Drodzy Panowie, bardzo cenię sobie Waszą obecność tutaj, ale dziś musicie znaleźć sobie coś innego do czytania.
Drogie Panie, pamiętacie mój wpis o byciu singlem w związku? Po tym wpisie dostałam sporo maili, które mówiły o tym, że ta notka pojawiła się w odpowiednim momencie ich życia. Było też sporo maili z pytaniem "Co mam zrobić, w moim związku nie jest dobrze". Nie jestem psychologiem, więc mogę się mylić, ale jestem antropologiem w pełnym tego słowa znaczeniu - poza czystą biologią uwielbiam obserwować ludzi i zależności między nimi. Osobiście uważam, że antropologia ma wiele wspólnego z psychologią, oczywiście bez urazy dla psychologów! Ale do rzeczy.
Co z tą zołzą? Wiele z Was pewnie słyszało o książce "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?". Ja też wiele o niej słyszałam, ale przyznam szczerze, że nie była to książka, po którą miałam zamiar sięgnąć będąc w księgarni. Jednak wpadła ona w moje ręce przez zupełny przypadek - czytała ją moja przyjaciółka. Powiem szczerze - nie przeczytałam jej od deski do deski, bo nie miałam takiego zamiaru. Przeczytałam trzy pierwsze rozdziały i stwierdziłam, że nie ma w tej książce nic, czego bym nie wiedziała.
Uprzedzę pytania, które prawdopodobnie zadacie mi po przeczytaniu tego artykułu - nie, nie zostałam wychowana na tytułową zołzę. Mówiąc szczerze zazdroszczę kobietom, które zostały tak wychowane przez matki i babki. Ja zostałam wychowana na grzeczną i miłą dziewczynkę - przeciwieństwo zołzy. Wychowywała mnie kobieta, która urodziła się w czasie wojny, w dodatku w Rosji, gdzie panował patriarchat. Mężczyzna był najważniejszy, nie liczyło się zdanie kobiety. I w takim przekonaniu zostałam wychowana. Zbuntowałam się jednak, kiedy zauważyłam, że to nie działa. Od kiedy siebie i swoje pasje stawiam w rankingu wyżej niż swojego partnera, w moim związku dzieje się lepiej.
Wracając do zołzy - zołza to nie zrzędząca jędza, która nie ma się z czego cieszyć w życiu. To stwierdzenie ma teraz nieco inne znaczenie - słysząc 'zołza' powinnyśmy słyszeć - pewna siebie kobieta, która nie boi się stawiać granic. Bycie zołzą nie ma nic wspólnego z byciem wredną czy niemiłą. Wręcz przeciwnie. Zołza jest miła i uśmiechnięta. Nie marudzi. Kiedy jej się coś nie podoba nie przestaje być kulturalna, tylko w delikatny sposób daje do zrozumienia, że coś jej się nie podoba.
Po pierwsze - nie podawaj mu siebie na tacy niezależnie od tego czy to pierwsza randka czy dziesięcioletni związek. Wiesz dlaczego kobiety zapamiętują wiele rzeczy łatwiej niż mężczyźni? Bo mają bardziej rozwinięty hipokamp. Mężczyźni za to mają lepiej rozwinięty płat czołowy, dzięki czemu w dawnych czasach potrafili upolować mamuta i przyciągnąć go do domu. Choć obecnie nie muszą już tak brutalnie zdobywać pożywienia ich płat czołowy nadal ma większe rozmiary od kobiecego, co oznacza, że nadal jest w nim instynkt łowcy. Także jeżeli chodzi o Ciebie - jeśli starasz się za bardzo - codzienne robisz wykwintne obiady z deserem i jesteś na dosłownie każde zawołanie - on się zniechęca, bo to tak jakby antylopa celowo położyła się przed lwem mówiąc 'zjedz mnie'. To obdziera go z naturalnego instynktu łowcy, bo widzi, że nie musi się starać. Jeśli masz swoich znajomych, nie podskakujesz z radości za każdym razem kiedy on proponuje obejrzenie kolejnego odcinka "Na dobre i na złe", bo masz inne plany - budzi się w nim łowca. Dlaczego? Bo zazwyczaj miał to co chciał na wyciągnięcie ręki, więc uważał, że posiadanie tego jest naturalne. Ty wyłamałaś się z jego stereotypu, więc będzie Cię zdobywał najbardziej wyszukanymi sposobami. To naprawdę działa - sama sprawdziłam :)
Po drugie - mężczyzna nie reaguje na słowa, ale na ich brak. Motorem napędowym dla nich jest brak kontaktu. Opowiem Wam o tym na swoim przykładzie. Kiedy mam wolny weekend, na który nie mam planów mogę godzinami stać przed nim i prosić go o zrobienie czegoś razem, a on nawet nie kiwnie palcem. Moja zasada - próbuję 2 razy - kiedy widzę że nic z tego spotykam się z przyjaciółką, idę na spacer albo czytam książkę. Sytuacja odwraca się o 180 stopni kiedy mam dużo pracy, często nie ma mnie w domu, a kiedy już jestem, zamiast oglądać z nim serial wykonuję swoje obowiązki domowe, czytam książkę lub uczę się - początkowo on nie zauważa mojej nieobecności. Ale kiedy taka sytuacja trwa dłużej - kilkanaście dni - sam zaczyna zabiegać o moje towarzystwo - proponuje kino, sam zrobi kolację, wykonuje nawet obowiązki domowe, które są wypisane na samoprzylepnych karteczkach na tablicy w moim pokoju, bo chce, żebym czas, który normalnie poświęciłabym obowiązkom, spędziła z nim.
Po trzecie - postawa w stylu "Jestem pewna siebie, jeśli chcesz to weź, jeśli nie, masz pecha, bo ja nie mam zamiaru nad tym ubolewać" zawsze działa. Nawet w pięcioletnim związku. Jeśli pokazujesz facetowi, że jesteś niepewna siebie i bez niego nie jesteś w stanie nawet zorganizować sobie czasu, to on uwierzy, że ma Cię w garści, a od tego już kilka kroków do traktowania Cię jako dodatek do życia. Siedzenie przy komputerze i granie w gry, kiedy mieliście spędzić czas razem - znacie to? Ja tak. W takiej sytuacji zbieram się, dzwonię do przyjaciółki i wychodzę albo robię coś dla siebie - kąpiel i dobra książka? Malowanie paznokci i dobry film? Skupienie się na nauce i przygotowanie na kolejne zajęcia? Pewnie. Jak dla mnie wszystko jest lepsze od siedzenia i patrzenia jak mój partner zarzyna swoją kartę graficzną kolejną strzelanką. A już na pewno lepsze niż marudzenie mu nad uchem, że miał spędzić czas ze mną. A on? Przyjdzie i przeprosi. Za pięć minut, pół godziny albo wieczorem, ale zrobi to na pewno.
Po czwarte - postawa "Dla Ciebie wszystko". Czy Wy też zastanawiacie się dlaczego po 2 miesiącach związku u facetów zanika ta postawa, a my kobiety mamy tak jeszcze bardzo bardzo długo? Kiedyś rzucałam wszystko i biegłam oglądać serial, kiedy tylko mój partner miał na to ochotę. Teraz? Gdy jestem zajęta mówię mu, że chętnie obejrzę z nim kolejny odcinek, ale kiedy skończę to, co sobie zaplanowałam. Wierzcie mi, kiedy tylko przyjdziecie i powiecie, że teraz macie godzinkę, którą możecie poświęcić jemu, to on rzuci wszystko i pobiegnie spędzić z Wami chwilę.
Po piąte - ceń siebie! - Wierzcie mi, faceci naprawdę nie zauważają naszych niedoskonałości. Uważasz że masz zbyt szerokie biodra, za grube uda albo zbyt mały biust? Po pierwsze, skoro facet spotyka się z Tobą, a nie z klonem Pameli Anderson, to znaczy, że podobasz mu się nawet mając miseczkę A. Po drugie, kiedy facet ma przed sobą nag kobietę nie zauważa jej niedoskonałości. Żaden mężczyzna nie zauważy, że masz grube uda dopóki sama mu o tym nie powiesz.
Podsumowując - kochaj siebie! Pewne siebie kobiety, które mają własne pasje i starają się rozwijać są dla mężczyzn bardziej pociągające niż kobiety, które poza mężczyzną nie mają swojego życia. Zauważ, że osoby, które uznajemy za piękne często nie są nieprzeciętnej urody. Najgłupszy przykład, ale naprawdę dobrze ilustrujący tę tezę - oglądałam ostatnio serial "Przyjaciółki". Grają tam 4 aktorki - między Anita Sokołowska. Dr Lena Latoszek z Leśnej Góry, która w tym serialu wciela się w postać businesswoman. Szczerze - dr Lena nigdy nie wydawała mi się piękna. A Zuza - businesswoman - wydaje się naprawdę pociągająca. Cała różnica tkwi w tym, że ta druga ma własne pasje i jest bardzo kompetentna. To moje zdanie na ten temat. A co Wy myślicie?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pewność siebie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pewność siebie. Pokaż wszystkie posty
środa, lutego 6
piątek, maja 4
Co ta sukienka mówi o Tobie? Czyli jak Cię widzą, tak Cię piszą.
To jak się ubieramy świadczy o tym kim jesteś i co chcesz osiągnąć. Zawsze ubieramy się z jakimś określonym zamiarem czasami by komuś zaimponować, czasami nasz strój jest naszą taktyką.
Na spotkaniu w pracy nasz strój stara się przekazać ważną i konkretną informację. Dlaczego nawet w tak profesjonalnej sytuacji staramy się wysłać zaszyfrowaną wiadomość? Specjaliści od PR-u wiele razy powtarzali, że należy się ubierać adekwatnie do sytuacji, ale NIE do zajmowanego stanowiska. Mianowicie chodzi o to, by ubierać się adekwatnie do stanowiska jakie CHCIELIBYŚMY zajmować.
Podobno wygląd to nie wszystko i liczy się przede wszystkim to, co mamy do zaoferowania ze swojej wiedzy, ale nie oszukujmy się... Jak Cię widzą, tak Cię piszą.
To może wydawać się płytkie, ale to nieprawda. Sposób ubierania może być potężnym narzędziem w pozyskiwaniu tego czego chcesz. Nie tylko dlatego, że ludzie postrzegają Cię wtedy w określony sposób. Także dlatego, że inaczej zachowujesz się ubrana w piżamę, a inaczej w elegancką sukienkę. Dlatego jedną z głównych zasad pracy w domu jest nie wchodzenie do swojego gabinetu w piżamie. Mimo, że nie ma nic wygodniejszego niż strój do spania, to jednak nie zachowujemy się w nim tak, jak powinniśmy się zachowywać we własnym gabinecie. Przykładowo, jeżeli uczymy się w starym dresie, w którym zazwyczaj oglądamy filmy to nauka będzie szła nam gorzej niż gdybyśmy byli ubrani na przykład tak, jak zazwyczaj wychodzimy na uczelnię. Kolejny przykład: idziemy do prawnika - od prawnika oczekujemy pewnego standardowego eleganckiego stroju - garnituru lub eleganckiej sukienki. Prawnik ubrany w skórzaną motocyklową kurtkę nie będzie wzbudzał w nas takiego zaufania jak ten sam prawnik w garniturze.
Dlatego każdy z naszych strojów jest dla nas pewnym rodzajem munduru - inaczej ubieramy się na randkę, inaczej na zakupy a inaczej do pracy.
Jak poznać wartość taktycznego ubioru? Cóż, trudno nie zauważyć, kiedy oczy zgromadzonych podróżują po twoim stroju od stóp do głów i zapada grobowa cisza.
Świetnie zobrazuje to styl Kate Middleton - dobiera stroje tak, że wygląda elegancko, ale przez ich ceny trudno nazwać ją księżniczką. Ona i jej styliści dobrze wiedzą, że nie mogą pozwolić jej na snobistyczne ubrania, ponieważ przestanie wzbudzać zaufanie swoich rodaków.
Dbanie o wizerunek to nie tylko świetny wygląd. To także dbanie o swoją reputację, także w internecie. Coraz więcej dyrektorów korporacyjnych i polityków prowadzi blogi o swoim życiu prywatnym, zainteresowaniach lub jak minister Sikorski, który pisze o książce swojej żony.
Internet jest świetnym narzędziem w budowaniu wizerunku, więc trzeba bardzo uważać, co wrzucamy do sieci. Co prawda siedząc przed ekranem komputera mamy poczucie intymności, jednak jest ono złudne. Pracodawcy przeglądają blogi i portale społecznościowe swoich pracowników. nie raz słyszałam o osobach, które straciły pracę przez złe wyrażenie się na portalach społecznościowych o swojej firmie/szefie. Trzeba o tym pamiętać pisząc bloga o seksie, rozstaniu czy robiąc wpis o małym członku byłego partnera.
Świadome kreowanie wizerunku zawsze zaczyna się od pytania, jak chcemy być postrzegani przez innych. Nauczycielka nie powinna zakładać rajstop z lecącym oczkiem i nie chcemy wyczuwać od niej dymu papierosowego, ponieważ powinna być autorytetem. A bycia autorytetem trzeba się nauczyć - nawet Margaret Thatcher przeszła kurs mowy, akcentu i manier - dopiero po tym szkoleniu przestano w niej widzieć kobietę z nizin społecznych.
Niestety, wychowywano nas w przekonaniu, że najważniejsze jest to, co sobą reprezentujemy, a tak naprawdę to interesuje psychologów i naszych przyjaciół. Wiem, narażam się tym stwierdzeniem wielu z Was, ale taka jest prawda, mimo iż uważam, że powinniśmy patrzeć na ludzi przez to, co mają nam do zaoferowania a nie ze względu na wygląd. jednak większość ludzi nie zastanawia się co jest w środku, zwłaszcza gdy z wierzchu widać niemodne, pogniecione ciuchy.
Na spotkaniu w pracy nasz strój stara się przekazać ważną i konkretną informację. Dlaczego nawet w tak profesjonalnej sytuacji staramy się wysłać zaszyfrowaną wiadomość? Specjaliści od PR-u wiele razy powtarzali, że należy się ubierać adekwatnie do sytuacji, ale NIE do zajmowanego stanowiska. Mianowicie chodzi o to, by ubierać się adekwatnie do stanowiska jakie CHCIELIBYŚMY zajmować.
Podobno wygląd to nie wszystko i liczy się przede wszystkim to, co mamy do zaoferowania ze swojej wiedzy, ale nie oszukujmy się... Jak Cię widzą, tak Cię piszą.
To może wydawać się płytkie, ale to nieprawda. Sposób ubierania może być potężnym narzędziem w pozyskiwaniu tego czego chcesz. Nie tylko dlatego, że ludzie postrzegają Cię wtedy w określony sposób. Także dlatego, że inaczej zachowujesz się ubrana w piżamę, a inaczej w elegancką sukienkę. Dlatego jedną z głównych zasad pracy w domu jest nie wchodzenie do swojego gabinetu w piżamie. Mimo, że nie ma nic wygodniejszego niż strój do spania, to jednak nie zachowujemy się w nim tak, jak powinniśmy się zachowywać we własnym gabinecie. Przykładowo, jeżeli uczymy się w starym dresie, w którym zazwyczaj oglądamy filmy to nauka będzie szła nam gorzej niż gdybyśmy byli ubrani na przykład tak, jak zazwyczaj wychodzimy na uczelnię. Kolejny przykład: idziemy do prawnika - od prawnika oczekujemy pewnego standardowego eleganckiego stroju - garnituru lub eleganckiej sukienki. Prawnik ubrany w skórzaną motocyklową kurtkę nie będzie wzbudzał w nas takiego zaufania jak ten sam prawnik w garniturze.
Dlatego każdy z naszych strojów jest dla nas pewnym rodzajem munduru - inaczej ubieramy się na randkę, inaczej na zakupy a inaczej do pracy.
Jak poznać wartość taktycznego ubioru? Cóż, trudno nie zauważyć, kiedy oczy zgromadzonych podróżują po twoim stroju od stóp do głów i zapada grobowa cisza.
Świetnie zobrazuje to styl Kate Middleton - dobiera stroje tak, że wygląda elegancko, ale przez ich ceny trudno nazwać ją księżniczką. Ona i jej styliści dobrze wiedzą, że nie mogą pozwolić jej na snobistyczne ubrania, ponieważ przestanie wzbudzać zaufanie swoich rodaków.
Dbanie o wizerunek to nie tylko świetny wygląd. To także dbanie o swoją reputację, także w internecie. Coraz więcej dyrektorów korporacyjnych i polityków prowadzi blogi o swoim życiu prywatnym, zainteresowaniach lub jak minister Sikorski, który pisze o książce swojej żony.
Internet jest świetnym narzędziem w budowaniu wizerunku, więc trzeba bardzo uważać, co wrzucamy do sieci. Co prawda siedząc przed ekranem komputera mamy poczucie intymności, jednak jest ono złudne. Pracodawcy przeglądają blogi i portale społecznościowe swoich pracowników. nie raz słyszałam o osobach, które straciły pracę przez złe wyrażenie się na portalach społecznościowych o swojej firmie/szefie. Trzeba o tym pamiętać pisząc bloga o seksie, rozstaniu czy robiąc wpis o małym członku byłego partnera.
Świadome kreowanie wizerunku zawsze zaczyna się od pytania, jak chcemy być postrzegani przez innych. Nauczycielka nie powinna zakładać rajstop z lecącym oczkiem i nie chcemy wyczuwać od niej dymu papierosowego, ponieważ powinna być autorytetem. A bycia autorytetem trzeba się nauczyć - nawet Margaret Thatcher przeszła kurs mowy, akcentu i manier - dopiero po tym szkoleniu przestano w niej widzieć kobietę z nizin społecznych.
Niestety, wychowywano nas w przekonaniu, że najważniejsze jest to, co sobą reprezentujemy, a tak naprawdę to interesuje psychologów i naszych przyjaciół. Wiem, narażam się tym stwierdzeniem wielu z Was, ale taka jest prawda, mimo iż uważam, że powinniśmy patrzeć na ludzi przez to, co mają nam do zaoferowania a nie ze względu na wygląd. jednak większość ludzi nie zastanawia się co jest w środku, zwłaszcza gdy z wierzchu widać niemodne, pogniecione ciuchy.
poniedziałek, kwietnia 16
Grafik urodowy? Czemu nie!
Wiem, że każda z nas ma wiele na głowie, czasami do tego stopnia, że zapominamy o zafarbowaniu odrostów czy wyregulowaniu brwi. Kiedy nam się przypomni mamy już odrosty sięgające ucha i przesuszoną cerę, bo od miesiąca nie miałyśmy na twarzy odżywczej maseczki...
Jakiś czas temu, kiedy brakowało mi czasu na wszystko wymyśliłam 'grafik' zabiegów pielęgnacyjnych. Generalnie nie jest to nic niesamowicie odkrywczego, bo przecież zrobienie czegoś co zajmie co wieczór 5 minut, jest lepsze niż stanie w łazience przez 3h raz na 2 tygodnie.
Ja to wygląda? Najpierw spisałam na kartce wszystkie czynności, które staram się robić w miarę regularnie, potem przemyślałam co robię źle i... wprowadziłam zmiany!
Peeling ciała:
Peelingu nie robimy codziennie tylko co jakiś czas, przez co czasami o nim zapominamy albo nie mamy na niego czasu. Ja znalazłam bardzo proste rozwiązanie - szorstka rękawica albo szczotka do mycia ciała, której używamy ze zwykłym żelem pod prysznic lub mydłem. Dzięki temu jednocześnie peelingujemy ciało i je myjemy, a że takie rękawice działają nieco delikatniej niż peeling możemy używać ich codziennie. Poza tym jest to też spora oszczędność pieniędzy - ja swoją szczotkę kupiłam za 10 złotych w Rossmannie, służy mi już ponad rok i jest w stanie nienaruszonym, więc nie musimy co miesiąc wydawać pieniędzy na kolejne opakowanie peelingu.
Peeling twarzy:
Nie wykonujemy go codziennie tylko 1-2 w tygodniu. Warto ustalić sobie konkretne 2 dni na peeling twarzy - u mnie jest to na przykład wtorek i sobota.
Regulowanie brwi.
Z tym jest indywidualnie u każdego. Ja reguluję swoje brwi sama i robię to mniej więcej co tydzień. Wpisuję go sobie do kalendarza na środę, dzięki czemu o tym nie zapominam:)
Farbowanie włosów:
Ja włosy farbuję również sama w domu i robię to co miesiąc. Po prostu wpisuję to do kalendarza na 22-go każdego miesiąca.
Depilacja.
No z tym jest problem, bo tempo odrastania włosków to cecha indywidualna, tak jak indywidualnym wyborem jest rodzaj depilacji. Ja latem depiluję nogi woskiem i wykonuję to raz na 2,5 tygodnia, a zimą po prostu je golę mniej więcej co 3 dni w trakcie prysznica.
Maseczka nawilżająca:
tu wszystko zależy od indywidualnych cech skóry. Moja jest bardzo sucha więc maseczkę nakładam 3 razy w tygodniu, w trakcie wieczornego prysznica, dzięki czemu po wyjściu mogę od razu nałożyć krem. Poza tym jest jeszcze jeden wspaniały wynalazek - kwas hialuronowy dostępny na wielu internetowych stronach w przystępnej cenie. Dodany do remu na noc lub na dzień świetnie nawilża ale nie pozostawia skóry tłustą.
To taki mój mały trick w byciu zadbaną i jednocześnie niewielkim zapanowaniem nad kalendarzem:) Bo przecież każda z nas lepiej się czuje gdy dobrze wygąda! Jak Wam się podoba? Macie swoje 'kalendarze urodowe'?
Jakiś czas temu, kiedy brakowało mi czasu na wszystko wymyśliłam 'grafik' zabiegów pielęgnacyjnych. Generalnie nie jest to nic niesamowicie odkrywczego, bo przecież zrobienie czegoś co zajmie co wieczór 5 minut, jest lepsze niż stanie w łazience przez 3h raz na 2 tygodnie.
Ja to wygląda? Najpierw spisałam na kartce wszystkie czynności, które staram się robić w miarę regularnie, potem przemyślałam co robię źle i... wprowadziłam zmiany!
Peeling ciała:
Peelingu nie robimy codziennie tylko co jakiś czas, przez co czasami o nim zapominamy albo nie mamy na niego czasu. Ja znalazłam bardzo proste rozwiązanie - szorstka rękawica albo szczotka do mycia ciała, której używamy ze zwykłym żelem pod prysznic lub mydłem. Dzięki temu jednocześnie peelingujemy ciało i je myjemy, a że takie rękawice działają nieco delikatniej niż peeling możemy używać ich codziennie. Poza tym jest to też spora oszczędność pieniędzy - ja swoją szczotkę kupiłam za 10 złotych w Rossmannie, służy mi już ponad rok i jest w stanie nienaruszonym, więc nie musimy co miesiąc wydawać pieniędzy na kolejne opakowanie peelingu.
Peeling twarzy:
Nie wykonujemy go codziennie tylko 1-2 w tygodniu. Warto ustalić sobie konkretne 2 dni na peeling twarzy - u mnie jest to na przykład wtorek i sobota.
Regulowanie brwi.
Z tym jest indywidualnie u każdego. Ja reguluję swoje brwi sama i robię to mniej więcej co tydzień. Wpisuję go sobie do kalendarza na środę, dzięki czemu o tym nie zapominam:)
Farbowanie włosów:
Ja włosy farbuję również sama w domu i robię to co miesiąc. Po prostu wpisuję to do kalendarza na 22-go każdego miesiąca.
Depilacja.
No z tym jest problem, bo tempo odrastania włosków to cecha indywidualna, tak jak indywidualnym wyborem jest rodzaj depilacji. Ja latem depiluję nogi woskiem i wykonuję to raz na 2,5 tygodnia, a zimą po prostu je golę mniej więcej co 3 dni w trakcie prysznica.
Maseczka nawilżająca:
tu wszystko zależy od indywidualnych cech skóry. Moja jest bardzo sucha więc maseczkę nakładam 3 razy w tygodniu, w trakcie wieczornego prysznica, dzięki czemu po wyjściu mogę od razu nałożyć krem. Poza tym jest jeszcze jeden wspaniały wynalazek - kwas hialuronowy dostępny na wielu internetowych stronach w przystępnej cenie. Dodany do remu na noc lub na dzień świetnie nawilża ale nie pozostawia skóry tłustą.
To taki mój mały trick w byciu zadbaną i jednocześnie niewielkim zapanowaniem nad kalendarzem:) Bo przecież każda z nas lepiej się czuje gdy dobrze wygąda! Jak Wam się podoba? Macie swoje 'kalendarze urodowe'?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
