejnym odcinku z serii - organizacja.
Pamiętajcie jeszcze o jednym ważnym punkcie - nie da się zarządzać czasem - każdy ma go tyle samo. Trzeba się nauczyć zarządzać sobą w czasie. Bo jedyne nad czym jesteśmy w stanie zapanować, to efektywne wykorzystanie czasu.
Kolejny post z tej serii ukaże się wyjątkowo w czwartek wieczorem lub piątek rano ze względu na mój wyjazd.
Jestem osobą, która planuje dosłownie wszystko - od tego, w co będę ubierać się w przyszłym tygodniu, na jaki kolor będę musiała przez to pomalować paznokcie, przez to co zrobię na obiad, aż po obowiązki na kolejny dzień i listy zakupów - tych codziennych, ale także świątecznych.
Niektórzy pewnie stwierdzą, że to zabieranie sobie spontaniczności, ale moim zdaniem na spontaniczność przychodzi czas po obowiązkach, a te chcę wypełnić najlepiej jak mogę, ale także w jak najkrótszym czasie.
Dla mnie planowane działanie to bardziej efektywne działanie. Pozwala też na dobrą organizację dnia czy pracy, ponieważ musimy ustalić priorytety. Dodatkowo planowanie każdego dnia czy zadania pomaga wyrobić sobie systematyczność. Poza tym chyba każdy chciałby poza pracą mieć jeszcze czas na hobby, rodzinę, przyjaciół, kurs jogi czy francuskiego.
Sama jeszcze niedawno myślałam, że nie da się pogodzić pracy, studiów dziennych na dwóch kierunkach, posiadania rodziny ( co prawda w formacie 2+kot, ale jednak ), nauki języków i hobby. A jednak się da. Jedyne, czego do tego potrzeba to dobra organizacja, wyeliminowanie tak zwanych 'zbędnych aktywności i przestać być przedstawicielem pokolenia 'nie mam czasu', bo czasu nie mają tylko leżący 6 stóp pod ziemią. Sama też od tego zaczynałam.
Jak to zrobiłam?
Zaczęłam od prowadzenia dziennika aktywności - przez tydzień w notesie zapisywałam dosłownie wszystkie czynności, czas ich trwania oraz mój poziom energii. Poziom energii był mi potrzebny do określenia, kiedy jestem najbardziej efektywna. Okazało się, że moje 'nie mam czasu' przeznaczam na przeglądanie portali plotkarskich, oglądanie seriali i bezmyślne surfowanie po internecie. Do tej pory raz lub 2 w miesiącu prowadzę dziennik aktywności - sprawdzam samą siebie, czy znów nie popełniam starych błędów. Dzięki dziennikowi aktywności dowiedziałam się, że marnuję około 11h tygodniowo, czyli praktycznie 1,5h dziennie!
Po drugie, posprzątałam mieszkanie. Brzmi śmiesznie, ale posprzątanie przestrzeni wokół siebie powoduje, że nie tracimy czasu na szukanie potrzebnych rzeczy. Pozbyłam się też rzeczy, które nie były przeze mnie użytkowane lub nie miałam związanych z nimi wspomnień. Dlaczego - chociażby dlatego, że w szafie zalegała mi sterta ubrań, których już nie nosiłam, a ja stałam przed nią i nie wiedziałam w co mam się ubrać! Od kiedy w szafie mam mniej ubrań, ale te, które faktycznie noszę, nie mam problemu z szybkim skompletowaniem stroju i wyborem dodatków, bo wiem, że wszystko do siebie pasuje.
Po trzecie - zaczęłam robić najpierw to, co najważniejsze - co z tego, że mam ogromną ochotę poczytać książkę - ważniejsze jest w tym momencie zrobienie prasowania, bo nie mam już czystych ubrań - prasuję. Czytanie poczeka.
Po czwarte - coś, o czym pisałam już w poprzednim poście z tej serii - wypracowałam rutynę. Po raz pierwszy rutynę wypracowałam sobie podczas wyjazdu na praktyki - były one dość męczące, a ja chciałam znaleźć w tym wszystkim jeszcze trochę czasu dla siebie, na ćwiczenia i czytanie. Postanowiłam więc stworzyć pewien rodzaj schematu, jakim będę się posługiwać w trakcie czasu wolnego i tak mi się to spodobało, że postanowiłam przenieść to także do codziennego życia. To naprawdę pomaga - rano praktycznie odruchowo, bez zastanawiania się wykonuję pewne czynności. Tak samo wieczorem. Choćbym była nieziemsko zmęczona wiem, że wieczorem jest czas na przygotowanie posiłku na kolejny dzień i zrobienie prania lub prasowania - i robię to.
Po piąte - robienie list. Listy towarzyszą mi wszędzie - na ważnym spotkaniu, na uczelni, na zakupach. Zapisuję na nich wszystko - od pytań jakie chcę zadać lekarzowi podczas następnej wizyty, zagadnień, które chcę przedyskutować z kierownikiem w pracy, po listę zakupów na obiad czy prezentów na Boże Narodzenie.
Po szóste - kalendarz. Jest ze mną wszędzie - od sklepu mięsnego po spotkanie w sprawie pracy. Zawsze zapisuję w nim wszystkie ważne daty, ale nie tylko - są w nim też moje listy - lista zadań na dany dzień, lista tematów na referaty jakie muszę przygotować, lista zakupów świątecznych, menu na cały tydzień... To jakiego kalendarza używam zobaczycie już we wtorek, a mój sposób prowadzenia kalendarza - w kolejnym odcinku z serii - organizacja.
Pamiętajcie jeszcze o jednym ważnym punkcie - nie da się zarządzać czasem - każdy ma go tyle samo. Trzeba się nauczyć zarządzać sobą w czasie. Bo jedyne nad czym jesteśmy w stanie zapanować, to efektywne wykorzystanie czasu.
Kolejny post z tej serii ukaże się wyjątkowo w czwartek wieczorem lub piątek rano ze względu na mój wyjazd.
czwartek, października 25
Nie przesypiam życia!
Czyli wracamy do blogowej akcji!
Ostatnio niestety coś z moim organizmem jest nie w porządku - już drugi raz w tym miesiącu jestem chora i w dodatku ciągle, ciągle, ciągle chce mi się spać! Oczywiście wiem, że tego typu problemem powinien zająć się lekarz - już go odwiedziłam. Badania krwi wykazały niewielką anemię, więc dostałam witaminy i nakaz odpoczynku.
Jednak sytuacja, w której przesypiałam pół dnia nie podoba mi się, zwłaszcza, od kiedy uświadomiłam sobie, że moje problemy ze zdrowiem zaczęły się przez mój pracoholizm (tak, należę do grona pracoholików, ale o tym osobny post) i nieuregulowany tryb życia - brak czasu na posiłki, a przede wszystkim na śniadania, ciągłe gonienie z jednej uczelni na drugą, a stamtąd do pracy, nie spanie po nocy... Postanowiłam więc nieco (w moim przypadku naprawdę nieco, bo moi przyjaciele i tak uważają, że nie zmieniło się prawie nic) i uregulować swój tryb życia, który rozregulowała moja praca, czyli kłaść się przed północą i wstawać wcześniej, bo jestem raczej typem słowika niż sowy.
Tak więc, mam mocne postanowienie, od poniedziałku wstaję o godzinie 5.00. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to środek nocy, ale... mój dzień i bez wczesnego wstawania zaczyna się bardzo wcześnie, a dodatkowo (niestety) każdy wygląda mniej więcej tak samo i o tej samej porze się kończy, więc godzina 5.00 jest odpowiednią porą.
Jak ma wyglądać mój dzień?
4.50 - 5.00 - pobudka
5.00 - 5.45 - przygotowanie do wyjścia (makijaż, śniadanie)
5.45 - 6.00 - sprzątanie (ścielenie łóżka, zmycie naczyń po śniadaniu)
6.00 - 7.00 - nauka języków, czas na bloga, czytanie
7.15 - 8.00 - dojazd
8.00 - 17.00 - praca/ zajęcia /nauka w czytelni /siłownia
17.00 - 20.00 - spotkanie ze znajomymi/ koło naukowe /nauka języków /hobby /praca
20.00 - 20.30 - powrót do domu
20.30 - 21.30 - kolacja /sprzątanie
21.30 - 22.30 - wieczorna rutyna - przygotowanie na kolejny dzień / wieczorna toaleta
22.30 - 23.30 - relaks przy filmie, książce
Jak widzicie mój dzień jest dość pracowity. Każdy wygląda mniej więcej tak samo - jedyne co się zmienia to zajęcia między 8.00 a 20.00 - zależnie od godzin zakończenia zajęć na uczelni. Cała reszta - zaczynając od porannego dojazdu, a kończąc na powrocie do domu, przebiega w ten sam sposób.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie zaplanować dnia co do minuty, więc gdy coś nie wyjdzie dokładnie z planem - trudno. Czas spędzony na dojazdach staram się wykorzystać - czytam książkę, słucham audiobooka, planuję zadania na kolejny dzień, a często jest to też jedna z nielicznych chwil, kiedy mamy z moim partnerem czas żeby chwilę dłużej ze sobą pobyć, porozmawiać, zaplanować wspólny weekend.
Nie jest też tak, że nie mam czasu na życie osobiste - minimum raz w tygodniu widujemy się z grupą naszych wspólnych znajomych - głównie w poniedziałki, czasami także w środy - jest nas ponad 20 osób, każdy zajmuje się inną dziedziną i jest na innym etapie życia - single, małżeństwa, konkubenci, architekci, prawnicy, biolodzy, informatycy, panie domu :) Urodziny, parapetówki i inne imprezy okolicznościowe także spędzamy w swoim gronie. A za niecałe 2 tygodnie jedziemy do bardzo małej miejscowości w górach (nie ma tam nawet zasięgu!) - wynajmujemy domek i mamy 3 dni, by pobyć tylko ze sobą i na nowo naładować akumulatory. Ale o tym będzie osobny post!
W planie pomijam weekendy, ponieważ to jedyne dni w tygodniu, kiedy mogę się porządnie wyspać, nadrobić czas spędzony z moim partnerem, uzupełnić lodówkę i ogarnąć dokładnie całe mieszkanie. Nie mówiąc już o nauce :)
Wyprzedzę pytania - na szczęście mój partner jest bardzo wyrozumiały. Poza tym zazwyczaj i tak zaczynamy i kończymy pracę czy zajęcia dodatkowe w tym samym czasie, więc razem wychodzimy i wracamy do domu...
Życie jest dużo łatwiejsze, gdy żyje razem dwoje pracoholików :)
Ostatnio niestety coś z moim organizmem jest nie w porządku - już drugi raz w tym miesiącu jestem chora i w dodatku ciągle, ciągle, ciągle chce mi się spać! Oczywiście wiem, że tego typu problemem powinien zająć się lekarz - już go odwiedziłam. Badania krwi wykazały niewielką anemię, więc dostałam witaminy i nakaz odpoczynku.
Jednak sytuacja, w której przesypiałam pół dnia nie podoba mi się, zwłaszcza, od kiedy uświadomiłam sobie, że moje problemy ze zdrowiem zaczęły się przez mój pracoholizm (tak, należę do grona pracoholików, ale o tym osobny post) i nieuregulowany tryb życia - brak czasu na posiłki, a przede wszystkim na śniadania, ciągłe gonienie z jednej uczelni na drugą, a stamtąd do pracy, nie spanie po nocy... Postanowiłam więc nieco (w moim przypadku naprawdę nieco, bo moi przyjaciele i tak uważają, że nie zmieniło się prawie nic) i uregulować swój tryb życia, który rozregulowała moja praca, czyli kłaść się przed północą i wstawać wcześniej, bo jestem raczej typem słowika niż sowy.
Tak więc, mam mocne postanowienie, od poniedziałku wstaję o godzinie 5.00. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to środek nocy, ale... mój dzień i bez wczesnego wstawania zaczyna się bardzo wcześnie, a dodatkowo (niestety) każdy wygląda mniej więcej tak samo i o tej samej porze się kończy, więc godzina 5.00 jest odpowiednią porą.
Jak ma wyglądać mój dzień?
4.50 - 5.00 - pobudka
5.00 - 5.45 - przygotowanie do wyjścia (makijaż, śniadanie)
5.45 - 6.00 - sprzątanie (ścielenie łóżka, zmycie naczyń po śniadaniu)
6.00 - 7.00 - nauka języków, czas na bloga, czytanie
7.15 - 8.00 - dojazd
8.00 - 17.00 - praca/ zajęcia /nauka w czytelni /siłownia
17.00 - 20.00 - spotkanie ze znajomymi/ koło naukowe /nauka języków /hobby /praca
20.00 - 20.30 - powrót do domu
20.30 - 21.30 - kolacja /sprzątanie
21.30 - 22.30 - wieczorna rutyna - przygotowanie na kolejny dzień / wieczorna toaleta
22.30 - 23.30 - relaks przy filmie, książce
Jak widzicie mój dzień jest dość pracowity. Każdy wygląda mniej więcej tak samo - jedyne co się zmienia to zajęcia między 8.00 a 20.00 - zależnie od godzin zakończenia zajęć na uczelni. Cała reszta - zaczynając od porannego dojazdu, a kończąc na powrocie do domu, przebiega w ten sam sposób.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie zaplanować dnia co do minuty, więc gdy coś nie wyjdzie dokładnie z planem - trudno. Czas spędzony na dojazdach staram się wykorzystać - czytam książkę, słucham audiobooka, planuję zadania na kolejny dzień, a często jest to też jedna z nielicznych chwil, kiedy mamy z moim partnerem czas żeby chwilę dłużej ze sobą pobyć, porozmawiać, zaplanować wspólny weekend.
Nie jest też tak, że nie mam czasu na życie osobiste - minimum raz w tygodniu widujemy się z grupą naszych wspólnych znajomych - głównie w poniedziałki, czasami także w środy - jest nas ponad 20 osób, każdy zajmuje się inną dziedziną i jest na innym etapie życia - single, małżeństwa, konkubenci, architekci, prawnicy, biolodzy, informatycy, panie domu :) Urodziny, parapetówki i inne imprezy okolicznościowe także spędzamy w swoim gronie. A za niecałe 2 tygodnie jedziemy do bardzo małej miejscowości w górach (nie ma tam nawet zasięgu!) - wynajmujemy domek i mamy 3 dni, by pobyć tylko ze sobą i na nowo naładować akumulatory. Ale o tym będzie osobny post!
W planie pomijam weekendy, ponieważ to jedyne dni w tygodniu, kiedy mogę się porządnie wyspać, nadrobić czas spędzony z moim partnerem, uzupełnić lodówkę i ogarnąć dokładnie całe mieszkanie. Nie mówiąc już o nauce :)
Wyprzedzę pytania - na szczęście mój partner jest bardzo wyrozumiały. Poza tym zazwyczaj i tak zaczynamy i kończymy pracę czy zajęcia dodatkowe w tym samym czasie, więc razem wychodzimy i wracamy do domu...
Życie jest dużo łatwiejsze, gdy żyje razem dwoje pracoholików :)
niedziela, października 21
Nowa seria artykułów - Jak pogodzić studia na dwóch kierunkach z pracą i obowiązkami domowymi?
To temat rzeka. Gdybym miała wszystko zapisać w jednej notce wyszłaby z tego epopeja, dlatego postanowiłam zrobić na ten temat osobną serię artykułów. Będą się one pojawiały co tydzień w niedzielę.
Tak na prawdę nie wiedziałam o czym powinien być pierwszy artykuł, ponieważ dosłownie wszystko wydaje mi się tak istotne, że trzeba o tym powiedzieć na początku. Po dłuższym namyśle postanowiłam, że na początek napiszę o... rutynie.
Słowo 'rutyna' kojarzy nam się zazwyczaj źle, głównie dlatego, że jesteśmy znudzeni robieniem codziennie tej samej czynności. Poza tym pewnie większość z Was myślała, że jako pierwszy powinien ukazać się artykuł na temat planowania. Moim zdaniem właśnie planowanie to kwestia drugorzędowa, ponieważ w różne dni tygodnia wstajemy i kładziemy się o różnej porze, a rutyna, którą sobie wypracujemy jest niezależna od tego,jaki jest dzień tygodnia ponieważ codziennie musimy wykonać pewną listę zadań.
Moja rutyna dzieli się na wieczorną i ranną.
Rano polega ona głównie na tym, by przygotować się na czas do wyjścia. Każdy z nas powinien wiedzieć ile czasu zajmuje nam rano prysznic, śniadanie, makijaż itp. Rano starajmy się nie dokładać sobie dodatkowych obowiązków, bo zwyczajnie nie jesteśmy jeszcze w szczytowej formie.
Jeżeli chodzi o moją rutynę wieczorną, to zazwyczaj trwa ona dużo dłużej niż poranna. W jej skład powinien wchodzić nie tylko demakijaż, ale także zaplanowanie dnia, przygotowanie ubrań na dzień następny, zrobienie drugiego śniadania bądź obiadu, który weźmiemy ze sobą na uczelnię czy do pracy. Dobrym nawykiem jest też to, czego uczyli nas rodzice, kiedy chodziliśmy do szkoły - pakowanie się na dzień następny. Dlaczego? Bo daje to nam więcej czasu rano. Przygotowanie ubrania wieczór wcześniej pozwala nam dostosować strój do naszych planów na dany dzień, a rano zabiera to nam zazwyczaj więcej czasu niż wieczorem. Co jeżeli rano okaże się, że jednak nie mam ochoty założyć tego co przygotowałam, mimo że zestaw wygląda dobrze? I tak go ubieram - przecież nie zmienił się przez noc, a to, że coś mi się nie podoba to tylko moje widzimisię.
A torba? Spakowanie jej dzień wcześniej daje pewność, że niczego nie zapomnimy. Podobnie jest z przygotowaniem wieczorem posiłku na kolejny dzień - nawet jeżeli zdarzy nam się pospać dłużej lub spędzić zbyt dużo czasu w łazience i tak nie musimy się martwić, że nie zdążymy niczego przygotować. Dodatkowo oszczędzamy pieniądze, bo codzienne kupowanie śniadań czy obiadów na mieście nie jest najtańsze. I oszczędzimy sobie stresu, że w trakcie 15 minutowej przerwy musimy pobiec na zakupy i jeszcze zdążyć coś zjeść.
Moim zdaniem wypracowanie rutyny w tym przypadku jest potrzebne, bo dzięki niej oszczędzamy sobie stresu i straty czasu.
A co za tydzień? Organizacja czasu, czyli jak zaplanować dzień i tydzień, by wykonać wszystkie obowiązki i znaleźć czas na przyjemności.
Tak na prawdę nie wiedziałam o czym powinien być pierwszy artykuł, ponieważ dosłownie wszystko wydaje mi się tak istotne, że trzeba o tym powiedzieć na początku. Po dłuższym namyśle postanowiłam, że na początek napiszę o... rutynie.
Słowo 'rutyna' kojarzy nam się zazwyczaj źle, głównie dlatego, że jesteśmy znudzeni robieniem codziennie tej samej czynności. Poza tym pewnie większość z Was myślała, że jako pierwszy powinien ukazać się artykuł na temat planowania. Moim zdaniem właśnie planowanie to kwestia drugorzędowa, ponieważ w różne dni tygodnia wstajemy i kładziemy się o różnej porze, a rutyna, którą sobie wypracujemy jest niezależna od tego,jaki jest dzień tygodnia ponieważ codziennie musimy wykonać pewną listę zadań.
Moja rutyna dzieli się na wieczorną i ranną.
Rano polega ona głównie na tym, by przygotować się na czas do wyjścia. Każdy z nas powinien wiedzieć ile czasu zajmuje nam rano prysznic, śniadanie, makijaż itp. Rano starajmy się nie dokładać sobie dodatkowych obowiązków, bo zwyczajnie nie jesteśmy jeszcze w szczytowej formie.
Jeżeli chodzi o moją rutynę wieczorną, to zazwyczaj trwa ona dużo dłużej niż poranna. W jej skład powinien wchodzić nie tylko demakijaż, ale także zaplanowanie dnia, przygotowanie ubrań na dzień następny, zrobienie drugiego śniadania bądź obiadu, który weźmiemy ze sobą na uczelnię czy do pracy. Dobrym nawykiem jest też to, czego uczyli nas rodzice, kiedy chodziliśmy do szkoły - pakowanie się na dzień następny. Dlaczego? Bo daje to nam więcej czasu rano. Przygotowanie ubrania wieczór wcześniej pozwala nam dostosować strój do naszych planów na dany dzień, a rano zabiera to nam zazwyczaj więcej czasu niż wieczorem. Co jeżeli rano okaże się, że jednak nie mam ochoty założyć tego co przygotowałam, mimo że zestaw wygląda dobrze? I tak go ubieram - przecież nie zmienił się przez noc, a to, że coś mi się nie podoba to tylko moje widzimisię.
A torba? Spakowanie jej dzień wcześniej daje pewność, że niczego nie zapomnimy. Podobnie jest z przygotowaniem wieczorem posiłku na kolejny dzień - nawet jeżeli zdarzy nam się pospać dłużej lub spędzić zbyt dużo czasu w łazience i tak nie musimy się martwić, że nie zdążymy niczego przygotować. Dodatkowo oszczędzamy pieniądze, bo codzienne kupowanie śniadań czy obiadów na mieście nie jest najtańsze. I oszczędzimy sobie stresu, że w trakcie 15 minutowej przerwy musimy pobiec na zakupy i jeszcze zdążyć coś zjeść.
Moim zdaniem wypracowanie rutyny w tym przypadku jest potrzebne, bo dzięki niej oszczędzamy sobie stresu i straty czasu.
A co za tydzień? Organizacja czasu, czyli jak zaplanować dzień i tydzień, by wykonać wszystkie obowiązki i znaleźć czas na przyjemności.
środa, października 17
Mój sposób na... archiwizowanie notatek
Już jakiś czas temu pisałam, że planuję zorganizować wszystkie dokumenty w swoim domu tak, by wszystkie były w jednym miejscu i bym mogła mieć do nich łatwy dostęp. Przyznam się szczerze, że dokumentów jeszcze nie uporządkowałam, głównie ze względu na... ich brak w moim obecnym mieszkaniu - muszę wreszcie znaleźć chwilę, by pojechać do rodzinnego domu i zabrać tę część moich dokumentów jakie tam zostały, ale na to, niestety, ciągle brak mi czasu.
Dzisiaj jednak chciałabym Wam zaprezentować mój sposób na przechowywanie notatek ze studiów. W ten sam sposób można organizować swoje dokumenty, stare zeszyty szkolne i wiele wiele innych rzeczy. Inspiracją do zrobienia mojego archiwum była Alejandra Costello z youtubowego kanału HomeOrganizing, która w swoim filmie pokazuje jaki system organizacji dokumentów wymyśliła. Z resztą, polecam Wam wszystkie jej filmiki, wiele jej rad zastosowałam w swoim mieszkaniu i powiem Wam, że jestem z nich bardzo zadowolona - ale o tym w innym poście.
Mój system organizacji notatek wygląda następująco:
Jest to bardzo wydajny sposób organizacji, bo zajmuje mało miejsca, wszystko jest przejrzyście pokazane, nie kosztuje dużo i wygląda bardzo estetycznie.
A co Wy myślicie na ten temat? Macie własne sposoby na organizację dokumentów?
Swoją drogą - dostaję od Was sporo wiadomości prywatnych - ostatnio pytacie głównie jak daję radę pogodzić 2 kierunki studiów i pracę. Myślę nad zrobieniem o tym osobnej serii postów na blogu. Co Wy na to?
Dzisiaj jednak chciałabym Wam zaprezentować mój sposób na przechowywanie notatek ze studiów. W ten sam sposób można organizować swoje dokumenty, stare zeszyty szkolne i wiele wiele innych rzeczy. Inspiracją do zrobienia mojego archiwum była Alejandra Costello z youtubowego kanału HomeOrganizing, która w swoim filmie pokazuje jaki system organizacji dokumentów wymyśliła. Z resztą, polecam Wam wszystkie jej filmiki, wiele jej rad zastosowałam w swoim mieszkaniu i powiem Wam, że jestem z nich bardzo zadowolona - ale o tym w innym poście.
Mój system organizacji notatek wygląda następująco:
Jest to bardzo wydajny sposób organizacji, bo zajmuje mało miejsca, wszystko jest przejrzyście pokazane, nie kosztuje dużo i wygląda bardzo estetycznie.
A co Wy myślicie na ten temat? Macie własne sposoby na organizację dokumentów?
Swoją drogą - dostaję od Was sporo wiadomości prywatnych - ostatnio pytacie głównie jak daję radę pogodzić 2 kierunki studiów i pracę. Myślę nad zrobieniem o tym osobnej serii postów na blogu. Co Wy na to?
środa, października 3
Wrześniowy wyścig z czasem - podsumowanie.
Wrzesień, ach wrzesień... Minął szybciej niż ostatnie pół roku. I nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale mam wrażenie, że tylko we wrześniu przeżyłam 3 miesiące swojego życia - zdałam sesję - można by rzec, że cudownym przypadkiem - bo ostatni egzamin ustny oblałam i tylko dzięki życzliwości prowadzącej udało mi się podejść do niego jeszcze raz. Poza tym - skończyłam praktyki, dostałam się na drugi kierunek studiów - chemię biologiczną, wyjechałam na wakacje, a w pracy, mimo zapisanych w umowie 80 godzin miesięcznie przepracowałam ponad 100.
Z tego powodu dużo rzeczy się nie udało, bardzo wiele musiałam odłożyć na dalsze terminy, np. założenie strony internetowej na temat kryminalistyki. Faktem jest również, że już całkowicie zapomniałam o swoim pięciodniowym urlopie i marzą mi się porządne, dwutygodniowe wakacje. Gdziekolwiek, byle było dużo ciszy, spokoju i przyrody. I gdzie mogłabym spędzać czas aktywnie, nie tylko leżąc plackiem na plaży. Niestety, nie pamiętam również, żebym we wrześniu w ogóle wzięła do ręki jakąkolwiek książkę, o tematyce innej niż mikrobiologia czy fizjologia zwierząt.
Ale jest też wiele plusów - dzięki temu, że miałam wiele na głowie i dużo nauki, nauczyłam się przekazywać zadania i ustalać priorytety. Niestety, mam w sobie coś z maniaka i pedanta. Zawsze miałam wrażenie, że jeżeli ja czegoś nie zrobię, to będzie to zrobione niedokładnie lub po prostu źle, a nawet kiedy coś było zrobione dobrze, zawsze wydawało mi się, że ja zrobiłabym to lepiej. Z tego powodu zajmowałam się wszystkim - sprzątaniem, praniem, zmywaniem, prasowaniem, gotowaniem, zakupami i wieloma innymi. Także, kiedy na uczelni mieliśmy do zrobienia prace lub prezentacje w parach czy grupie zawsze - ku uciesze reszcie grupy - stwierdzałam, że bardzo chętnie sama zajmę się wykonaniem projektu i dam im go do przeglądnięcia kilka dni przed pokazem. W rezultacie chodziłam zestresowana i na nic nie miałam czasu. A, że nie potrafiłam ustalać priorytetów, chciałam mieć zrobione wszystko 'na wczoraj'.
Jednak w ostatnim czasie musiałam schować swoje pedantyczne zapędy głęboko w kieszeń - podzieliłam obowiązki w domu między siebie i mojego partnera i okazało się, że jednak nie jest tak źle jak by się zdawało. Ba, nawet jest lepiej!
Dzięki podziałowi obowiązków nie muszę zmywać naczyń, wyrzucać śmieci, czyścić kociej kuwety i odkurzać. Dodatkowo podzieliliśmy się prasowaniem - każdy prasuje swoje rzeczy. Gotowaniem dzielimy się zależnie od ilości obowiązków zawodowo-uczelnianych - po prostu gotuje ten, kto wcześniej wraca do domu lub ma mniej do zrobienia na jutro. Ja zajmuję się praniem, myciem podłóg, bardziej ogólnym sprzątaniem typu ścieraniem kurzy i robieniem list zakupów. Na mojej głowie jest też wymyślanie prezentów świątecznych i urodzinowych dla naszych znajomych i rodzin, ale to głównie dlatego, że mój partner nigdy nie wie, co komu kupić.
Niestety, czasu nadal mamy niezbyt dużo, bo oboje mamy w sobie gen pracoholizmu i zbyt dużo czasu poświęcamy uczelni, kołom naukowym, pracy i hobby, ale jest coraz lepiej.
Teraz, mimo, że moje życie nadal pędzi jak szalone, paradoksalnie mam więcej czasu i mogę obiecać, że moje wpisy będą pojawiały się tutaj dużo częściej. Planuję mniej więcej dwa wpisy tygodniowo, ale mam nadzieję, że starczy mi czasu na częstsze pojawianie się tutaj.
Pomysł strony internetowej nie umarł - strona ukarze się w niedalekiej przyszłości, ale nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie kiedy to się stanie, ponieważ opóźnienia nie są winą mojego nieprzygotowania, ale przedłużających się prac technicznych - nad domeną, wyglądem strony, logiem. Czy już mówiłam, że lubię, gdy wszystko jest perfekcyjnie? Ale niestety nie tylko o mój perfekcjonizm tu chodzi. Odpowiedzialność za informatyczno-graficzną część mojej strony bierze mój partner, a jak już mówiłam, on też musi dzielić czas na studia, organizację studencką, hobby i wiele innych projektów. Oboje mamy jednak nadzieję, że uda się wystartować ze stroną do końca października.
Z tego powodu dużo rzeczy się nie udało, bardzo wiele musiałam odłożyć na dalsze terminy, np. założenie strony internetowej na temat kryminalistyki. Faktem jest również, że już całkowicie zapomniałam o swoim pięciodniowym urlopie i marzą mi się porządne, dwutygodniowe wakacje. Gdziekolwiek, byle było dużo ciszy, spokoju i przyrody. I gdzie mogłabym spędzać czas aktywnie, nie tylko leżąc plackiem na plaży. Niestety, nie pamiętam również, żebym we wrześniu w ogóle wzięła do ręki jakąkolwiek książkę, o tematyce innej niż mikrobiologia czy fizjologia zwierząt.
Ale jest też wiele plusów - dzięki temu, że miałam wiele na głowie i dużo nauki, nauczyłam się przekazywać zadania i ustalać priorytety. Niestety, mam w sobie coś z maniaka i pedanta. Zawsze miałam wrażenie, że jeżeli ja czegoś nie zrobię, to będzie to zrobione niedokładnie lub po prostu źle, a nawet kiedy coś było zrobione dobrze, zawsze wydawało mi się, że ja zrobiłabym to lepiej. Z tego powodu zajmowałam się wszystkim - sprzątaniem, praniem, zmywaniem, prasowaniem, gotowaniem, zakupami i wieloma innymi. Także, kiedy na uczelni mieliśmy do zrobienia prace lub prezentacje w parach czy grupie zawsze - ku uciesze reszcie grupy - stwierdzałam, że bardzo chętnie sama zajmę się wykonaniem projektu i dam im go do przeglądnięcia kilka dni przed pokazem. W rezultacie chodziłam zestresowana i na nic nie miałam czasu. A, że nie potrafiłam ustalać priorytetów, chciałam mieć zrobione wszystko 'na wczoraj'.
Jednak w ostatnim czasie musiałam schować swoje pedantyczne zapędy głęboko w kieszeń - podzieliłam obowiązki w domu między siebie i mojego partnera i okazało się, że jednak nie jest tak źle jak by się zdawało. Ba, nawet jest lepiej!
Dzięki podziałowi obowiązków nie muszę zmywać naczyń, wyrzucać śmieci, czyścić kociej kuwety i odkurzać. Dodatkowo podzieliliśmy się prasowaniem - każdy prasuje swoje rzeczy. Gotowaniem dzielimy się zależnie od ilości obowiązków zawodowo-uczelnianych - po prostu gotuje ten, kto wcześniej wraca do domu lub ma mniej do zrobienia na jutro. Ja zajmuję się praniem, myciem podłóg, bardziej ogólnym sprzątaniem typu ścieraniem kurzy i robieniem list zakupów. Na mojej głowie jest też wymyślanie prezentów świątecznych i urodzinowych dla naszych znajomych i rodzin, ale to głównie dlatego, że mój partner nigdy nie wie, co komu kupić.
Niestety, czasu nadal mamy niezbyt dużo, bo oboje mamy w sobie gen pracoholizmu i zbyt dużo czasu poświęcamy uczelni, kołom naukowym, pracy i hobby, ale jest coraz lepiej.
Teraz, mimo, że moje życie nadal pędzi jak szalone, paradoksalnie mam więcej czasu i mogę obiecać, że moje wpisy będą pojawiały się tutaj dużo częściej. Planuję mniej więcej dwa wpisy tygodniowo, ale mam nadzieję, że starczy mi czasu na częstsze pojawianie się tutaj.
Pomysł strony internetowej nie umarł - strona ukarze się w niedalekiej przyszłości, ale nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie kiedy to się stanie, ponieważ opóźnienia nie są winą mojego nieprzygotowania, ale przedłużających się prac technicznych - nad domeną, wyglądem strony, logiem. Czy już mówiłam, że lubię, gdy wszystko jest perfekcyjnie? Ale niestety nie tylko o mój perfekcjonizm tu chodzi. Odpowiedzialność za informatyczno-graficzną część mojej strony bierze mój partner, a jak już mówiłam, on też musi dzielić czas na studia, organizację studencką, hobby i wiele innych projektów. Oboje mamy jednak nadzieję, że uda się wystartować ze stroną do końca października.
czwartek, maja 3
Podsumowanie kwietnia i plany na maj.
Moje plany na kwiecień były bardzo ambitne - zadałam sobie dużo zadań, jednak nie wszystkie udało mi się zrealizować. I wbrew pozorom nie stało się to przez moje lenistwo. Nie wydarzyło się także nic w moim życiu osobistym, co mogłoby mi przeszkodzić w realizacji planów. Powodów jest jednak kilka. Po pierwsze - bardzo dużo czasu spędziłam na przygotowywaniu się na zajęcia, pisaniu prac i referatów, a ponieważ moja biblioteka uczelniana posiada tylko 15 egzemplarzy podręczników na ponad 300 studentów z 3 wydziałów, a ACTA skutecznie uniemożliwiło mi znalezienie ich w internecie, wiąże się to z godzinami spędzonymi na robieniu notatek w czytelni. Po drugie - w święta postanowiłam dać sobie odpocząć. I wreszcie po trzecie - wszystkie weekendy miałam zajęte pracą.
Mimo to udało mi się jednak wywiązać z większości postanowień.
W kwestii nauki języków udało mi się:
czytać 3 angielskie artykuły tygodniowo, uczyć się mniej więcej 20 nowych słówek z francuskiego tygodniowo (mniej niż planowałam, ale nauczyłam się ich solidnie) oraz powtórzyć słówka z działu 'czas'.
Udało mi się także powtórzyć wszystkie zaplanowane działy z chemii do poprawy matury - stechiometria, teoria budowy atomu, dysocjacja, redox, węglowodory, alkohole i fenole oraz aldehydy i ketony.W kwestii poprawy matury z biologii udało mi się jedynie powtórzyć budowę komórki, tkankę mięśniową i grzyby.
W kwestii studiów udało mi się wykonać wszystko co zaplanowałam, z czego jestem naprawdę bardzo dumna. Starałam się także dbać o siebie, więc regularnie brałam witaminy, ćwiczyłam 3 razy w tygodniu przez minimum pół godziny i starałam się pić mniej więcej 1,5l wody dziennie.
Czynnikiem, który także sprawił, że nie udało mi się wykonać wszystkich zamierzonych celów był też fakt, że wznowiłam robienie prawa jazdy - wstyd się przyznać, ale zaczęłam robić je początkiem listopada, a dopiero teraz mam wyrobione 7 jazd. W połowie kwietnia zebrałam się w sobie i postanowiłam wznowić kurs. I nie żałuję.
A co na maj?
Przede wszystkim zamierzam popracować nad organizacją dnia, a także nad reorganizacją szafy i mojego 'kącika naukowego', ponieważ zauważyłam, że przez ostatnie dwa miesiące strasznie się w tej kwestii rozleniwiłam, przez co zbyt dużo czasu poświęcam na szukanie swoich rzeczy i kompletowanie garderoby.
W kwestii nauki języków mam zamiar:
nadal czytać 3 artykuły tygodniowo w języku angielskim
uczyć się chociaż 10 nowych słówek z angielskiego tygodniowo
uczyć się 10 słówek z j. francuskiego dziennie
powtórzyć słownictwo z j. francuskiego z działów:
- dom
- rodzina
- ubrania i kolory
- jedzenie
- czynności dnia codziennego
- zainteresowania
- państwa
Mam też zamiar wreszcie zabrać się za naukę rosyjskiego, bo to moje marzenie. Będzie mi dużo łatwiej, ponieważ jestem półkrwi Rosjanką i w tym języku babcia mówiła do mnie przez praktycznie całe moje dzieciństwo, jednak mam chyba blokadę językową, bo rozumiem prawie wszystko, ale boję się powiedzieć w tym języku cokolwiek. A poza tym, może trochę wstyd się przyznać, ale nie umiem pisać ani czytać w tym języku, więc mam zamiar nadrobić zaległości.
W celu poprawy wyników matury mam zamiar powtórzyć jak największą ilość działów i zrobić jak największą ilość zadań, a przynajmniej chociaż 20 zadań z każdego powtórzonego działu.
Jeżeli chodzi o studia, mam zamiar zaliczyć wszystkie przedmioty w pierwszych terminach i postarać się mieć średnią w przedziale 3,9 - 4,2. Poza tym mam zamiar cały czas dokładnie uczyć się anatomii człowieka (należę do koła antropologów, moim konikiem jest antropologia kulturowa i fizyczna, ale anatomię mam dopiero w przyszłym semestrze, więc by nie być w tyle cały czas uczę się i doszkalam w tym zakresie sama). Postaram się też załatwić ciekawe praktyki, które nauczą mnie czegoś nowego.
W kwestii dbania o siebie i rozwijania swoich pasji postaram się przeczytać chociaż 2 książki, ćwiczyć 3 razy w tygodniu chociaż przez pół godziny, 3 razy w tygodniu ćwiczyć strzelanie (o tym będzie osobny post). Jeżeli czas mi na to pozwoli chciałabym też nauczyć się pływać (wreszcie) i zacząć wspinać się ze znajomymi na ściankę wspinaczkową. Mam też zamiar pić minimum 1,5l wody dziennie i nie zapominać o witaminach.
A Wy jakie macie plany na maj?
poniedziałek, kwietnia 2
Kwiecień.
Marzec był dla mnie miesiącem bardzo wytężonej pracy. I wbrew pozorom nie chodzi tu o naukę i wykonywanie zadań, które zaplanowałam na marzec. Przyznam się szczerze, że z moich marcowych planów nie wyszło zbyt dużo. Dlaczego? Trochę przez własne lenistwo i prokrastynację, która mnie dopadła, inne - bardzo ważne - obowiązki i wydarzenia losowe.
W marcu uczestniczyłam w konferencji naukowej dla studentów biologii w Toruniu, gdzie prezentowałam swój plakat o rekonstrukcjach czaszek, a kolejny weekend spędziłam razem z kołem naukowym Antropologów na "Nocy Odkrywców" w Chojnowie. Były to dla mnie bardzo ważne wydarzenia, ze względu na doświadczenie jakie mogę zebrać.
Poza tym moja mama złamała główkę piątej kości śródstopia, czyli mówiąc po Polsku - złamała... stopę, co spowodowało, że kilka dni w tym miesiącu musiałam spędzić poza Wrocławiem pomagając mamie.
Ale teraz wracam tutaj ze zdwojoną mocą!
Nie przeciągając dłużej - plany na kwiecień:
NAUKA JĘZYKÓW:
ROSYJSKI:
nauczyć się czytać i pisać po rosyjsku
nauczyć się podstawowych zwrotów
ANGIELSKI:
codziennie uczyć się 5 nowych słówek
czytać 3 artykuły w języku angielskim tygodniowo
FRANCUSKI:
uczyć się codziennie 10 nowych słówek
Powtórzyć słownictwo z działów:
STUDIA:
Zaliczyć wszystkie zaległe kolokwia
Uczyć się minimum 2h dziennie
Chodzić na wszystkie zajęcia
Zacząć robić mapy myśli
INNE:
Pić chociaż 1l wody dziennie
Ćwiczyć 2 razy w tygodniu
Zacząć brać witaminy, bo przesilenie wiosenne mnie zje!
W marcu uczestniczyłam w konferencji naukowej dla studentów biologii w Toruniu, gdzie prezentowałam swój plakat o rekonstrukcjach czaszek, a kolejny weekend spędziłam razem z kołem naukowym Antropologów na "Nocy Odkrywców" w Chojnowie. Były to dla mnie bardzo ważne wydarzenia, ze względu na doświadczenie jakie mogę zebrać.
Poza tym moja mama złamała główkę piątej kości śródstopia, czyli mówiąc po Polsku - złamała... stopę, co spowodowało, że kilka dni w tym miesiącu musiałam spędzić poza Wrocławiem pomagając mamie.
Ale teraz wracam tutaj ze zdwojoną mocą!
Nie przeciągając dłużej - plany na kwiecień:
NAUKA JĘZYKÓW:
ROSYJSKI:
nauczyć się czytać i pisać po rosyjsku
nauczyć się podstawowych zwrotów
ANGIELSKI:
codziennie uczyć się 5 nowych słówek
czytać 3 artykuły w języku angielskim tygodniowo
FRANCUSKI:
uczyć się codziennie 10 nowych słówek
Powtórzyć słownictwo z działów:
- Dom
- Człowiek, rodzina
- Czas
- Ubrania, kolory
- Jedzenie
- Zainteresowania
- Państwa
- Czynności dnia codziennego
POWTÓRKA MATURY:
CHEMIA:
1. Nieorganiczna:
- Stechiometria
- Teorie budowy atomu
- Dysocjacja
- Redox
2. Organiczna
- Węglowodory
- Alkohole i fenole
- Aldehydy i ketony
BIOLOGIA:
- Komórka
- Tkanki
- Rośliny
- Grzyby
- Zwierzęta
- Układ pokarmowy
- Układ nerwowy
- Układ hormonalny
STUDIA:
Zaliczyć wszystkie zaległe kolokwia
Uczyć się minimum 2h dziennie
Chodzić na wszystkie zajęcia
Zacząć robić mapy myśli
INNE:
Pić chociaż 1l wody dziennie
Ćwiczyć 2 razy w tygodniu
Zacząć brać witaminy, bo przesilenie wiosenne mnie zje!
wtorek, marca 13
Dlaczego nie oglądam telewizji?
Telewizja to jedna z najbardziej popularnych rozrywek. Kiedyś przeprowadzono eksperyment, w którym osobom uzależnionym od oglądania telewizji odebrano możliwość jej oglądania. Pojawiły się u nich takie objawy jak: uczucie nudy, niepokój i rozdrażnienie.
Telewizja, jak wszystko, ma swoje wady i zalety. Zaletą jest możliwość oglądania programów w obcych językach, dzięki czemu ćwiczymy języki obce czy też możliwość obejrzenia programu popularnonaukowego.
Jednak wszystko to można zrobić w dzisiejszych czasach w internecie, oglądając jedynie te programy, które nas interesują. A poza tym z nieoglądania telewizji płynie wiele innych korzyści - zaoszczędzamy czas, bo jakby nie było - telewizja wciąga. Czas ten możemy przeznaczyć na spacer, czytanie książki, czy naukę.
Dodatkowo telewizja działa destrukcyjnie na nasze dobre samopoczucie. Bo jak czuć się dobrze, gdy Włączasz telewizor, a tam… trzęsienie ziemi, tsunami, katastrofa pociągu, korupcja, wybuch bomby, pożar, cierpiący ludzie, bezrobocie i wiele wiele innych... To podświadomie bardzo mocno wpływa na człowieka i sprawia, że ludzie zamiast cieszyć się z życia skupiają się tylko na negatywnych rzeczach.
Nie proponuję ucieczki od tego typu spraw, ale na świecie dzieje się tyle złych rzeczy, na które nie mamy wpływu - nasze zmartwienia nie zwrócą nikomu życia ani nie sprawią, że głodujące dzieci w Afryce zaczną jadać po 3 posiłki dziennie.. Tym ludziom trzeba pomóc w inny sposób niż martwiąc się przed TV. poza tym, telewizja kształtuje Twoje przekonania, kłamiąc i manipulując faktami. Rzadko kiedy masz obiektywnie przedstawioną sytuację, ponieważ dziennikarze robią wszystko, aby zawalczyć o Twoją uwagę.
Telewizja ogranicza Twoją kreatywność. Bo przecież oglądając chociażby zwykły film - chociażby ekranizację powieści - wszystko masz już podane jak na tacy - dźwięki, kolory, kształty, wygląd. Czytając książkę musisz wysilić się, by to wszystko zobaczyć oczyma wyobraźni.
Co więcej, telewizja interesuje się głupotami - naprawdę nie wiem, dlaczego ma mnie interesować kolejne rozstanie gwiazd czy fakt, że Lady Gaga miała na sobie sukienkę z mięsa? Uważam, że mój czas, którego i tak mam za mało, jest zbyt cenny, żeby poświęcać go na tego typu sprawy, a mój umysł zaśmiecać tymi informacjami.
Dodatkowo telewizja jest traktowana jako forma wypoczynku. Osobiście uważam to za głupotę, bo nie dość, ze zapadamy się w kanapę coraz głębiej, to jeszcze zazwyczaj z niezbyt zdrowymi przekąskami i karmimy umysł 'gotowcem' ograniczającym naszą wyobraźnię. I jeszcze te reklamy! Naprawdę, kiedy oglądam pasjonujący reportaż, to ostatnim czego chcę jest reklama, która nie dość że przerywa to, co mnie interesuje, to jeszcze jest głośna, kolorowa i rozprasza - bo jak po tych wszystkich zachętach do kupienia i głośnych piosenkach skupić się na dalszym ciągu reportażu, chociażby o starożytnym Egipcie?
Mama nadzieję, że po tym artykule jesteście bardziej świadomi jak wpływa na nas telewizja i że nie warto w każdej wolnej chwili przełączać kanałów. Ja telewizji nie oglądam od prawie 2 lat, a wszystkie filmy czy programy, które mnie interesują oglądam w internecie. Czasami biorą się z tego śmieszne sytuacje, np. na ostatnich zajęciach z angielskiego rozmawialiśmy o wpływie reklam na człowieka. Nasza wykładowczyni kazała kazdemu z nas opowiedzieć, jaka reklama jest jego ulubioną i czy w ciągu ostatniego roku kupili coś tylko dlatego, że wpłynęła na niego reklama. Pani profesor nie chciała uwierzyć, że nie znam żadnej reklamy i że nie kupuję pod ich wpływem, bo po prostu nie mam telewizora :)
Co Ci daje oglądanie lub nieoglądanie telewizji? Jakie ciekawe programy lub filmy oglądacie?
Telewizja, jak wszystko, ma swoje wady i zalety. Zaletą jest możliwość oglądania programów w obcych językach, dzięki czemu ćwiczymy języki obce czy też możliwość obejrzenia programu popularnonaukowego.
Jednak wszystko to można zrobić w dzisiejszych czasach w internecie, oglądając jedynie te programy, które nas interesują. A poza tym z nieoglądania telewizji płynie wiele innych korzyści - zaoszczędzamy czas, bo jakby nie było - telewizja wciąga. Czas ten możemy przeznaczyć na spacer, czytanie książki, czy naukę.
Dodatkowo telewizja działa destrukcyjnie na nasze dobre samopoczucie. Bo jak czuć się dobrze, gdy Włączasz telewizor, a tam… trzęsienie ziemi, tsunami, katastrofa pociągu, korupcja, wybuch bomby, pożar, cierpiący ludzie, bezrobocie i wiele wiele innych... To podświadomie bardzo mocno wpływa na człowieka i sprawia, że ludzie zamiast cieszyć się z życia skupiają się tylko na negatywnych rzeczach.
Nie proponuję ucieczki od tego typu spraw, ale na świecie dzieje się tyle złych rzeczy, na które nie mamy wpływu - nasze zmartwienia nie zwrócą nikomu życia ani nie sprawią, że głodujące dzieci w Afryce zaczną jadać po 3 posiłki dziennie.. Tym ludziom trzeba pomóc w inny sposób niż martwiąc się przed TV. poza tym, telewizja kształtuje Twoje przekonania, kłamiąc i manipulując faktami. Rzadko kiedy masz obiektywnie przedstawioną sytuację, ponieważ dziennikarze robią wszystko, aby zawalczyć o Twoją uwagę.
Telewizja ogranicza Twoją kreatywność. Bo przecież oglądając chociażby zwykły film - chociażby ekranizację powieści - wszystko masz już podane jak na tacy - dźwięki, kolory, kształty, wygląd. Czytając książkę musisz wysilić się, by to wszystko zobaczyć oczyma wyobraźni.
Co więcej, telewizja interesuje się głupotami - naprawdę nie wiem, dlaczego ma mnie interesować kolejne rozstanie gwiazd czy fakt, że Lady Gaga miała na sobie sukienkę z mięsa? Uważam, że mój czas, którego i tak mam za mało, jest zbyt cenny, żeby poświęcać go na tego typu sprawy, a mój umysł zaśmiecać tymi informacjami.
Dodatkowo telewizja jest traktowana jako forma wypoczynku. Osobiście uważam to za głupotę, bo nie dość, ze zapadamy się w kanapę coraz głębiej, to jeszcze zazwyczaj z niezbyt zdrowymi przekąskami i karmimy umysł 'gotowcem' ograniczającym naszą wyobraźnię. I jeszcze te reklamy! Naprawdę, kiedy oglądam pasjonujący reportaż, to ostatnim czego chcę jest reklama, która nie dość że przerywa to, co mnie interesuje, to jeszcze jest głośna, kolorowa i rozprasza - bo jak po tych wszystkich zachętach do kupienia i głośnych piosenkach skupić się na dalszym ciągu reportażu, chociażby o starożytnym Egipcie?
Mama nadzieję, że po tym artykule jesteście bardziej świadomi jak wpływa na nas telewizja i że nie warto w każdej wolnej chwili przełączać kanałów. Ja telewizji nie oglądam od prawie 2 lat, a wszystkie filmy czy programy, które mnie interesują oglądam w internecie. Czasami biorą się z tego śmieszne sytuacje, np. na ostatnich zajęciach z angielskiego rozmawialiśmy o wpływie reklam na człowieka. Nasza wykładowczyni kazała kazdemu z nas opowiedzieć, jaka reklama jest jego ulubioną i czy w ciągu ostatniego roku kupili coś tylko dlatego, że wpłynęła na niego reklama. Pani profesor nie chciała uwierzyć, że nie znam żadnej reklamy i że nie kupuję pod ich wpływem, bo po prostu nie mam telewizora :)
Co Ci daje oglądanie lub nieoglądanie telewizji? Jakie ciekawe programy lub filmy oglądacie?
niedziela, marca 11
Świeżo cały dzień!
Kiedy przez długi czas jesteśmy poza domem - w pracy czy na uczelni ciężko jest utrzymać swój makijaż w nienaruszonym stanie tak, aby wyglądał świeżo przez cały dzień. Jednak nosząc przy sobie kilka rzeczy możemy odświeżyć się w kilka minut.
Jedyne czego potrzebujesz to:
szczotka do włosów, błyszczyk, chusteczki matujące, puder, róż i - jeżeli masz problem z sińcami pod oczami lub na twarzy pojawiła się niemiła niespodzianka - korektor. W ciepłe dni przyda się także woda termalna do twarzy lub zwykły tonik przelany do buteleczki z dyfuzorem.
Niestety nasza skóra już po kilku godzinach od wyjścia z domu zaczyna się świecić, dlatego chusteczki matujące to podstawa, jednak łatwo można się bez nich obejść, używając zamiast nich zwykłych chusteczek higienicznych. Przykładając je do twarzy zbieramy nadmiar sebum, które wytworzyła nasza skóra.
Jeżeli - z różnych powodów - nasz makijaż spłynął czy starł się z jakiejś części twarzy po prostu delikatnie przypudrujcie twarz, a ślady znikną.
Po całym dniu pracy na twarzy widać już zmęczenie. Aby rozświetlić twarz i sprawić, by wyglądała na bardziej wypoczętą użyj różu - delikatne rumieńce ożywią twarz.
Nie zapomnij o błyszczyku! On podobnie jak róż potrafi rozświetlić i ożywić cerę.
W ten sposób, dzięki kilku minutom poświęconym na lekką poprawę makijażu, przez cały dzień możemy się cieszyć świeżą i rozświetloną skórą.
Jedyne czego potrzebujesz to:
szczotka do włosów, błyszczyk, chusteczki matujące, puder, róż i - jeżeli masz problem z sińcami pod oczami lub na twarzy pojawiła się niemiła niespodzianka - korektor. W ciepłe dni przyda się także woda termalna do twarzy lub zwykły tonik przelany do buteleczki z dyfuzorem.
Niestety nasza skóra już po kilku godzinach od wyjścia z domu zaczyna się świecić, dlatego chusteczki matujące to podstawa, jednak łatwo można się bez nich obejść, używając zamiast nich zwykłych chusteczek higienicznych. Przykładając je do twarzy zbieramy nadmiar sebum, które wytworzyła nasza skóra.
Jeżeli - z różnych powodów - nasz makijaż spłynął czy starł się z jakiejś części twarzy po prostu delikatnie przypudrujcie twarz, a ślady znikną.
Po całym dniu pracy na twarzy widać już zmęczenie. Aby rozświetlić twarz i sprawić, by wyglądała na bardziej wypoczętą użyj różu - delikatne rumieńce ożywią twarz.
Nie zapomnij o błyszczyku! On podobnie jak róż potrafi rozświetlić i ożywić cerę.
W ten sposób, dzięki kilku minutom poświęconym na lekką poprawę makijażu, przez cały dzień możemy się cieszyć świeżą i rozświetloną skórą.
środa, marca 7
Walizka idealnie spakowana.
Spakowanie się na kilkudniowy wyjazd jest często trudniejsze niż może się wydawać. Mamy ograniczoną ilość miejsca, a najchętniej zabrałybyśmy całą szafę. Mnie też to dotyczy. Często zabierałam kilka ciuchów więcej 'w razie awarii', a potem byłam zła, bo walizka jest ciężka, a ja w ogóle nie ubrałam tych rzeczy.
Kilkanaście samotnych wyjazdów na konferencje naukowe pomogło mi jednak w dokładnym wybieraniu rzeczy, które zabieram ze sobą - przecież żadna z nas nie lubi wysiadać z pociągu z kilkukilogramową torbą.
Jak ograniczam wielkość i ciężar bagażu?
Oto kilka praktycznych rad:
Po pierwsze: Zdecyduj jak dużo ubrań potrzebujesz. Zastanów się czy będziesz chciał skorzystać z możliwości prania rzeczy na miejscu, czy nie. Jakiej pogody się spodziewać. Musisz być przygotowany na wszystko.
Po drugie: Wybieram hotel, w który w swojej cenie gwarantuje ręczniki - dzięki temu nie muszę dźwigać kolejnych, może nie dużych, ale jednak kilogramów.
Po trzecie: na 4 dni przed wyjazdem robię listę rzeczy, które chcę ze sobą zabrać, łącznie z listą kosmetyków. Dzięki temu unikam nerwowego biegania na dzień przed wyjazdem, bo coś jest niewyprasowane albo jeszcze nie wyschło, czy też, faktu, że kończy mi się krem/szampon/poszło mi oczko w rajstopach.
Po czwarte: Tworząc listę rzeczy, które ze sobą zabieram, myślę o tym, czy będą one tworzyły ze sobą dobrze dobrany zestaw - nie chcę wieczór przed wyjazdem dopychać do walizki jeszcze 2 lub 3 koszule i sweter, bo z tego co zabrałam nie wyjdzie żaden dobrze wyglądający zestaw.
Po piąte: Na 2 dni przed wyjazdem zawsze przymierzam rzeczy, które chcę ze sobą wziąć - to ostatni moment żeby sprawdzić, czy rzeczy, które zabieram są na pewno czyste i nigdzie nie puścił szew. Poza tym mogę sprawdzić, czy sukienka nie opina się za bardzo tu i ówdzie i czy zestaw na pewno dobrze się ze sobą komponuje.
Po szóste: Jadąc na trzy- lub czterodniową konferencję naukową warto się dowiedzieć, czy organizatorzy szykują dla nas jakieś atrakcje. Dlaczego? Bo na imprezę integracyjną czy zwiedzanie miasta nie będziemy chodzić w eleganckich sukienkach. Przez co musimy zabrać ze sobą coś wygodnego i coś, w czym będziemy mogły wystąpić na imprezie.
Po siódme: W podróż ubieram się wygodnie, ale... ubieram rzeczy, które będę mogła założyć gdy będę zwiedzać miasto czy chodzić po muzeum. Wtedy zabieram po prostu jedną bluzkę więcej, w razie gdybym ubrudziła się w podróży.
Po ósme: Kosmetyczka. Powinna być tak mała, jak tylko możliwe. Nie oznacza to jednak, że mamy nie zabierać ze sobą kosmetyków, ani nie zwalnia to z kąpieli czy mycia głowy. W sklepach są teraz dostępne kosmetyki w wersji mini - szampony, balsamy do ciała, żele pod prysznic. Można też kupić tak zwany 'zestaw samolotowy' - 3 buteleczki o pojemności około 50 ml oraz 2 małe pojemniczki, do których można przełożyć krem do twarzy czy bazę pod makijaż.
Ja zmniejszam wielkość i ciężar kosmetyczki dzięki kilku rzeczom - do małych buteleczek przelewam szampon, żel pod prysznic i płyn do demakijażu, a balsam do ciała kupiłam w wersji mini. Kosmetyki do twarzy? W prezencie mikołajkowym od mojej mamy dostałam miniaturowy zestaw moich ulubionych kosmetyków do twarzy z firmy Clarins. Są bardzo wydajne, więc żel do twarzy i tonik mam już z głowy. Krem niestety już się skończył, ale swój obecny krem do twarzy przekładam do małego pojemniczka - na 4 dni na pewno wystarczy. Odżywkę do włosów również zabieram w wersji jednorazowej.
A co z kosmetykami kolorowymi? Ostatnio bardzo spodobał mi się podkład marki Rimmel - Wake me up. Mam jego pełnowymiarowe opakowanie, ale na wyjazdy chciałam mieć coś mniejszego i na allegro wpadłam na testery - takie jakie są np. w Rossmannie, tyle, że nieużywane. Koszt takiego testera to około 7 zł. Nie jest to majątek,a świetnie sprawdza się w podróżach.
A cienie do powiek? Ten problem rozwiązałam kupując paletkę cieni marki Sleek, w której jestem śmiertelnie zakochana! O samej paletce zrobię osobą recenzję, a teraz powiem jedynie, że to świetna sprawa - w palecie są cienie, z których można skomponować makijaż zarówno dzienny jak i wieczorowy. Dzięki niej rozwiazałam jeszcze 2 problemy - eye-linera i cienia do brwi. Paletka ma w sobie głęboką czerń, którą robię kreski na powiekach i piękny brąz, który idealnie nadaje się by podkreślić brwi.
Jeżeli chodzi o szminki, to ograniczam się do dwóch kolorów, pasujących na dzień i do makijażu wieczorowego.
Po dziewiąte: Buty. O tej porze roku niestety ciężko przewidzieć jaka będzie pogoda. Dlatego wyjeżdżając o tej porze roku zawsze zabieram ze sobą 2 pary butów - wygodne kozaki do zwiedzania oraz na podróż oraz eleganckie pantofelki do sukienek i na imprezę.
Po dziesiąte: Torebka. Z nią jest tak samo jak z butami - biorę jedną, bardzo dużą i pojemną, z którą będę podróżować - musi zmieścić się w niej laptop, aparat fotograficzny, woda, książka i przekąska na długą podróż. Z tą torbą zawsze też zwiedzam miasto. Drugą, mniejszą i bardziej elegancką biorę ze sobą w walizce - z nią będę tworzyła zestawy na konferencję. Biorę też ze sobą trzecią, malutką kopertówkę, z którą pójdę na imprezę integracyjną.
Mam nadzieję, że dzięki moim wskazówkom ułatwiłam i umiliłam Wam podróż bez ciężaru nadbagażu:) Pamiętajcie tylko o zabraniu dobrej książki i uaktualnieniu playlisty na mp3, by podróż była przyjemniejsza!
Kilkanaście samotnych wyjazdów na konferencje naukowe pomogło mi jednak w dokładnym wybieraniu rzeczy, które zabieram ze sobą - przecież żadna z nas nie lubi wysiadać z pociągu z kilkukilogramową torbą.
Jak ograniczam wielkość i ciężar bagażu?
Oto kilka praktycznych rad:
Po pierwsze: Zdecyduj jak dużo ubrań potrzebujesz. Zastanów się czy będziesz chciał skorzystać z możliwości prania rzeczy na miejscu, czy nie. Jakiej pogody się spodziewać. Musisz być przygotowany na wszystko.
Po drugie: Wybieram hotel, w który w swojej cenie gwarantuje ręczniki - dzięki temu nie muszę dźwigać kolejnych, może nie dużych, ale jednak kilogramów.
Po trzecie: na 4 dni przed wyjazdem robię listę rzeczy, które chcę ze sobą zabrać, łącznie z listą kosmetyków. Dzięki temu unikam nerwowego biegania na dzień przed wyjazdem, bo coś jest niewyprasowane albo jeszcze nie wyschło, czy też, faktu, że kończy mi się krem/szampon/poszło mi oczko w rajstopach.
Po czwarte: Tworząc listę rzeczy, które ze sobą zabieram, myślę o tym, czy będą one tworzyły ze sobą dobrze dobrany zestaw - nie chcę wieczór przed wyjazdem dopychać do walizki jeszcze 2 lub 3 koszule i sweter, bo z tego co zabrałam nie wyjdzie żaden dobrze wyglądający zestaw.
Po piąte: Na 2 dni przed wyjazdem zawsze przymierzam rzeczy, które chcę ze sobą wziąć - to ostatni moment żeby sprawdzić, czy rzeczy, które zabieram są na pewno czyste i nigdzie nie puścił szew. Poza tym mogę sprawdzić, czy sukienka nie opina się za bardzo tu i ówdzie i czy zestaw na pewno dobrze się ze sobą komponuje.
Po szóste: Jadąc na trzy- lub czterodniową konferencję naukową warto się dowiedzieć, czy organizatorzy szykują dla nas jakieś atrakcje. Dlaczego? Bo na imprezę integracyjną czy zwiedzanie miasta nie będziemy chodzić w eleganckich sukienkach. Przez co musimy zabrać ze sobą coś wygodnego i coś, w czym będziemy mogły wystąpić na imprezie.
Po siódme: W podróż ubieram się wygodnie, ale... ubieram rzeczy, które będę mogła założyć gdy będę zwiedzać miasto czy chodzić po muzeum. Wtedy zabieram po prostu jedną bluzkę więcej, w razie gdybym ubrudziła się w podróży.
Po ósme: Kosmetyczka. Powinna być tak mała, jak tylko możliwe. Nie oznacza to jednak, że mamy nie zabierać ze sobą kosmetyków, ani nie zwalnia to z kąpieli czy mycia głowy. W sklepach są teraz dostępne kosmetyki w wersji mini - szampony, balsamy do ciała, żele pod prysznic. Można też kupić tak zwany 'zestaw samolotowy' - 3 buteleczki o pojemności około 50 ml oraz 2 małe pojemniczki, do których można przełożyć krem do twarzy czy bazę pod makijaż.
Ja zmniejszam wielkość i ciężar kosmetyczki dzięki kilku rzeczom - do małych buteleczek przelewam szampon, żel pod prysznic i płyn do demakijażu, a balsam do ciała kupiłam w wersji mini. Kosmetyki do twarzy? W prezencie mikołajkowym od mojej mamy dostałam miniaturowy zestaw moich ulubionych kosmetyków do twarzy z firmy Clarins. Są bardzo wydajne, więc żel do twarzy i tonik mam już z głowy. Krem niestety już się skończył, ale swój obecny krem do twarzy przekładam do małego pojemniczka - na 4 dni na pewno wystarczy. Odżywkę do włosów również zabieram w wersji jednorazowej.
A co z kosmetykami kolorowymi? Ostatnio bardzo spodobał mi się podkład marki Rimmel - Wake me up. Mam jego pełnowymiarowe opakowanie, ale na wyjazdy chciałam mieć coś mniejszego i na allegro wpadłam na testery - takie jakie są np. w Rossmannie, tyle, że nieużywane. Koszt takiego testera to około 7 zł. Nie jest to majątek,a świetnie sprawdza się w podróżach.
A cienie do powiek? Ten problem rozwiązałam kupując paletkę cieni marki Sleek, w której jestem śmiertelnie zakochana! O samej paletce zrobię osobą recenzję, a teraz powiem jedynie, że to świetna sprawa - w palecie są cienie, z których można skomponować makijaż zarówno dzienny jak i wieczorowy. Dzięki niej rozwiazałam jeszcze 2 problemy - eye-linera i cienia do brwi. Paletka ma w sobie głęboką czerń, którą robię kreski na powiekach i piękny brąz, który idealnie nadaje się by podkreślić brwi.
Jeżeli chodzi o szminki, to ograniczam się do dwóch kolorów, pasujących na dzień i do makijażu wieczorowego.
Po dziewiąte: Buty. O tej porze roku niestety ciężko przewidzieć jaka będzie pogoda. Dlatego wyjeżdżając o tej porze roku zawsze zabieram ze sobą 2 pary butów - wygodne kozaki do zwiedzania oraz na podróż oraz eleganckie pantofelki do sukienek i na imprezę.
Po dziesiąte: Torebka. Z nią jest tak samo jak z butami - biorę jedną, bardzo dużą i pojemną, z którą będę podróżować - musi zmieścić się w niej laptop, aparat fotograficzny, woda, książka i przekąska na długą podróż. Z tą torbą zawsze też zwiedzam miasto. Drugą, mniejszą i bardziej elegancką biorę ze sobą w walizce - z nią będę tworzyła zestawy na konferencję. Biorę też ze sobą trzecią, malutką kopertówkę, z którą pójdę na imprezę integracyjną.
Mam nadzieję, że dzięki moim wskazówkom ułatwiłam i umiliłam Wam podróż bez ciężaru nadbagażu:) Pamiętajcie tylko o zabraniu dobrej książki i uaktualnieniu playlisty na mp3, by podróż była przyjemniejsza!
wtorek, marca 6
Marzec - plany i cele
Czas od Sylwestra zleciał mi bardzo szybko. W zasadzie mam wrażenie, że nadejście Nowego Roku świętowaliśmy 2 dni temu. Ten rok zaczął się niezbyt dobrze, miałam wiele problemów, przez co nie miałam czasu na wiele rzeczy, podupadły moje zdolności organizacyjne i śmiercią naturalną zginęło samodoskonalenie. Postanowiłam jednak nie dać się i wrócić do starego zorganizowanego życia i tworzenia planów na najbliższy miesiąc. Cały weekend zajęło mi generalne sprzątanie domu, pranie i prasowanie, bo od tego postanowiłam zacząć układanie swojego życia na nowo. Stworzyłam też listę planów na marzec i postanowiłam się nią z Wami podzielić.
FRANCUSKI:
Powtórka słownictwa z działów:
ANGIELSKI:
Codziennie czytać 2 artykuły w tym języku i uczyć się niezrozumiałego słownictwa.
ROSYJSKI:
Nauczyć się czytać i pisać w tym języku
Nauczyć się podstawowych słów i zwrotów
POWTÓRKA MATURY:
CHEMIA:
1. Nieorganiczna:
2. Organiczna
BIOLOGIA:
STUDIA:
INNE:
FRANCUSKI:
Powtórka słownictwa z działów:
- Dom
- Człowiek, rodzina
- Czas
- Ubrania, kolory
- Jedzenie
- Zainteresowania
- Państwa
- Czynności dnia codziennego
ANGIELSKI:
Codziennie czytać 2 artykuły w tym języku i uczyć się niezrozumiałego słownictwa.
ROSYJSKI:
Nauczyć się czytać i pisać w tym języku
Nauczyć się podstawowych słów i zwrotów
POWTÓRKA MATURY:
CHEMIA:
1. Nieorganiczna:
- Stechiometria
- Teorie budowy atomu
- Dysocjacja
- Redox
2. Organiczna
- Węglowodory
- Alkohole i fenole
- Aldehydy i ketony
BIOLOGIA:
- Komórka
- Tkanki
- Rośliny
- Grzyby
- Zwierzęta
- Układ pokarmowy
- Układ nerwowy
- Układ hormonalny
STUDIA:
- Uzupełnić wszystkie notatki
- Zacząć uczyć się robiąc mapy myśli
- Anatomia - osteologia + choroby układu ruchu
INNE:
- Przeczytać chociaż 2 książki
- Pić minimum 1l wody dziennie
- Ćwiczyć chociaż 3 razy w tygodniu
sobota, lutego 18
Czy można sobie ułatwić poranek?
Nie wiem jak u Was, ale u mnie rano każda minuta jest cenna... Biorą pod uwagę fakt, że sen jest u mnie w sumie rarytasem, lubię sobie pospać 15 minut dłużej zamiast przeznaczać ten cenny kwadrans snu na układanie fryzury czy stanie przed szafą i zastanawianie się w co mam się ubrać. Postanowiłam więc ułatwić sobie poranek najlepiej jak potrafię zaczynając od śniadania a kończąc na ubraniach i makijażu. W jaki sposób?
Śniadanie na uczelnię przygotowuję sobie dzień wcześniej razem z pierwszym śniadaniem - bardzo się cieszę, że mam w domu świetny gadżet - ekspres do kawy z wbudowanym budzikiem - zaraz po wyjściu z łózka mam gotowa kawę. Na śniadanie zazwyczaj jem to samo - surówkę. Od surówek jestem uzależniona - dzień bez surówki jest dniem straconym. Robię je z zapasem na 2 dni i zamykam w plastikowych pojemnikach, dzięki czemu mogę zjeść szybkie śniadanie.
Ubranie, makijaż i inne 'kobiece' atrybuty.
W kwestii ubrań mam jedną, wypracowaną od miesięcy metodę - w każdy niedzielny wieczór staję przed szafą i dobieram zestawy ubrań na cały tydzień. Dzięki temu oszczędzam czas rano, bo wyjmuję tylko spośród sporządzonych przeze mnie zestawów gotowy strój, który wisi na jednym wieszaku. Żeby ułatwić sobie niedzielną pracę, w komputerze mam oddzielny folder, do którego kopiuję wszystkie zdjęcia znanych ludzi lub fashion blogerek, które mi się podobają, a potem spośród tych zdjęć wybieram sobie kilka zestawów, które mogę stworzyć z rzeczy wiszących w mojej szafie. Może to i dziwne, ale dzięki temu wiem, że jeżeli połączę ze sobą dwie rzeczy to będą one dobrze razem wyglądać.
A makijaż? Makijaż jest moim wielkim hobby - uwielbiam próbować nowe triki, kosmetyki i rodzaje makijażu, dlatego jestem uzależniona od youtube - można tam znaleźć wiele makijażowych trików i tutoriali, które pokazują jak wykonać dany makijaż. Zazwyczaj są to makijaże gwiazd, więc łatwo mogę znaleźć zdjęcie danego makijażu żeby wrzucić je do swojego katalogu. Po wybraniu ubrań po prostu wybieram makijaż, który będzie pasował do stroju na następny dzień. A, że są to makijaże zazwyczaj delikatne (bo w takich wyglądam najlepiej) to jestem w stanie wykonać je w ciągu 10 -15 minut.
W następnych postach postaram się Wam pokazać kilka uniwersalnych zestawów ubrań, które da się stworzyć z rzeczy, które w szafie ma każda z nas, a inspirowane będą właśnie najczęściej wybieranymi zdjęciami z mojego folderu. Będzie też osobny filmik o makijażu.
Rozumiem, że może nie podobać się Wam fakt, że z założenia jest to blog o tematyce samorozwoju, a nie kosmetyczno-modowy, ale uważam, że we własną osobę należy inwestować nie tylko intelektualnie, ale także w kwestii wyglądu zewnętrznego, bo przecież (niestety) jak Cię widzą, tak Cię piszą... Poza tym lepszy wygląd to lepsze samopoczucie, a to gwarantuje lepszą efektywność w rozwiązywaniu problemów czy pracy mam rację?
Śniadanie na uczelnię przygotowuję sobie dzień wcześniej razem z pierwszym śniadaniem - bardzo się cieszę, że mam w domu świetny gadżet - ekspres do kawy z wbudowanym budzikiem - zaraz po wyjściu z łózka mam gotowa kawę. Na śniadanie zazwyczaj jem to samo - surówkę. Od surówek jestem uzależniona - dzień bez surówki jest dniem straconym. Robię je z zapasem na 2 dni i zamykam w plastikowych pojemnikach, dzięki czemu mogę zjeść szybkie śniadanie.
Ubranie, makijaż i inne 'kobiece' atrybuty.
W kwestii ubrań mam jedną, wypracowaną od miesięcy metodę - w każdy niedzielny wieczór staję przed szafą i dobieram zestawy ubrań na cały tydzień. Dzięki temu oszczędzam czas rano, bo wyjmuję tylko spośród sporządzonych przeze mnie zestawów gotowy strój, który wisi na jednym wieszaku. Żeby ułatwić sobie niedzielną pracę, w komputerze mam oddzielny folder, do którego kopiuję wszystkie zdjęcia znanych ludzi lub fashion blogerek, które mi się podobają, a potem spośród tych zdjęć wybieram sobie kilka zestawów, które mogę stworzyć z rzeczy wiszących w mojej szafie. Może to i dziwne, ale dzięki temu wiem, że jeżeli połączę ze sobą dwie rzeczy to będą one dobrze razem wyglądać.
A makijaż? Makijaż jest moim wielkim hobby - uwielbiam próbować nowe triki, kosmetyki i rodzaje makijażu, dlatego jestem uzależniona od youtube - można tam znaleźć wiele makijażowych trików i tutoriali, które pokazują jak wykonać dany makijaż. Zazwyczaj są to makijaże gwiazd, więc łatwo mogę znaleźć zdjęcie danego makijażu żeby wrzucić je do swojego katalogu. Po wybraniu ubrań po prostu wybieram makijaż, który będzie pasował do stroju na następny dzień. A, że są to makijaże zazwyczaj delikatne (bo w takich wyglądam najlepiej) to jestem w stanie wykonać je w ciągu 10 -15 minut.
W następnych postach postaram się Wam pokazać kilka uniwersalnych zestawów ubrań, które da się stworzyć z rzeczy, które w szafie ma każda z nas, a inspirowane będą właśnie najczęściej wybieranymi zdjęciami z mojego folderu. Będzie też osobny filmik o makijażu.
Rozumiem, że może nie podobać się Wam fakt, że z założenia jest to blog o tematyce samorozwoju, a nie kosmetyczno-modowy, ale uważam, że we własną osobę należy inwestować nie tylko intelektualnie, ale także w kwestii wyglądu zewnętrznego, bo przecież (niestety) jak Cię widzą, tak Cię piszą... Poza tym lepszy wygląd to lepsze samopoczucie, a to gwarantuje lepszą efektywność w rozwiązywaniu problemów czy pracy mam rację?
Subskrybuj:
Posty (Atom)









