poniedziałek, marca 5

Nie daj się! - czyli sposoby na poprawę nastroju.

Każdy z nas miewa gorsze dni. Czasami jest to tydzień, czasami tylko 2 dni. Wszystko jest w porządku, jeżeli obniżony nastrój nie wpływa na naszą pracę i produktywność. Jednak, kiedy zamiast wychodzić do ludzi zaszywasz się coraz głębiej pod kołdrą a wszystkie ważne sprawy przykładasz 'na potem' to znak, że dzieje się coś poważniejszego. Wiem, że kiedy coś jest nie tak, ciężko jest pracować jak dotychczas, ale w każdej chwili nasze 'gorsze dni' albo chandra może zamienić się w depresję.
Dlatego przedstawiam Wam kilka rad, jak umilić sobie nawet najgorszy dzień i nie dać się złemu nastrojowi.

Otaczaj się żywymi kolorami – Pomarańczowy, czerwony, żółty czy jasny odcień zieleni napawają optymizmem i chęcią do działania. Jak najczęściej ubieraj te barwy, a jak ognia unikaj szarości!

Słuchaj muzyki – Gdy czujemy się źle, to zazwyczaj słuchamy smutnej i spokojnej muzyki, bo ona współgra z naszym nastrojem. Taka muzyka nie sprawi, że poczujesz się lepiej. Słuchaj energetycznej muzyki. Ja mam swoją specjalną playlistę, na której nagrałam głównie latynoamerykańskie piosenki - nikt tak jak Brazylijczycy nie robi muzyki, która ma tyle energii!
Poza tym - ona sama sprawia, że zaczynam tańczyć!

Fototerapia czyli leczenie światłem – Spacer w słoneczny dzień jest jak najbardziej wskazany! Światło kojarzy się z latem i plażą, więc samo w sobie powoduje zwiększenie poziomu endorfin.
Można też korzystać z solarium, chociaż osobiście uważam, że ma ono bardziej destrukcyjny spływ na naszą skórę niż dobry na poprawę nastroju.
Fajnym rozwiązaniem są lampy do naświetlań - nie tylko dostarczamy sobie światła, ale także rozgrzewamy, leczymy przeziębienia, trądzik czy przebarwienia. Koszt to około 150 zł, ale z okazji świąt/urodzin i tym podobnych okazji można podpowiedzieć rodzinie co chcielibyśmy dostać jako prezent:)

Sport - ćwiczenia zwiększają wydzielanie endorfin, czyli hormonów szczęścia. Dodatkowo ćwicząc rozładowujesz napięcie spowodowane stresem, a skupiając się na ćwiczeniach zapominasz o problemie. Dzięki ćwiczeniom Twoje nastawienie zmienia się na bardziej optymistyczne, jesteś silniejszy i łatwiej radzisz sobie z codziennymi problemami. Ćwiczenia ponadto wzmacniają układ nerwowy, odpornościowy, hormonalny, czyli wszystko, co jest odpowiedzialne za naszą odporność psychiczną. Poza tym ćwiczenia wzmacniają mięśnie i kości, poprawiają sylwetkę, dotleniają komórki i poprawiają krążenie. Zmniejsza się również ryzyko wystąpienia choroby serca, osteoporozy, cukrzycy czy wysokiego ciśnienia

Spotykaj się z przyjaciółmi – Ludzie, których lubimy automatycznie zarażają nas pozytywną energią i motywacją do działania. Dodatkowo, spotykając się w miłym gronie z pewnością zapomnisz o problemie.

Śmiej się – bo warto! Śmiech poprawia zdrowie oraz przyciąga do nas ludzi i potrafi działać jak naturalne środki przeciwbólowe.

Odpowiednia dieta – Zadbaj o to, aby w Twojej diecie znalazły się witaminy z grupy B oraz magnez. Jeśli czujesz się zestresowany, to pomocne mogą być zioła: rumianek, melisa czy dziurawiec.

Osobiście, kiedy mam zły humor wybieram takie małe 'kombo' - jogging na świeżym powietrzu ze słuchawkami w uszach albo odsłaniam wszystkie okna i tańczę do brazylijskiej muzyki - co z tego, że nic nie rozumiem! :)

A Wy, jak sobie radzicie ze złym samopoczuciem?

środa, lutego 22

The Blind Side - Wielki Mike

Filmy, które lubię zazwyczaj nie należą do gatunku komedii romantycznych, bo takowych po prostu nie trawię. Wolę filmy biograficzne albo thrillery. Film o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć jest z gatunku tych biograficznych. Ma on jednak jedną wadę - w Polsce był wypuszczony tylko w wersji DVD więc nie wszyscy o nim słyszeli, a przecież Sandra Bullock dostała Oscara za najlepszą rolę kobiecą w tym filmie,a sam film też był nominowany do Oscara. Mowa tu o The Blind Side, w Polsce znanej pod tytułem "Wielki Mike. The Blind Side".
To historia o życiu Michaela Ohera, której scenariusz napisano na podstawie książki "The Blind Side: Evolution of a Game" pióra Michaela Lewisa z 2006 roku. Mike pochodzi z biednej rodziny - jego matka jest narkomanką, on nigdy nie widział swojego ojca, widział za to zbyt wiele złych rzeczy. Wyróżnia się z tłumu nie tylko wzrostem i gabarytami (stąd przydomek "Wielki Mike") ale także kolorem skóry - jest czarny, a w tych czasach ciemnoskórych uważano za niższą rasę, nawet w Stanach. Fabuła opiera się na życiu Mika podczas pobytu w Wingate Christian School. Dyrektor przyjmuje go tam z litości. Pomagać mu zaczyna zamożna rodzina Touhy, z Leigh Anne Tuohy na czele. Wspierają go, kibicują mu w trakcie treningów i starają się by zapomniał o mrocznej przeszłości. W przyszłości Michael staje się graczem Baltimore Ravens w NFL.
Jak dla mnie film niesie za sobą niesamowitą energię i wiarę, że mimo wszystko zawsze są wśród nas dobrzy ludzie, którzy chcą nam pomóc, a my jeżeli mocno chcemy, to możemy wszystko. Dla mnie film jest fenomenalny, ale wiem, że znajdą się osoby, którym może się nie spodobać ten film, bo kończy się happy endem. No może i tak się kończy, ja jednak wolę obejrzeć bardzo inspirującą i motywującą mnie historię niż kolejny film w stylu "Przyjaciele z bonusem"...

Widzieliście ten film? Co myślicie?

sobota, lutego 18

Czy można sobie ułatwić poranek?

Nie wiem jak u Was, ale u mnie rano każda minuta jest cenna... Biorą pod uwagę fakt, że sen jest u mnie w sumie rarytasem, lubię sobie pospać 15 minut dłużej zamiast przeznaczać ten cenny kwadrans snu na układanie fryzury czy stanie przed szafą i zastanawianie się w co mam się ubrać. Postanowiłam więc ułatwić sobie poranek najlepiej jak potrafię zaczynając od śniadania a kończąc na ubraniach i makijażu. W jaki sposób?
Śniadanie na uczelnię przygotowuję sobie dzień wcześniej razem z pierwszym śniadaniem - bardzo się cieszę, że mam w domu świetny gadżet - ekspres do kawy z wbudowanym budzikiem - zaraz po wyjściu z łózka mam gotowa kawę. Na śniadanie zazwyczaj jem to samo - surówkę. Od surówek jestem uzależniona - dzień bez surówki jest dniem straconym. Robię je z zapasem na 2 dni i zamykam w plastikowych pojemnikach, dzięki czemu mogę zjeść szybkie śniadanie.
Ubranie, makijaż i inne 'kobiece' atrybuty.
W kwestii ubrań mam jedną, wypracowaną od miesięcy metodę - w każdy niedzielny wieczór staję przed szafą i dobieram zestawy ubrań na cały tydzień. Dzięki temu oszczędzam czas rano, bo wyjmuję tylko spośród sporządzonych przeze mnie zestawów gotowy strój, który wisi na jednym wieszaku. Żeby ułatwić sobie niedzielną pracę, w komputerze mam oddzielny folder, do którego kopiuję wszystkie zdjęcia znanych ludzi lub fashion blogerek, które mi się podobają, a potem spośród tych zdjęć wybieram sobie kilka zestawów, które mogę stworzyć z rzeczy wiszących w mojej szafie. Może to i dziwne, ale dzięki temu wiem, że jeżeli połączę ze sobą dwie rzeczy to będą one dobrze razem wyglądać.



A makijaż? Makijaż jest moim wielkim hobby - uwielbiam próbować nowe triki, kosmetyki i rodzaje makijażu, dlatego jestem uzależniona od youtube - można tam znaleźć wiele makijażowych trików i tutoriali, które pokazują jak wykonać dany makijaż. Zazwyczaj są to makijaże gwiazd, więc łatwo mogę znaleźć zdjęcie danego makijażu żeby wrzucić je do swojego katalogu. Po wybraniu ubrań po prostu wybieram makijaż, który będzie pasował do stroju na następny dzień. A, że są to makijaże zazwyczaj delikatne (bo w takich wyglądam najlepiej) to jestem w stanie wykonać je w ciągu 10 -15 minut.
W następnych postach postaram się Wam pokazać kilka uniwersalnych zestawów ubrań, które da się stworzyć z rzeczy, które w szafie ma każda z nas, a inspirowane będą właśnie najczęściej wybieranymi zdjęciami z mojego folderu. Będzie też osobny filmik o makijażu.
Rozumiem, że może nie podobać się Wam fakt, że z założenia jest to blog o tematyce samorozwoju, a nie kosmetyczno-modowy, ale uważam, że we własną osobę należy inwestować nie tylko intelektualnie, ale także w kwestii wyglądu zewnętrznego, bo przecież (niestety) jak Cię widzą, tak Cię piszą... Poza tym lepszy wygląd to lepsze samopoczucie, a to gwarantuje lepszą efektywność w rozwiązywaniu problemów czy pracy mam rację?

piątek, lutego 17

The Iron Lady.

Rzadko chodzę do kina, ponieważ uważam, że przy tak świetnie rozwiniętej sieci internetowej wszystko można zobaczyć w domu. Wiem, że duży ekran ma jednak 'to coś', ale gdybym miała chodzić do kina na wszystkie filmy które chciałabym zobaczyć to chyba zbankrutowałabym. Poza tym nie okłamujmy się - dzisiejsze kino nie jest specjalnie ambitne. W sumie, tu nawet nie chodzi o ambitne kino, ale o fakt, że niektóre z filmów są po prostu nie do obejrzenia ze względu na kiepską grę aktorów, a nie mam zamiaru też wydawać pieniędzy żeby obejrzeć kolejną komedię romantyczną, która ma praktycznie taki sam scenariusz jak poprzedni milion.
Ostatnio jednak byłam w kinie na świetnym filmie, który ze szczerym sercem chcę Wam polecić, bo już dawno nie widziałam tak dobrego filmu. Mowa tutaj o "The Iron Lady" czyli "Żelaznej Damie" z Meryl Streep w roli Margaret Thatcher.
Film zrobiony jest w formie retrospekcji - na początku widzimy Margaret jako 70-cio letnią kobietę, która ma coś w rodzaju demencji starczej. Rozmawia z mężem przy śniadaniu. Potem jednak okazuje się, że jej mąż zmarł 8 lat wcześniej. Margaret rozmawia z duchem męża wspominając swoje życie.
Kiedy postanowiła zostać politykiem jej plany wzbudzały tylko pobłażliwy uśmiech. Dlaczego? Bo był rok 1982, doszło do wojny o Falklandy, bo była córką sklepikarza, dziewczyną z małej miejscowości i przede wszystkim - kobietą, która zapragnęła wejść do świata mężczyzn. Miała piskliwy głos, własny pogląd na każdy temat, ale także niezwykły tupet, a jej kapelusz i nieodłączne perły powodowały rozbawienie wśród polityków.
Poza historią życia Margaret ten film uświadamia, że wszystko przeminie, nawet to, o co walczyliśmy ze wszystkich sił, ale także, że nie należy się poddawać, że trzeba walczyć o swoje marzenia.
A Meryl Streep w głównej roli? Cudowna! Świetna aktorka, po raz kolejny udowodniła, że nie trzeba mieć 25 lat i wstrzykiwać sobie botoksu w celu zatrzymania młodości żeby dostać świetną rolę.
Podsumowując - życzę sobie (i Wam) więcej takich filmów!