Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, stycznia 22

A Ty zadzwoniłeś już do domu?


Ostatnio natknęłam się na kampanię reklamową Małopolskiego RegionalnegoOśrodka Polityki Społecznej. Szukając czegoś fajnego na Youtube przypadkiem trafiłam na filmik Wiekowe zajawkowe. Jak odnaleźć sięw stylu vintage? Reklama od razu złapała mnie za serce i bez namysłu kliknęłam w ich facebookowego funpage'a.
Co prawda pochodzę z Dolnego Śląska a nie z Małopolski, ale reklama ma w sobie głęboki przekaz niezależnie od tego, w jakim miejscu Polski czy świata mieszkamy. Prawdą jest, że żyjemy w świecie niesamowicie szybkim, gdzie zwolnienie tempa choć na chwilę, grozi zostaniem sporo w tyle w porównaniu do konkurentów. Czasu dla rodziny mamy niewiele. Sama wracam do domu rzadko, w tym roku nawet święta Bożego Narodzenia spędziłam z dala od domu. Ostatnio na dłużej byłam w domu w wakacje. Na całe 2 dni. Dzwonię też zbyt rzadko.
Nie wiem jak jest w Waszym przypadku, ale ja wychowywałam się z babcią. W zasadzie można powiedzieć, że wychowała mnie babcia. Dziadek był dla mnie jak ojciec, z racji tego, że wychowywałam się w rozbitej rodzinie. Wszystko, co potrafię nauczyła mnie babcia. To ona nauczyła mnie co jest dobre a co złe, że najgorsza prawda jest lepsza niż najsłodsze kłamstwo. To ona nauczyła mnie gotować. Wszystkie staropolskie potrawy, jak bigos, gołąbki umiem zrobić tylko dzięki niej. Ona nauczyła mnie piec ciasta. Ona sprawiła, że pokochałam filmy kostiumowe takie jak Lalka, Ogniem i mieczem, Przeminęło z wiatrem. Ona nauczyła mnie robić przetwory, kisić ogórki i kapustę. Ona nauczyła mnie, że szanującej się kobiecie nie wypada nosić niektórych strojów, a czerwona szminka w połączeniu z perłami wygląda idealnie na wieczór. To ona nauczyła mnie, że każdy strój buduje się na dobrej torebce, butach i fryzurze, a reszta, nawet jeżeli będzie gorsza gatunkowo i tak zostanie niezauważona. To ona nauczyła mnie, że naturalne kosmetyki są lepsze niż wiele tych sklepowych z bardzo wysokiej półki. To ona nauczyła mnie szyć, cerować i korzystać z maszyny do szycia. To ona, mówiąc do mnie po rosyjsku przez większość czasu spędzanego z nią w domu, sprawiła, że pokochałam ten język. Mimo że sama nie miała łatwego życia i wspaniałego dzieciństwa sprawiła, że ja je miałam. To ona ukształtowała mnie taką jaka jestem. To ona ukształtowała mnie jako kobietę. Uwielbiam słuchać jej opowieści – o jej dzieciństwie, wojnie, życiu w Rosji, a potem o odbudowującej się Polsce.
A dziadek? Dziadek nauczył mnie jeździć na rowerze. To on chodził ze mną na sanki gdy byłam mała. To on chodził ze mną na szkolny dzień ojca gdy byłam w podstawówce. To on nauczył mnie dbać o ogródek, to on nauczył mnie przekopywać ziemię, to on zabierał mnie do wesołego miasteczka kiedy byłam mała.
Jestem bardzo podobna do babci i dziadka. Nie wyglądem, a charakterem. Mam pewne zachowania, które są kropka w kropkę przekopiowanymi zachowaniami dziadka i babci. Przed wyjściem sprawdzam 5 razy czy drzwi są zamknięte na klucz, zawsze mam przy sobie wielorazową torbę na zakupy, zawsze wrzucam drobne biednej osobie, która prosi o nie na ulicy, zawsze gdy ktoś prosi mnie o jedzenie dostanie je, zawsze kiedy idę spać chodzę po całym domu i sprawdzam, czy krany są zakręcone, czy kuchenka nie działa, czy drzwi są zamknięte, kiedy coś oglądam bawię się kciukami w ten sam sposób co babcia – to mam po babci. Za to kiedy idę na spacer chodzę w ten sam sposób co dziadek – z rękami założonymi z tyłu, jak dziadek uwielbiam spacery i dużo ruchu, jak dziadek siedzę na podłodze czytając gazetę i oglądając telewizor – moja babcia twierdzi, że siedzę nawet w tej samej pozycji co dziadek. Do tej pory zdarza mi się, kiedy mam zły humor i tęsknię za domem jeść ziemniaki i kotleta... łyżką, jak kiedyś dziadek. Po dziadku mam też jeszcze jedną dziwną naleciałość – lubię pić śmietanę... Nauczyłam się tego jako czterolatka, kiedy mój dziadek cierpiąc na zgagę wypijał śmietanę. Kiedyś były to jeszcze śmietany w szklanych butelkach...
To dość osobisty post, ale chciałabym Wam w ten sposób przypomnieć, że dziś Dzień Dziadka, a wczoraj był Dzień Babci. Nie wiem, czy w Waszym gronie są osoby, które zostały tak mocno ukształtowane przez dziadków jak ja, ale chciałabym przypomnieć Wam, że telefon do nich częściej niż raz w miesiącu nie wymaga poświęcenia dużej ilości czasu, a dla nich jest naprawdę ważny. Pamiętajcie o nich, bo jeden telefon może sprawić, że staruszkowie będą uśmiechać się do siebie jeszcze przez kilka dni :)

sobota, grudnia 29

Podsumowanie 2012 roku

Rok 2012 był dla mnie rokiem przełomowym, choć nie zawsze w dobrym sensie. Wiele się wydarzyło, udało mi się zrealizować kilka planów, spełnić kilka marzeń. Mam jednak wrażenie niedosytu - wydaje mi się, że zbyt mało czasu poświęciłam sobie i rozwijaniu swoich pasji, na realizacji własnych celów, bo byłam zbyt zajęta kimś innym, zbyt zapracowana albo przytłoczona problemami innych.
Ten rok nie rozpoczął się tak, jakbym sobie tego życzyła. Osobiście mocno wierzę, że jaki Sylwester, taki cały rok i wiele razy mogłam się o tym przekonać. Sylwester 2011 i rok 2012 rozpoczęłam kłótnią z partnerem, pójściem na 'imprezę' na którą nie miałam ochoty, mimo że z ludźmi, których bardzo lubię i uważam za swoich przyjaciół. Sama 'impreza' też nie była najlepsza. Zadecydowaliśmy dużo wcześniej, że chcemy spokojnego Sylwestra, a nie picia na umór, ale jedyne co pamiętam z tamtego wieczoru, to niespełnione oczekiwania. Oczekiwałam (zgodnie z tym, co ustaliliśmy) gier zespołowych, wspólnego odliczania przed północą, oglądania fajerwerków i lampki szampana. A jedyne co pamiętam, to siedzenie w kole i opowiadanie sobie przez 25 osób, jak minął im rok, spóźnienie na fajerwerki, brak jakiegokolwiek szampana i przegapienie północy, bo przecież rozmowa jest ważniejsza.
Dlatego tegorocznego Sylwestra postanowiłam spędzić w gronie bliskich mi osób - przyjaciółki i jej partnera oraz mojego partnera. W planie mamy filmy, szampana i wspólne gotowanie.
Wracając jednak do podsumowań. Ten rok nie zaczął się niesamowicie, ale mimo to było nawet dobrze. Udało mi się kilka rzeczy, z czego jestem bardzo dumna.

1. Praktyki wakacyjne - walczyłam długo, by zrobić te wymarzone i udało się - ekshumowałam ciała z grupą specjalistów.
2. Wyjechałam na konferencję naukową - co prawda przedstawiłam tylko swój plakat, a nie prezentację, ale przeżyłam świetny czas i poczułam się niesamowicie wyróżniona, zwłaszcza, gdy organizatorzy powiedzieli nam, że z ponad 20 000 zgłoszeń wybrali około setki.
3. Odbyłam samodzielną podróż - a nawet dwie. Zawsze chciałam wyjechać gdzieś sama, sprawdzić sama siebie, czy jestem w stanie o siebie zadbać, poradzić sobie bez wsparcia obok. I udało się. Co prawda były to tylko wyjazdy na praktyki i na sympozjum, ale poradziłam sobie i okazało się, że w każdych (dosłownie) warunkach jestem w stanie sobie poradzić. To dało mi duże poczucie niezależności i dużą dawkę pewności siebie.
4. Dostałam się na drugi kierunek. Od października na drugim kierunku studiuję chemię biologiczną i czuję się w tym temacie świetnie. Często jest ciężko, ale dzięki wyrozumiałości prowadzących i pomocy znajomych z roku daję radę.
5. Pokonałam depresję. Naprawdę, w tym roku poczułam się od niej w 100% uwolniona - nie chodzę wiecznie zmartwiona, nie chce mi się płakać co 5 sekund, rano mam chęć wyjść z łóżka i nie dopadają mnie co miesiąc tak zwane przeze mnie 'ciemne dni' kiedy nie mam ochoty wyjść spod kołdry. Wreszcie często się uśmiecham i znów jestem optymistką. Wiadomo, mi też jak każdemu zdarzają się słabsze dni, ale widzę ogromną różnicę między dniami sprzed roku czy dwóch i te chwilowe załamania nie są spowodowane chorobą a jakimś przykrym wydarzeniem lub złym samopoczuciem.
6. Zerwałam kontakt z kilkoma 'toksycznymi' osobami w moim otoczeniu. Miałam już dość energetycznych wampirów i osób, które często 'robią sobie dobrze' moim kosztem - potrafiąc mi wypomnieć na przykład, że studiuję dłużej niż powinnam, mimo że sami mają dokładnie ten sam występek za uszami. Prawdą jest, że historia moich studiów na biologii jest zagmatwana, bo powinnam się bronić w czerwcu 2012, a obronię się dopiero w 2014 roku, ale w moim przypadku jest to kwestia dziekanki, którą musiałam wziąć by pracować, a nie niezdanych przedmiotów jak u większości z nich.

Plany na przyszły rok są jeszcze na etapie tworzenia. Chcę mieć pełną wizję i wszystko dokładnie przemyśleć i rozplanować każdy, nawet najmniejszy cel, dlatego notka z planami na Nowy Rok ukaże się za kilka dni. A Wam co udało się osiągnąć w tym roku? Z czego jesteście dumni?

niedziela, października 21

Nowa seria artykułów - Jak pogodzić studia na dwóch kierunkach z pracą i obowiązkami domowymi?

To temat rzeka. Gdybym miała wszystko zapisać w jednej notce wyszłaby z tego epopeja, dlatego postanowiłam zrobić na ten temat osobną serię artykułów. Będą się one pojawiały co tydzień w niedzielę.
Tak na prawdę nie wiedziałam o czym powinien być pierwszy artykuł, ponieważ dosłownie wszystko wydaje mi się tak istotne, że trzeba o tym powiedzieć na początku. Po dłuższym namyśle postanowiłam, że na początek napiszę o... rutynie.
Słowo 'rutyna' kojarzy nam się zazwyczaj źle, głównie dlatego, że jesteśmy znudzeni robieniem codziennie tej samej czynności. Poza tym pewnie większość z Was myślała, że jako pierwszy powinien ukazać się artykuł na temat planowania. Moim zdaniem właśnie planowanie to kwestia drugorzędowa, ponieważ w różne dni tygodnia wstajemy i kładziemy się o różnej porze, a rutyna, którą sobie wypracujemy jest niezależna od tego,jaki jest dzień tygodnia ponieważ codziennie musimy wykonać pewną listę zadań.
Moja rutyna dzieli się na wieczorną i ranną.
Rano polega ona głównie na tym, by przygotować się na czas do wyjścia. Każdy z nas powinien wiedzieć ile czasu zajmuje nam rano prysznic, śniadanie, makijaż itp. Rano starajmy się nie dokładać sobie dodatkowych obowiązków, bo zwyczajnie nie jesteśmy jeszcze w szczytowej formie.
Jeżeli chodzi o moją rutynę wieczorną, to zazwyczaj trwa ona dużo dłużej niż poranna. W jej skład powinien wchodzić nie tylko demakijaż, ale także zaplanowanie dnia, przygotowanie ubrań na dzień następny, zrobienie drugiego śniadania bądź obiadu, który weźmiemy ze sobą na uczelnię czy do pracy. Dobrym nawykiem jest też to, czego uczyli nas rodzice, kiedy chodziliśmy do szkoły - pakowanie się na dzień następny. Dlaczego? Bo daje to nam więcej czasu rano. Przygotowanie ubrania wieczór wcześniej pozwala nam dostosować strój do naszych planów na dany dzień, a rano zabiera to nam zazwyczaj więcej czasu niż wieczorem. Co jeżeli rano okaże się, że jednak nie mam ochoty założyć tego co przygotowałam, mimo że zestaw wygląda dobrze? I tak go ubieram - przecież nie zmienił się przez noc, a to, że coś mi się nie podoba to tylko moje widzimisię.
A torba? Spakowanie jej dzień wcześniej daje pewność, że niczego nie zapomnimy. Podobnie jest z przygotowaniem wieczorem posiłku na kolejny dzień - nawet jeżeli zdarzy nam się pospać dłużej lub spędzić zbyt dużo czasu w łazience i tak nie musimy się martwić, że nie zdążymy niczego przygotować. Dodatkowo oszczędzamy pieniądze, bo codzienne kupowanie śniadań czy obiadów na mieście nie jest najtańsze. I oszczędzimy sobie stresu, że w trakcie 15 minutowej przerwy musimy pobiec na zakupy i jeszcze zdążyć coś zjeść.
Moim zdaniem wypracowanie rutyny w tym przypadku jest potrzebne, bo dzięki niej oszczędzamy sobie stresu i straty czasu.

A co za tydzień? Organizacja czasu, czyli jak zaplanować dzień i tydzień, by wykonać wszystkie obowiązki i znaleźć czas na przyjemności.

czwartek, października 4

Jak się masz ślicznotko?


Już Arystoteles twierdził, że uroda człowieka jest jego najlepszą rekomendacją, ale naukowcy dopiero niedawno zajęli się badaniem konsekwencji aktywności fizycznej. Skutkiem tego jest fakt, iż więcej wiemy o rozrodzie zwierząt niż postrzeganiu siebie nawzajem. Stało się tak prawdopodobnie przez twierdzenie, że każdy człowiek może zajść daleko dzięki swojej ciężkiej pracy i wiedzy, a twierdzenie to jest sprzeczne ze stwierdzeniem, że urodziwy człowiek może więcej.
Mimo wszystko jednak zachowania zwierząt łatwiej określić niż zachowanie człowieka. Po części poprawne jest stwierdzenie "piękno tkwi w oku patrzącego", ponieważ osoby zakochane swoją drugą połówkę uważają za atrakcyjniejszą niż w rzeczywistości. Prawdą jest również że ludzie postrzegają pewne rodzaje urody i rysów twarzy za ogólnie piękne i ogólnie brzydkie. Przykładem jest Hollywood, gdzie inwestuje się pieniądze zazwyczaj w piękno, a aktorki robią wszystko by wyglądać na najpiękniejsze, bo piękno=rola.
Antropologom zazwyczaj łatwiej jest określić atrakcyjność kobiety niż mężczyzny. Jako ideał męskiej urody określa się wysokiego, muskularnego mężczyznę o sylwetce Atlasa (szeroka klatka piersiowa i wąskie biodra). U kobiet zaś jest to proporcjonalność ciała, duży biust, krągłe biodra, wąska talia i proporcjonalność rysów twarzy.
Osoby ładne uznaje się za lepsze od innych praktycznie pod każdym względem. Są uważane za bardziej spostrzegawcze, pewne siebie i zdecydowane, ale także osoby urodziwe mają wyższą samoocenę. Istnieje jeden wyjątek od tej reguły - zazdrość. Mniej urodziwe kobiety uważają ich ładniejsze koleżanki za karierowiczki, osoby głupie i próżne.
Faktem jest także, że mężczyzna widziany w towarzystwie pięknej kobiety zyskuje na atrakcyjności - podobnie jest kiedy kobieta jest w towarzystwie przystojnego mężczyzny. Analogicznie, w naszych oczach tracą osoby pokazujące się w towarzystwie mało atrakcyjnych przedstawicieli płci przeciwnej.
Faktem jest także, że uroda czasami przeszkadza. Weźmy tu świat, w którym obracam się na codzień - antropolodzy, kryminalistycy i lekarze sądowi. Ja jako drobna blondynka o w miarę regularnych i delikatnych rysach twarzy średnio wpasowuję się w 'kanon' kryminalistyczny. Często słyszę od osób, od których się uczę w ramach zdobycia dodatkowych umiejętności, że to dziwne że taka delikatna kobieta wybrała taką drogę kariery zawodowej. Nawet moi znajomi ze studiów, gdy rozmawiamy o przyszłej specjalizacji dziwią się i uważają, że to typowo męski zawód, że współpraca z policją, a dokładnie wstąpienie w szeregi policji po studiach to typowo męska rzecz. Dziwią się, kiedy opowiadam im o ASG, strzelaniu i chęci zapisania się na kurs sztuk walki - przecież kobiety nie powinny mieć kontaktu z bronią ani się bić.
Reasumując, piękny wygląd zazwyczaj otwiera przed nami wiele drzwi. Ludzie piękni cieszą się szybszym awansem społecznym i robią lepsze wrażenie na pracodawcach. Tyle, że jeżeli piękna kobieta wyłamie się z ogólnie utartego schematu ma problem, bo musi przekonać wszystkich wokół, że nie jest jedynie piękną twarzą i poradzi sobie z tym, co przecież sama sobie wybrała.

środa, maja 9

Zły samarytanin - czyli czemu boimy się pomagać?


Jedną z wizytówek naszych czasów jest scena napadu na bezbronnego człowieka  na próżno wzywającego pomocy. Świadkowie zajścia są zbyt pochłonięci swoim życiem by pomóc. Do tego obrazka pasuje sporo rzeczywistych wydarzeń. Mogą to być przykłady bardzo głośne w Stanach Zjednoczonych – Kitty Genovese – kobieta zasztyletowana na ulicy podczas powrotu do domu z pracy. Działo się to nad ranem, ale sytuację tą widziało przez okna 38 osób. Tylko jedna wezwała pomoc. Kolejny przykład – osiemnastoletnia operatorka centrali telefonicznej będąca sama w biurze wyrwała się swojemu gwałcicielowi i naga wybiegła na ulicę. Wokół niej zebrał się tłum i obserwował jak oprawca zaciąga ją do powrotem do budynku. Pomogło jej 2 policjantów przechodzących przypadkowo obok.
Podobne sytuacje dzieją się w Polce i na całym świecie. Ilu ludzi doskonale wiedząc, że w mieszkaniu obok czy piętro wyżej mężczyzna bije swoją kobietę czy dzieci zareaguje? Ilu ludzi zareaguje widząc bijących się na ulicy nastolatków? Niewielu. Skąd wiem? Bo sama widziałam bójkę dwóch piętnastolatków. Wokół nich tłum ludzi, w tym mężczyzn trzykrotnie starszych i cięższych od nich – bez problemu mogliby ich rozdzielić, ale tylko stoją i obserwują ich. Rozdzielili ich znajomi z ich szkoły, którzy widzieli to z okna mieszkania i wybiegli do nich.
Inny przykład? Sama w nim uczestniczyłam. Pod pewną galerią w mieście, w którym mieszkam codziennie siedzi bezdomny mężczyzna, który nie ma nóg i prosi przechodniów o jedzenie. Ludzie dają mu pieniądze ale także chleb, mleko, kanapki i środki czystości. Słyszałam już wiele historii o tym, że nie jest on biedny, że ma mieszkanie i że żebrze żeby sobie „dorobić”. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek dla własnej przyjemności prosił w miejscu publicznym o jedzenie. Ale nie o tym. Miejsce w którym on zazwyczaj siedzi nie jest w pobliżu mojego miejsca zamieszkania, ale czasami, kiedy jestem w tamtej okolicy daję mu wodę albo kanapki, które mam w torebce. Przecież ja ich już nie zjem, w domu mam dużo jedzenia, a jemu się przyda. Mężczyzna zawsze się uśmiechnie i podziękuje, nigdy nie odmówi wzięcia jedzenia. Pewnego dnia dałam mu kanapki i stanęłam przy przejściu dla pieszych, a za sobą usłyszałam głos kobiety, która powiedziała, że nie powinniśmy się interesować takimi osobami, bo one się na nas wzbogacają, a poza tym skoro ludzie dają mu jedzenie, to pieniądze, które dostaje od ludzi na pewno musi przepijać. Nie wytrzymałam i mimo, że kobieta mogłaby być moją matką, odpowiedziałam jej dość niegrzecznie, że to nie jej sprawa na co wydaję swoje pieniądze ani komu daję swoje jedzenie, bo nie jem za jej, a skoro ona jest chora na znieczulicę, to współczuję jej rodzinie i nie życzę jej żeby była w takiej sytuacji jak on, bo z opowiadań babci, która urodziła się 3 lata przed pierwszą wojną światową wiem, że głód to najgorsze co może człowieka spotkać. Tłum ludzi patrzył tylko na nią i na mnie. Zazwyczaj nie unoszę się uczuciami, jestem dość zamknięta w sobie i rzadko płaczę, ale kiedy wsiadłam do autobusu łzy popłynęły mi po policzkach. Na biedę zawsze byłam bardzo wyczulona.
Dlaczego nie chcemy pomagać innym? Dlaczego pomagamy jednym a innym już nie?
Amerykańscy psychologowie zauważyli, że prawdopodobieństwo nadejścia pomocy jest większe w obecności jednego człowieka niż grupy ludzi, ze względu na rozproszenie odpowiedzialności – nikt konkretny nie czuje się zobowiązany do pomocy.
Poza tym ostateczne zachowanie świadka zależy także od zachowania innych ludzi – jeżeli inni widząc sytuację zagrażającą czyjemuś życiu będą zachowywali się wobec niej obojętnie, zazwyczaj nawet osoba, która będąc w tej samej sytuacji bez innych świadków byłaby skłonna do pomocy,  w sytuacji, kiedy inni świadkowie są niezainteresowani zdarzeniem też nie pomoże.
A co gdyby z tłumu wyrwał się jednak ktoś do pomocy? Oczywiście inni też ruszyliby do pomocy.
Większość ludzi mówi, że pomoc należy się każdemu, niezależnie od rasy, płci czy klasy społecznej. Dlaczego więc mężczyźni chętnie pomogą pięknej kobiecie spotkanej przypadkiem na ulicy a nie bezdomnej szukającej na śmietniku jedzenia?
Nikt nie chce pomóc bezdomnemu, ponieważ… spotkałoby się to z krytyką tłumu. Mimo, że prawdopodobnie znalazłby się ktoś pochwalający to zachowanie to większość byłaby przeciwna.
Dlatego niewiele osób zatrzymuje się na ulicy obok leżącego na chodniku człowieka by sprawdzić chociaż czy oddycha. Większość myśli od razu „pijany” i nie pomyśli, że ta osoba może właśnie odczuwać spory spadek poziomu cukru we krwi, którego objawy są niemal identyczne jak objawy upojenia alkoholowego – chwiejny krok, trzęsące się ręce, bełkotanie…
A przecież każdy kto stara się pomóc innej osobie zasługuje na uznanie a nie obelgi… pamiętajcie o tym.

piątek, maja 4

Co ta sukienka mówi o Tobie? Czyli jak Cię widzą, tak Cię piszą.

To jak się ubieramy świadczy o tym kim jesteś i co chcesz osiągnąć. Zawsze ubieramy się z jakimś określonym zamiarem czasami by komuś zaimponować, czasami nasz strój jest naszą taktyką.
Na spotkaniu w pracy nasz strój stara się przekazać ważną i konkretną informację. Dlaczego nawet w tak profesjonalnej sytuacji staramy się wysłać zaszyfrowaną wiadomość? Specjaliści od PR-u wiele razy powtarzali, że należy się ubierać adekwatnie do sytuacji, ale NIE do zajmowanego stanowiska. Mianowicie chodzi o to, by ubierać się adekwatnie do stanowiska jakie CHCIELIBYŚMY zajmować.
Podobno wygląd to nie wszystko i liczy się przede wszystkim to, co mamy do zaoferowania ze swojej wiedzy, ale nie oszukujmy się... Jak Cię widzą, tak Cię piszą.
To może wydawać się płytkie, ale to nieprawda. Sposób ubierania może być potężnym narzędziem w pozyskiwaniu tego czego chcesz. Nie tylko dlatego, że ludzie postrzegają Cię wtedy w określony sposób. Także dlatego, że inaczej zachowujesz się ubrana w piżamę, a inaczej w elegancką sukienkę. Dlatego jedną z głównych zasad pracy w domu jest nie wchodzenie do swojego gabinetu w piżamie. Mimo, że nie ma nic wygodniejszego niż strój do spania, to jednak nie zachowujemy się w nim tak, jak powinniśmy się zachowywać we własnym gabinecie. Przykładowo, jeżeli uczymy się w starym dresie, w którym zazwyczaj oglądamy filmy to nauka będzie szła nam gorzej niż gdybyśmy byli ubrani na przykład tak, jak zazwyczaj wychodzimy na uczelnię. Kolejny przykład: idziemy do prawnika - od prawnika oczekujemy pewnego standardowego eleganckiego stroju - garnituru lub eleganckiej sukienki. Prawnik ubrany w skórzaną motocyklową kurtkę nie będzie wzbudzał w nas takiego zaufania jak ten sam prawnik w garniturze.
Dlatego każdy z naszych strojów jest dla nas pewnym rodzajem munduru - inaczej ubieramy się na randkę, inaczej na zakupy a inaczej do pracy.
Jak poznać wartość taktycznego ubioru? Cóż, trudno nie zauważyć, kiedy oczy zgromadzonych podróżują po twoim stroju od stóp do głów i zapada grobowa cisza.
Świetnie zobrazuje to styl Kate Middleton - dobiera stroje tak, że wygląda elegancko, ale przez ich ceny trudno nazwać ją księżniczką. Ona i jej styliści dobrze wiedzą, że nie mogą pozwolić jej na snobistyczne ubrania, ponieważ przestanie wzbudzać zaufanie swoich rodaków.
Dbanie o wizerunek to nie tylko świetny wygląd. To także dbanie o swoją reputację, także w internecie. Coraz więcej dyrektorów korporacyjnych i polityków prowadzi blogi o swoim życiu prywatnym, zainteresowaniach lub jak minister Sikorski, który pisze o książce swojej żony.
Internet jest świetnym narzędziem w budowaniu wizerunku, więc trzeba bardzo uważać, co wrzucamy do sieci. Co prawda siedząc przed ekranem komputera mamy poczucie intymności, jednak jest ono złudne. Pracodawcy przeglądają blogi i portale społecznościowe swoich pracowników. nie raz słyszałam o osobach, które straciły pracę przez złe wyrażenie się na portalach społecznościowych o swojej firmie/szefie. Trzeba o tym pamiętać pisząc bloga o seksie, rozstaniu czy robiąc wpis o małym członku byłego partnera.
Świadome kreowanie wizerunku zawsze zaczyna się od pytania, jak chcemy być postrzegani przez innych. Nauczycielka nie powinna zakładać rajstop z lecącym oczkiem i nie chcemy wyczuwać od niej dymu papierosowego, ponieważ powinna być autorytetem. A bycia autorytetem trzeba się nauczyć - nawet Margaret Thatcher przeszła kurs mowy, akcentu i manier - dopiero po tym szkoleniu przestano w niej widzieć kobietę z nizin społecznych.
Niestety, wychowywano nas w przekonaniu, że najważniejsze jest to, co sobą reprezentujemy, a tak naprawdę to interesuje psychologów i naszych przyjaciół. Wiem, narażam się tym stwierdzeniem wielu z Was, ale taka jest prawda, mimo iż uważam, że powinniśmy patrzeć na ludzi przez to, co mają nam do zaoferowania a nie ze względu na wygląd. jednak większość ludzi nie zastanawia się co jest w środku, zwłaszcza gdy z wierzchu widać niemodne, pogniecione ciuchy.

poniedziałek, marca 5

Nie daj się! - czyli sposoby na poprawę nastroju.

Każdy z nas miewa gorsze dni. Czasami jest to tydzień, czasami tylko 2 dni. Wszystko jest w porządku, jeżeli obniżony nastrój nie wpływa na naszą pracę i produktywność. Jednak, kiedy zamiast wychodzić do ludzi zaszywasz się coraz głębiej pod kołdrą a wszystkie ważne sprawy przykładasz 'na potem' to znak, że dzieje się coś poważniejszego. Wiem, że kiedy coś jest nie tak, ciężko jest pracować jak dotychczas, ale w każdej chwili nasze 'gorsze dni' albo chandra może zamienić się w depresję.
Dlatego przedstawiam Wam kilka rad, jak umilić sobie nawet najgorszy dzień i nie dać się złemu nastrojowi.

Otaczaj się żywymi kolorami – Pomarańczowy, czerwony, żółty czy jasny odcień zieleni napawają optymizmem i chęcią do działania. Jak najczęściej ubieraj te barwy, a jak ognia unikaj szarości!

Słuchaj muzyki – Gdy czujemy się źle, to zazwyczaj słuchamy smutnej i spokojnej muzyki, bo ona współgra z naszym nastrojem. Taka muzyka nie sprawi, że poczujesz się lepiej. Słuchaj energetycznej muzyki. Ja mam swoją specjalną playlistę, na której nagrałam głównie latynoamerykańskie piosenki - nikt tak jak Brazylijczycy nie robi muzyki, która ma tyle energii!
Poza tym - ona sama sprawia, że zaczynam tańczyć!

Fototerapia czyli leczenie światłem – Spacer w słoneczny dzień jest jak najbardziej wskazany! Światło kojarzy się z latem i plażą, więc samo w sobie powoduje zwiększenie poziomu endorfin.
Można też korzystać z solarium, chociaż osobiście uważam, że ma ono bardziej destrukcyjny spływ na naszą skórę niż dobry na poprawę nastroju.
Fajnym rozwiązaniem są lampy do naświetlań - nie tylko dostarczamy sobie światła, ale także rozgrzewamy, leczymy przeziębienia, trądzik czy przebarwienia. Koszt to około 150 zł, ale z okazji świąt/urodzin i tym podobnych okazji można podpowiedzieć rodzinie co chcielibyśmy dostać jako prezent:)

Sport - ćwiczenia zwiększają wydzielanie endorfin, czyli hormonów szczęścia. Dodatkowo ćwicząc rozładowujesz napięcie spowodowane stresem, a skupiając się na ćwiczeniach zapominasz o problemie. Dzięki ćwiczeniom Twoje nastawienie zmienia się na bardziej optymistyczne, jesteś silniejszy i łatwiej radzisz sobie z codziennymi problemami. Ćwiczenia ponadto wzmacniają układ nerwowy, odpornościowy, hormonalny, czyli wszystko, co jest odpowiedzialne za naszą odporność psychiczną. Poza tym ćwiczenia wzmacniają mięśnie i kości, poprawiają sylwetkę, dotleniają komórki i poprawiają krążenie. Zmniejsza się również ryzyko wystąpienia choroby serca, osteoporozy, cukrzycy czy wysokiego ciśnienia

Spotykaj się z przyjaciółmi – Ludzie, których lubimy automatycznie zarażają nas pozytywną energią i motywacją do działania. Dodatkowo, spotykając się w miłym gronie z pewnością zapomnisz o problemie.

Śmiej się – bo warto! Śmiech poprawia zdrowie oraz przyciąga do nas ludzi i potrafi działać jak naturalne środki przeciwbólowe.

Odpowiednia dieta – Zadbaj o to, aby w Twojej diecie znalazły się witaminy z grupy B oraz magnez. Jeśli czujesz się zestresowany, to pomocne mogą być zioła: rumianek, melisa czy dziurawiec.

Osobiście, kiedy mam zły humor wybieram takie małe 'kombo' - jogging na świeżym powietrzu ze słuchawkami w uszach albo odsłaniam wszystkie okna i tańczę do brazylijskiej muzyki - co z tego, że nic nie rozumiem! :)

A Wy, jak sobie radzicie ze złym samopoczuciem?