wtorek, października 30

Inspiracje października.

Wojciech Cejrowski

Szczerze polecam programy i książki. Wiem, że nie każdemu może się podobać jego sposób bycia, poglądy i wypowiedzi, ale moim zdaniem to jedna z nielicznych osób ze światka celebrytów, która trzyma się swoich zasad niezależnie od tego, co się o nim mówi i czy podoba się to innym. Większość ludzi już dawno zmieniłaby poglądy na mniej rygorystyczne albo zmieniła ton wypowiedzi na nieco delikatniejszy. On nie. I za to szanuję tego człowieka.
Poza tym jego filmy podróżnicze świetnie przedstawiają miejsca, o których opowiada, a jego książki są jeszcze lepsze. Bardzo polecam także jego program, który robił dla TVNStyle "Po mojemu". Program o kobietach, dla kobiet (i nie tylko, panowie też dowiedzą się wielu ciekawych rzeczy) prowadzony przez mężczyznę, który swoją wiedzą zawstydza niejednego antropologa kulturowego. Wszystko, co przedstawia w tym programie jest w światku antropologicznym (w którym obracam się na codzień) zbadane i zmierzone, ale jeszcze nigdy nie widziałam profesora, który w tak prosty i zabawny sposób próbowałby podzielić się swoją wiedzą. Szczerze polecam.

Rudomi.

Nie jest to kolejny nudny blog o życiu i jedzeniu. Chociaż, w sumie jest - o kocim życiu i kocim jedzeniu, ale na pewno nie nudny! Dwa rude koty - Rysiek i Marchewka - to baza bloga. O nich są anegdoty, filmiki, przemyślenia z życia codziennego osób, które żyją z dwoma kotami. Sama mam (niestety tylko) jednego kota i wiem ile radości przynosi człowiekowi posiadanie takiego zwierzaka. Mój umysł nawet nie ogarnia, ile radości muszą mieć osoby, które posiadają dwa bądź trzy koty. A Rysiek i Marchewka nie są zwykłymi kotami - są niecodzienni i niesamowici. Żeby się przekonać po prostu musicie sami sprawdzić.


Epoka Lodowcowa 4

Zdecydowanie lepsza niż pozostałe 3 części! Więcej śmiechu, żartów - mnie po obejrzeniu tego filmu jeszcze przez 2 godziny bolał brzuch - ze śmiechu. W ślad za poprzednimi częściami, które kolejno opowiadały o epoce lodowcowej, jej zmierzchu, erze dinozaurów, tak i czwarta część przedstawia nam kolejny ważny etap rozwoju Ziemi, czyli podział kontynentów. Oczywiście wątek ten stanowi główną oś fabularną obrazu i został przez scenarzystów uchwycony w bardzo humorystyczny sposób. Złodziejem show tradycyjnie okazuje się jednak wiewiór i jego kolejne perypetie w trakcie niekończącej się pogoni za owocem dębu. Wspaniała jest zarówno otwierająca film wycieczka po jądrze Ziemi, jak i wizyta w mitycznej krainie wszystkich szanujących się futrzanych miłośników żołędzi. Puenta tej ostatniej ma w sobie wręcz coś z powiastki filozoficznej. W filmie nie zabrakło także pochwały tolerancji. Jej posłanniczką jest nowa postać w serii – zdziwaczała, niepoprawna politycznie babcia Sida.
To jak - obejrzycie?

niedziela, października 28

Listopad miesiącem bez zakupów!

Tak, wiem, obiecałam co niedzielę nowe wpisy z serii organizacji czasu, ale ten tydzień jest dla mnie pełen niespodzianek i dziś, z racji, że w środę obchodzę urodziny, odwiedziła mnie rodzinka. Z tego powodu miałam po prostu zbyt mało czasu, by przygotować dla Was post.
Nie wiem, czy pozostałe dziewczyny z BGS też tak mają, ale w moim przypadku napisanie wyczerpującego temat posta zajmuje mniej więcej 2 do 4, a czasami nawet 5 godzin. Poza stylistycznie poprawną wypowiedzią muszę przecież być przygotowana merytorycznie, do tego często dochodzą jeszcze zdjęcia.
O tym, jak przygotowuję się do napisania posta będziecie mogli przeczytać tutaj w niedługim czasie. Oczywiście, nie każda notka zajmuje tyle czasu - najbardziej czasochłonne są te, w których piszę właśnie o poradach i gdy chcę Wam coś polecić - wtedy chcę być jak najbardziej precyzyjna. Notki takie jak ta, zabierają zazwyczaj mniej czasu, bo opisuję w nich to, co sama dopiero mam zamiar wypróbować.
Ale do sedna tematu - postanowiłam, że listopad będzie miesiącem bez zakupów. Nie oznacza to jednak, że będę chodzić głodna a moja lodówka będzie świecić pustkami. Nie oznacza to także, że mam zamiar jeść tylko to co sama upoluję albo wyhoduję. Mam zamiar przez cały listopad nie kupować ciuchów, kosmetyków, lakierów do paznokci i tym podobnych.
Cel? Po pierwsze - zaoszczędzić, a po drugie - zużyć produkty, które posiadam w swojej szafie/szafce łazienkowej.
Przyczyna? Zauważyłam, że ostatnimi czasy kupuję zbyt dużo ubrań i kosmetyków. Mam kilka podkładów, dwa pudry, trzy róże, chyba tuzin szminek, a o ilości lakierów do paznokci nawet się nie wypowiem... Podczas porannego makijażu prawie zawsze używam mniej więcej tych samych produktów, zmienia się zazwyczaj kolor cienia do powiek i szminki w zależności od tego, co mam na sobie.
Mam też 'dar chomikowania' - widzę promocję na mój ulubiony antyperspirant i co robię? Kupuję. Po co? Na zapas. Tym sposobem mam 3 albo 4 balsamy do ciała,  5 dezodorantów i co najmniej kilka żeli pod prysznic. Dlatego w listopadzie mam zamiar korzystać tylko z tego, co już mam w szafce.
Oczywiście, jeżeli okaże się, że skończył mi się żel do twarzy czy szampon, a takowego nie będę posiadała w szafce, to będę zmuszona go kupić - nie chodzi tu przecież o zapuszczanie się, tylko o zużycie tego, co już mam w szafce i nauczenie się rozsądnego kupowania - w sklepach są przecież pełne półki chemii gospodarczej i kosmetyków pielęgnacyjnych, a 5 minut na kupno pasty do zębów znajdę w swoim szalonym i wypchanym obowiązkami dniu, kiedy ona się skończy.
Będzie jeszcze jedno odstępstwo od reguły - w listopadzie kupuję zimową kurtkę, bo moja stara kurtka ma już 6 lat i raczej nie nadaje się już do noszenia. Ponadto, będzie to prezent urodzinowy od mamy i babci, więc w sumie można powiedzieć, że się nie liczy :)
Mam zamiar kupić też 2 rzeczy - jedną ubraniową, drugą kosmetyczną, ale nie dla siebie. Po prostu co roku kupuję prezenty świąteczne wcześniej - unikam tłoku, pośpiechu i wyższych cen.
Będzie to też sprawdzian dla mnie - czy moja silna wola jest na tyle silna, by w trakcie buszowania po sklepach za prezentami nie kupić czegoś też sobie?
Nagroda - nie przewiduję nagrody materialnej, bo mijałoby się to z celem. Zaoszczędzone pieniądze mam zamiar przeznaczyć na kilka dodatkowych godzin jazd i opłacenie egzaminu prawa jazdy, które mam zamiar skończyć w tym roku.
Raport z miesiąca bez zakupów planuję na 30 listopada :)

czwartek, października 25

Nie przesypiam życia!

Czyli wracamy do blogowej akcji!

Ostatnio niestety coś z moim organizmem jest nie w porządku - już drugi raz w tym miesiącu jestem chora i w dodatku ciągle, ciągle, ciągle chce mi się spać!  Oczywiście wiem, że tego typu problemem powinien zająć się lekarz - już go odwiedziłam. Badania krwi wykazały niewielką anemię, więc dostałam witaminy i nakaz odpoczynku.
Jednak sytuacja, w której przesypiałam pół dnia nie podoba mi się, zwłaszcza, od kiedy uświadomiłam sobie, że moje problemy ze zdrowiem zaczęły się przez mój pracoholizm (tak, należę do grona pracoholików, ale o tym osobny post) i nieuregulowany tryb życia - brak czasu na posiłki, a przede wszystkim na śniadania, ciągłe gonienie z jednej uczelni na drugą, a stamtąd do pracy, nie spanie po nocy...  Postanowiłam więc nieco (w moim przypadku naprawdę nieco, bo moi przyjaciele i tak uważają, że nie zmieniło się prawie nic) i uregulować swój tryb życia, który rozregulowała moja praca, czyli kłaść się przed północą i wstawać wcześniej, bo jestem raczej typem słowika niż sowy.
Tak więc, mam mocne postanowienie, od poniedziałku wstaję o godzinie 5.00. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to środek nocy, ale... mój  dzień i bez wczesnego wstawania zaczyna się bardzo wcześnie, a dodatkowo (niestety) każdy wygląda mniej więcej tak samo i o tej samej porze się kończy, więc godzina 5.00 jest odpowiednią porą.

Jak ma wyglądać mój dzień?

4.50 - 5.00 - pobudka
5.00 - 5.45 - przygotowanie do wyjścia (makijaż, śniadanie)
5.45 - 6.00 - sprzątanie (ścielenie łóżka, zmycie naczyń po śniadaniu)
6.00 - 7.00 - nauka języków, czas na bloga, czytanie 
7.15 - 8.00 - dojazd
8.00 - 17.00  - praca/ zajęcia /nauka w czytelni /siłownia 
17.00 - 20.00 - spotkanie ze znajomymi/ koło naukowe /nauka języków /hobby /praca 
20.00 - 20.30 - powrót do domu 
20.30 - 21.30 - kolacja /sprzątanie

21.30 - 22.30 - wieczorna rutyna - przygotowanie na kolejny dzień / wieczorna toaleta
22.30 - 23.30 - relaks przy filmie, książce 


Jak widzicie mój dzień jest dość pracowity. Każdy wygląda mniej więcej tak samo - jedyne co się zmienia to zajęcia między 8.00 a 20.00 - zależnie od godzin zakończenia zajęć na uczelni. Cała reszta - zaczynając od porannego dojazdu, a kończąc na powrocie do domu, przebiega w ten sam sposób.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie zaplanować dnia co do minuty, więc gdy coś nie wyjdzie dokładnie z planem - trudno. Czas spędzony na dojazdach staram się wykorzystać - czytam książkę, słucham audiobooka, planuję zadania na kolejny dzień, a często jest to też jedna z nielicznych chwil, kiedy mamy z moim partnerem czas żeby chwilę dłużej ze sobą pobyć, porozmawiać, zaplanować wspólny weekend.
Nie jest też tak, że nie mam czasu na życie osobiste - minimum raz w tygodniu widujemy się z grupą naszych wspólnych znajomych - głównie w poniedziałki, czasami także w środy - jest nas ponad 20 osób, każdy zajmuje się inną dziedziną i jest na innym etapie życia - single, małżeństwa, konkubenci, architekci, prawnicy, biolodzy, informatycy, panie domu :) Urodziny, parapetówki i inne imprezy okolicznościowe także spędzamy w swoim gronie. A za niecałe 2 tygodnie jedziemy do bardzo małej miejscowości w górach (nie ma tam nawet zasięgu!) - wynajmujemy domek i mamy 3 dni, by pobyć tylko ze sobą i na nowo naładować akumulatory. Ale o tym będzie osobny post!

W planie pomijam weekendy, ponieważ to jedyne dni w tygodniu, kiedy mogę się porządnie wyspać, nadrobić czas spędzony z moim partnerem, uzupełnić lodówkę i ogarnąć dokładnie całe mieszkanie. Nie mówiąc już o nauce  :)

Wyprzedzę pytania - na szczęście mój partner jest bardzo wyrozumiały. Poza tym zazwyczaj i tak zaczynamy i kończymy pracę czy zajęcia dodatkowe w tym samym czasie, więc razem wychodzimy i  wracamy do domu...
Życie jest dużo łatwiejsze, gdy żyje razem dwoje pracoholików :)

niedziela, października 21

Nowa seria artykułów - Jak pogodzić studia na dwóch kierunkach z pracą i obowiązkami domowymi?

To temat rzeka. Gdybym miała wszystko zapisać w jednej notce wyszłaby z tego epopeja, dlatego postanowiłam zrobić na ten temat osobną serię artykułów. Będą się one pojawiały co tydzień w niedzielę.
Tak na prawdę nie wiedziałam o czym powinien być pierwszy artykuł, ponieważ dosłownie wszystko wydaje mi się tak istotne, że trzeba o tym powiedzieć na początku. Po dłuższym namyśle postanowiłam, że na początek napiszę o... rutynie.
Słowo 'rutyna' kojarzy nam się zazwyczaj źle, głównie dlatego, że jesteśmy znudzeni robieniem codziennie tej samej czynności. Poza tym pewnie większość z Was myślała, że jako pierwszy powinien ukazać się artykuł na temat planowania. Moim zdaniem właśnie planowanie to kwestia drugorzędowa, ponieważ w różne dni tygodnia wstajemy i kładziemy się o różnej porze, a rutyna, którą sobie wypracujemy jest niezależna od tego,jaki jest dzień tygodnia ponieważ codziennie musimy wykonać pewną listę zadań.
Moja rutyna dzieli się na wieczorną i ranną.
Rano polega ona głównie na tym, by przygotować się na czas do wyjścia. Każdy z nas powinien wiedzieć ile czasu zajmuje nam rano prysznic, śniadanie, makijaż itp. Rano starajmy się nie dokładać sobie dodatkowych obowiązków, bo zwyczajnie nie jesteśmy jeszcze w szczytowej formie.
Jeżeli chodzi o moją rutynę wieczorną, to zazwyczaj trwa ona dużo dłużej niż poranna. W jej skład powinien wchodzić nie tylko demakijaż, ale także zaplanowanie dnia, przygotowanie ubrań na dzień następny, zrobienie drugiego śniadania bądź obiadu, który weźmiemy ze sobą na uczelnię czy do pracy. Dobrym nawykiem jest też to, czego uczyli nas rodzice, kiedy chodziliśmy do szkoły - pakowanie się na dzień następny. Dlaczego? Bo daje to nam więcej czasu rano. Przygotowanie ubrania wieczór wcześniej pozwala nam dostosować strój do naszych planów na dany dzień, a rano zabiera to nam zazwyczaj więcej czasu niż wieczorem. Co jeżeli rano okaże się, że jednak nie mam ochoty założyć tego co przygotowałam, mimo że zestaw wygląda dobrze? I tak go ubieram - przecież nie zmienił się przez noc, a to, że coś mi się nie podoba to tylko moje widzimisię.
A torba? Spakowanie jej dzień wcześniej daje pewność, że niczego nie zapomnimy. Podobnie jest z przygotowaniem wieczorem posiłku na kolejny dzień - nawet jeżeli zdarzy nam się pospać dłużej lub spędzić zbyt dużo czasu w łazience i tak nie musimy się martwić, że nie zdążymy niczego przygotować. Dodatkowo oszczędzamy pieniądze, bo codzienne kupowanie śniadań czy obiadów na mieście nie jest najtańsze. I oszczędzimy sobie stresu, że w trakcie 15 minutowej przerwy musimy pobiec na zakupy i jeszcze zdążyć coś zjeść.
Moim zdaniem wypracowanie rutyny w tym przypadku jest potrzebne, bo dzięki niej oszczędzamy sobie stresu i straty czasu.

A co za tydzień? Organizacja czasu, czyli jak zaplanować dzień i tydzień, by wykonać wszystkie obowiązki i znaleźć czas na przyjemności.

środa, października 17

Mój sposób na... archiwizowanie notatek

Już jakiś czas temu pisałam, że planuję zorganizować wszystkie dokumenty w swoim domu tak, by wszystkie były w jednym miejscu i bym mogła mieć do nich łatwy dostęp. Przyznam się szczerze, że dokumentów jeszcze nie uporządkowałam, głównie ze względu na... ich brak w moim obecnym mieszkaniu - muszę wreszcie znaleźć chwilę, by pojechać do rodzinnego domu i zabrać tę część moich dokumentów jakie tam zostały, ale na to, niestety, ciągle brak mi czasu.
Dzisiaj jednak chciałabym Wam zaprezentować mój sposób na przechowywanie notatek ze studiów. W ten sam sposób można organizować swoje dokumenty, stare zeszyty szkolne i wiele wiele innych rzeczy. Inspiracją do zrobienia mojego archiwum była Alejandra Costello z youtubowego kanału HomeOrganizing, która w swoim filmie pokazuje jaki system organizacji dokumentów wymyśliła. Z resztą, polecam Wam wszystkie jej filmiki, wiele jej rad zastosowałam w swoim mieszkaniu i powiem Wam, że jestem z nich bardzo zadowolona - ale o tym w innym poście.

Mój system organizacji notatek wygląda następująco:

Jest to bardzo wydajny sposób organizacji, bo zajmuje mało miejsca, wszystko jest przejrzyście pokazane, nie kosztuje dużo i wygląda bardzo estetycznie.
A co Wy myślicie na ten temat? Macie własne sposoby na organizację dokumentów?


Swoją drogą - dostaję od Was sporo wiadomości prywatnych - ostatnio pytacie głównie jak daję radę pogodzić 2 kierunki studiów i pracę. Myślę nad zrobieniem o tym osobnej serii postów na blogu. Co Wy na to?