O tym, że posiadam alter ego powiedzieli mi przyjaciele kilka lat temu. Powiedzieli, że oglądali ostatnio razem sezon pewnego serialu i pierwsze o czym pomyśleli to ja. Po krótce opisali mi tę postać, ale nie byłam przekonana do ich przemyśleń. Kilka dni później, z czystej ciekawości, pożyczyłam od nich DVD i obejrzałam cały sezon tego serialu, odcinek po odcinku. I co? I od razu pokochałam główną bohaterkę! Dlaczego? Uwielbiałam jej racjonalizm, jej żarty (które, jak się okazało później, gdy z przyjaciółmi oglądałam sezon 2 tego serialu, śmieszą tylko mnie i bohaterkę serialu), podejście do życia i fakt, że mówiłyśmy DOSŁOWNIE tym samym językiem. Sformułowań "Nie rozumiem co to znaczy" albo (ulubione moich przyjaciół - opowiadają to każdej nowo przybyłej do grupy osobie) "Kobieta pamięta więcej przez fakt, że posiada większy hipokamp, co w praktyce oznacza, że ewolucyjnie mężczyźni są po prostu głupsi od kobiet" używamy obie.
Okazało się, że nawet komentując scenę z danego serialu zdarza mi się powiedzieć mniej więcej to samo co bohaterka. W dodatku ubieramy się IDENTYCZNIE. Kurtka parka, dżinsy dzwony, żakiet, koszule, trencz, duże naszyjniki i sukienki podkreślające talię to moje ulubione ubrania. Jak się jednak okazało nie tylko moje. W dodatku specjalizacja, którą wybrałam jest identyczna z tą, którą wykonuje bohaterka. Na początku było to nieco przerażające, ale teraz wydaje mi się, że jest to dość zabawne.
O kim mówię? O głównej bohaterce serialu Kości - Temperance Brennan.
A Wy? Macie swoje alter ego?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
piątek, lutego 15
środa, lutego 6
Dziewczyno, bądź zołzą!
Drodzy Panowie, bardzo cenię sobie Waszą obecność tutaj, ale dziś musicie znaleźć sobie coś innego do czytania.
Drogie Panie, pamiętacie mój wpis o byciu singlem w związku? Po tym wpisie dostałam sporo maili, które mówiły o tym, że ta notka pojawiła się w odpowiednim momencie ich życia. Było też sporo maili z pytaniem "Co mam zrobić, w moim związku nie jest dobrze". Nie jestem psychologiem, więc mogę się mylić, ale jestem antropologiem w pełnym tego słowa znaczeniu - poza czystą biologią uwielbiam obserwować ludzi i zależności między nimi. Osobiście uważam, że antropologia ma wiele wspólnego z psychologią, oczywiście bez urazy dla psychologów! Ale do rzeczy.
Co z tą zołzą? Wiele z Was pewnie słyszało o książce "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?". Ja też wiele o niej słyszałam, ale przyznam szczerze, że nie była to książka, po którą miałam zamiar sięgnąć będąc w księgarni. Jednak wpadła ona w moje ręce przez zupełny przypadek - czytała ją moja przyjaciółka. Powiem szczerze - nie przeczytałam jej od deski do deski, bo nie miałam takiego zamiaru. Przeczytałam trzy pierwsze rozdziały i stwierdziłam, że nie ma w tej książce nic, czego bym nie wiedziała.
Uprzedzę pytania, które prawdopodobnie zadacie mi po przeczytaniu tego artykułu - nie, nie zostałam wychowana na tytułową zołzę. Mówiąc szczerze zazdroszczę kobietom, które zostały tak wychowane przez matki i babki. Ja zostałam wychowana na grzeczną i miłą dziewczynkę - przeciwieństwo zołzy. Wychowywała mnie kobieta, która urodziła się w czasie wojny, w dodatku w Rosji, gdzie panował patriarchat. Mężczyzna był najważniejszy, nie liczyło się zdanie kobiety. I w takim przekonaniu zostałam wychowana. Zbuntowałam się jednak, kiedy zauważyłam, że to nie działa. Od kiedy siebie i swoje pasje stawiam w rankingu wyżej niż swojego partnera, w moim związku dzieje się lepiej.
Wracając do zołzy - zołza to nie zrzędząca jędza, która nie ma się z czego cieszyć w życiu. To stwierdzenie ma teraz nieco inne znaczenie - słysząc 'zołza' powinnyśmy słyszeć - pewna siebie kobieta, która nie boi się stawiać granic. Bycie zołzą nie ma nic wspólnego z byciem wredną czy niemiłą. Wręcz przeciwnie. Zołza jest miła i uśmiechnięta. Nie marudzi. Kiedy jej się coś nie podoba nie przestaje być kulturalna, tylko w delikatny sposób daje do zrozumienia, że coś jej się nie podoba.
Po pierwsze - nie podawaj mu siebie na tacy niezależnie od tego czy to pierwsza randka czy dziesięcioletni związek. Wiesz dlaczego kobiety zapamiętują wiele rzeczy łatwiej niż mężczyźni? Bo mają bardziej rozwinięty hipokamp. Mężczyźni za to mają lepiej rozwinięty płat czołowy, dzięki czemu w dawnych czasach potrafili upolować mamuta i przyciągnąć go do domu. Choć obecnie nie muszą już tak brutalnie zdobywać pożywienia ich płat czołowy nadal ma większe rozmiary od kobiecego, co oznacza, że nadal jest w nim instynkt łowcy. Także jeżeli chodzi o Ciebie - jeśli starasz się za bardzo - codzienne robisz wykwintne obiady z deserem i jesteś na dosłownie każde zawołanie - on się zniechęca, bo to tak jakby antylopa celowo położyła się przed lwem mówiąc 'zjedz mnie'. To obdziera go z naturalnego instynktu łowcy, bo widzi, że nie musi się starać. Jeśli masz swoich znajomych, nie podskakujesz z radości za każdym razem kiedy on proponuje obejrzenie kolejnego odcinka "Na dobre i na złe", bo masz inne plany - budzi się w nim łowca. Dlaczego? Bo zazwyczaj miał to co chciał na wyciągnięcie ręki, więc uważał, że posiadanie tego jest naturalne. Ty wyłamałaś się z jego stereotypu, więc będzie Cię zdobywał najbardziej wyszukanymi sposobami. To naprawdę działa - sama sprawdziłam :)
Po drugie - mężczyzna nie reaguje na słowa, ale na ich brak. Motorem napędowym dla nich jest brak kontaktu. Opowiem Wam o tym na swoim przykładzie. Kiedy mam wolny weekend, na który nie mam planów mogę godzinami stać przed nim i prosić go o zrobienie czegoś razem, a on nawet nie kiwnie palcem. Moja zasada - próbuję 2 razy - kiedy widzę że nic z tego spotykam się z przyjaciółką, idę na spacer albo czytam książkę. Sytuacja odwraca się o 180 stopni kiedy mam dużo pracy, często nie ma mnie w domu, a kiedy już jestem, zamiast oglądać z nim serial wykonuję swoje obowiązki domowe, czytam książkę lub uczę się - początkowo on nie zauważa mojej nieobecności. Ale kiedy taka sytuacja trwa dłużej - kilkanaście dni - sam zaczyna zabiegać o moje towarzystwo - proponuje kino, sam zrobi kolację, wykonuje nawet obowiązki domowe, które są wypisane na samoprzylepnych karteczkach na tablicy w moim pokoju, bo chce, żebym czas, który normalnie poświęciłabym obowiązkom, spędziła z nim.
Po trzecie - postawa w stylu "Jestem pewna siebie, jeśli chcesz to weź, jeśli nie, masz pecha, bo ja nie mam zamiaru nad tym ubolewać" zawsze działa. Nawet w pięcioletnim związku. Jeśli pokazujesz facetowi, że jesteś niepewna siebie i bez niego nie jesteś w stanie nawet zorganizować sobie czasu, to on uwierzy, że ma Cię w garści, a od tego już kilka kroków do traktowania Cię jako dodatek do życia. Siedzenie przy komputerze i granie w gry, kiedy mieliście spędzić czas razem - znacie to? Ja tak. W takiej sytuacji zbieram się, dzwonię do przyjaciółki i wychodzę albo robię coś dla siebie - kąpiel i dobra książka? Malowanie paznokci i dobry film? Skupienie się na nauce i przygotowanie na kolejne zajęcia? Pewnie. Jak dla mnie wszystko jest lepsze od siedzenia i patrzenia jak mój partner zarzyna swoją kartę graficzną kolejną strzelanką. A już na pewno lepsze niż marudzenie mu nad uchem, że miał spędzić czas ze mną. A on? Przyjdzie i przeprosi. Za pięć minut, pół godziny albo wieczorem, ale zrobi to na pewno.
Po czwarte - postawa "Dla Ciebie wszystko". Czy Wy też zastanawiacie się dlaczego po 2 miesiącach związku u facetów zanika ta postawa, a my kobiety mamy tak jeszcze bardzo bardzo długo? Kiedyś rzucałam wszystko i biegłam oglądać serial, kiedy tylko mój partner miał na to ochotę. Teraz? Gdy jestem zajęta mówię mu, że chętnie obejrzę z nim kolejny odcinek, ale kiedy skończę to, co sobie zaplanowałam. Wierzcie mi, kiedy tylko przyjdziecie i powiecie, że teraz macie godzinkę, którą możecie poświęcić jemu, to on rzuci wszystko i pobiegnie spędzić z Wami chwilę.
Po piąte - ceń siebie! - Wierzcie mi, faceci naprawdę nie zauważają naszych niedoskonałości. Uważasz że masz zbyt szerokie biodra, za grube uda albo zbyt mały biust? Po pierwsze, skoro facet spotyka się z Tobą, a nie z klonem Pameli Anderson, to znaczy, że podobasz mu się nawet mając miseczkę A. Po drugie, kiedy facet ma przed sobą nag kobietę nie zauważa jej niedoskonałości. Żaden mężczyzna nie zauważy, że masz grube uda dopóki sama mu o tym nie powiesz.
Podsumowując - kochaj siebie! Pewne siebie kobiety, które mają własne pasje i starają się rozwijać są dla mężczyzn bardziej pociągające niż kobiety, które poza mężczyzną nie mają swojego życia. Zauważ, że osoby, które uznajemy za piękne często nie są nieprzeciętnej urody. Najgłupszy przykład, ale naprawdę dobrze ilustrujący tę tezę - oglądałam ostatnio serial "Przyjaciółki". Grają tam 4 aktorki - między Anita Sokołowska. Dr Lena Latoszek z Leśnej Góry, która w tym serialu wciela się w postać businesswoman. Szczerze - dr Lena nigdy nie wydawała mi się piękna. A Zuza - businesswoman - wydaje się naprawdę pociągająca. Cała różnica tkwi w tym, że ta druga ma własne pasje i jest bardzo kompetentna. To moje zdanie na ten temat. A co Wy myślicie?
Drogie Panie, pamiętacie mój wpis o byciu singlem w związku? Po tym wpisie dostałam sporo maili, które mówiły o tym, że ta notka pojawiła się w odpowiednim momencie ich życia. Było też sporo maili z pytaniem "Co mam zrobić, w moim związku nie jest dobrze". Nie jestem psychologiem, więc mogę się mylić, ale jestem antropologiem w pełnym tego słowa znaczeniu - poza czystą biologią uwielbiam obserwować ludzi i zależności między nimi. Osobiście uważam, że antropologia ma wiele wspólnego z psychologią, oczywiście bez urazy dla psychologów! Ale do rzeczy.
Co z tą zołzą? Wiele z Was pewnie słyszało o książce "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?". Ja też wiele o niej słyszałam, ale przyznam szczerze, że nie była to książka, po którą miałam zamiar sięgnąć będąc w księgarni. Jednak wpadła ona w moje ręce przez zupełny przypadek - czytała ją moja przyjaciółka. Powiem szczerze - nie przeczytałam jej od deski do deski, bo nie miałam takiego zamiaru. Przeczytałam trzy pierwsze rozdziały i stwierdziłam, że nie ma w tej książce nic, czego bym nie wiedziała.
Uprzedzę pytania, które prawdopodobnie zadacie mi po przeczytaniu tego artykułu - nie, nie zostałam wychowana na tytułową zołzę. Mówiąc szczerze zazdroszczę kobietom, które zostały tak wychowane przez matki i babki. Ja zostałam wychowana na grzeczną i miłą dziewczynkę - przeciwieństwo zołzy. Wychowywała mnie kobieta, która urodziła się w czasie wojny, w dodatku w Rosji, gdzie panował patriarchat. Mężczyzna był najważniejszy, nie liczyło się zdanie kobiety. I w takim przekonaniu zostałam wychowana. Zbuntowałam się jednak, kiedy zauważyłam, że to nie działa. Od kiedy siebie i swoje pasje stawiam w rankingu wyżej niż swojego partnera, w moim związku dzieje się lepiej.
Wracając do zołzy - zołza to nie zrzędząca jędza, która nie ma się z czego cieszyć w życiu. To stwierdzenie ma teraz nieco inne znaczenie - słysząc 'zołza' powinnyśmy słyszeć - pewna siebie kobieta, która nie boi się stawiać granic. Bycie zołzą nie ma nic wspólnego z byciem wredną czy niemiłą. Wręcz przeciwnie. Zołza jest miła i uśmiechnięta. Nie marudzi. Kiedy jej się coś nie podoba nie przestaje być kulturalna, tylko w delikatny sposób daje do zrozumienia, że coś jej się nie podoba.
Po pierwsze - nie podawaj mu siebie na tacy niezależnie od tego czy to pierwsza randka czy dziesięcioletni związek. Wiesz dlaczego kobiety zapamiętują wiele rzeczy łatwiej niż mężczyźni? Bo mają bardziej rozwinięty hipokamp. Mężczyźni za to mają lepiej rozwinięty płat czołowy, dzięki czemu w dawnych czasach potrafili upolować mamuta i przyciągnąć go do domu. Choć obecnie nie muszą już tak brutalnie zdobywać pożywienia ich płat czołowy nadal ma większe rozmiary od kobiecego, co oznacza, że nadal jest w nim instynkt łowcy. Także jeżeli chodzi o Ciebie - jeśli starasz się za bardzo - codzienne robisz wykwintne obiady z deserem i jesteś na dosłownie każde zawołanie - on się zniechęca, bo to tak jakby antylopa celowo położyła się przed lwem mówiąc 'zjedz mnie'. To obdziera go z naturalnego instynktu łowcy, bo widzi, że nie musi się starać. Jeśli masz swoich znajomych, nie podskakujesz z radości za każdym razem kiedy on proponuje obejrzenie kolejnego odcinka "Na dobre i na złe", bo masz inne plany - budzi się w nim łowca. Dlaczego? Bo zazwyczaj miał to co chciał na wyciągnięcie ręki, więc uważał, że posiadanie tego jest naturalne. Ty wyłamałaś się z jego stereotypu, więc będzie Cię zdobywał najbardziej wyszukanymi sposobami. To naprawdę działa - sama sprawdziłam :)
Po drugie - mężczyzna nie reaguje na słowa, ale na ich brak. Motorem napędowym dla nich jest brak kontaktu. Opowiem Wam o tym na swoim przykładzie. Kiedy mam wolny weekend, na który nie mam planów mogę godzinami stać przed nim i prosić go o zrobienie czegoś razem, a on nawet nie kiwnie palcem. Moja zasada - próbuję 2 razy - kiedy widzę że nic z tego spotykam się z przyjaciółką, idę na spacer albo czytam książkę. Sytuacja odwraca się o 180 stopni kiedy mam dużo pracy, często nie ma mnie w domu, a kiedy już jestem, zamiast oglądać z nim serial wykonuję swoje obowiązki domowe, czytam książkę lub uczę się - początkowo on nie zauważa mojej nieobecności. Ale kiedy taka sytuacja trwa dłużej - kilkanaście dni - sam zaczyna zabiegać o moje towarzystwo - proponuje kino, sam zrobi kolację, wykonuje nawet obowiązki domowe, które są wypisane na samoprzylepnych karteczkach na tablicy w moim pokoju, bo chce, żebym czas, który normalnie poświęciłabym obowiązkom, spędziła z nim.
Po trzecie - postawa w stylu "Jestem pewna siebie, jeśli chcesz to weź, jeśli nie, masz pecha, bo ja nie mam zamiaru nad tym ubolewać" zawsze działa. Nawet w pięcioletnim związku. Jeśli pokazujesz facetowi, że jesteś niepewna siebie i bez niego nie jesteś w stanie nawet zorganizować sobie czasu, to on uwierzy, że ma Cię w garści, a od tego już kilka kroków do traktowania Cię jako dodatek do życia. Siedzenie przy komputerze i granie w gry, kiedy mieliście spędzić czas razem - znacie to? Ja tak. W takiej sytuacji zbieram się, dzwonię do przyjaciółki i wychodzę albo robię coś dla siebie - kąpiel i dobra książka? Malowanie paznokci i dobry film? Skupienie się na nauce i przygotowanie na kolejne zajęcia? Pewnie. Jak dla mnie wszystko jest lepsze od siedzenia i patrzenia jak mój partner zarzyna swoją kartę graficzną kolejną strzelanką. A już na pewno lepsze niż marudzenie mu nad uchem, że miał spędzić czas ze mną. A on? Przyjdzie i przeprosi. Za pięć minut, pół godziny albo wieczorem, ale zrobi to na pewno.
Po czwarte - postawa "Dla Ciebie wszystko". Czy Wy też zastanawiacie się dlaczego po 2 miesiącach związku u facetów zanika ta postawa, a my kobiety mamy tak jeszcze bardzo bardzo długo? Kiedyś rzucałam wszystko i biegłam oglądać serial, kiedy tylko mój partner miał na to ochotę. Teraz? Gdy jestem zajęta mówię mu, że chętnie obejrzę z nim kolejny odcinek, ale kiedy skończę to, co sobie zaplanowałam. Wierzcie mi, kiedy tylko przyjdziecie i powiecie, że teraz macie godzinkę, którą możecie poświęcić jemu, to on rzuci wszystko i pobiegnie spędzić z Wami chwilę.
Po piąte - ceń siebie! - Wierzcie mi, faceci naprawdę nie zauważają naszych niedoskonałości. Uważasz że masz zbyt szerokie biodra, za grube uda albo zbyt mały biust? Po pierwsze, skoro facet spotyka się z Tobą, a nie z klonem Pameli Anderson, to znaczy, że podobasz mu się nawet mając miseczkę A. Po drugie, kiedy facet ma przed sobą nag kobietę nie zauważa jej niedoskonałości. Żaden mężczyzna nie zauważy, że masz grube uda dopóki sama mu o tym nie powiesz.
Podsumowując - kochaj siebie! Pewne siebie kobiety, które mają własne pasje i starają się rozwijać są dla mężczyzn bardziej pociągające niż kobiety, które poza mężczyzną nie mają swojego życia. Zauważ, że osoby, które uznajemy za piękne często nie są nieprzeciętnej urody. Najgłupszy przykład, ale naprawdę dobrze ilustrujący tę tezę - oglądałam ostatnio serial "Przyjaciółki". Grają tam 4 aktorki - między Anita Sokołowska. Dr Lena Latoszek z Leśnej Góry, która w tym serialu wciela się w postać businesswoman. Szczerze - dr Lena nigdy nie wydawała mi się piękna. A Zuza - businesswoman - wydaje się naprawdę pociągająca. Cała różnica tkwi w tym, że ta druga ma własne pasje i jest bardzo kompetentna. To moje zdanie na ten temat. A co Wy myślicie?
niedziela, stycznia 20
Żyć jak singielka?
Singielką nie jestem od bardzo dawna - w niektórych kręgach zwykło się nawet mawiać, że jestem mężatką, chociaż nie mam na palcu obrączki. Ja również lubię o sobie myśleć jako o mężatce, mimo że jeszcze kilka lat temu nie uważałam, żeby słowo "mąż" miało w moim osobistym słowniku wyrazów ważnych jakiekolwiek znaczenie - do tego po prostu trzeba dojrzeć. W swoim związku jestem szczęśliwa, bo wiem, że mam przy sobie kogoś, kto będzie przy mnie zawsze i nie ucieknie gdzie pieprz rośnie jak tylko na horyzoncie pojawi się problem. Singiel to jednak w pewnym sensie stan umysłu. Nie mam tu na myśli oczywiście zdrad, których osobiście nie polecam nikomu, bez względu na to, czy w związku wieje nudą, czy źle się układa. Mam na myśli zupełnie coś innego.
Jest niedziela wieczorem, a ja siedzę w domu jedynie z kotem. Mój -choć nieoficjalnie, to jednak - mąż spędza dzisiejszy dzień na... uczelni ze znajomymi tworząc projekt zaliczeniowy. Widzimy się dopiero jutro, ponieważ, by nie marnować czasu, dziś nocuje u kolegi mieszkającego skrzyżowanie od ich wydziału. Wczoraj wrócił po 22 - spotykał się ze swoimi kolegami w totalnie męskim towarzystwie. I nie mam z tym najmniejszego problemu.
Mam za to kilka bliższych i dalszych znajomych, które nie wyobrażają sobie spędzenia wolnego czasu bez swojego partnera, a o spaniu poza domem w ogóle nie ma mowy.
W moim przypadku jest jednak inaczej - wczorajszy dzień spędziłam nadrabiając kinowe i czytelnicze zaległości, a dziś, po tygodniu pełnym napięcia zafundowałam sobie długą i relaksującą kąpiel przy świecach, a potem spotkałam się z przyjaciółką - wypiłyśmy kieliszek wina i poplotkowałyśmy. Dzięki temu rozładowałyśmy emocje z minionego tygodnia. W planach mam jeszcze lekką sałatkę na kolację - co przy moim mężu byłoby niemożliwe ( "Kochanie, a gdzie mięso w tej kolacji?"), dodający energii prysznic i naukę na jutrzejsze kolokwium. A jutro - poranne ćwiczenia w salonie, zaraz przed wyjściem na uczelnię! Brzmi jak dobry początek tygodnia według Carrie Bradshaw.
Ale podobnie wyglądają wieczory mojego męża kiedy nie ma mnie w mieście - aktualizuje swoją stronę internetową, ogląda mecze z piwem i orzeszkami i w męskim gonie gra na Playstation. Dla nas normalnym jest spędzać czas osobno. Tradycyjne małżeństwa, gdzie ludzie postanawiają zostać w domu i zjeść razem każdego dnia - mimo, iż osobiście uważam to za urocze - sprawiłyby, że czułabym się jak więzień.
Nie wiem jak postrzegacie ten 'typ' małżeństwa Wy, ale bycie rozsądnym egoistą w związku jest dobre. Oczywiście, że gdy druga osoba jest chora, bądź ma problem, nasze osobiste plany stają się nieważne i pomoc tej drugiej osobie jest najważniejsza. Jednak po co miałabym słuchać filmów dotyczących obozów koncentracyjnych, jakie w Polsce powstały za czasów Hitlera (co jest hobby mojego męża) i po co on miałby oglądać ze mną youtubowe filmiki o kosmetykach czy słuchać biologicznych żartów moich znajomych, które jak już nie raz się przekonałam, śmieszą tylko nas - biologów? Oczywiście mamy także czas przeznaczony tylko dla siebie, kiedy wylegujemy się w łóżku całymi dniami i oglądamy seriale albo gotujemy, ale czas spędzony osobno jest nam niesamowicie potrzebny. Często zdarza się, że będąc jednocześnie w naszym mieszkaniu, nie zauważamy siebie nawzajem. Ja spędzam czas w swoim gabinecie pracując nad pracą na kolejne sympozjum, a on - projektując strony internetowe czy strugając coś w drewnie. Kiedy spędzamy czas razem, jest to czas jedynie dla nas - dzięki temu, że nie poświęcamy własnego hobby i czasu dla siebie by spędzać każdą wolną chwilę razem, nie jesteśmy sfrustrowani.
Nie ma nic gorszego niż życie u boku pełnej żalu i frustracji osoby, przez którą my też zmniejszamy swoje ambicje i hamujemy swoje możliwości. To prowadzi tylko do nakręcającej się w różnym tempie spirali nienawiści, która może sprawić, że kiedyś obudzimy się z ręką w nocniku i będziemy się zastanawiać dlaczego jeszcze kilka lat temu, gdy dało się coś zrobić nie zaczęliśmy działać? Moim zdaniem zdrowy egoizm nas obojga sprawia, że czujemy się zrealizowani i zadowoleni, a to przekłada się na atmosferę w związku.
Jest niedziela wieczorem, a ja siedzę w domu jedynie z kotem. Mój -choć nieoficjalnie, to jednak - mąż spędza dzisiejszy dzień na... uczelni ze znajomymi tworząc projekt zaliczeniowy. Widzimy się dopiero jutro, ponieważ, by nie marnować czasu, dziś nocuje u kolegi mieszkającego skrzyżowanie od ich wydziału. Wczoraj wrócił po 22 - spotykał się ze swoimi kolegami w totalnie męskim towarzystwie. I nie mam z tym najmniejszego problemu.
Mam za to kilka bliższych i dalszych znajomych, które nie wyobrażają sobie spędzenia wolnego czasu bez swojego partnera, a o spaniu poza domem w ogóle nie ma mowy.
W moim przypadku jest jednak inaczej - wczorajszy dzień spędziłam nadrabiając kinowe i czytelnicze zaległości, a dziś, po tygodniu pełnym napięcia zafundowałam sobie długą i relaksującą kąpiel przy świecach, a potem spotkałam się z przyjaciółką - wypiłyśmy kieliszek wina i poplotkowałyśmy. Dzięki temu rozładowałyśmy emocje z minionego tygodnia. W planach mam jeszcze lekką sałatkę na kolację - co przy moim mężu byłoby niemożliwe ( "Kochanie, a gdzie mięso w tej kolacji?"), dodający energii prysznic i naukę na jutrzejsze kolokwium. A jutro - poranne ćwiczenia w salonie, zaraz przed wyjściem na uczelnię! Brzmi jak dobry początek tygodnia według Carrie Bradshaw.
Ale podobnie wyglądają wieczory mojego męża kiedy nie ma mnie w mieście - aktualizuje swoją stronę internetową, ogląda mecze z piwem i orzeszkami i w męskim gonie gra na Playstation. Dla nas normalnym jest spędzać czas osobno. Tradycyjne małżeństwa, gdzie ludzie postanawiają zostać w domu i zjeść razem każdego dnia - mimo, iż osobiście uważam to za urocze - sprawiłyby, że czułabym się jak więzień.
Nie wiem jak postrzegacie ten 'typ' małżeństwa Wy, ale bycie rozsądnym egoistą w związku jest dobre. Oczywiście, że gdy druga osoba jest chora, bądź ma problem, nasze osobiste plany stają się nieważne i pomoc tej drugiej osobie jest najważniejsza. Jednak po co miałabym słuchać filmów dotyczących obozów koncentracyjnych, jakie w Polsce powstały za czasów Hitlera (co jest hobby mojego męża) i po co on miałby oglądać ze mną youtubowe filmiki o kosmetykach czy słuchać biologicznych żartów moich znajomych, które jak już nie raz się przekonałam, śmieszą tylko nas - biologów? Oczywiście mamy także czas przeznaczony tylko dla siebie, kiedy wylegujemy się w łóżku całymi dniami i oglądamy seriale albo gotujemy, ale czas spędzony osobno jest nam niesamowicie potrzebny. Często zdarza się, że będąc jednocześnie w naszym mieszkaniu, nie zauważamy siebie nawzajem. Ja spędzam czas w swoim gabinecie pracując nad pracą na kolejne sympozjum, a on - projektując strony internetowe czy strugając coś w drewnie. Kiedy spędzamy czas razem, jest to czas jedynie dla nas - dzięki temu, że nie poświęcamy własnego hobby i czasu dla siebie by spędzać każdą wolną chwilę razem, nie jesteśmy sfrustrowani.
Nie ma nic gorszego niż życie u boku pełnej żalu i frustracji osoby, przez którą my też zmniejszamy swoje ambicje i hamujemy swoje możliwości. To prowadzi tylko do nakręcającej się w różnym tempie spirali nienawiści, która może sprawić, że kiedyś obudzimy się z ręką w nocniku i będziemy się zastanawiać dlaczego jeszcze kilka lat temu, gdy dało się coś zrobić nie zaczęliśmy działać? Moim zdaniem zdrowy egoizm nas obojga sprawia, że czujemy się zrealizowani i zadowoleni, a to przekłada się na atmosferę w związku.
sobota, stycznia 5
Tydzień z życia zapracowanej kobiety - zapowiedź
Kolejny post z serii aktualizacyjno-powiadamiającej. Sześć godzin temu wróciłam do domu z pierwszych zajęć po przerwie świątecznej. Zaglądam na pewien społecznościowy portal i - dosłownie - nadmiar informacji mnie przytłacza. Oczywiście, zdawałam i nadal zdaję sobie sprawę z tego, że przez drugi kierunek nauki mam naprawdę dużo i właśnie reakcja mojego mózgu na ilość informacji o zaliczeniach zdziwiła mnie bardziej niż sama informacja o ilości. Dopiero po kilku godzinach minęło uczucie przytłoczenia. Przyszło za to podekscytowanie - w końcu zawsze lubiłam się uczyć i - wbrew pozorom wydajniej pracuję, kiedy mam dużo na głowie.
Kolejne dwa tygodnie będą niesamowicie intensywne i pracowite, ponieważ poza studiami i przygotowaniem do zbliżającej się sesji mam do załatwienia jeszcze kilka spraw urzędowych, których załatwienie wymaga między innymi podróży do innego miasta. Wiążą się one dla mnie także ze sporymi emocjami - nie zawsze pozytywnymi i z tym także muszę sobie poradzić. Do tego jeszcze prowadzenie domu i jak na złość - męska grypa. A nawet gorzej - męskie zapalenie oskrzeli - wszystkie kobiety, które to przeżyły wiedzą, co to oznacza.
Zastanawia mnie, jako pasjonata antropologii kulturowej, jak to jest, że mężczyzna - silny i dumny żywiciel i głowa rodziny, wynalazca koła i zdobywca, radzący sobie niegdyś z polowaniem na mamuty pod wpływem kilku bakterii gromadzących się w jego oskrzelach i powodujących reakcję samoobronną organizmu w postaci gorączki, nie jest w stanie ruszać się z łóżka, zachowuje się jak umierający i chce spisywać testament.
Wiele będzie się działo, dlatego od poniedziałku przez cały tydzień postanowiłam dzielić się z Wami tym, jak spędziłam dzień. Będzie sporo zdjęć, ale także krótka relacja z tego, co wydarzyło się danego dnia. Dostaję wiele maili z pytaniem, jak udaje mi się pogodzić to wszystko i mam nadzieję, że relacja z tygodnia przedstawi to lepiej niż suche wypisywanie sposobów na organizację. Dodatkowo, będzie motywować do dalszego działania tak samo, jak dzielenie się z Wami tym, co udało mi się wykonać, by sesja była mniej męcząca.
Kolejne dwa tygodnie będą niesamowicie intensywne i pracowite, ponieważ poza studiami i przygotowaniem do zbliżającej się sesji mam do załatwienia jeszcze kilka spraw urzędowych, których załatwienie wymaga między innymi podróży do innego miasta. Wiążą się one dla mnie także ze sporymi emocjami - nie zawsze pozytywnymi i z tym także muszę sobie poradzić. Do tego jeszcze prowadzenie domu i jak na złość - męska grypa. A nawet gorzej - męskie zapalenie oskrzeli - wszystkie kobiety, które to przeżyły wiedzą, co to oznacza.
Zastanawia mnie, jako pasjonata antropologii kulturowej, jak to jest, że mężczyzna - silny i dumny żywiciel i głowa rodziny, wynalazca koła i zdobywca, radzący sobie niegdyś z polowaniem na mamuty pod wpływem kilku bakterii gromadzących się w jego oskrzelach i powodujących reakcję samoobronną organizmu w postaci gorączki, nie jest w stanie ruszać się z łóżka, zachowuje się jak umierający i chce spisywać testament.
Wiele będzie się działo, dlatego od poniedziałku przez cały tydzień postanowiłam dzielić się z Wami tym, jak spędziłam dzień. Będzie sporo zdjęć, ale także krótka relacja z tego, co wydarzyło się danego dnia. Dostaję wiele maili z pytaniem, jak udaje mi się pogodzić to wszystko i mam nadzieję, że relacja z tygodnia przedstawi to lepiej niż suche wypisywanie sposobów na organizację. Dodatkowo, będzie motywować do dalszego działania tak samo, jak dzielenie się z Wami tym, co udało mi się wykonać, by sesja była mniej męcząca.
sobota, października 6
Jest tak mądra, że mogłaby być brzydka, czyli czy kobieta inteligentna może być jednocześnie atrakcyjna?
Uwielbiam obserwować ludzi, subkultury i poznawać struktury i zasady zachowania w nowych kulturach. To niesamowite, jak odmienne może być zdanie na ten sam temat chociażby osoby mieszkającej nad morzem i górala, nie mówiąc już o innym podejściu do życia hippisa i popularnie zwanego 'dresa'. Mimo tej odmienności poglądowo-wyglądowej wszyscy mamy te same przekonania na temat niektórych zachowań czy schematów.
Dziś chciałabym się skupić na jednym, któremu poświęciłam ostatnio dość dużo czasu - atrakcyjności kobiety.
Niestety, w pewnych kręgach kulturowych zwykło się uważać, że inteligencja nie może iść w parze z atrakcyjnością fizyczną. Co prawda im dalej na zachód, tym bardziej światopogląd ten ginie i tę zależność wykorzystują między sobą głównie zazdrosne koleżanki. Stety czy nie, ale w naszym rejonie świata ten stereotyp ma bardzo głębokie korzenie. Nie mam pojęcia, czy to ze względu na typową słowiańską zawiść i pesymizm, ale wydaje mi się, że jedno może mieć bardzo duży wpływ na drugie.
Nie raz słyszałam od profesorów: 'szkoda, że nie przygotowała się Pani na zajęcia tak ładnie jak do dzisiejszego wyjścia z domu' w kierunku moim, czy moich koleżanek. Zazwyczaj ta sytuacja nie miała nic wspólnego z ich nieprzygotowaniem, po prostu część profesorów wyznaje zasadę 'jesteś ładna, znaczy że masz pusto w głowie' .
Czy to, że kobieta dba o wygląd jest oznaką jej głupoty? Czy kobieta, chcąc wyglądać atrakcyjnie pozbawia się inteligencji? Nie. I mimo, że większość z nas zna tę obiektywną prawdę, to jednak nie raz słyszę, nawet od osób w moim wieku, że 'tamta blondzia' to pewnie pusta blachara.
Osobiście zmagałam się z problemem zaszufladkowania nie raz. Nie tylko w sposób taki, jak opisany przeze mnie w poprzednim poście.
Czy założenie 'ładna znaczy głupia' nie godzi w poziom inteligencji danej osoby? Idąc tym założeniem, poprawnym jest myśleć, że przystojny mężczyzna to amant, który jest jak ptaszek - tu poleci, tam przeleci i odleci. A znam wielu bardzo przystojnych mężczyzn, którzy świata nie widzą poza swoimi kobietami i - można powiedzieć dość kolokwialnie - są wręcz wykastrowani na piękno innych kobiet. Oczywiście, zdarzają się 'przypadki', gdy przystojny mężczyzna za miarę swej męskości uważa ilość kobiet, z którymi spędził noce, ale ogólne założenie, że wszyscy mężczyźni są tacy sami jest bardzo krzywdzące dla panów. I podobnie jest z kobietami - zdarzają się ewenementy, co nie oznacza, że piękna kobieta ma w głowie pstro.
Od pewnego czasu zastanawiam się, skąd wzięło się to przekonanie. Mam dwie, może nie do końca poprawne teorie, ale wynika to z tego, co miałam okazję zaobserwować.
Wydaje mi się, że u osób ze starszego pokolenia - pokolenia, z którego jest większość naszych wykładowców - wzięło się to, ze starego przyzwyczajenia do patriarchizmu - mężczyzna w domu był najważniejszy, miał ostatnie zdanie i był też najmądrzejszy. To on zarabiał na rodzinę. A kobieta? Kobieta nie musiała być dobrze wykształcona, jej zadaniem było prowadzić dom, dobrze gotować i pełnić rolę ozdobną u boku męża. Z tego właśnie powodu w tamtych czasach na studia zdawali głównie mężczyźni, kobiet które studiowały było znacznie mniej.
A co z drugą teorią? Druga teoria dotyczy mężczyzn naszego pokolenia, naszych rówieśników. W skrócie można tę teorię przedstawić jednym zdaniem - czasy się zmieniają, ale mężczyźni nie. Dlaczego? Kobiety inteligentne, atrakcyjne i seksowne wywołują u mężczyzn zagrożenie. Nawet jeśli nie są z nią w stałym związku, a jedynie z nimi pracują i tak chcą być lepsi. Podświadomie myślą, że jeśli jest inteligentna, musi być stale czujny, żeby nie wyjść na idiotę. W dodatku też powinien dążyć do sukcesu, żeby nie zostać w tyle. To jest chyba wyryte gdzieś w najstarszej części kory mózgowej mężczyzny jako pozostałość po jaskiniowcach i nie da się tego wytępić. A co jeżeli jest z takową w związku? Do wszystkich tych poprzednich punktów dochodzą jeszcze inne 'zagrożenia' - atrakcyjna, a więc pewnie kręcą się wokół niej inni adoratorzy. Seksowna, a więc będzie musiał zaspokoić jej temperament seksualny. Dlatego większość mężczyzn boi się z nimi wiązać i najlepiej jest je zaszufladkować, po trosze dlatego żeby nie kusiło, ale także po to, żeby uspokoić w sobie wewnętrznego jaskiniowca, że inteligentna kobieta nie stanowi zagrożenia.
Teraz trzeba odpowiedzieć sobie tylko na jedno pytanie - czy to naprawdę jest konieczne? Czy naprawdę nie możemy przyjąć, że piękna kobieta może być inteligentna? Przecież żaden kodeks pracy ani statut uczelniany nie zabrania kobiecie wyrzekać się swojej seksualności i piękna tylko po to, by udowodnić swoją wiedzę.
Dziewczyny, pokażcie światu, że możecie być jednocześnie piękne i inteligentne! I nie dajcie się nędznym gadkom czy szufladkowaniu. Bo nie po to mamy równouprawnienie, żeby ktoś na rzecz wiedzy zabierał nam urodę. I odwrotnie.
Dziś chciałabym się skupić na jednym, któremu poświęciłam ostatnio dość dużo czasu - atrakcyjności kobiety.
Niestety, w pewnych kręgach kulturowych zwykło się uważać, że inteligencja nie może iść w parze z atrakcyjnością fizyczną. Co prawda im dalej na zachód, tym bardziej światopogląd ten ginie i tę zależność wykorzystują między sobą głównie zazdrosne koleżanki. Stety czy nie, ale w naszym rejonie świata ten stereotyp ma bardzo głębokie korzenie. Nie mam pojęcia, czy to ze względu na typową słowiańską zawiść i pesymizm, ale wydaje mi się, że jedno może mieć bardzo duży wpływ na drugie.
Nie raz słyszałam od profesorów: 'szkoda, że nie przygotowała się Pani na zajęcia tak ładnie jak do dzisiejszego wyjścia z domu' w kierunku moim, czy moich koleżanek. Zazwyczaj ta sytuacja nie miała nic wspólnego z ich nieprzygotowaniem, po prostu część profesorów wyznaje zasadę 'jesteś ładna, znaczy że masz pusto w głowie' .
Czy to, że kobieta dba o wygląd jest oznaką jej głupoty? Czy kobieta, chcąc wyglądać atrakcyjnie pozbawia się inteligencji? Nie. I mimo, że większość z nas zna tę obiektywną prawdę, to jednak nie raz słyszę, nawet od osób w moim wieku, że 'tamta blondzia' to pewnie pusta blachara.
Osobiście zmagałam się z problemem zaszufladkowania nie raz. Nie tylko w sposób taki, jak opisany przeze mnie w poprzednim poście.
Czy założenie 'ładna znaczy głupia' nie godzi w poziom inteligencji danej osoby? Idąc tym założeniem, poprawnym jest myśleć, że przystojny mężczyzna to amant, który jest jak ptaszek - tu poleci, tam przeleci i odleci. A znam wielu bardzo przystojnych mężczyzn, którzy świata nie widzą poza swoimi kobietami i - można powiedzieć dość kolokwialnie - są wręcz wykastrowani na piękno innych kobiet. Oczywiście, zdarzają się 'przypadki', gdy przystojny mężczyzna za miarę swej męskości uważa ilość kobiet, z którymi spędził noce, ale ogólne założenie, że wszyscy mężczyźni są tacy sami jest bardzo krzywdzące dla panów. I podobnie jest z kobietami - zdarzają się ewenementy, co nie oznacza, że piękna kobieta ma w głowie pstro.
Od pewnego czasu zastanawiam się, skąd wzięło się to przekonanie. Mam dwie, może nie do końca poprawne teorie, ale wynika to z tego, co miałam okazję zaobserwować.
Wydaje mi się, że u osób ze starszego pokolenia - pokolenia, z którego jest większość naszych wykładowców - wzięło się to, ze starego przyzwyczajenia do patriarchizmu - mężczyzna w domu był najważniejszy, miał ostatnie zdanie i był też najmądrzejszy. To on zarabiał na rodzinę. A kobieta? Kobieta nie musiała być dobrze wykształcona, jej zadaniem było prowadzić dom, dobrze gotować i pełnić rolę ozdobną u boku męża. Z tego właśnie powodu w tamtych czasach na studia zdawali głównie mężczyźni, kobiet które studiowały było znacznie mniej.
A co z drugą teorią? Druga teoria dotyczy mężczyzn naszego pokolenia, naszych rówieśników. W skrócie można tę teorię przedstawić jednym zdaniem - czasy się zmieniają, ale mężczyźni nie. Dlaczego? Kobiety inteligentne, atrakcyjne i seksowne wywołują u mężczyzn zagrożenie. Nawet jeśli nie są z nią w stałym związku, a jedynie z nimi pracują i tak chcą być lepsi. Podświadomie myślą, że jeśli jest inteligentna, musi być stale czujny, żeby nie wyjść na idiotę. W dodatku też powinien dążyć do sukcesu, żeby nie zostać w tyle. To jest chyba wyryte gdzieś w najstarszej części kory mózgowej mężczyzny jako pozostałość po jaskiniowcach i nie da się tego wytępić. A co jeżeli jest z takową w związku? Do wszystkich tych poprzednich punktów dochodzą jeszcze inne 'zagrożenia' - atrakcyjna, a więc pewnie kręcą się wokół niej inni adoratorzy. Seksowna, a więc będzie musiał zaspokoić jej temperament seksualny. Dlatego większość mężczyzn boi się z nimi wiązać i najlepiej jest je zaszufladkować, po trosze dlatego żeby nie kusiło, ale także po to, żeby uspokoić w sobie wewnętrznego jaskiniowca, że inteligentna kobieta nie stanowi zagrożenia.
Teraz trzeba odpowiedzieć sobie tylko na jedno pytanie - czy to naprawdę jest konieczne? Czy naprawdę nie możemy przyjąć, że piękna kobieta może być inteligentna? Przecież żaden kodeks pracy ani statut uczelniany nie zabrania kobiecie wyrzekać się swojej seksualności i piękna tylko po to, by udowodnić swoją wiedzę.
Dziewczyny, pokażcie światu, że możecie być jednocześnie piękne i inteligentne! I nie dajcie się nędznym gadkom czy szufladkowaniu. Bo nie po to mamy równouprawnienie, żeby ktoś na rzecz wiedzy zabierał nam urodę. I odwrotnie.
piątek, maja 4
Co ta sukienka mówi o Tobie? Czyli jak Cię widzą, tak Cię piszą.
To jak się ubieramy świadczy o tym kim jesteś i co chcesz osiągnąć. Zawsze ubieramy się z jakimś określonym zamiarem czasami by komuś zaimponować, czasami nasz strój jest naszą taktyką.
Na spotkaniu w pracy nasz strój stara się przekazać ważną i konkretną informację. Dlaczego nawet w tak profesjonalnej sytuacji staramy się wysłać zaszyfrowaną wiadomość? Specjaliści od PR-u wiele razy powtarzali, że należy się ubierać adekwatnie do sytuacji, ale NIE do zajmowanego stanowiska. Mianowicie chodzi o to, by ubierać się adekwatnie do stanowiska jakie CHCIELIBYŚMY zajmować.
Podobno wygląd to nie wszystko i liczy się przede wszystkim to, co mamy do zaoferowania ze swojej wiedzy, ale nie oszukujmy się... Jak Cię widzą, tak Cię piszą.
To może wydawać się płytkie, ale to nieprawda. Sposób ubierania może być potężnym narzędziem w pozyskiwaniu tego czego chcesz. Nie tylko dlatego, że ludzie postrzegają Cię wtedy w określony sposób. Także dlatego, że inaczej zachowujesz się ubrana w piżamę, a inaczej w elegancką sukienkę. Dlatego jedną z głównych zasad pracy w domu jest nie wchodzenie do swojego gabinetu w piżamie. Mimo, że nie ma nic wygodniejszego niż strój do spania, to jednak nie zachowujemy się w nim tak, jak powinniśmy się zachowywać we własnym gabinecie. Przykładowo, jeżeli uczymy się w starym dresie, w którym zazwyczaj oglądamy filmy to nauka będzie szła nam gorzej niż gdybyśmy byli ubrani na przykład tak, jak zazwyczaj wychodzimy na uczelnię. Kolejny przykład: idziemy do prawnika - od prawnika oczekujemy pewnego standardowego eleganckiego stroju - garnituru lub eleganckiej sukienki. Prawnik ubrany w skórzaną motocyklową kurtkę nie będzie wzbudzał w nas takiego zaufania jak ten sam prawnik w garniturze.
Dlatego każdy z naszych strojów jest dla nas pewnym rodzajem munduru - inaczej ubieramy się na randkę, inaczej na zakupy a inaczej do pracy.
Jak poznać wartość taktycznego ubioru? Cóż, trudno nie zauważyć, kiedy oczy zgromadzonych podróżują po twoim stroju od stóp do głów i zapada grobowa cisza.
Świetnie zobrazuje to styl Kate Middleton - dobiera stroje tak, że wygląda elegancko, ale przez ich ceny trudno nazwać ją księżniczką. Ona i jej styliści dobrze wiedzą, że nie mogą pozwolić jej na snobistyczne ubrania, ponieważ przestanie wzbudzać zaufanie swoich rodaków.
Dbanie o wizerunek to nie tylko świetny wygląd. To także dbanie o swoją reputację, także w internecie. Coraz więcej dyrektorów korporacyjnych i polityków prowadzi blogi o swoim życiu prywatnym, zainteresowaniach lub jak minister Sikorski, który pisze o książce swojej żony.
Internet jest świetnym narzędziem w budowaniu wizerunku, więc trzeba bardzo uważać, co wrzucamy do sieci. Co prawda siedząc przed ekranem komputera mamy poczucie intymności, jednak jest ono złudne. Pracodawcy przeglądają blogi i portale społecznościowe swoich pracowników. nie raz słyszałam o osobach, które straciły pracę przez złe wyrażenie się na portalach społecznościowych o swojej firmie/szefie. Trzeba o tym pamiętać pisząc bloga o seksie, rozstaniu czy robiąc wpis o małym członku byłego partnera.
Świadome kreowanie wizerunku zawsze zaczyna się od pytania, jak chcemy być postrzegani przez innych. Nauczycielka nie powinna zakładać rajstop z lecącym oczkiem i nie chcemy wyczuwać od niej dymu papierosowego, ponieważ powinna być autorytetem. A bycia autorytetem trzeba się nauczyć - nawet Margaret Thatcher przeszła kurs mowy, akcentu i manier - dopiero po tym szkoleniu przestano w niej widzieć kobietę z nizin społecznych.
Niestety, wychowywano nas w przekonaniu, że najważniejsze jest to, co sobą reprezentujemy, a tak naprawdę to interesuje psychologów i naszych przyjaciół. Wiem, narażam się tym stwierdzeniem wielu z Was, ale taka jest prawda, mimo iż uważam, że powinniśmy patrzeć na ludzi przez to, co mają nam do zaoferowania a nie ze względu na wygląd. jednak większość ludzi nie zastanawia się co jest w środku, zwłaszcza gdy z wierzchu widać niemodne, pogniecione ciuchy.
Na spotkaniu w pracy nasz strój stara się przekazać ważną i konkretną informację. Dlaczego nawet w tak profesjonalnej sytuacji staramy się wysłać zaszyfrowaną wiadomość? Specjaliści od PR-u wiele razy powtarzali, że należy się ubierać adekwatnie do sytuacji, ale NIE do zajmowanego stanowiska. Mianowicie chodzi o to, by ubierać się adekwatnie do stanowiska jakie CHCIELIBYŚMY zajmować.
Podobno wygląd to nie wszystko i liczy się przede wszystkim to, co mamy do zaoferowania ze swojej wiedzy, ale nie oszukujmy się... Jak Cię widzą, tak Cię piszą.
To może wydawać się płytkie, ale to nieprawda. Sposób ubierania może być potężnym narzędziem w pozyskiwaniu tego czego chcesz. Nie tylko dlatego, że ludzie postrzegają Cię wtedy w określony sposób. Także dlatego, że inaczej zachowujesz się ubrana w piżamę, a inaczej w elegancką sukienkę. Dlatego jedną z głównych zasad pracy w domu jest nie wchodzenie do swojego gabinetu w piżamie. Mimo, że nie ma nic wygodniejszego niż strój do spania, to jednak nie zachowujemy się w nim tak, jak powinniśmy się zachowywać we własnym gabinecie. Przykładowo, jeżeli uczymy się w starym dresie, w którym zazwyczaj oglądamy filmy to nauka będzie szła nam gorzej niż gdybyśmy byli ubrani na przykład tak, jak zazwyczaj wychodzimy na uczelnię. Kolejny przykład: idziemy do prawnika - od prawnika oczekujemy pewnego standardowego eleganckiego stroju - garnituru lub eleganckiej sukienki. Prawnik ubrany w skórzaną motocyklową kurtkę nie będzie wzbudzał w nas takiego zaufania jak ten sam prawnik w garniturze.
Dlatego każdy z naszych strojów jest dla nas pewnym rodzajem munduru - inaczej ubieramy się na randkę, inaczej na zakupy a inaczej do pracy.
Jak poznać wartość taktycznego ubioru? Cóż, trudno nie zauważyć, kiedy oczy zgromadzonych podróżują po twoim stroju od stóp do głów i zapada grobowa cisza.
Świetnie zobrazuje to styl Kate Middleton - dobiera stroje tak, że wygląda elegancko, ale przez ich ceny trudno nazwać ją księżniczką. Ona i jej styliści dobrze wiedzą, że nie mogą pozwolić jej na snobistyczne ubrania, ponieważ przestanie wzbudzać zaufanie swoich rodaków.
Dbanie o wizerunek to nie tylko świetny wygląd. To także dbanie o swoją reputację, także w internecie. Coraz więcej dyrektorów korporacyjnych i polityków prowadzi blogi o swoim życiu prywatnym, zainteresowaniach lub jak minister Sikorski, który pisze o książce swojej żony.
Internet jest świetnym narzędziem w budowaniu wizerunku, więc trzeba bardzo uważać, co wrzucamy do sieci. Co prawda siedząc przed ekranem komputera mamy poczucie intymności, jednak jest ono złudne. Pracodawcy przeglądają blogi i portale społecznościowe swoich pracowników. nie raz słyszałam o osobach, które straciły pracę przez złe wyrażenie się na portalach społecznościowych o swojej firmie/szefie. Trzeba o tym pamiętać pisząc bloga o seksie, rozstaniu czy robiąc wpis o małym członku byłego partnera.
Świadome kreowanie wizerunku zawsze zaczyna się od pytania, jak chcemy być postrzegani przez innych. Nauczycielka nie powinna zakładać rajstop z lecącym oczkiem i nie chcemy wyczuwać od niej dymu papierosowego, ponieważ powinna być autorytetem. A bycia autorytetem trzeba się nauczyć - nawet Margaret Thatcher przeszła kurs mowy, akcentu i manier - dopiero po tym szkoleniu przestano w niej widzieć kobietę z nizin społecznych.
Niestety, wychowywano nas w przekonaniu, że najważniejsze jest to, co sobą reprezentujemy, a tak naprawdę to interesuje psychologów i naszych przyjaciół. Wiem, narażam się tym stwierdzeniem wielu z Was, ale taka jest prawda, mimo iż uważam, że powinniśmy patrzeć na ludzi przez to, co mają nam do zaoferowania a nie ze względu na wygląd. jednak większość ludzi nie zastanawia się co jest w środku, zwłaszcza gdy z wierzchu widać niemodne, pogniecione ciuchy.
poniedziałek, kwietnia 16
Grafik urodowy? Czemu nie!
Wiem, że każda z nas ma wiele na głowie, czasami do tego stopnia, że zapominamy o zafarbowaniu odrostów czy wyregulowaniu brwi. Kiedy nam się przypomni mamy już odrosty sięgające ucha i przesuszoną cerę, bo od miesiąca nie miałyśmy na twarzy odżywczej maseczki...
Jakiś czas temu, kiedy brakowało mi czasu na wszystko wymyśliłam 'grafik' zabiegów pielęgnacyjnych. Generalnie nie jest to nic niesamowicie odkrywczego, bo przecież zrobienie czegoś co zajmie co wieczór 5 minut, jest lepsze niż stanie w łazience przez 3h raz na 2 tygodnie.
Ja to wygląda? Najpierw spisałam na kartce wszystkie czynności, które staram się robić w miarę regularnie, potem przemyślałam co robię źle i... wprowadziłam zmiany!
Peeling ciała:
Peelingu nie robimy codziennie tylko co jakiś czas, przez co czasami o nim zapominamy albo nie mamy na niego czasu. Ja znalazłam bardzo proste rozwiązanie - szorstka rękawica albo szczotka do mycia ciała, której używamy ze zwykłym żelem pod prysznic lub mydłem. Dzięki temu jednocześnie peelingujemy ciało i je myjemy, a że takie rękawice działają nieco delikatniej niż peeling możemy używać ich codziennie. Poza tym jest to też spora oszczędność pieniędzy - ja swoją szczotkę kupiłam za 10 złotych w Rossmannie, służy mi już ponad rok i jest w stanie nienaruszonym, więc nie musimy co miesiąc wydawać pieniędzy na kolejne opakowanie peelingu.
Peeling twarzy:
Nie wykonujemy go codziennie tylko 1-2 w tygodniu. Warto ustalić sobie konkretne 2 dni na peeling twarzy - u mnie jest to na przykład wtorek i sobota.
Regulowanie brwi.
Z tym jest indywidualnie u każdego. Ja reguluję swoje brwi sama i robię to mniej więcej co tydzień. Wpisuję go sobie do kalendarza na środę, dzięki czemu o tym nie zapominam:)
Farbowanie włosów:
Ja włosy farbuję również sama w domu i robię to co miesiąc. Po prostu wpisuję to do kalendarza na 22-go każdego miesiąca.
Depilacja.
No z tym jest problem, bo tempo odrastania włosków to cecha indywidualna, tak jak indywidualnym wyborem jest rodzaj depilacji. Ja latem depiluję nogi woskiem i wykonuję to raz na 2,5 tygodnia, a zimą po prostu je golę mniej więcej co 3 dni w trakcie prysznica.
Maseczka nawilżająca:
tu wszystko zależy od indywidualnych cech skóry. Moja jest bardzo sucha więc maseczkę nakładam 3 razy w tygodniu, w trakcie wieczornego prysznica, dzięki czemu po wyjściu mogę od razu nałożyć krem. Poza tym jest jeszcze jeden wspaniały wynalazek - kwas hialuronowy dostępny na wielu internetowych stronach w przystępnej cenie. Dodany do remu na noc lub na dzień świetnie nawilża ale nie pozostawia skóry tłustą.
To taki mój mały trick w byciu zadbaną i jednocześnie niewielkim zapanowaniem nad kalendarzem:) Bo przecież każda z nas lepiej się czuje gdy dobrze wygąda! Jak Wam się podoba? Macie swoje 'kalendarze urodowe'?
Jakiś czas temu, kiedy brakowało mi czasu na wszystko wymyśliłam 'grafik' zabiegów pielęgnacyjnych. Generalnie nie jest to nic niesamowicie odkrywczego, bo przecież zrobienie czegoś co zajmie co wieczór 5 minut, jest lepsze niż stanie w łazience przez 3h raz na 2 tygodnie.
Ja to wygląda? Najpierw spisałam na kartce wszystkie czynności, które staram się robić w miarę regularnie, potem przemyślałam co robię źle i... wprowadziłam zmiany!
Peeling ciała:
Peelingu nie robimy codziennie tylko co jakiś czas, przez co czasami o nim zapominamy albo nie mamy na niego czasu. Ja znalazłam bardzo proste rozwiązanie - szorstka rękawica albo szczotka do mycia ciała, której używamy ze zwykłym żelem pod prysznic lub mydłem. Dzięki temu jednocześnie peelingujemy ciało i je myjemy, a że takie rękawice działają nieco delikatniej niż peeling możemy używać ich codziennie. Poza tym jest to też spora oszczędność pieniędzy - ja swoją szczotkę kupiłam za 10 złotych w Rossmannie, służy mi już ponad rok i jest w stanie nienaruszonym, więc nie musimy co miesiąc wydawać pieniędzy na kolejne opakowanie peelingu.
Peeling twarzy:
Nie wykonujemy go codziennie tylko 1-2 w tygodniu. Warto ustalić sobie konkretne 2 dni na peeling twarzy - u mnie jest to na przykład wtorek i sobota.
Regulowanie brwi.
Z tym jest indywidualnie u każdego. Ja reguluję swoje brwi sama i robię to mniej więcej co tydzień. Wpisuję go sobie do kalendarza na środę, dzięki czemu o tym nie zapominam:)
Farbowanie włosów:
Ja włosy farbuję również sama w domu i robię to co miesiąc. Po prostu wpisuję to do kalendarza na 22-go każdego miesiąca.
Depilacja.
No z tym jest problem, bo tempo odrastania włosków to cecha indywidualna, tak jak indywidualnym wyborem jest rodzaj depilacji. Ja latem depiluję nogi woskiem i wykonuję to raz na 2,5 tygodnia, a zimą po prostu je golę mniej więcej co 3 dni w trakcie prysznica.
Maseczka nawilżająca:
tu wszystko zależy od indywidualnych cech skóry. Moja jest bardzo sucha więc maseczkę nakładam 3 razy w tygodniu, w trakcie wieczornego prysznica, dzięki czemu po wyjściu mogę od razu nałożyć krem. Poza tym jest jeszcze jeden wspaniały wynalazek - kwas hialuronowy dostępny na wielu internetowych stronach w przystępnej cenie. Dodany do remu na noc lub na dzień świetnie nawilża ale nie pozostawia skóry tłustą.
To taki mój mały trick w byciu zadbaną i jednocześnie niewielkim zapanowaniem nad kalendarzem:) Bo przecież każda z nas lepiej się czuje gdy dobrze wygąda! Jak Wam się podoba? Macie swoje 'kalendarze urodowe'?
sobota, lutego 18
Czy można sobie ułatwić poranek?
Nie wiem jak u Was, ale u mnie rano każda minuta jest cenna... Biorą pod uwagę fakt, że sen jest u mnie w sumie rarytasem, lubię sobie pospać 15 minut dłużej zamiast przeznaczać ten cenny kwadrans snu na układanie fryzury czy stanie przed szafą i zastanawianie się w co mam się ubrać. Postanowiłam więc ułatwić sobie poranek najlepiej jak potrafię zaczynając od śniadania a kończąc na ubraniach i makijażu. W jaki sposób?
Śniadanie na uczelnię przygotowuję sobie dzień wcześniej razem z pierwszym śniadaniem - bardzo się cieszę, że mam w domu świetny gadżet - ekspres do kawy z wbudowanym budzikiem - zaraz po wyjściu z łózka mam gotowa kawę. Na śniadanie zazwyczaj jem to samo - surówkę. Od surówek jestem uzależniona - dzień bez surówki jest dniem straconym. Robię je z zapasem na 2 dni i zamykam w plastikowych pojemnikach, dzięki czemu mogę zjeść szybkie śniadanie.
Ubranie, makijaż i inne 'kobiece' atrybuty.
W kwestii ubrań mam jedną, wypracowaną od miesięcy metodę - w każdy niedzielny wieczór staję przed szafą i dobieram zestawy ubrań na cały tydzień. Dzięki temu oszczędzam czas rano, bo wyjmuję tylko spośród sporządzonych przeze mnie zestawów gotowy strój, który wisi na jednym wieszaku. Żeby ułatwić sobie niedzielną pracę, w komputerze mam oddzielny folder, do którego kopiuję wszystkie zdjęcia znanych ludzi lub fashion blogerek, które mi się podobają, a potem spośród tych zdjęć wybieram sobie kilka zestawów, które mogę stworzyć z rzeczy wiszących w mojej szafie. Może to i dziwne, ale dzięki temu wiem, że jeżeli połączę ze sobą dwie rzeczy to będą one dobrze razem wyglądać.
A makijaż? Makijaż jest moim wielkim hobby - uwielbiam próbować nowe triki, kosmetyki i rodzaje makijażu, dlatego jestem uzależniona od youtube - można tam znaleźć wiele makijażowych trików i tutoriali, które pokazują jak wykonać dany makijaż. Zazwyczaj są to makijaże gwiazd, więc łatwo mogę znaleźć zdjęcie danego makijażu żeby wrzucić je do swojego katalogu. Po wybraniu ubrań po prostu wybieram makijaż, który będzie pasował do stroju na następny dzień. A, że są to makijaże zazwyczaj delikatne (bo w takich wyglądam najlepiej) to jestem w stanie wykonać je w ciągu 10 -15 minut.
W następnych postach postaram się Wam pokazać kilka uniwersalnych zestawów ubrań, które da się stworzyć z rzeczy, które w szafie ma każda z nas, a inspirowane będą właśnie najczęściej wybieranymi zdjęciami z mojego folderu. Będzie też osobny filmik o makijażu.
Rozumiem, że może nie podobać się Wam fakt, że z założenia jest to blog o tematyce samorozwoju, a nie kosmetyczno-modowy, ale uważam, że we własną osobę należy inwestować nie tylko intelektualnie, ale także w kwestii wyglądu zewnętrznego, bo przecież (niestety) jak Cię widzą, tak Cię piszą... Poza tym lepszy wygląd to lepsze samopoczucie, a to gwarantuje lepszą efektywność w rozwiązywaniu problemów czy pracy mam rację?
Śniadanie na uczelnię przygotowuję sobie dzień wcześniej razem z pierwszym śniadaniem - bardzo się cieszę, że mam w domu świetny gadżet - ekspres do kawy z wbudowanym budzikiem - zaraz po wyjściu z łózka mam gotowa kawę. Na śniadanie zazwyczaj jem to samo - surówkę. Od surówek jestem uzależniona - dzień bez surówki jest dniem straconym. Robię je z zapasem na 2 dni i zamykam w plastikowych pojemnikach, dzięki czemu mogę zjeść szybkie śniadanie.
Ubranie, makijaż i inne 'kobiece' atrybuty.
W kwestii ubrań mam jedną, wypracowaną od miesięcy metodę - w każdy niedzielny wieczór staję przed szafą i dobieram zestawy ubrań na cały tydzień. Dzięki temu oszczędzam czas rano, bo wyjmuję tylko spośród sporządzonych przeze mnie zestawów gotowy strój, który wisi na jednym wieszaku. Żeby ułatwić sobie niedzielną pracę, w komputerze mam oddzielny folder, do którego kopiuję wszystkie zdjęcia znanych ludzi lub fashion blogerek, które mi się podobają, a potem spośród tych zdjęć wybieram sobie kilka zestawów, które mogę stworzyć z rzeczy wiszących w mojej szafie. Może to i dziwne, ale dzięki temu wiem, że jeżeli połączę ze sobą dwie rzeczy to będą one dobrze razem wyglądać.
A makijaż? Makijaż jest moim wielkim hobby - uwielbiam próbować nowe triki, kosmetyki i rodzaje makijażu, dlatego jestem uzależniona od youtube - można tam znaleźć wiele makijażowych trików i tutoriali, które pokazują jak wykonać dany makijaż. Zazwyczaj są to makijaże gwiazd, więc łatwo mogę znaleźć zdjęcie danego makijażu żeby wrzucić je do swojego katalogu. Po wybraniu ubrań po prostu wybieram makijaż, który będzie pasował do stroju na następny dzień. A, że są to makijaże zazwyczaj delikatne (bo w takich wyglądam najlepiej) to jestem w stanie wykonać je w ciągu 10 -15 minut.
W następnych postach postaram się Wam pokazać kilka uniwersalnych zestawów ubrań, które da się stworzyć z rzeczy, które w szafie ma każda z nas, a inspirowane będą właśnie najczęściej wybieranymi zdjęciami z mojego folderu. Będzie też osobny filmik o makijażu.
Rozumiem, że może nie podobać się Wam fakt, że z założenia jest to blog o tematyce samorozwoju, a nie kosmetyczno-modowy, ale uważam, że we własną osobę należy inwestować nie tylko intelektualnie, ale także w kwestii wyglądu zewnętrznego, bo przecież (niestety) jak Cię widzą, tak Cię piszą... Poza tym lepszy wygląd to lepsze samopoczucie, a to gwarantuje lepszą efektywność w rozwiązywaniu problemów czy pracy mam rację?
czwartek, stycznia 26
Nowa akcja - wstęp.
Drogie Panie!
Pamiętacie pewnie doskonale, mój wpis o kobietach niezależnych. Dzisiaj w pewnym sensie chciałabym powrócić do tematu. Dlaczego? Ponieważ rola kobiety jest bardzo trudna i wymaga ogromnego wysiłku. Bycie kobietą można porównać do misji specjalnej realizowanej przez całe życie. Spełniamy wiele ról jednocześnie, które niejednokrotnie są od siebie bardzo różne. Połączenie, a przede wszystkim pogodzenie ich wszystkich często graniczy z cudem i stanowi nie lada wyzwanie.
Jest to wykonalne, jednak potrzeba do tego wiele pracy.
Dziś chciałabym przedstawić Wam swój nowy 'projekt', który zamierzam realizować na tym blogu.
Projekt nosi nazwę "kobieta-kobietom". Na czym polega? Projekt ma na celu pomóc kobietom w byciu bardziej zorganizowanymi we wszystkim co robimy. Nie chodzi tutaj tylko o porady na temat zorganizowania pracy czy sprzątania w domu. Mam zamiar skupić się także na bardziej "kobiecych" aspektach życia.
Każda z nas ma przecież dużo na głowie. Ciężko jest zastanowić się jak wygląda nasz makijaż czy w co się ubrać, kiedy na głowie mamy milion obowiązków związanych ze studiami, pracą a także prowadzeniem domu. Bo umówmy się - nawet będąc 'tylko' studentką obowiązków jest dużo - zajęcia, przygotowanie się na kolokwium/kartkówkę/egzamin etc. a pokój czy mieszkanie samo się nie posprząta i choćbyśmy nie wiem jak chciały to jednak obiadu też nikt za nas nie zrobi.
Tak więc znajdą się tutaj jeszcze różnego rodzaju stylizacje i propozycje makijaży na każdą okazję dla zabieganych kobiet.
Skąd wziął się pomysł?
Z własnego życia. We wrześniu, kiedy założyłam bloga nie byłam zbyt dobrze zorganizowana. Tą tematyką zainteresowałam się dopiero po założeniu bloga, kiedy moje niezorganizowanie przeszkadzało mi w rozwijaniu swoich zainteresowań. Przekopałam wtedy internet w poszukiwaniu wskazówek i postanowiłam wdrożyć je w życie. Kiedy zaczął się nowy rok akademicki a ja postanowiłam rozwijać się dodatkowo na innych płaszczyznach, miałam wrażenie, że moja doba się skróciła i że nie mam czasu na nic innego.
Nie czułam się komfortowo ubrana w kilka przypadkowych rzeczy wyciągniętych z szafy w pośpiechu i bez chociaż delikatnego makijażu. Stwierdziłam, że to, czego mi trzeba to skomponowanie kilku lub kilkunastu zestawów ubrań, które mogłabym ubrać na uczelnię, do pracy, na zakupy czy żeby pozałatwiać ważne sprawy na mieście.
Postanowiłam zrobić też mały research i znaleźć dla siebie odpowiednie kosmetyki. Odpowiednie czyli takie, którymi będę mogła zrobić makijaż w kilka minut, bez irytacji, że podkład wysusza skórę przez co jest widoczny czy, że cienie się osypują. Kolejnym krokiem było znalezienie makijażu, który będzie szybki w wykonaniu i będzie się nadawał zarówno do pracy, na uczelnię czy po prostu na zakupy.
Ostatnią rzeczą, którą chciałam znaleźć były propozycje fryzur, które można wyczarować w 3 minuty. Moje włosy niestety nie zawsze wyglądają tak jakbym chciała, bo nie chcą się układać, a po miesiącu zwiazywania ich w koński ogon miałam już dość tej fryzury.
Tak stworzyłam swoje małe 'pogotowie' na dni, kiedy naprawdę nie ma czasu na nic. I właśnie tym chciałam się z Wami podzielić w projekcie kobieta-kobietom'. Posty będą pojawiały się systematycznie i będą dotyczyły nie tylko wyglądu, ale także organizacji czasu i domu.
Jeżeli macie przyjaciółkę czy koleżankę, która narzeka na nadmiar obowiązków i brak czasu dla siebie zaproście ją na mojego bloga. Chciałabym żebyście się podzieliły również Waszymi wskazówkami i poradami na ten temat.
Co myślicie na ten temat Dziewczyny?
Pamiętacie pewnie doskonale, mój wpis o kobietach niezależnych. Dzisiaj w pewnym sensie chciałabym powrócić do tematu. Dlaczego? Ponieważ rola kobiety jest bardzo trudna i wymaga ogromnego wysiłku. Bycie kobietą można porównać do misji specjalnej realizowanej przez całe życie. Spełniamy wiele ról jednocześnie, które niejednokrotnie są od siebie bardzo różne. Połączenie, a przede wszystkim pogodzenie ich wszystkich często graniczy z cudem i stanowi nie lada wyzwanie.
Jest to wykonalne, jednak potrzeba do tego wiele pracy.
Dziś chciałabym przedstawić Wam swój nowy 'projekt', który zamierzam realizować na tym blogu.
Projekt nosi nazwę "kobieta-kobietom". Na czym polega? Projekt ma na celu pomóc kobietom w byciu bardziej zorganizowanymi we wszystkim co robimy. Nie chodzi tutaj tylko o porady na temat zorganizowania pracy czy sprzątania w domu. Mam zamiar skupić się także na bardziej "kobiecych" aspektach życia.
Każda z nas ma przecież dużo na głowie. Ciężko jest zastanowić się jak wygląda nasz makijaż czy w co się ubrać, kiedy na głowie mamy milion obowiązków związanych ze studiami, pracą a także prowadzeniem domu. Bo umówmy się - nawet będąc 'tylko' studentką obowiązków jest dużo - zajęcia, przygotowanie się na kolokwium/kartkówkę/egzamin etc. a pokój czy mieszkanie samo się nie posprząta i choćbyśmy nie wiem jak chciały to jednak obiadu też nikt za nas nie zrobi.
Tak więc znajdą się tutaj jeszcze różnego rodzaju stylizacje i propozycje makijaży na każdą okazję dla zabieganych kobiet.
Skąd wziął się pomysł?
Z własnego życia. We wrześniu, kiedy założyłam bloga nie byłam zbyt dobrze zorganizowana. Tą tematyką zainteresowałam się dopiero po założeniu bloga, kiedy moje niezorganizowanie przeszkadzało mi w rozwijaniu swoich zainteresowań. Przekopałam wtedy internet w poszukiwaniu wskazówek i postanowiłam wdrożyć je w życie. Kiedy zaczął się nowy rok akademicki a ja postanowiłam rozwijać się dodatkowo na innych płaszczyznach, miałam wrażenie, że moja doba się skróciła i że nie mam czasu na nic innego.
Nie czułam się komfortowo ubrana w kilka przypadkowych rzeczy wyciągniętych z szafy w pośpiechu i bez chociaż delikatnego makijażu. Stwierdziłam, że to, czego mi trzeba to skomponowanie kilku lub kilkunastu zestawów ubrań, które mogłabym ubrać na uczelnię, do pracy, na zakupy czy żeby pozałatwiać ważne sprawy na mieście.
Postanowiłam zrobić też mały research i znaleźć dla siebie odpowiednie kosmetyki. Odpowiednie czyli takie, którymi będę mogła zrobić makijaż w kilka minut, bez irytacji, że podkład wysusza skórę przez co jest widoczny czy, że cienie się osypują. Kolejnym krokiem było znalezienie makijażu, który będzie szybki w wykonaniu i będzie się nadawał zarówno do pracy, na uczelnię czy po prostu na zakupy.
Ostatnią rzeczą, którą chciałam znaleźć były propozycje fryzur, które można wyczarować w 3 minuty. Moje włosy niestety nie zawsze wyglądają tak jakbym chciała, bo nie chcą się układać, a po miesiącu zwiazywania ich w koński ogon miałam już dość tej fryzury.
Tak stworzyłam swoje małe 'pogotowie' na dni, kiedy naprawdę nie ma czasu na nic. I właśnie tym chciałam się z Wami podzielić w projekcie kobieta-kobietom'. Posty będą pojawiały się systematycznie i będą dotyczyły nie tylko wyglądu, ale także organizacji czasu i domu.
Jeżeli macie przyjaciółkę czy koleżankę, która narzeka na nadmiar obowiązków i brak czasu dla siebie zaproście ją na mojego bloga. Chciałabym żebyście się podzieliły również Waszymi wskazówkami i poradami na ten temat.
Co myślicie na ten temat Dziewczyny?
Subskrybuj:
Posty (Atom)







