Singielką nie jestem od bardzo dawna - w niektórych kręgach zwykło się nawet mawiać, że jestem mężatką, chociaż nie mam na palcu obrączki. Ja również lubię o sobie myśleć jako o mężatce, mimo że jeszcze kilka lat temu nie uważałam, żeby słowo "mąż" miało w moim osobistym słowniku wyrazów ważnych jakiekolwiek znaczenie - do tego po prostu trzeba dojrzeć. W swoim związku jestem szczęśliwa, bo wiem, że mam przy sobie kogoś, kto będzie przy mnie zawsze i nie ucieknie gdzie pieprz rośnie jak tylko na horyzoncie pojawi się problem. Singiel to jednak w pewnym sensie stan umysłu. Nie mam tu na myśli oczywiście zdrad, których osobiście nie polecam nikomu, bez względu na to, czy w związku wieje nudą, czy źle się układa. Mam na myśli zupełnie coś innego.
Jest niedziela wieczorem, a ja siedzę w domu jedynie z kotem. Mój -choć nieoficjalnie, to jednak - mąż spędza dzisiejszy dzień na... uczelni ze znajomymi tworząc projekt zaliczeniowy. Widzimy się dopiero jutro, ponieważ, by nie marnować czasu, dziś nocuje u kolegi mieszkającego skrzyżowanie od ich wydziału. Wczoraj wrócił po 22 - spotykał się ze swoimi kolegami w totalnie męskim towarzystwie. I nie mam z tym najmniejszego problemu.
Mam za to kilka bliższych i dalszych znajomych, które nie wyobrażają sobie spędzenia wolnego czasu bez swojego partnera, a o spaniu poza domem w ogóle nie ma mowy.
W moim przypadku jest jednak inaczej - wczorajszy dzień spędziłam nadrabiając kinowe i czytelnicze zaległości, a dziś, po tygodniu pełnym napięcia zafundowałam sobie długą i relaksującą kąpiel przy świecach, a potem spotkałam się z przyjaciółką - wypiłyśmy kieliszek wina i poplotkowałyśmy. Dzięki temu rozładowałyśmy emocje z minionego tygodnia. W planach mam jeszcze lekką sałatkę na kolację - co przy moim mężu byłoby niemożliwe ( "Kochanie, a gdzie mięso w tej kolacji?"), dodający energii prysznic i naukę na jutrzejsze kolokwium. A jutro - poranne ćwiczenia w salonie, zaraz przed wyjściem na uczelnię! Brzmi jak dobry początek tygodnia według Carrie Bradshaw.
Ale podobnie wyglądają wieczory mojego męża kiedy nie ma mnie w mieście - aktualizuje swoją stronę internetową, ogląda mecze z piwem i orzeszkami i w męskim gonie gra na Playstation. Dla nas normalnym jest spędzać czas osobno. Tradycyjne małżeństwa, gdzie ludzie postanawiają zostać w domu i zjeść razem każdego dnia - mimo, iż osobiście uważam to za urocze - sprawiłyby, że czułabym się jak więzień.
Nie wiem jak postrzegacie ten 'typ' małżeństwa Wy, ale bycie rozsądnym egoistą w związku jest dobre. Oczywiście, że gdy druga osoba jest chora, bądź ma problem, nasze osobiste plany stają się nieważne i pomoc tej drugiej osobie jest najważniejsza. Jednak po co miałabym słuchać filmów dotyczących obozów koncentracyjnych, jakie w Polsce powstały za czasów Hitlera (co jest hobby mojego męża) i po co on miałby oglądać ze mną youtubowe filmiki o kosmetykach czy słuchać biologicznych żartów moich znajomych, które jak już nie raz się przekonałam, śmieszą tylko nas - biologów? Oczywiście mamy także czas przeznaczony tylko dla siebie, kiedy wylegujemy się w łóżku całymi dniami i oglądamy seriale albo gotujemy, ale czas spędzony osobno jest nam niesamowicie potrzebny. Często zdarza się, że będąc jednocześnie w naszym mieszkaniu, nie zauważamy siebie nawzajem. Ja spędzam czas w swoim gabinecie pracując nad pracą na kolejne sympozjum, a on - projektując strony internetowe czy strugając coś w drewnie. Kiedy spędzamy czas razem, jest to czas jedynie dla nas - dzięki temu, że nie poświęcamy własnego hobby i czasu dla siebie by spędzać każdą wolną chwilę razem, nie jesteśmy sfrustrowani.
Nie ma nic gorszego niż życie u boku pełnej żalu i frustracji osoby, przez którą my też zmniejszamy swoje ambicje i hamujemy swoje możliwości. To prowadzi tylko do nakręcającej się w różnym tempie spirali nienawiści, która może sprawić, że kiedyś obudzimy się z ręką w nocniku i będziemy się zastanawiać dlaczego jeszcze kilka lat temu, gdy dało się coś zrobić nie zaczęliśmy działać? Moim zdaniem zdrowy egoizm nas obojga sprawia, że czujemy się zrealizowani i zadowoleni, a to przekłada się na atmosferę w związku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samorealizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samorealizacja. Pokaż wszystkie posty
niedziela, stycznia 20
czwartek, maja 3
Podsumowanie kwietnia i plany na maj.
Moje plany na kwiecień były bardzo ambitne - zadałam sobie dużo zadań, jednak nie wszystkie udało mi się zrealizować. I wbrew pozorom nie stało się to przez moje lenistwo. Nie wydarzyło się także nic w moim życiu osobistym, co mogłoby mi przeszkodzić w realizacji planów. Powodów jest jednak kilka. Po pierwsze - bardzo dużo czasu spędziłam na przygotowywaniu się na zajęcia, pisaniu prac i referatów, a ponieważ moja biblioteka uczelniana posiada tylko 15 egzemplarzy podręczników na ponad 300 studentów z 3 wydziałów, a ACTA skutecznie uniemożliwiło mi znalezienie ich w internecie, wiąże się to z godzinami spędzonymi na robieniu notatek w czytelni. Po drugie - w święta postanowiłam dać sobie odpocząć. I wreszcie po trzecie - wszystkie weekendy miałam zajęte pracą.
Mimo to udało mi się jednak wywiązać z większości postanowień.
W kwestii nauki języków udało mi się:
czytać 3 angielskie artykuły tygodniowo, uczyć się mniej więcej 20 nowych słówek z francuskiego tygodniowo (mniej niż planowałam, ale nauczyłam się ich solidnie) oraz powtórzyć słówka z działu 'czas'.
Udało mi się także powtórzyć wszystkie zaplanowane działy z chemii do poprawy matury - stechiometria, teoria budowy atomu, dysocjacja, redox, węglowodory, alkohole i fenole oraz aldehydy i ketony.W kwestii poprawy matury z biologii udało mi się jedynie powtórzyć budowę komórki, tkankę mięśniową i grzyby.
W kwestii studiów udało mi się wykonać wszystko co zaplanowałam, z czego jestem naprawdę bardzo dumna. Starałam się także dbać o siebie, więc regularnie brałam witaminy, ćwiczyłam 3 razy w tygodniu przez minimum pół godziny i starałam się pić mniej więcej 1,5l wody dziennie.
Czynnikiem, który także sprawił, że nie udało mi się wykonać wszystkich zamierzonych celów był też fakt, że wznowiłam robienie prawa jazdy - wstyd się przyznać, ale zaczęłam robić je początkiem listopada, a dopiero teraz mam wyrobione 7 jazd. W połowie kwietnia zebrałam się w sobie i postanowiłam wznowić kurs. I nie żałuję.
A co na maj?
Przede wszystkim zamierzam popracować nad organizacją dnia, a także nad reorganizacją szafy i mojego 'kącika naukowego', ponieważ zauważyłam, że przez ostatnie dwa miesiące strasznie się w tej kwestii rozleniwiłam, przez co zbyt dużo czasu poświęcam na szukanie swoich rzeczy i kompletowanie garderoby.
W kwestii nauki języków mam zamiar:
nadal czytać 3 artykuły tygodniowo w języku angielskim
uczyć się chociaż 10 nowych słówek z angielskiego tygodniowo
uczyć się 10 słówek z j. francuskiego dziennie
powtórzyć słownictwo z j. francuskiego z działów:
- dom
- rodzina
- ubrania i kolory
- jedzenie
- czynności dnia codziennego
- zainteresowania
- państwa
Mam też zamiar wreszcie zabrać się za naukę rosyjskiego, bo to moje marzenie. Będzie mi dużo łatwiej, ponieważ jestem półkrwi Rosjanką i w tym języku babcia mówiła do mnie przez praktycznie całe moje dzieciństwo, jednak mam chyba blokadę językową, bo rozumiem prawie wszystko, ale boję się powiedzieć w tym języku cokolwiek. A poza tym, może trochę wstyd się przyznać, ale nie umiem pisać ani czytać w tym języku, więc mam zamiar nadrobić zaległości.
W celu poprawy wyników matury mam zamiar powtórzyć jak największą ilość działów i zrobić jak największą ilość zadań, a przynajmniej chociaż 20 zadań z każdego powtórzonego działu.
Jeżeli chodzi o studia, mam zamiar zaliczyć wszystkie przedmioty w pierwszych terminach i postarać się mieć średnią w przedziale 3,9 - 4,2. Poza tym mam zamiar cały czas dokładnie uczyć się anatomii człowieka (należę do koła antropologów, moim konikiem jest antropologia kulturowa i fizyczna, ale anatomię mam dopiero w przyszłym semestrze, więc by nie być w tyle cały czas uczę się i doszkalam w tym zakresie sama). Postaram się też załatwić ciekawe praktyki, które nauczą mnie czegoś nowego.
W kwestii dbania o siebie i rozwijania swoich pasji postaram się przeczytać chociaż 2 książki, ćwiczyć 3 razy w tygodniu chociaż przez pół godziny, 3 razy w tygodniu ćwiczyć strzelanie (o tym będzie osobny post). Jeżeli czas mi na to pozwoli chciałabym też nauczyć się pływać (wreszcie) i zacząć wspinać się ze znajomymi na ściankę wspinaczkową. Mam też zamiar pić minimum 1,5l wody dziennie i nie zapominać o witaminach.
A Wy jakie macie plany na maj?
wtorek, marca 6
Marzec - plany i cele
Czas od Sylwestra zleciał mi bardzo szybko. W zasadzie mam wrażenie, że nadejście Nowego Roku świętowaliśmy 2 dni temu. Ten rok zaczął się niezbyt dobrze, miałam wiele problemów, przez co nie miałam czasu na wiele rzeczy, podupadły moje zdolności organizacyjne i śmiercią naturalną zginęło samodoskonalenie. Postanowiłam jednak nie dać się i wrócić do starego zorganizowanego życia i tworzenia planów na najbliższy miesiąc. Cały weekend zajęło mi generalne sprzątanie domu, pranie i prasowanie, bo od tego postanowiłam zacząć układanie swojego życia na nowo. Stworzyłam też listę planów na marzec i postanowiłam się nią z Wami podzielić.
FRANCUSKI:
Powtórka słownictwa z działów:
ANGIELSKI:
Codziennie czytać 2 artykuły w tym języku i uczyć się niezrozumiałego słownictwa.
ROSYJSKI:
Nauczyć się czytać i pisać w tym języku
Nauczyć się podstawowych słów i zwrotów
POWTÓRKA MATURY:
CHEMIA:
1. Nieorganiczna:
2. Organiczna
BIOLOGIA:
STUDIA:
INNE:
FRANCUSKI:
Powtórka słownictwa z działów:
- Dom
- Człowiek, rodzina
- Czas
- Ubrania, kolory
- Jedzenie
- Zainteresowania
- Państwa
- Czynności dnia codziennego
ANGIELSKI:
Codziennie czytać 2 artykuły w tym języku i uczyć się niezrozumiałego słownictwa.
ROSYJSKI:
Nauczyć się czytać i pisać w tym języku
Nauczyć się podstawowych słów i zwrotów
POWTÓRKA MATURY:
CHEMIA:
1. Nieorganiczna:
- Stechiometria
- Teorie budowy atomu
- Dysocjacja
- Redox
2. Organiczna
- Węglowodory
- Alkohole i fenole
- Aldehydy i ketony
BIOLOGIA:
- Komórka
- Tkanki
- Rośliny
- Grzyby
- Zwierzęta
- Układ pokarmowy
- Układ nerwowy
- Układ hormonalny
STUDIA:
- Uzupełnić wszystkie notatki
- Zacząć uczyć się robiąc mapy myśli
- Anatomia - osteologia + choroby układu ruchu
INNE:
- Przeczytać chociaż 2 książki
- Pić minimum 1l wody dziennie
- Ćwiczyć chociaż 3 razy w tygodniu
poniedziałek, marca 5
Nie daj się! - czyli sposoby na poprawę nastroju.
Każdy z nas miewa gorsze dni. Czasami jest to tydzień, czasami tylko 2 dni. Wszystko jest w porządku, jeżeli obniżony nastrój nie wpływa na naszą pracę i produktywność. Jednak, kiedy zamiast wychodzić do ludzi zaszywasz się coraz głębiej pod kołdrą a wszystkie ważne sprawy przykładasz 'na potem' to znak, że dzieje się coś poważniejszego. Wiem, że kiedy coś jest nie tak, ciężko jest pracować jak dotychczas, ale w każdej chwili nasze 'gorsze dni' albo chandra może zamienić się w depresję.
Dlatego przedstawiam Wam kilka rad, jak umilić sobie nawet najgorszy dzień i nie dać się złemu nastrojowi.
Otaczaj się żywymi kolorami – Pomarańczowy, czerwony, żółty czy jasny odcień zieleni napawają optymizmem i chęcią do działania. Jak najczęściej ubieraj te barwy, a jak ognia unikaj szarości!
Słuchaj muzyki – Gdy czujemy się źle, to zazwyczaj słuchamy smutnej i spokojnej muzyki, bo ona współgra z naszym nastrojem. Taka muzyka nie sprawi, że poczujesz się lepiej. Słuchaj energetycznej muzyki. Ja mam swoją specjalną playlistę, na której nagrałam głównie latynoamerykańskie piosenki - nikt tak jak Brazylijczycy nie robi muzyki, która ma tyle energii!
Poza tym - ona sama sprawia, że zaczynam tańczyć!
Fototerapia czyli leczenie światłem – Spacer w słoneczny dzień jest jak najbardziej wskazany! Światło kojarzy się z latem i plażą, więc samo w sobie powoduje zwiększenie poziomu endorfin.
Można też korzystać z solarium, chociaż osobiście uważam, że ma ono bardziej destrukcyjny spływ na naszą skórę niż dobry na poprawę nastroju.
Fajnym rozwiązaniem są lampy do naświetlań - nie tylko dostarczamy sobie światła, ale także rozgrzewamy, leczymy przeziębienia, trądzik czy przebarwienia. Koszt to około 150 zł, ale z okazji świąt/urodzin i tym podobnych okazji można podpowiedzieć rodzinie co chcielibyśmy dostać jako prezent:)
Sport - ćwiczenia zwiększają wydzielanie endorfin, czyli hormonów szczęścia. Dodatkowo ćwicząc rozładowujesz napięcie spowodowane stresem, a skupiając się na ćwiczeniach zapominasz o problemie. Dzięki ćwiczeniom Twoje nastawienie zmienia się na bardziej optymistyczne, jesteś silniejszy i łatwiej radzisz sobie z codziennymi problemami. Ćwiczenia ponadto wzmacniają układ nerwowy, odpornościowy, hormonalny, czyli wszystko, co jest odpowiedzialne za naszą odporność psychiczną. Poza tym ćwiczenia wzmacniają mięśnie i kości, poprawiają sylwetkę, dotleniają komórki i poprawiają krążenie. Zmniejsza się również ryzyko wystąpienia choroby serca, osteoporozy, cukrzycy czy wysokiego ciśnienia
Spotykaj się z przyjaciółmi – Ludzie, których lubimy automatycznie zarażają nas pozytywną energią i motywacją do działania. Dodatkowo, spotykając się w miłym gronie z pewnością zapomnisz o problemie.
Śmiej się – bo warto! Śmiech poprawia zdrowie oraz przyciąga do nas ludzi i potrafi działać jak naturalne środki przeciwbólowe.
Odpowiednia dieta – Zadbaj o to, aby w Twojej diecie znalazły się witaminy z grupy B oraz magnez. Jeśli czujesz się zestresowany, to pomocne mogą być zioła: rumianek, melisa czy dziurawiec.
Osobiście, kiedy mam zły humor wybieram takie małe 'kombo' - jogging na świeżym powietrzu ze słuchawkami w uszach albo odsłaniam wszystkie okna i tańczę do brazylijskiej muzyki - co z tego, że nic nie rozumiem! :)
A Wy, jak sobie radzicie ze złym samopoczuciem?
Dlatego przedstawiam Wam kilka rad, jak umilić sobie nawet najgorszy dzień i nie dać się złemu nastrojowi.
Otaczaj się żywymi kolorami – Pomarańczowy, czerwony, żółty czy jasny odcień zieleni napawają optymizmem i chęcią do działania. Jak najczęściej ubieraj te barwy, a jak ognia unikaj szarości!
Słuchaj muzyki – Gdy czujemy się źle, to zazwyczaj słuchamy smutnej i spokojnej muzyki, bo ona współgra z naszym nastrojem. Taka muzyka nie sprawi, że poczujesz się lepiej. Słuchaj energetycznej muzyki. Ja mam swoją specjalną playlistę, na której nagrałam głównie latynoamerykańskie piosenki - nikt tak jak Brazylijczycy nie robi muzyki, która ma tyle energii!
Poza tym - ona sama sprawia, że zaczynam tańczyć!
Fototerapia czyli leczenie światłem – Spacer w słoneczny dzień jest jak najbardziej wskazany! Światło kojarzy się z latem i plażą, więc samo w sobie powoduje zwiększenie poziomu endorfin.
Można też korzystać z solarium, chociaż osobiście uważam, że ma ono bardziej destrukcyjny spływ na naszą skórę niż dobry na poprawę nastroju.
Fajnym rozwiązaniem są lampy do naświetlań - nie tylko dostarczamy sobie światła, ale także rozgrzewamy, leczymy przeziębienia, trądzik czy przebarwienia. Koszt to około 150 zł, ale z okazji świąt/urodzin i tym podobnych okazji można podpowiedzieć rodzinie co chcielibyśmy dostać jako prezent:)
Sport - ćwiczenia zwiększają wydzielanie endorfin, czyli hormonów szczęścia. Dodatkowo ćwicząc rozładowujesz napięcie spowodowane stresem, a skupiając się na ćwiczeniach zapominasz o problemie. Dzięki ćwiczeniom Twoje nastawienie zmienia się na bardziej optymistyczne, jesteś silniejszy i łatwiej radzisz sobie z codziennymi problemami. Ćwiczenia ponadto wzmacniają układ nerwowy, odpornościowy, hormonalny, czyli wszystko, co jest odpowiedzialne za naszą odporność psychiczną. Poza tym ćwiczenia wzmacniają mięśnie i kości, poprawiają sylwetkę, dotleniają komórki i poprawiają krążenie. Zmniejsza się również ryzyko wystąpienia choroby serca, osteoporozy, cukrzycy czy wysokiego ciśnienia
Spotykaj się z przyjaciółmi – Ludzie, których lubimy automatycznie zarażają nas pozytywną energią i motywacją do działania. Dodatkowo, spotykając się w miłym gronie z pewnością zapomnisz o problemie.
Śmiej się – bo warto! Śmiech poprawia zdrowie oraz przyciąga do nas ludzi i potrafi działać jak naturalne środki przeciwbólowe.
Odpowiednia dieta – Zadbaj o to, aby w Twojej diecie znalazły się witaminy z grupy B oraz magnez. Jeśli czujesz się zestresowany, to pomocne mogą być zioła: rumianek, melisa czy dziurawiec.
Osobiście, kiedy mam zły humor wybieram takie małe 'kombo' - jogging na świeżym powietrzu ze słuchawkami w uszach albo odsłaniam wszystkie okna i tańczę do brazylijskiej muzyki - co z tego, że nic nie rozumiem! :)
A Wy, jak sobie radzicie ze złym samopoczuciem?
poniedziałek, lutego 13
Krav maga.
Dziś chciałam opowiedzieć Wam o Krav madze - systemie obrony, który zaczęłam trenować jakiś czas temu. Trafiłam na te zajęcia przypadkiem - pewnego dnia w siłowni gdzie ćwiczę i chodzę na fitness na tablicy z rozkładem zajęć pojawiła się nowa pozycja - krav maga. Doskonale wieziałam czym ona jest, ponieważ w wakacje myślałam o tym aby zapisać się na jakiś kurs samoobrony i praktycznie nauczyłam się na pamięć teorii o wszystkich sztukach walki - jak widać wiedza nie poszła na marne :)
Krav maga jest to izraelski system samoobrony i w przeciwieństwie do innych sztuk walki (np. karate) nie jest ona powiązana z żadną filozoficzną otoczką, a myśl przewodnia mówi: "Jeżeli Twoje życie lub zdrowie jest zagrożone, masz prawo do jego obrony, bez względu na środki". Jest powiązana z naturalnym systemem odruchowym człowieka. Podstawowym celem szkolenia jest nauczenie przewidywania sytuacji zagrożeń, ich unikania, przytomności umysłu i działania w stresie, dlatego nie znajdziemy tam żadnych skomplikowanych 'kopnięć z półobrotu' tylko wszystko co umożliwi nam skuteczne znokautowanie napastnika.Chodzi o maksymalną skuteczność.
Jest to jeden z najbrutalniejszych, ale przez to jednocześnie najskuteczniejszych systemów walki, ponieważ składa się z ciosów poniżej pasa, zadawanych 'na twardo' uderzeń rękoma i kopnięć - w miejsca najbardziej narażone na uszkodzenie, czyli oczy, gardło, obojczyki, mostek, nerki, wolne żebra, splot słoneczny, krocze, kolana, staw skokowy.
Jestem uczona krav magi cywilnej, która przyjmuje możliwość używanai broni, ale tylko tej, którą odbierzemy napastnikowi. To jest kolejna rzecz, która bardzo podoba mi się w tym kursie. Co z tego, że będziemy potrafiły obronić się gdy ktoś zajdzie nas od tyłu lub będzie chciał wyrwać torebkę, skoro nie będziemy wiedziały co zrobić kiedy napastnik zacznie grozić nam nożem bądź bronią?
Wiem, że jest to praktycznie absurdalne, jednak takie rzeczy niestety się zdażają, a ja cieszę się, że wiem, w jaki sposób mam się zachować gdy napastnik będzie mi wymachiwał przed twarzą nożem albo przyłoży mi broń do czoła czy pleców.
Ćwiczymy na workach treningowych i w parach, starając się nie zrobić sobie krzywdy :)
Uważam, że w obecnych czasach umiejętność samoobrony jest bardzo ważna - niestety gaz pieprzowy nie zawsze jest skuteczny, a gdyby każda z nas znała choć podstawy samoobrony czułaby się pewniej idąc wieczorami ulicą.
Krav maga jest to izraelski system samoobrony i w przeciwieństwie do innych sztuk walki (np. karate) nie jest ona powiązana z żadną filozoficzną otoczką, a myśl przewodnia mówi: "Jeżeli Twoje życie lub zdrowie jest zagrożone, masz prawo do jego obrony, bez względu na środki". Jest powiązana z naturalnym systemem odruchowym człowieka. Podstawowym celem szkolenia jest nauczenie przewidywania sytuacji zagrożeń, ich unikania, przytomności umysłu i działania w stresie, dlatego nie znajdziemy tam żadnych skomplikowanych 'kopnięć z półobrotu' tylko wszystko co umożliwi nam skuteczne znokautowanie napastnika.Chodzi o maksymalną skuteczność.
Jest to jeden z najbrutalniejszych, ale przez to jednocześnie najskuteczniejszych systemów walki, ponieważ składa się z ciosów poniżej pasa, zadawanych 'na twardo' uderzeń rękoma i kopnięć - w miejsca najbardziej narażone na uszkodzenie, czyli oczy, gardło, obojczyki, mostek, nerki, wolne żebra, splot słoneczny, krocze, kolana, staw skokowy.
Jestem uczona krav magi cywilnej, która przyjmuje możliwość używanai broni, ale tylko tej, którą odbierzemy napastnikowi. To jest kolejna rzecz, która bardzo podoba mi się w tym kursie. Co z tego, że będziemy potrafiły obronić się gdy ktoś zajdzie nas od tyłu lub będzie chciał wyrwać torebkę, skoro nie będziemy wiedziały co zrobić kiedy napastnik zacznie grozić nam nożem bądź bronią?
Wiem, że jest to praktycznie absurdalne, jednak takie rzeczy niestety się zdażają, a ja cieszę się, że wiem, w jaki sposób mam się zachować gdy napastnik będzie mi wymachiwał przed twarzą nożem albo przyłoży mi broń do czoła czy pleców.
Ćwiczymy na workach treningowych i w parach, starając się nie zrobić sobie krzywdy :)
Uważam, że w obecnych czasach umiejętność samoobrony jest bardzo ważna - niestety gaz pieprzowy nie zawsze jest skuteczny, a gdyby każda z nas znała choć podstawy samoobrony czułaby się pewniej idąc wieczorami ulicą.
sobota, grudnia 3
Kobieta niezależna - bać się?
Elizabeth Taylor powiedziała kiedyś: "Ciężki jest los współczesnej kobiety. Musi ubierać się jak chłopak, wyglądać jak dziewczyna, myśleć jak mężczyzna i pracować jak koń."
Kobiety, głównie w Polsce, są uważane za słabsze i delikatniejsze od mężczyzn. Uważa się, że kobieta jest stworzona by sprzątać, prasować i gotować. Może oczywiście pracować, ale jej praca powinna opierać się na kserowaniu dokumentów i parzeniu szefowi kawy. Wiem, że przez ostatnie 20 lat zaszło w tej kwestii wiele zmian, ale niestety, z własnego doświadczenia wiem, że wiele jeszcze nie zostało zrobione, wiele rzeczy nie zakotwiczyło się w ludzkich głowach na stałe. Przykład?
Mój kolega ze studiów - ma 22 lata, jego dziewczyna pisze w tym roku maturę. Nie raz słyszałam od niego, jakie ma plany związane ze swoją partnerką. Jest mu bardzo nie na rękę, że jego dziewczyna chce aplikować na studia prawnicze. Uważa, że zwykła administracja czy zarządzanie będzie bardziej odpowiednie dla niej i usilnie próbuje ją do tego przekonać. Dziewczyna jest młoda i szaleńczo zakochana więc bije się z myślami i nie wie co ma zrobić. A on? już wszystko zaplanował: chce zamieszkać z dziewczyną, kiedy ona przyjdzie na studia, a nie pasuje mu prawo dlatego, że gryzie się to z jego wizją kobiety, która przedstawia się następująco: kobieta powinna zajmować się domem i nie pracować, nie powinna się malować, farbować włosów i malować paznokci, a najładniejsze perfumy jakie może mieć na sobie to zapachy jakie rozchodzą się w kuchni. Pewnie pomyślicie, że przerysowuję. Nie. Tak opisał mi jak widzi swoją kobietę za kilka lat. Napisałam dosłownie słowo w słowo to, co on mi powiedział.
Moja 'teściowa' - jest kadrową, skończyła co prawda studia zaocznie wiele lat temu, ale zrobiła to tylko przez fakt, że wysłał ją tam zakład pracy. Nie lubi mnie, bo uważa, że nie jestem wystarczająco dobra dla mojego chłopaka. Dlaczego? Bo rozwijam się - uczę się języków, czytam książki, chodzę na koła naukowe, często, kiedy jest więcej do zrobienia i siedzę w labolatoriach po nocach z domu robię sobie coś na kształt hotelu - przychodzę się przebrać, wyspać i wykąpać. Mojemu facetowi to nie przeszkadza - ma dwie ręce, wie jak uruchomić pralkę czy żelazko, umie zrobić zakupy, a jak nie ma na to czasu - wie że istnieją pralnie i bary mleczne. Jednak w głowie jego matki jestem 'tą złą', bo powinnam pójść na proste studia, takie, które nie zabierałyby mi czasu na gotowanie, pranie i sprzątanie, bo to są rzeczy, w których kobieta powinna się spełniać.
Wyprzedzę Wasze pytania - nie jestem feministką, nie potrzeba mi kilofa i pracy w kopalni i lubię gotować. Nie określiłabym się jako feministka, ale raczej jako kobieta niezależna. Nie muszę podkreślać swojej niezależności na każdym wykonanym i niewykonanym przeze mnie kroku. Moim zdaniem kobieta niezależna po prostu robi swoje- biega, załatwia, uczy się, pracuje, tworzy.
Kobieta niezależna dba o swoją samorealizację: ma marzenia, plany. Ma w życiu cel i robi wszystko by go osiągnąć. Kobieta niezależna spotyka się z mężczyznami i nie zakłada życia w celibacie do grobowej deski. Jest jednak rozsądna w swoich wyborach i przed podjęciem każdej decyzji, rozważa jej wszystkie plusy i minusy. Kobiecie niezależnej, w przeciwieństwie do feministki, nie zależy na uznaniu innych. Nie musi być najpopularniejszą osobą w towarzystwie, nie musi mieć okularów od Prady. Dla niej ważne są inne wartości takie jak samorealizacja czy marzenia.Kobieta niezależna nie tylko chce i może, ale i potrafi radzić sobie na wszystkich płaszczyznach życia doskonale.
Na temat niezależnych kobiet powstało wiele mitów - że są zimne i wyrachowane, przez co mężczyźni unikają związków z silnymi kobietami. Prawda jest niestety taka, że nie każdy mężczyzna jest w stanie poradzić sobie z faktem, że jego kobieta jest silna i niezależna - że poradzi sobie z wniesieniem zakupów na 3 piętro, sama jest w stanie załatwić sprawy urzędowe i często lepsze wykształcenie od partnera. Winny jest temu, w moim przekonaniu patriarchat - mężczyźni nauczeni są, że to oni utrzymują rodzinę, że są lepiej wykształceni, a co najważniejsze - przez wiele lat wpajano im, że kobieta jest zależna od nich i gdy widzą, że kobieta doskonale radzi sobie bez nich wpadają w panikę.
Teraz mojemu mężczyźnie nie przeszkadza fakt, że jestem niezależna, że mam swoje pieniądze, że siedzę na uczelni i w labolatoriach do późna, czasami zaniedbując przez to obowiązki domowe, ale nie zawsze tak było. Obecna sytuacja jest wynikiem wielu rozmów, a nawet kłótni i stawiania sprawy na ostrzu noża. Mój facet - wychowany w patriarchalnej rodzinie nie mógł pojąć, że on ma sprzątać i prasować tak samo jak ja. Jednak, jak okazuje się po raz kolejny - jeżeli na kimś Ci zależy, nagniesz swoje dotychczasowe przyzwyczajenia.
Dlatego Panowie - nie bójcie się silnych kobiet!
Kobiety, głównie w Polsce, są uważane za słabsze i delikatniejsze od mężczyzn. Uważa się, że kobieta jest stworzona by sprzątać, prasować i gotować. Może oczywiście pracować, ale jej praca powinna opierać się na kserowaniu dokumentów i parzeniu szefowi kawy. Wiem, że przez ostatnie 20 lat zaszło w tej kwestii wiele zmian, ale niestety, z własnego doświadczenia wiem, że wiele jeszcze nie zostało zrobione, wiele rzeczy nie zakotwiczyło się w ludzkich głowach na stałe. Przykład?
Mój kolega ze studiów - ma 22 lata, jego dziewczyna pisze w tym roku maturę. Nie raz słyszałam od niego, jakie ma plany związane ze swoją partnerką. Jest mu bardzo nie na rękę, że jego dziewczyna chce aplikować na studia prawnicze. Uważa, że zwykła administracja czy zarządzanie będzie bardziej odpowiednie dla niej i usilnie próbuje ją do tego przekonać. Dziewczyna jest młoda i szaleńczo zakochana więc bije się z myślami i nie wie co ma zrobić. A on? już wszystko zaplanował: chce zamieszkać z dziewczyną, kiedy ona przyjdzie na studia, a nie pasuje mu prawo dlatego, że gryzie się to z jego wizją kobiety, która przedstawia się następująco: kobieta powinna zajmować się domem i nie pracować, nie powinna się malować, farbować włosów i malować paznokci, a najładniejsze perfumy jakie może mieć na sobie to zapachy jakie rozchodzą się w kuchni. Pewnie pomyślicie, że przerysowuję. Nie. Tak opisał mi jak widzi swoją kobietę za kilka lat. Napisałam dosłownie słowo w słowo to, co on mi powiedział.
Moja 'teściowa' - jest kadrową, skończyła co prawda studia zaocznie wiele lat temu, ale zrobiła to tylko przez fakt, że wysłał ją tam zakład pracy. Nie lubi mnie, bo uważa, że nie jestem wystarczająco dobra dla mojego chłopaka. Dlaczego? Bo rozwijam się - uczę się języków, czytam książki, chodzę na koła naukowe, często, kiedy jest więcej do zrobienia i siedzę w labolatoriach po nocach z domu robię sobie coś na kształt hotelu - przychodzę się przebrać, wyspać i wykąpać. Mojemu facetowi to nie przeszkadza - ma dwie ręce, wie jak uruchomić pralkę czy żelazko, umie zrobić zakupy, a jak nie ma na to czasu - wie że istnieją pralnie i bary mleczne. Jednak w głowie jego matki jestem 'tą złą', bo powinnam pójść na proste studia, takie, które nie zabierałyby mi czasu na gotowanie, pranie i sprzątanie, bo to są rzeczy, w których kobieta powinna się spełniać.
Wyprzedzę Wasze pytania - nie jestem feministką, nie potrzeba mi kilofa i pracy w kopalni i lubię gotować. Nie określiłabym się jako feministka, ale raczej jako kobieta niezależna. Nie muszę podkreślać swojej niezależności na każdym wykonanym i niewykonanym przeze mnie kroku. Moim zdaniem kobieta niezależna po prostu robi swoje- biega, załatwia, uczy się, pracuje, tworzy.
Kobieta niezależna dba o swoją samorealizację: ma marzenia, plany. Ma w życiu cel i robi wszystko by go osiągnąć. Kobieta niezależna spotyka się z mężczyznami i nie zakłada życia w celibacie do grobowej deski. Jest jednak rozsądna w swoich wyborach i przed podjęciem każdej decyzji, rozważa jej wszystkie plusy i minusy. Kobiecie niezależnej, w przeciwieństwie do feministki, nie zależy na uznaniu innych. Nie musi być najpopularniejszą osobą w towarzystwie, nie musi mieć okularów od Prady. Dla niej ważne są inne wartości takie jak samorealizacja czy marzenia.Kobieta niezależna nie tylko chce i może, ale i potrafi radzić sobie na wszystkich płaszczyznach życia doskonale.
Na temat niezależnych kobiet powstało wiele mitów - że są zimne i wyrachowane, przez co mężczyźni unikają związków z silnymi kobietami. Prawda jest niestety taka, że nie każdy mężczyzna jest w stanie poradzić sobie z faktem, że jego kobieta jest silna i niezależna - że poradzi sobie z wniesieniem zakupów na 3 piętro, sama jest w stanie załatwić sprawy urzędowe i często lepsze wykształcenie od partnera. Winny jest temu, w moim przekonaniu patriarchat - mężczyźni nauczeni są, że to oni utrzymują rodzinę, że są lepiej wykształceni, a co najważniejsze - przez wiele lat wpajano im, że kobieta jest zależna od nich i gdy widzą, że kobieta doskonale radzi sobie bez nich wpadają w panikę.
Teraz mojemu mężczyźnie nie przeszkadza fakt, że jestem niezależna, że mam swoje pieniądze, że siedzę na uczelni i w labolatoriach do późna, czasami zaniedbując przez to obowiązki domowe, ale nie zawsze tak było. Obecna sytuacja jest wynikiem wielu rozmów, a nawet kłótni i stawiania sprawy na ostrzu noża. Mój facet - wychowany w patriarchalnej rodzinie nie mógł pojąć, że on ma sprzątać i prasować tak samo jak ja. Jednak, jak okazuje się po raz kolejny - jeżeli na kimś Ci zależy, nagniesz swoje dotychczasowe przyzwyczajenia.
Dlatego Panowie - nie bójcie się silnych kobiet!
piątek, września 9
Zaczynamy
Od bardzo dawna nosiłam się z chęcią założenia bloga o tematyce samorealizacji, ale... najpierw wmawiałam sobie, że brak mi na to czasu, potem że same próby i chęci wystarczą, że nie muszę się nikomu chwalić. I tak było aż do wczorajszego wieczora. Przypadkiem znalazłam w internecie bloga helineth, która pisze właśnie o samorealizacji. Potem trafiłam na stronę Blogowej Grupy Samorozwoju. Po przeczytaniu wszystkich blogów, doszłam do wniosku, że chcę sporo zmienić w swoim życiu. I w sumie teraz jest odpowiedni czas na zmiany - wyszłam z dołka psychicznego, powoli nadrabiam studia...
Nie chcę zmieniać, bo moje życie jest złe i jestem nim rozczarowana - studiuję dziennie na kierunku z którym wiążę przyszłość, odcięłam 'rodzicielską pępowinę', na swoje utrzymanie i potrzeby zarabiam sama, mam świetne mieszkanie i wspaniałego mężczyznę, który zawsze mnie wspiera - jestem życiu bardzo wdzięczna za to co mam. Ale chcę żyć lepiej, chcę się rozwijać i inwestować w siebie. Stąd chęć na założenie bloga i postanowienie samorealizacji.
Chcę się rozwijać w każdej dziedzinie życia - naukowej, osobistej, wewnętrznej, ale także pod względem zewnętrznym - chcę pracować także (ale nie przede wszystkim) nad swoim wyglądem, bo w tej 'dziedzinie' też się ostatnio nieco zapuściłam.
Więc nie czekam już dłużej - zaczynamy!
Osobowość:
Ciężko mi będzie coś zmienić, ponieważ jestem osobą dość zamkniętą w sobie, mój mężczyzna czasami twierdzi, że jestem lekko socjopatyczna. Przyznaję się bez bicia - kilkoro ludzi skrzywdziło mnie psychicznie i przez to czasami unikam kontaktów z ludźmi, mimo że wiem, iż nie wszyscy są tacy sami. Czas to zmienić.
1. Chcę być bardziej otwarta na ludzi - nawiązać nowe znajomości, odświerzyć te stare i pielęgnować je.
2. Brać udział w życiu studenckim - nie odmawiać, kiedy znajomi z roku zapraszają mnie na imprezę czy kawę, czasami sama to zaproponować.
3. Przestać zachowywać się jak zmęczona życiem starocinka, być ciekawą świata i bardziej optymistycznie nastawiona.
Nauka:
1. Przestać myśleć o kolokwiach i egzaminach na zasadzie 'byle zaliczyć'. Nigdy nie satysfakcjonowała mnie trója w indeksie, ale zawsze zabierałam się za naukę zbyt późno żeby umieć na więcej - teraz czas to zmienić.
2. Uczyć się CODZIENNIE, chociaż przez 2h - przecież to nie jest problem, czas się zawsze zajdzie.
3. Zapisać się na koła naukowe, o których myślę już od pół roku - przecież to rozwijanie swoich zainteresowań.
4. Zapisać się na kolejny kurs francuskiego - poziom A2 i dokładnie powtórzyć to, czego nauczyłam się przez rok na poprzednim kursie.
5. Podciągnąć swój angielski - dogadać się dogadam, ale to na pewno nie jest poziom, który chciałabym osiągnąć, dlatego muszę pożądnie przysiąść nad gramatyką, słownictwem i zacząć czytać książki po angielsku. Pozatym w internecie jest tyle darmowych programów czy kursów, że aż grzech z nich nie skorzystać.
6. Czytać. Dużo czytać. Zawsze lubiłam, tylko że komputer zajął ostatnio ich miejsce. Dlatego postanowienie - czytać 2 książki miesięcznie.
7. Ponownie spróbować dostać się na medycynę - przyłożyć się i poprawić maturę
Samokontrola:
1. Wprowadzić w życie program 'nie przesypiam życia' - wstawać wcześniej.
2. Panować nad swoimi emocjami - jako choleryk bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi.
3. Pracować nad pewnością siebie - każdy ma wady, nikt nie jest idealny - czas popartzeć na swoje zalety.
4. Ograniczyć czas przeznaczany na siedzenie w sieci.
Organizacja czasu:
1. Zacząć używać kalendarza Google
2. Jedn dzień tygodnia przeznaczyć na porządki, pranie, prasowanie, robienie obiadów na kolejne dni - moja szafa jest prawie pusta, bo nie poprasowałam swoich rzeczy... I mam już dość jedzenia ze 'kociołków do syta', zupek chińskich i gotowych kotletów ze sporzywczego, więc w weekend mogę ugotować obiad na 3 dni i jeszcze jedną albo dwie szybkie potrawy, które zawekuję w słoikach i będziemy je jeść przez kolejny tydzień, a przy okazji zaoszczędzę.
3. W drodze do pracy czy na uczelnię czytać książkę, słuchać audiobooka, uczyć się słówek albo żeby zaoszczędzić czas w domu - przygotować plan na kolejny dzień, zrobić listę zakupów, poczytać gazetę - niestety mieszkam na obrzeżach miasta, bo mieszkania są tu tańsze przez co mniej więcej godzinę dziennie spędzam w autobusach.
4. Zacząć zostawiać polecenia na piśmie - brzmi dziwnie, ale chodzi o to, że mój mężczyzna zapomina o połowie rzeczy o które go proszę, a ja nigdy 'nie mam czasu' żeby zostawić mu karteczkę z wypisanymi zadaniami. Muszę przygotowywać je wieczorem, bo rano zapomnę.
5. Zamiast chodzić po sklepach z ciuchami i stać w kolejce do przymierzalni kupować w sieci - poza allegro jest przecież tyle stron, wymiary ubrań są podane, pozatym przecież znam swój rozmiar, zawsze kupuję jeden i ten sam, często nawet nie przymierzam.
Oszczędzanie:
1. Robić listę zakupów i trzymać się jej jadąc do sklepu
2. Odkładać miesięcznie minimum 50 zł
3. Przestać kupować torebki i buty
4. Zacząć gotować w domu, a nie jeść gotowe dania lub na mieście
Postanowienia związane z moją osobą:
1. Codziennie wieczorem robić demakijaż - wstyd się przyznać, ale zawsze o tym zapominam, przez co moja cera jest bardzo ziemista
2. Usunąć pęknięte naczynko na policzku
3. Wybielić zęby
4. Kupować tylko produkty naturalne - przeczytanie składu nie wymaga dużej ilości czasu
5. Pić 2l wody mineralnej dziennie
6. Przestać jeść śmieciowe jedzenie i pić pepsi
7. Zrobić badanie krwi i pójść z nim do lekarza
8. Zamiast słodyczy jeść owoce
9. Chodzić na siłownię 3 razy w tygodniu
Pozostałe:
1. Zapisać się na karate
2. Nauczyć się pływać
3. Nauczyć się strzelać - na razie z broni ASG mojego faceta
4. Nauczyć się rosyjskiego - zacząć od ćwiczenia w domu
Nie jest to plan,który da się wykonać w ciągu miesiąca czy dwóch. Jest to plan, który będę sumiennie wykonywać przez dłuższy czas i co jakiś czas dokładać do niego coś co mam zamiar wykonać.
Mam ogromną nadzieję, że mi się to uda.
Nie chcę zmieniać, bo moje życie jest złe i jestem nim rozczarowana - studiuję dziennie na kierunku z którym wiążę przyszłość, odcięłam 'rodzicielską pępowinę', na swoje utrzymanie i potrzeby zarabiam sama, mam świetne mieszkanie i wspaniałego mężczyznę, który zawsze mnie wspiera - jestem życiu bardzo wdzięczna za to co mam. Ale chcę żyć lepiej, chcę się rozwijać i inwestować w siebie. Stąd chęć na założenie bloga i postanowienie samorealizacji.
Chcę się rozwijać w każdej dziedzinie życia - naukowej, osobistej, wewnętrznej, ale także pod względem zewnętrznym - chcę pracować także (ale nie przede wszystkim) nad swoim wyglądem, bo w tej 'dziedzinie' też się ostatnio nieco zapuściłam.
Więc nie czekam już dłużej - zaczynamy!
Osobowość:
Ciężko mi będzie coś zmienić, ponieważ jestem osobą dość zamkniętą w sobie, mój mężczyzna czasami twierdzi, że jestem lekko socjopatyczna. Przyznaję się bez bicia - kilkoro ludzi skrzywdziło mnie psychicznie i przez to czasami unikam kontaktów z ludźmi, mimo że wiem, iż nie wszyscy są tacy sami. Czas to zmienić.
1. Chcę być bardziej otwarta na ludzi - nawiązać nowe znajomości, odświerzyć te stare i pielęgnować je.
2. Brać udział w życiu studenckim - nie odmawiać, kiedy znajomi z roku zapraszają mnie na imprezę czy kawę, czasami sama to zaproponować.
3. Przestać zachowywać się jak zmęczona życiem starocinka, być ciekawą świata i bardziej optymistycznie nastawiona.
Nauka:
1. Przestać myśleć o kolokwiach i egzaminach na zasadzie 'byle zaliczyć'. Nigdy nie satysfakcjonowała mnie trója w indeksie, ale zawsze zabierałam się za naukę zbyt późno żeby umieć na więcej - teraz czas to zmienić.
2. Uczyć się CODZIENNIE, chociaż przez 2h - przecież to nie jest problem, czas się zawsze zajdzie.
3. Zapisać się na koła naukowe, o których myślę już od pół roku - przecież to rozwijanie swoich zainteresowań.
4. Zapisać się na kolejny kurs francuskiego - poziom A2 i dokładnie powtórzyć to, czego nauczyłam się przez rok na poprzednim kursie.
5. Podciągnąć swój angielski - dogadać się dogadam, ale to na pewno nie jest poziom, który chciałabym osiągnąć, dlatego muszę pożądnie przysiąść nad gramatyką, słownictwem i zacząć czytać książki po angielsku. Pozatym w internecie jest tyle darmowych programów czy kursów, że aż grzech z nich nie skorzystać.
6. Czytać. Dużo czytać. Zawsze lubiłam, tylko że komputer zajął ostatnio ich miejsce. Dlatego postanowienie - czytać 2 książki miesięcznie.
7. Ponownie spróbować dostać się na medycynę - przyłożyć się i poprawić maturę
Samokontrola:
1. Wprowadzić w życie program 'nie przesypiam życia' - wstawać wcześniej.
2. Panować nad swoimi emocjami - jako choleryk bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi.
3. Pracować nad pewnością siebie - każdy ma wady, nikt nie jest idealny - czas popartzeć na swoje zalety.
4. Ograniczyć czas przeznaczany na siedzenie w sieci.
Organizacja czasu:
1. Zacząć używać kalendarza Google
2. Jedn dzień tygodnia przeznaczyć na porządki, pranie, prasowanie, robienie obiadów na kolejne dni - moja szafa jest prawie pusta, bo nie poprasowałam swoich rzeczy... I mam już dość jedzenia ze 'kociołków do syta', zupek chińskich i gotowych kotletów ze sporzywczego, więc w weekend mogę ugotować obiad na 3 dni i jeszcze jedną albo dwie szybkie potrawy, które zawekuję w słoikach i będziemy je jeść przez kolejny tydzień, a przy okazji zaoszczędzę.
3. W drodze do pracy czy na uczelnię czytać książkę, słuchać audiobooka, uczyć się słówek albo żeby zaoszczędzić czas w domu - przygotować plan na kolejny dzień, zrobić listę zakupów, poczytać gazetę - niestety mieszkam na obrzeżach miasta, bo mieszkania są tu tańsze przez co mniej więcej godzinę dziennie spędzam w autobusach.
4. Zacząć zostawiać polecenia na piśmie - brzmi dziwnie, ale chodzi o to, że mój mężczyzna zapomina o połowie rzeczy o które go proszę, a ja nigdy 'nie mam czasu' żeby zostawić mu karteczkę z wypisanymi zadaniami. Muszę przygotowywać je wieczorem, bo rano zapomnę.
5. Zamiast chodzić po sklepach z ciuchami i stać w kolejce do przymierzalni kupować w sieci - poza allegro jest przecież tyle stron, wymiary ubrań są podane, pozatym przecież znam swój rozmiar, zawsze kupuję jeden i ten sam, często nawet nie przymierzam.
Oszczędzanie:
1. Robić listę zakupów i trzymać się jej jadąc do sklepu
2. Odkładać miesięcznie minimum 50 zł
3. Przestać kupować torebki i buty
4. Zacząć gotować w domu, a nie jeść gotowe dania lub na mieście
Postanowienia związane z moją osobą:
1. Codziennie wieczorem robić demakijaż - wstyd się przyznać, ale zawsze o tym zapominam, przez co moja cera jest bardzo ziemista
2. Usunąć pęknięte naczynko na policzku
3. Wybielić zęby
4. Kupować tylko produkty naturalne - przeczytanie składu nie wymaga dużej ilości czasu
5. Pić 2l wody mineralnej dziennie
6. Przestać jeść śmieciowe jedzenie i pić pepsi
7. Zrobić badanie krwi i pójść z nim do lekarza
8. Zamiast słodyczy jeść owoce
9. Chodzić na siłownię 3 razy w tygodniu
Pozostałe:
1. Zapisać się na karate
2. Nauczyć się pływać
3. Nauczyć się strzelać - na razie z broni ASG mojego faceta
4. Nauczyć się rosyjskiego - zacząć od ćwiczenia w domu
Nie jest to plan,który da się wykonać w ciągu miesiąca czy dwóch. Jest to plan, który będę sumiennie wykonywać przez dłuższy czas i co jakiś czas dokładać do niego coś co mam zamiar wykonać.
Mam ogromną nadzieję, że mi się to uda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

