Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzaminy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzaminy. Pokaż wszystkie posty

środa, stycznia 23

Big news!

Dziś tylko szybki update, zaraz znów uciekam do biochemii i innych tego typu 'przyjemności'.

Pierwszy wpis w tej sesji zdobyty! Mam nadzieję, że nadal będzie szło tak dobrze jak dziś, bo moja pierwsza ocena w indeksie to 4,5 :)

To by było na tyle, ja wracam do nauki. Mam nadzieję, że Wam także idzie dobrze!

sobota, stycznia 12

Dzień z życia - piątek, marnego weekendu początek

8.00 - jestem w połowie drogi na zajęcia. Mój kalendarz mnie przeraża. Znajomi w środę chcą zrobić parapetówkę. W środę! Kto normalny robi w środę parapetówki?!
8.35 - skąd tu tyle małych kawiarenek? Przechodzę tędy od pół roku co tydzień i do tej pory ich nie widziałam. Albo nie zwróciłam uwagi. Możliwa jest jeszcze trzecia opcja - fatamorgana, bo mój organizm naprawdę domaga się kawy, a w zasadzie nie tyle kawy co kofeiny.
8.45 - Ha! Dorwałam kawę w jednej z kawiarenek. To jednak nie fatamorgana.
9.00 - Wykładzik. Nudny jak nie wiem, ale co tydzień jest lista, no i facet naprawdę pamięta twarze, więc lepiej chodzić i się pokazywać w razie czego. Staram się słuchać. Ale tylko 10 minut, bo wyklad jest naprawdę nudny. Jedyna ciekawa rzecz? Wspomnienie w ramach dygresji o plemieniu Mohawk, którego członkowie od urodzenia są pozbawieni lęku wysokości, co obudziło we mnie antropologa. Niestety o plemieniu Mohawk było na tyle.
11.45 - zerwałam się z wykładu szybciej, bo muszę zdążyć na koło z biochemii. Teraz zaczyna się wyścig - z autobusami, tramwajami i czasem. Na szczęście udaje mi się dotrzeć na czas.
15.00 - koło było średnie. Niby nie trudne, odpowiedziałam na połowę pytań. Oczywiście musiałam, swoim standardowym szczęściem trafić na najtrudniejszy zestaw. Ale trudno.
15.30 - wreszcie w domu. Jem, ogladam głupawy film i idę spać.
17.15 - budzę się, ale nie mam siły się podnieść. Dobra, mam ale mi się nie chce.
17.30 - kąpiel przed nauką.
18.15 - czysta i pachnąca siadam do chemii.
22.00 - dzwoni Grzesiek, chce jechać na małe szybkie zakupy. No dobra, szykuję się, jedziemy.
23.00- kupiłam kilka podstawowych produktów, na wielkie zakupy nie było czasu.
24.00 - jeszcze godzinkę i spać. Panie, jak dobrze, że kolokwium jest po południu a nie z samego rana! Marzę żeby przy łożyć głowę do poduszki i zasnąć. To takie przyjemne uczucie.





czwartek, września 15

Sukces!

Kochani!!! Jestem dzisiaj podwójnie szczęśliwa!!!
Zaliczyłam ćwiczenia z chemii organicznej i egzamin z zoologii bezkręgowców! Ha! Został tylko egzamin z chemii organicznej, który jest jutro. Ale jestem już w 70% na niego przygotowana. Chciałam się wam tylko pochwalić moim małym sukcesem. Cieszę się tym bardziej, że wiem, że to wszystko to moja zasługa, bo włożyłam w zaliczenie przedmiotów (które prawdę mówiąc są moją zmorą od początku) duuuużo pracy i energii.

A co do mojej akcji 'nie przesypiam życia' to wczoraj - pobudka o 8, a dzisiaj o 7.20 :)

Niestety, nie mam w tym momencie czasu ani głowy do napisania czegoś dłuższego, bo uciekam do nauki na jutrzejszy egzamin... Mam nadzieję, że zaliczę go bez żadnych dopytek, bo mam tyle pomysłów, pozatym chcę wdrożyć w życie jeszcze więcej nowych rzeczy, a przede wszystkim już od kilku dni sama mam ogromną ochotę na zrobienie na blogu listy 'things to do before I die...' a to zajmie sporo czasu.